Inny temat: remont za ścianą. Ja rozumiem, że trzeba kuć i wiercić. OK. Dzięki temu szybko się wyleczyłam z pomysłu leżenia z grypą. Ale już zasypania gruzem. farbą noszoną na butach, całej klatki schodowej nie rozumiem. Albo trzeba posprzątać, albo dorzucić pani sprzatającej parę złotych. Ale ja nie o tym, tylko o tych naszych obyczajach. Bo miałam napisać: -zanim się zacznie gruby remont, wypada powiadomić/uprzedzić sąsiadów o ew. niedogodnościach. Czyli: ę, ą. Bułkę przez bibułkę. Bon Ton. A po chwili sobie wyobraziłam jak ja idę i uprzedzam. Retyyy... 😲 Wcale bym nie usłyszała: - ależ nie szkodzi, trudno, może w czymś pomóc? Bo to się nie mieści w naszych zwyczajach. W najlepszym wypadku by mi ktoś burknął. Reszta by poleciała na skargę o wszystko. Ta reszta kurząca na schody i wiercąca mi mózg po pracy. A pani od pieska.... zabiła by mnie wzrokiem na progu. Oj.... lepiej tu etykiety unikać. Do pana co naświnił wyekspediowałam syna sąsiadów. Z misją. 😉
A co mnie wkurza (nie piję do Ciebie Lena, absolutnie, ogólnie mnie wkurza), to to, że kobietom się wydaje, że im się NALEŻY. Należy im się otwarcie drzwi, wniesienie walizki, noszenie zakupów, trzymanie płaszcza. I mało która PODZIĘKUJE za to, że facet ją przepuści w drzwiach, przytrzyma windę, cokolwiek. No bo przecież facet MA TAK ROBIĆ. Masakra.
To z tym "stanąć bliżej siebie" (NFZ) to poseł PIS(?) wymyślił w TV.
Pchanie w kolejkach... Pewien pan (z ok. 10 letnim synkiem) uparcie "trykał" mnie wózkiem. To poprosiłam, czy mógłby zaprzestać. To usłyszałam, żebym uważała, i cieszyła się, żem cała, bo on mnie jeszcze zapi*doli 🙄
A co mnie wkurza (nie piję do Ciebie Lena, absolutnie, ogólnie mnie wkurza), to to, że kobietom się wydaje, że im się NALEŻY. Należy im się otwarcie drzwi, wniesienie walizki, noszenie zakupów, trzymanie płaszcza. I mało która PODZIĘKUJE za to, że facet ją przepuści w drzwiach, przytrzyma windę, cokolwiek. No bo przecież facet MA TAK ROBIĆ. Masakra.
Ja dziękuję ZAWSZE, nawet za drobiazgi, bo uważam, że szarmanccy mężczyźni to ginący gatunek 🙂 Co ciekawe, niektóre kobiety, o których pisze Strzyga wykazują taką postawę nie tylko do mężczyzn, ale ludzi w ogóle. Z drugiej strony, po kilku latach i wielu ochrzanach od rehabilitantki udało mi się uzyskać w pracy sytuację, kiedy duże zakup do biura z samochodu wnoszą koledzy. Trochę mnie śmieszy to, że musiałam użyć argumentu zdrowotnego typu problem z kręgosłupem, nikt się nie zastanowił nad tym, że kilkanaście lub więcej kilogramów zakupów na potrzeby biura (herbaty, kawy, cukry itp.) jest po prostu za ciężkie dla kobiety. Zostałam zbuntowana przez rehabilitantkę do tego stopnia, że po prostu przestałam nosić. Jak nikt nie odpowiadał na prośbę o pomoc, siatki zostawały w bagażniku. Podobnie było przy przeprowadzce biura. Nikt nie chciał pomóc przestawić ekspresu do kawy do kartonu - ekspres został niespakowany. Dopiero "terapia szokowa" pomogła.
Idąc za radą Teo, powiedziałam panu, co zasypał całą klatkę schodową pyłem z remontu: - Witam, zanieczyścił pan klatkę schodową. ( ćwiczyłam level pośredni) Na to pan: - No i co? Ja ( ze strzałką nastroju na czerwonym) - Proszę posprzątać po sobie, lub uzgodnić dodatkową zapłatę z panią sprzątaczką. Pan: Bo co? Ja odeszłam. Bo bym chyba panem tę klatkę wytarła. I co? Level pośredni nie działa wcale. 🙁
" Bo ponowną prośbę przekaże panu ktoś inny, bardziej kompetentny" Taniu miałam prawie identyczną sytuację pół roku temu, dwa razy jeden raz poskutkowała bardziej kompetentna osoba drugi raz zamiotłam z sąsiadką, pozbierałam gwoździe, deseczki i rozsypałam pod drzwiami owego sąsiada bałaganiarza- aluzję poniał, sprzątnął resztę na błysk!
