demon, JA bym uznała tę formę za sympatyczną (i odmładzającą, he he) 🤣 - ale 90% dorosłych mieszkańców naszej miejscowości - w żadnym wypadku. Sama pomyśl - co wywołało burzę? Spontaniczność dzieci? Nie. FORMA. Forma to nie jest coś, co można olewać bezkarnie. Może inaczej - sytuacja, w której ktoś jest konwencjonalnie grzeczny i ujmujący - a moralnie świnia ostatnia - nie jest przedmiotem rozważań. Osoba otwarta, spontaniczna i życzliwa dużo ZYSKUJE, gdy DODATKOWO jest uważna - także w kwestii form. Szacunek to także to, że potrafimy zdobyć się na uwagę, przybliżyć sobie model, w którym funkcjonuje osoba, z którą nawiązujemy relację - choć by tak krótką jak: "Przepraszam, jechał już tramwaj x?" Ze poświęcamy odrobinę własnej wygody/nawyków, ułamek sekundy refleksji na to, jakiej formy Życzyłaby sobie ta osoba. Sama napisałaś, że synowie uczą się od ciebie. W owej (przykładowej przecież) restauracji powiedziałabym z uśmiechem coś w stylu: "Młody człowieku, przekaż mamie, że danie xy smakuje jak godne polecenia. Ale nie przypominam sobie, żebym przechodziła z Tobą na ty." Do dzieciaków nic mi. Natomiast w twoich wypowiedziach zauważam wcale niemały ton wyższości, "lepszych wyborów" i myślę, że właśnie ta postawa (której u siebie możesz wcale nie zauważać, mając dobre intencje) rzutuje na twoje mikro-zachowania, a nie, jak deklarujesz, gloryfikowanie spontaniczności i otwartości. Ot, jak choćby wyrażona nadzieja, że synowie nie będą "korposzczurami" - czyli "korposzczur" stoi niżej na twojej drabince ewolucji 🤣 Ja sądzę, że Każdemu człowiekowi szacunek należy się jak psu kość - dopóki nie udowodni, że na ten elementarny szacunek nie zasługuje. Szacunek dla bycia człowiekiem, co obejmuje brak pochopności na wejściu, odrobinę własnych starań - choćby wobec tak drobnej kwestii jak przywiązanie osób pełnoletnich w PL do zwracania się do nich w uznanej formie grzecznościowej. Jawisz mi się jako zaaferowana osoba, która nie ma czasu poświęcać czasu/uwagi na duperele (chyba, że koniecznie trzeba - czyli - sytuacja WYMUSI). Tylko, wyobraź sobie, jest to objaw lekceważenia - wszystkich tych, wobec których "nie trzeba koniecznie". Czyli stać cię na wyrazy szacunku, o ile się postarasz (uznasz, że koniecznie trzeba), a gdy tego nie wiesz - nie chce ci się starać 😉
Taka historyjka: było sobie dwóch stajennych, Paweł i Gaweł, nawet w zbliżonym wieku. Pawła nikt za nic nie chciałby utracić (urazić?) - i wszyscy lecieli :Panie Pawle (to, tamto), Czy mógłby Pan... Gaweł słyszał: wypad, Gaweł, odstaw to piwo i marsz śmieci wyrzuć.
demon, ewidentnie jednak masz problem ze chwytasz sie argumentacji używając podpisów pod nickami😉 Ja nawet nie będę komentować tego co wypisujesz. Bo witki mi opadają jak cię czytam. A ignora nie dam. Wszak każda wies ma swojego głupca. Btw nie zapomnij przeczytać jak planowałas dyskusji swemu 9 latkowi, wszak to takie partnerskie i wyluzowane. Niech posłucha jak mama walczy jak lwica o to by bezczelność zwac spontanicznością używając argumentów typu podpis pod nickiem😉
W życiu bym nie powiedziała, że dzieci demon są niewychowane 🤔 Jeśli by do mnie dziecko zwróciło się na Ty, a mnie ta forma by nie pasowała, to o tym mówię dziecku. W szkole co chwilę ktoś mówi do nas na Ty, jak nam nie leży, to o tym mówimy. Nie ma to nic wspólnego z brakiem ogłady czy wychowania.
halo już stukałam w klawiaturę, że absolutnie wszystko to co napisałaś jest warte rozważenia, przemyśleń, a co za tym idzie mimo własnych przekonań, możliwe że będzie prowadzić do pewnych zmian 😉, ale czytam następny post kolejnej osoby i czuje się jednak Bogiem szarmancji. I stąd zapewne też znowu to jedne słowo Pan/Pani w całym kontekście tej dyskusji toczącej się już na dwóch watkach dla mnie przestaje mieć, aż takie znaczenie i stad zapewne też mój ton.
