Moja kobyłka jest kuta na przody poniewaz szybko jej sie scieraja przednie kopyta...Ale na zime rozkuwamy gdyz nie ma sensu jej kuc bo jest slisko. Niestety w nastepnym sezonie bedzie kuta na cztery korekcyjnie 🙁. Mam drugiego konia ktory byl kuty na cztery korekcyjnie poniewaz miala przyrost sciegna (a weterynarze mowili ze to chory kregoslup ale to juz swoja droga)Narazie ściągneliśmy jej podkowy i zadnej kulwaizny nie ma.
Azbuka teraz to i masz racje ale rok temu porazka z nią była nie dało się pracować...Bo kon codziennie kulawy a teraz przyrost juz nie jest przyrostem bo zaczela pracowac
A ja się zastanawiam - rok temu w styczniu koń zaraz po wizycie kowala mi się podbił i stał miesiąc, od tamtej pory go kułam na przody. Miał dużą szczelinę po tej ropie w kopycie sprzed roku, która teraz zeszła mu prawie na sam dół. W tym miesiącu zgubił 3 razy podkowę 😵 Parę dni temu go rozkułam zupełnie i czekam na kowala do końca października. Kuć go na zimę? Koń będzie codziennie wychodził na padok, startował w halówkach raz na miesiąc powiedzmy i chodził na hali regularnie. Mam dylemat, z jednej strony boję się, że się znów podbije, a z drugiej ma mocne kopyta i śnieg by mu się wbijał w kopyta w podkowach... 🙄 proszę o radę 🙂
Dzionka jeśli koń ma wychodzić to też bym nie kuła. Jeśli będziesz jeździć na hai to "ciężko" będzie mu się podbić... Nie ma tam raczej ani kamieni, ani innych dziwnych rzeczy. A będziesz miał o niebo mniej roboty, śnieg nie będzie się wbijał..
Jako że zmina za oknem, to kujecie na podłaki anty-śniegowe? U mnie bez tego ani rusz, śniego nabija sie do podów i robią się dla konia obasy, w zawiazku z czym ciezko mu sie poruszać. Dobrze że w weekend przyjeżdza kowal, to nas zima w tym roku nie zaskowczy 😀 Moze jakiś macie inny sposób zeby śnieg sie nei nabijał? Smarowanie tłustymi rzeczami w każdym razie nie pomaga...
Ja przez kilka lat z rzędu kułam na cztery nogi mojego rudego (co było największą głupotą 🤬 ale nie o tym chcę napisać)i zawsze na zimę kułam go na wkładki śniegowe, do tego właśnie smarowałam te wkładki grubo smarem do kopyt. Zdarza się też, że smarowaliśmy podeszwę kopyta świeczką. Znajoma, ,żeby zaoszczędzić na wkładkach, miała wtedy dużo kutych koni, to zanim kowal przybił podkowę, podklejała podkowę dętką tak od spodu. Wtedy działało to jak wkładka przeciwśniegowa. A ja po wielu latach kucia rozkułam mojego rudego i jestem mega szczęśliwa😉 Nie będę miała problemów z klejącym się śniegiem w czasie jazdy, choć i tak baaardzo rzadko jeżdżę. No i dużo lepiej chodzi bosy. Jest luźniejszy, weselszy i jakoś tak lepiej macha łapkami 🤣
ja na zime tez rozkuwam. na padoku konie sa stabilniejsze,a ja wlasciwie nie jezdze zima, bo nie mam jak. a niech to kopytko sobie odetchnie. jesli mialabym jezdzic, musiaby miec podkowy+ hacele+ wkladka.