No właśnie napisałam do administratora, że jak nie sprzątnie to go będę prosiła o pomoc. Ja nawet nie wiem czy to sąsiad czy majster jakiś, bo są w tym mieszkaniu nowi ludzie i ich nie znam. Wypatrzyłam też gruz w kontenerze na śmieci. 👿 Wrrrr..... Dlaczego to zawsze ja się czepiam? Są jeszcze trzy inne mieszkania i nikomu nie przeszkadza? Klatka niedawno pomalowana, ładna była, czysta. Dlaczego trzeba ustępować jakimś świniom ? ( nie uwłaczając świni świni, bo to fajny zwierzak)
Tania, przez Twoje sasiedzkie opowiesci boje sie, kogo moge spotkac po przeprowadzce. Na starym grochowskim osiedlu mam rowne praskie towarzycho, troche ciekawskich babc, ale generalnie ludzie pomocni i tak po prasku sympatyczni. Tam tez Praga, ale na nowym osiedlu to nie wiadomo kto zamieszka...
A czy myslicie, ze sa branze, w ktorych ludzie sa mniej przywiazani do etykiety, bardziej niegrzeczni? Ja ostatnio mialam kolejna okazje poprzebywac troche ze "Panstwem Z Telewizji" i coz.. no nieprzyjemne wrazenie zostalo.
A czy myslicie, ze sa branze, w ktorych ludzie sa mniej przywiazani do etykiety, bardziej niegrzeczni? Ja ostatnio mialam kolejna okazje poprzebywac troche ze "Panstwem Z Telewizji" i coz.. no nieprzyjemne wrazenie zostalo.
Pewnie to jakiś stereotyp z filmów, ale jakoś sobie wyobrażam, że dużo przeklinają. Ale być może to tak samo, jak z filmowym patologiem, co je w sali sekcyjnej w każdym filmie. 😉
Co do blizn- ja mam taką bardzo brzydką na plecach, po wycięciu przez jakiegoś rzeźnika 😎 pieprzyka. I przyznam się, że nigdy on dla mnie nie stanowił problemu, chociaż w kostiumie kąpielowym jest bardzo widoczny. Już dużo bardziej przeszkadzają mi 3 pieprzyki, które mam na ramieniu i które chętnie bym wycięła, gdyby nie obawa o taką bliznę 😁 Moja siostra z kolei ma 3 blizny na twarzy- nie jakieś wielkie, ale ponoć są widoczne. Ponoć, bo dopiero jak mi powiedziała, że ludzie się jej często pytają, dlaczego je ma, to sobie o nich przypomniałam i musiałam świadomie poszukać. I o ile zadawanie pytań przez nieznajomych albo mówienie za plecami jest niefajne, o tyle tłumaczenie dziecku wydaje mi się w porządku. No bo dzieci często tak mają- pytają się, dlaczego ten pan jest w ciąży, albo tamta pani jeździ na wózku- i co takiemu dziecku zrobić? Ofukać, zakneblować? Nie lepiej wytłumaczyć, że ludzie są różni, ale że to nie czyni z nich innych i zaznaczyć, że niegrzecznie jest zwracać na coś takiego uwagę i wytykać palcami?
AleksandraAlicja, tłumaczenie jak najbardziej, ale idiotyczne teksty, które się tym dzieciom czasem wciska, to cios poniżej pasa. Wiem, że są ludzie, którzy się tną, ale takie "sznyty" wyglądają jednak inaczej. I raczej na plecach nie występują 😉 Mniej by mnie chyba ruszyło, gdybym za plecami usłyszała o samobiczowaniu 😉
Z tym rozmawianiem z dziećmi to trzeba ostrożnie. Myśmy w dzieciństwie straszyli syna czymś, co "nie ma nóg ani rąk, a wygląda jak pająk" . Ot taki wierszyk śmieszny i tyle. I kiedyś szliśmy przez krakowski rynek a tam wieziono na wózku takiego pana co grał na skrzypkach. Krakowianie na pewno pamiętają. I syn tryumfalnie zakrzyknął: - WIEM! Nie ma nóg, ani rąk...... Resztę mu już zatkaliśmy szalikiem. 😉
tania, hahaha! To chyba tak, jak jakiś dziennikarz tłumaczył dziecku, że nie mówi się "kurwa", tylko "krowa". I wszystko było dobrze, dopóki dziecko nie zobaczyło na spacerze z dziadkami krowy i nie wywaliło na cały regulator: "o, KURWA!" 😉 Dworcika, no takie tłumaczenie to faktycznie niefajne, ja to bym chyba podeszła i sprostowała 😎
Moja sąsiadka opowiadała ostatnio sytuację, jaka spotkała jej siostrę i jej córkę. Dziewczynka wtedy ok. 5-6 lat, w domu w ogóle się nie przeklinało, rodzice bardzo o to dbali, młoda jeszcze do szkoły ani przedszkola nie chodziła, więc też nie miała jak "złapać". Wyszły do sklepu. Przed sklepem stało dwóch pijaczków, rozmawiali między sobą i oczywiście padło między innymi "o k**wa". Kobieta weszła z małą do sklepu, robi zakupy... a tu nagle małej coś wypadło i wypala na cały sklep "NO KU**A!" Siostra sąsiadki ponoć złapała ją i wybiegła czerwona ze sklepu nigdy więcej tam nie wracając 🤣
No i już wiem. To ja jestem ŹLE WYCHOWANA. Źle w sensie, że bez sensu. Źle na te czasy. O! Przed chwilką najechała na mnie pani ( w moim wieku) rowerem na chodniku. Pobrudziła mi płaszcz, przestraszyła mnie. I ja co? Odruchowo powiedziałam: -Oj, PRZEPRASZAM. A pani, również odruchowo: -Trzeba uważać jak się chodzi! I pojechała sobie dalej chodnikiem. 👿 Kurczę... najechała na mnie z tyłu. Nie mam trzeciego oka jak jaszczurka. Dreptałam sobie grzecznie. I ją PRZEPROSIŁAM. Głupia ja.