Natomiast w twoich wypowiedziach zauważam wcale niemały ton wyższości, "lepszych wyborów" i myślę, że właśnie ta postawa (której u siebie możesz wcale nie zauważać, mając dobre intencje) rzutuje na twoje mikro-zachowania, a nie, jak deklarujesz, gloryfikowanie spontaniczności i otwartości.
Zapewne masz racje, ale to wynika z (przyznaje się) braku tolerancji na czystą hipokryzje. O ile na głupotę próg tejże tolerancji jest ustawiony znacznie wyżej to czyjaś hipokryzja niestety wywołuje we mnie takie, a nie inne emocje i od razu podświadomie, a może raczej pół podświadomie 😉 stawia mnie w wyższej w moim mniemaniu pozycji.
Bo jeżeli ktoś tak wojuje o formę , a właściwie nie o formę bo ona została zachowana ( chyba,że się nie zgodzisz, ale nie sadze ) a o jedno słowo, którego zabrakło po słowie "Przepraszam " a później czyjeś dzieci nazywa już nawet nie w skrytości domowego zacisza, ale publicznie - gówniarzami, bachorami ( tu akurat o moje dzieci nie chodziło) lub zawracającymi im d…. to jest hipokryzja w najczystszej postaci. A może rzeczywiście nie jest to hipokryzja, bo według podstawowej definicji tego słowa powinien jedynie w skrytości domowego zacisza rzucać takimi epitetami. Może to po prostu zwykła hmmmmm, albo przemęczenie i rzeczywiście dać sobie spokój bo mój próg tolerancji jest tu znacznie wyższy 🙄.
Ot, jak choćby wyrażona nadzieja, że synowie nie będą "korposzczurami" - czyli "korposzczur" stoi niżej na twojej drabince ewolucji 🤣 Ja sądzę, że Każdemu człowiekowi szacunek należy się jak psu kość - dopóki nie udowodni, że na ten elementarny szacunek nie zasługuje.
I tu znowu dochodzimy do momentu szacunku do innej osoby i wydawania o niej osadów na podstawie pisanych przez nią tekstów.
I tak z całokształtu postępowania moich dzieci jestem absolutnie dumna i mam zamiar to pielęgnować, ponieważ będę miała prawie absolutna pewność, że moje dzieci kiedyś nie staną się trybikiem korporacyjnej maszyny, który kopie doły z czystej satysfakcji pod drugim nieco słabszym ogniwem tejże firmy.
Rozumiesz jak druga cześć zdania, którą ominęłaś kompletnie zmienia cały kontekst mojej wypowiedzi i Twoja wypowiedz traci sens. Mam nadzieje, że nie muszę tego wyjaśniać 😉. Nie jest w porządku osądzanie kogokolwiek jak się nie ma czasu, ochoty, ani mocy ( bo np dziecko wisi Ci przy nodze ) czytać w całości jego wypowiedzi.
Ja też sadzę, że każdemu człowiekowi należy się szacunek jak psu buda. Tyle, że ja uważam, że człowiekiem jest także dziecko zarówno 4, 10 czy 15 letnie i jemu ta kość także się należy.
To miłe zen, wraca nadzieja w to ,że można czytać ze zrozumieniem :kwiatek:.
Co ja przed chwilą wywinęłam 😂 Rozmowa telefoniczna z klientką. -"Witam ................ok,dziękuję no to pa pa" A ja zamiast ok,dziękuję do widzenia to również "pa pa" I sobie siedzę i sama z siebie śmieję.
Ja bym się wypowiedziała, ale jestem tylko trybikiem korporacyjnej maszyny, to niższy stopień ewolucji, nie ogarniam etykiety 😎
No już będę w końcu złośliwa 😀iabeł:. Owszem szepcik nie ogarniasz, ale słowa pisanego. Nie mam nic do trybików korporacyjnych tylko do UWAGA cytuje samą siebie :".. trybika korporacyjnej maszyny, który kopie doły z czystej satysfakcji pod drugim nieco słabszym ogniwem tejże firmy."