Jeśli koń pracuje 'naprawdę', tzn. wchodzi w grę jakiś sport, w sezonie zimowym jest do dyspozycji hala, nie ma sensu rezygnować z kucia. Jeżdziłam na wielu koniach i, niestety, prawda jest taka, że w podkowach wszystkie chodziły lepiej. Jazda sportowa to nie to samo co łażenie luzem po lesie i obgryzanie kory z drzew, obciązenia są większe i kon podkuty ma wygodniej. Aktualnego wierzchowca kuję na 4 i zwierzę rusza się świetnie 😉
Nie no, u mnie o żadnym sporcie nie ma mowy - będziemy pewnie raz na miesiąc jakieś LL-L jechać. Boję się raczej, że mi się na padoku podbije, jak gruda będzie 🙄 A kowal zmieniony, teraz właśnie jestem w zawieszeniu między tym starym a kimś nowym i koń na bosaka śmiga. Póki jest miękko to go zostawie rozkutego, a jak zacznie się gruda, to chyba jednak podkuję żeby nie było powtórki z rozrywki. Ale to pewnie jakoś grudzień-styczeń (mam nadzieję).
Ja nie kuję mojego rudego, ponieważ chodzi max 2 razy w tygodniu i nie potrzebuje podków.A podłoże mamy piaszczyste. Jak się zrobi gruda to nie jeździmy wcale. Całe dnie spędza na padoku, a jak jest twardo to wypuszczam na łąkę i tam może pobiegać.Chociaż mój rudy jak nie musi to nie biega, przecież nie będzie się nadmiernie wsilał;-) W tereny też nie chodzi. Ale jak kilka lat temu jeszcze startowaliśmy to kułam na 4, bo nie wyobrażam sobie jechać parkuru, nawet metrowego na trawiastym podłożu bez podków no i bez haceli.
solusiek ale zimą to raczej nie będzie zawodów na śniegu, tylko na hali będą 🙂 Ja te metrówki zamierzam w halach śmigać jeśli już. Znając siebie to i tak podkuję na wkładki za jakieś 2 miesiące, ale na razie niech lata boso i niech mu to kopyto odrasta.
Dzionka Hehe no pewnie, że na hali nie ma trawy 😁. Pozna pora robi swoje;-) Ale jak tak ogólnie mówię, że jechać konkurs na bosym koniu na trawie to samobójstwo.Chociaz bosym koniem na hali to te roznie bywa, wszystko zalezy od podloza.
moim zdaniem podbicia mogą wynikać ze zbytniego wybierania podeszwy przez kowala przy rozczyszczaniu. Ja tam mialam z pop. kowalem. Niby człek doświadczony, z 30 l. stażem koni sportowych na karku za prawie za każdym razem kobyła po rozczyszczaniu chodzila jak na szpilkach. I w końcu od takiego razu mi się podbiła i nawet ropę miala.
U mnie dzisiaj decyzja została podjęta- nowy kowal powiedział, żeby zostawiać na boska do wiosny 🙂 Myślę, że to dobra decyzja, bo sezon zimowy zapowiada nam się marnie jeśli chodzi o jazdę.
moim zdaniem podbicia mogą wynikać ze zbytniego wybierania podeszwy przez kowala przy rozczyszczaniu. Ja tam mialam z pop. kowalem. Niby człek doświadczony, z 30 l. stażem koni sportowych na karku za prawie za każdym razem kobyła po rozczyszczaniu chodzila jak na szpilkach. I w końcu od takiego razu mi się podbiła i nawet ropę miala.
Tjaaa... wcale nie taki rzadki przypadek, moją kobyłę keidyś też tak rozczyścił Pewien Znany Trójmiejski Kowal, że dwa miesiace sztywniała na czymkowliek poza trawą i piaskiem.
A potem jest prosty wniosek - kowal ziewa, przeciąga się i mówi: no cóż, koń ma słabe kopyta, trzeba okuć. A klient wierzy... bo przecież zawsze jak futrzak jest bosy to się podbija i ma ropnie...
Mi kowal wciskał że koń ma słabe podeszwy od chwastów a ja głupia wierzyŁam , oczywiście też mi proponował by konia okuć ale na szczęście sie nie zgodziŁam .
