Moja, prawie 10-cio letnia klacz na widok przyczepki ma oczy jak 5 zł, odskakuje w bok i zaczyna dyszeć jak czajnik. Owszem, przedtem podróżowała, wchodziła bez większego oporu a teraz nie wiem już co robić. Nie chcę wpuchać jej na siłę! Prawie co tydzień próbujemy, są małe postępy ale małe. Zachęcam ją na owies, marchewki itp-wiem konia nie przekupię ale nie przychodzą mi do głowy inne metody 🤔wirek: Licze na waszą pomoc ;-)
Na mojego działa jedna rzecz - lonża za zadem. Bez tego mogę się męczy pół godziny i dopiero łaskawie wejdzie, a z lonżą za tyłkiem w minutę jest w przyczepie i zerwo stresu przy tym. Teraz w ogóle nie próbuję bez lonży, po co go stresować.
Mój Rudy też wchodzi tylko "przy użyciu" lonży. Bez lonży za zadem nie wejdzie. Chociaż czasami i to nie pomogło, pakowaliśmy 4 godziny i w końcu przyjechał znajomy i go wpakował. Tyle, że mój koń wcale się nie stresuje, on po prostu ma taki charakter jak nie musi koniecznie to nie wejdzie 🤔wirek:
TeliKoń to zwierzak. Animal. Rży i wierzga. Patrzy w dal. Konstanty Ildefons Gałczyński 07 maja 2010 21:45
Haha! Mój, jak już wie,że gdzieś jedziemy, to pomarudzi, pomarudzi i z lonżą za tyłkiem do przyczepy wejdzie. Za to nie ma najmniejszych problemów, jak mamy wracać do domu. Koń sam się ładuje do przyczepy.