Przetłumaczę Ci : nie rozumiem ludzi pracujących w dużych korporacjach, których głowy zostały tak zmatrixowane przez standardy i szkolenia danej firmy, że potrafią koledze, koleżance zrobić potworne świństwo dla zdobycia jednego punkcika u swojego szefa. Takich ludzi jest na pęczki- znam z opowieści znajomych pracujących w dużych korporacjach, którzy tylko i wyłącznie ze względu na swoją wrażliwość zrezygnowali z tejże pracy . Mieli wybór dopasować się do wyścigu szczurów lub się wycofać. Wycofali się i teraz zarabiają mniej, ale maja czyste sumienie.
Naprawdę to jest takie trudne przeczytać czyjąś wypowiedz do końca i sie na jej temat wypowiadać. Czy moje długie zdana, czasami ze skomplikowana składnią ( nie dla wszystkich na szczęście) aż tak utrudniają to co chcę przekazać ?
szepcik, wskaż mi proszę dokładny cytat demon, w którym użyła wyrazu korposzczur, bo nie mogę znaleźć. Wyszukiwarka wypluła mi wypowiedzi czterech osób, które użyły tego wyrazu, demon nie ma wśród nich, ale może mi coś umknęło 😉
Hmm, ok. No dla mnie akurat nie ma to pejoratywnego wydźwięku, taka jest prawda, że ludzie pracujący w korporacji, są w pewnym sensie trybem machiny. Każdy z nas zresztą na swoj sposób jest.
Bo nie było określenia "korposzczur" w tej rozmowie, tylko "trybik korporacyjnej maszyny"
TAAAAAK trybik znowu Ci wytłumaczę 😉. Trybik symbolizuje właśnie tą "złą osobę", której mózg przelasowały be, be szkolenia ( w których firma i jej dobro jest najważniejsze), a nie wszystkich ludzi pracujących w korporacjach. "Trybik"- ironicznie , a nie tryb jak napisała zen
C Z Y T E R A Z R O Z U M I E S Z ?- wybacz złośliwość ( duże litery) i może nawet pewien rodzaj braku kultury, ale nie mogłam się oprzeć 😤.
Tak się złożyło, że wypadło na ciebie demon 🤔 "Na kogo wypadnie, na tego bęc". Gdybyś nie była tak otwarta, nie byłoby sprawy, ale i okazji do refleksji 😤 A jest nad czym pomyśleć, ale to nic personalnego.
Obie dyskusje uruchomiły mi nieco rozważań, imo znacznie ważniejszych niż dobór wózka 🙂 Bo dziecko jakoś odchowa się (i wychowa!) nawet przy bardzo niedbałych rodzicach (oprócz skrajnej patologii). A wychowuje się stale w jakimś... świetle, nurcie, tonie postaw - minuta po minucie, bez udziału świadomości. Ten ton warunkuje co dorosły będzie przyjmował za oczywiste, za tak oczywiste, że nawet nie zauważy, że inni "mają" inaczej.
Jedna sprawa - to podejście każdego z nas do... hierarchii. "Egalite, fraternite" - kontra ustalony porządek rzeczy. No nie przypadkiem w partii komunistycznej mówiło się "towarzyszu" a w ZSSR za "barysznia" można było zafundować sobie wycieczkę na Sybir 🙁 "Postępowość" (a może - rewolucyjność?) a konserwatyzm. Formy grzecznościowe ilustrują nasze podejście do hierarchii. Okazuje się, że to ogromne pole do konfliktów. Nie chodzi o "duperele" - tylko o informację jak myślimy o hierarchii. Teoretycznie Tani nie powinno przeszkadzać, że nowy pracownik traktuje siebie jak... ucznia. A przeszkadzało. Co? Przecież nie forma. Czytelny przekaz: do tego kto jest kto i jaką pozycję zajmuje w hierarchii, jaki ma status - podchodzę luźno, ważniejszy jest dla mnie komfort emocjonalny. Stąd Tania (chyba) wyciągnęła wniosek, że wspomniana osoba podchodzi ZBYT luźno i do hierarchii i do... związanej z hierarchią odpowiedzialności. Czy słusznie? Niekoniecznie, bo nie dla wszystkich takie przeniesienie działa wprost. Ale wspomniana osoba powinna szybko zorientować się w oczekiwaniach, "w środowisku". "Iśćie" wbrew dowodzi braku zdrowego rozsądku. Od osoby odpowiedzialnej za zdrowie i życie oczekiwałabym zdrowego rozsądku 🙂 Z całą pewnością nie o etykietę chodziło. To tylko czubek góry lodowej.
