co do kursu w kortowie to ja tam bylam zadowolona bo zaplacilam 1.800 zl i praktycznie na to nie chodzilam ... a tak poza tym to nie kortowo wymysla tok zajec tylko program jest ustalany przez jakis osrodek sportowy ktory oragnizuje te kursy czy cos tam ... to kurs na instruktora rekreacji ruchowej o spec. jazda konna wiec nei wiem czemu ludzi dziwi to ze polowa zajec to granie w siatke, anatomia czlowieka itp. czy zajecia z pierwszej pomocy. a druga czesc to dopiero konie./ takich kursow jest pelno o innych specjalizacjach a ta pierwsza czesc jest zawsze taka sama. W Kortowie sporo osób mówiło, że miało kłopoty z wyjeżdżeniem swoich planowych godzin (- za które w końcu zapłacili ). A w Gałkowie stosunek praktycznej pracy z końmi do części ogólnej był z dużą przewagą na korzyść koni - a organizator ze strony TKKFu ten sam 😉 (zresztą sporo ciekawych zajęć, i kilku fajnych wykładowców 🙂 )
co do koni w kortowie to powiem szczerze ze ja nie szlam na kurs po to zeby jezdzic sobie na innnych koniach czy sie tam czegos nauczyc. wydaje mi sie ze kazdy kto na taki kurs idzie powinien miec takie pojecie o jezdzie ze wozenie tylka w zastepie nie jest mu juz potrzebne. na takim kursie to juz powinno sie umiec jezdzic a nie chciec sie uczyc 😉 Mi zależało na jeździe (podobno od każdego konia można czegoś się nauczyć) - przykładowo w Gałkowie jeździłam podstawowo na klaczce, która ledwie przyjęła jeźdźca, bardzo dominującej i upartej, mega rozpuszczonej, którą sama wybrałam - by zwiększyć swe doświadczenie w pracy z młodymi końmi (- byłam wtedy w trakcie ujeżdżania mojej Poświaty). I wierz mi, że było bardzo ciekawie - dembowo, brykowo, barankowo (-zaliczone rozwalone ogrodzenie itp. - a pod koniec kursu byłam dumna z klaczki). 🤣 Po za tym miałam możliwość dosiadania cennych ogierów, czy koni sportowych choćby
Paradoksa Karoliny Ferenstein - była dla mnie pozytywnym doświadczeniem.
I lepszy przykład: mieliśmy dziewczynę na poziomie C ujeżdzenia na kursie. Mogła poprosić o zwolnienie jej z jazdy- ale nie zrobiła tego, przeciwnie jeździła po kilka koni dziennie ( gdzie dla niej pewne poziom większości z tych koni był jak te rekreanty "w zastępie"😉, więc ...
((Przy okazji -dla mnie ona była wzorem pod wieloma względami  😉
ogolnie jak ktos nie zda to sa pozniej poprawki. u nas zdalo w pierwszym teminie z polowa grupy. na poczatku maja z nastepny termion byl w czerwcu i pozniej jeszcze w sierpniu. chociaz smieszne jest dla mnie to, ze saw ogole tacy ludzie na kursie, ktorzy nie umieja przejechac programu L2 czy jakiegos tam i dzieci chca uczyc😉 Jedna z osób które nie zdały, jak ja śledziłam kurs- była bodajże najlepiej jeżdżącą osobą na kursie (czy drugą najlepszą? ). Nie zdała za pierwszym razem za złe prowadzenie jazdy innym - a wg. części kursantów wyglądało to bardziej na jakieś "polityczne" zagrywki, bo nie było, aż tak żle z tą osobą. I wg. powyższej wypowiedzi rozumiem, że "śmieszne jest dla <Ciebie> to, ze saw ogole tacy ludzie na kursie". A dla mnie, na tym polega kurs - jedni troszkę podszkalają się w umiejętnościach przekazywania wiedzy inni np. jeździecko, inni we wszystkim po troszku, a inni tylko sprawdzają poziom wiedzy i umiejętności, np. przygotowując się do kolejnych kursów.
Ola, Silver - śliczne foty 🙂