Hm.... taka sprawa związana z mailową korespondencją: - odszukał mi się po latach kolega ze szkoły. Bardzo to sympatyczne, jednak mam pewną wątpliwość. Otóż kolega przesyła mi liczne maile ze zdjęciami ze swych podróży, jakieś takie pokazy slajdów na tematy ogólne etc. No i widzę, że dołączył mnie do dość obszernej listy mailowej swoich znajomych i wysyła wszystko wszystkim. W tym listy prywatne czy też osobiste komentarze swych korespondentów. No takie kółko ma i mnie tam dopisał. Nie jest to znajomość romansowa ani jakaś bardzo prywatna, ale jednak..... Nie cieszy mnie udostępnianie mojego adresu obcym. Nie odpisuję z obawy, że list trafi do "kółka". Czy słusznie mam zastrzeżenia?
Hm, najzręczniej by było, gdyby wysyłał wiadomości do wielu odbiorców używając opcji "ukryta kopia". Może o tym nie pomyślał? Osobiście nigdy nie przepadałam za taką formą dzielenia się, na szczęście moi znajomi od dawna tego nie praktykują.
Odswiezam watek 🙂 Pytanie moze i glupie, ale przeszukalam internet i nie znalazlam odpowiedzi. Otoz wiadomo jak wyglada poslugiwanie sie sztuccami w podstawowym zakresie - widelec w lewej rece a noz w prawej. Jak to wyglada w przypadku osoby leworecznej? A poza tym, jesli ktos je na odwrot niz sie przyjelo "bo mu tak wygodniej" to jest to wielkie fax pas? Wiadomo ze w domu to mozna nawet jesc prosto z podlogi i nic nikomu do tego, ale w oficjalnych sytuacjach? 😀
kajpo nie wiem jak jest zgodnie z etykietą, ale ja niestety często spotykam się z niemiłymi uwagami i dziwnymi spojrzeniami przez to, że widelec trzymam w prawej ręce a nóż w lewej.
kajpo, przed chwilą mi Google wypluło informację, że jeśli gospodarz wie, że któryś z gości jest leworęczny i wie, gdzie ta osoba będzie siedzieć (domyślam się, że tu chyba ogólnie musi być określona wcześniej zasada, ze miejsca są jakoś "przydzielone"😉, to sztućce kładzie odwrotnie, natomiast leworęczny po skończonym posiłku zawsze odkłada je tak, jak osoba praworęczna. Z tym, że to było na jakimś forum, nie wczytywałam się za bardzo, więc informacja jest raczej do sprawdzenia u bardziej wiarygodnego źródła.
Jak twierdzi Pietkiewicz, który napisał wiele książek dotyczących etykiety przy stole, jedząc tradycyjne tzw. danie główne zawsze używamy widelca w lewym ręku, a noża w prawym (preferencje własne nie mają znaczenia), oczywiście są wyjątki dań w których dopuszczalne jest użycie rąk (np. żabie udka) oraz ewentualnie używamy 2 widelców do do jedzenia ryb (z czego ten w prawej dłoni służy jako zastępstwo do filetowania ryby). Taki smaczek "etykietowy" z nożem jest jeszcze, że nożem nie pomagamy sobie przy nakładaniu sałaty na widelec oraz nie używamy do krojenia ziemniaków noża. Ale o tym już chyba nie wiele osób pamięta 😉