Druga sprawa, ważniejsza. Niby mamy wszystkich szanować i uznawać inność. Tymczasem od pierwszych chwil życia jesteśmy uczeni... oceniania 🙁 To cacy, tamto be. Potem jest jeszcze gorzej. Nie dość, że każda chwila, każda szkolna czytanka, każda książka, film, każda... rozmowa informuje nas co jest "cacy", to jeszcze uczy... wartościować wartości! Wartościować systemy wartości. Że gdy ktoś oddaje się działalności charytatywnej - to bardziej cacy niż gdy deklaruje, że najważniejsze są pieniądze. A właściwie dlaczego? Dlaczego system wartości (jak są poukładane, od najważniejszych rzeczy po najmniej ważne) jednej osoby ma być "lepszy" od innego? Wg jakich kryteriów?
Bo dziwna rzecz - wartościuje się wartościowanie, ale nie mówi wg jakich kryteriów 🙁 DLACZEGO coś ma być "lepsze" od czegoś innego, w oparciu o co? Nawet nie usłyszymy, że SĄ RÓŻNE SYSTEMY WARTOŚCI. I mają się dobrze - szczególnie w różnych kulturach, ale nie tylko. Że wcale akurat intensywnie propagowany system wartości nie musi być "uniwersalny". Że to normalne, że jedni w pierwszym rzędzie będą brać pod uwagę dobro najbliższych, inni - najbardziej potrzebujących, jeszcze inni - wymierny stan konta. Jedni spontaniczność i "równość" ustawiają wysoko, inni - cenią konwencje i tradycjonalizm. I NIE SPOSÓB ustalić, czyja postawa "lepsza". Chyba, że wszyscy zgodzimy się na jednakowe (w skali świata, globalne) kryteria. A nawet takiej rozmowy nie ma 🙁 - gdzie tam do zgodnych ustaleń.
Potem wielkie zdziwienie - że "inni" są be 🙄, że są GORSI. No są gorsi - bo przecież NASZ system wartości (nawet nie zdefiniowany, bo po co?) jest THE BEST, najlepsiejszy. I tak, na wszystkich polach, mamy, że np. konserwatysta jest gorszy od "postępowca", a człowiek z rezerwą od entuzjastycznego optymisty. Kobieta "wyzwolona" od wiernej wyznawczyni Islamu. Pytam: wg jakich Kryteriów? Kto ustala normy, wg których można kogoś "ustawić niżej na drabinie ewolucji"? Do niedawna w Europie "niechcący" kierowano się... normami chrześcijańskimi. Zdaje się to już nie obowiązuje? Buddyjskie lepsze? A może "mentalność Kalego" jest najlepszym dziś wyborem?
Wiecie, jaki skutek? Że wobec totalnego bałaganu z systemami wartości a) nienawiść do innych/odmiennych ma się coraz lepiej b) uciekamy się do wartości matematycznie wymiernych: więcej kasy na koncie? = lepszy, więcej IQ = lepszy, więcej % na listach wyborczych = lepszy, ludzie się niżej kłaniają = lepszy, itd. 🙁
Etykieta "saute" to pikuś wobec ukształtowanego systemu wartości i świadomości, że inni nie muszą podzielać naszych opinii w tym względzie. Ze np. bardzo dla nas ważne: indywidualizm, niekonwencjonalność, szczerość nie stoją wysoko u osoby ceniącej poszanowanie tradycji i minimalizowanie zadrażnień. I NIKT nie jest "gorszy". Dla większości z nas człowiek namiętnie krzywdzący innych będzie "zły". Do głowy nam nie przyjdzie - że dla niego jesteśmy... kretynami 😀iabeł:
Jeszcze - pamiętam swój zarzut wobec mamy. Mamo, ty nas w ogóle NIE WYCHOWAŁAŚ! Nie wiem jak ukłądać sztućce i kieliszki! Mama: 🤔 To ty uważasz, że WYCHOWANIE polega na nauce układania widelców? 🤔wirek:
Co więcej jako osoba kulturalna udam na chwile osobę przygłupią i zrozumiem brak możliwości napisania w innym wątku jednej linijki tekstu, kiedy w tym się pisze 10 linijek. 😎
Nie nie. To ja jestem przygłupia (bez udawania 😎 ), bo znacznie łatwiej mi coś napisać z telefonu, np. o pieluszkach, niż przeczytać jakiś dłuuugi wywód na temat szeroko pojętej kultury... i się do niego odnieść.
No i patrzcie Panie jaka się nam tu ciekawa dyskusja przeze mnie wywiązała. 😀 Ciebie demon ubodło moje zwrócenie uwagi na mówienie na "ty". A moją uwagę teraz zwrócił Twój tekst o towarzystwie wzajemnej adoracji. Wątek dzieciowy jest specyficzny. Nie ukrywam, że uwielbiam sznurkę i Lewka, ale to zupełnie mi nie przeszkadza czasem się z nią nie zgadzać. Mam nadzieję, że nasza różnica zdań w kwestii kiedy i do kogo mówić na "ty", nie przeszkodzi nam się lubić. Tak forumowo. 😉
Podjęłam (bez przekonania) próbę wyjaśnienia młodej osobie, że "pani" to nic obraźliwego etc. Zostałam zasypana bełkotem, że krępujące, że się już nie używa, że utrudnia, że w GB to każdy każdemu..... I mi się ten gołąb Miśka przypomniał. 😂 Dałam spokój. Co mnie to w sumie....... Może faktycznie, osoba, której trzeba wmawiać, że jest Panią, to nią nie jest? Może faktycznie, osoba, która nie pojmuje, że w mojej firmie, to ja ustalam zasady, nie jest warta ani jednej chwili mojej uwagi? Odpuszczam, przyznaję-temat nie wart pisania.
Taniu, to niech siedzi w GB i robi karierę... ...ze juz sie nie używa... ... ze takie krępujące... Powiem szczerze, w moim środowisku, oprócz 1-2 wpadek (typu ten Pan na raucie) nie spotkałam sie z forma Ty, jaka reprezentuje demon.
Cóż, jak widac kiedyś były Panie i Panowie i.... plebs... Widac, ze te czasy powracają. 😉
Nie bardzo wiem o co chodzi z Demon, bo ja się nie zapuszczam do wątku o dzieciach. Ale był taki wątek o wychowaniu i to się chyba łączy wszystko. I mnie się wydaje, że wychować trzeba dziecko tak, żeby mogło poradzić sobie i tam gdzie "na ty" i tam gdzie "na pani". Wypić colę z butelki ale i używać poprawnie noża i widelca. Ubrać się stosownie do sytuacji. Etc, etc. Nie wiadomo, gdzie los poniesie i co będzie. Nie ma co się uczyć tylko jednego schematu.
Cóż, jak widac kiedyś były Panie i Panowie i.... plebs... Widac, ze te czasy powracają. 😉
No właśnie kiedyś 😉. A teraz co poniektórzy to sobie sygnety z hłerbami na palce zakładają, chociaż Pana z Panią to pierwszy i ostatni raz na fotografii w podręczniku do historii dla klas VI widzieli 😉.
Taniu wystarczy trochę wysiłku i można przeczytać w tym tekście, który przykleiłam z dzieciowego, że moje dzieci potrafią się zachować w różnych sytuacjach, a nie tylko sobie tak dumać bez czytania 😉
To może zmienię na lżejszy temat? Aaa psik! A psik! Katar. - Na zdrowie! -Dziękuję. lub -Oooo.... nie na wodę! - Dziękuję. Właśnie mam potworny katar i cieszę się, że jestem sama w domu, nie muszę nieustannie dziekować, uprzejmym skądinąd, ludziom sto razy na kwadrans. Wydaje mi się, że pojedyncze "na zdrowie" jest tylko przy pojedynczym kichnięciu. Przy zaziębieniu, można już sobie darować. Ale to taki drobiazg. Gorsze jest kichanie obryzgujące aerozolem wirusów wszystkich wokół. I zaglądanie publiczne do chusteczki, co też nam z głowy do niej wyleciało.
W ogóle nie powinno się mówić "na zdrowie". Za to kichający powinien powiedzieć "przepraszam". I nie mówi się "smacznego" 🙄 Kiedyś walnęłam gafę przy pierwszym wspólnym obiedzie z niemieckimi pracodawcami i międzynarodowym towarzystwem, z którym rozmawiało się głównie po angielsku. Zapytali jak się mówi po polsku "bon appettit/enjoy your meal". A ja głupia, zamiast powiedzieć, że "smacznego", powiedziałam, że się nie mówi. No to zaczęli się dopytywać co się w takim razie mówi, ja zaczęłam pokrętnie tłumaczyć, że nic... to znaczy że się mówi, ale to już niemodne, niezgodne z obowiązującymi zasadami savior vivre i że jest to jeszcze dziwniejsze od niemieckiego "malzeit", że w każdym języku znaczy co innego, więc nie da się sensownie przetłumaczyć... 😵 i tylko z każdym słowem się bardziej pogrążałam. Na szczęście ktoś zauważył moje rosnące zakłopotanie i zmienił temat. 😁