A potem jest prosty wniosek - kowal ziewa, przeciąga się i mówi: no cóż, koń ma słabe kopyta, trzeba okuć. A klient wierzy... bo przecież zawsze jak futrzak jest bosy to się podbija i ma ropnie...
taa... jasne, słabe kobyta. Z kolei ten mój były kowal co mi kobyłę parę razy tak urządził tłmaczył się że "czasem się zdarza za dużo wybrać". Ale na plus trzeba mu zaliczyć że sam wielokrotnie powtarzał że podkowa to jednak jest ostatecznośc i nie jest dla kobyta za zdrowa bo je osłabia.
wydaje mi sie, ze macie niefart do kowali. ja konia owszem, kuje na 4, ale na zime rozkuwam i chodzi bosy az sie spowrotem porzadna praca nie zacznie. nie podbija sie sam na padoku, pewnie gdybym pojachala galopem w jakies kamienie to by sie podbil, ale o tak jak sobie normalnie jezdze to nic mu sie nie dzieje na boso, kowal zostawia mu maksymalnie duzo strzalki (bo choc jest lepiej, to kopyto nadal jest zaciesnione), nie wybiera za duzo podeszwy, do kucia nigdy nie "robi koptyta do podkowy". odkad mam herszta jego kopyta bardzo sie poprawily. moj kowal patrzac na konie "naturalnie" rozczyszczone mowi, ze to nic innego jak PRAWIDLOWO rozczyszczone kopyto, choc nie byl na takim kursie.
ja z początku przyjmowałam to tłumaczenie "bo tak jakoś się za dużo wybrało" za cos normalnego - ale jak troche tu poczytałam wypowiedzi to rzeczywisty powód się sam przez się nasunął. Wielokrotnie wspominane było o tym że podeszwy się nie powinno wybierać, a przynajmniej minimalnie.
No i chyba oczywiste jest że jak się wybierze za dużo (jak w moim przyp) to koń odczuwa kopytem wszytko najdrobniejsze kamyczki, nierówności i tym łatwiej się podbije
najgorsze to chyba kiedy kowal podchodzi z rutyna. nie popatrzy jak kon stoi, jak chodzi, czy kopyto jest prawidlwe, tylko struga wszystko tak samo. tak, ze nieco szpotawe kopyto, wyszpotawi jeszcze mocniej, bo wytnie je na rowno, a z jednej strony trzeba bardziej, a z drugiej mniej- widzialam cos takiego. widzialam rowniez konie mojego sasiada, ktore kuje dosc znany wroclawski kowal. patrzylam z boku i myslalam: o fajnie wyprowadzone, duze, solidne kopyto. ale jak wzielam noge i popatrzylam pod spod to zrobilam tak 😲 bo kopyto owszem duze i okragle, ale ramiona podkowy sa bardzo blisko siebie, strzalka waska i wygnita, wyszarpana jakas taka. tragedia po prostu. sasiad na pewno nie wie, ze cos jest nie tak, z reszta od tego ma kowala. a kowal? co on sie bedzie pieprzyl zeby cos z tym zrobic, kon nie kuleje, wszystko gra. a tak musialby poswiecic na to wiecej czasu za te same pieniadze. skoro wlascicel nie widzi, ze cos jest nie tak... z reszta gdyby nawet wiedzial, to jak zmusic kowala, zeby nie zrobil po swojemu?
kaloe, od chwastów?? 🤔 są rzeczy na tym świecie... za trudne dla takiej małej dziewczynki po kursie weekendowym... 😲
ElaPe - "za dużo się wybrało" to ta sama kategoria co "jak jest mokro to miękkie kopyto i się konia zacina". Dwa lata temu krew obficie kapała jesienią w stajni (chyba 5 zaciętych koni, w tym 2 moje! Jeden w strzałkę, drugi w podeszwę). Nie rozumiem tego, bo ja się po prostu cieszę, że mam mniej do cięcia/piłowania, a nie rżnę "tyle co zwykle" i do krwi... i się cieszę, że kopyto miększe, bo się narzędzia mniej zużywają, siły mniej trzeba używać...
katija - tak to jest, że ludzie nie znają "metryk" kopyta i kopyto "duże" uważają za szerokie - a ono i owszem, szerokie jest, ale w przedniej części (gdzie powinno być "obcisłe"😉, a w tylnej jakaś masakra (to tam powinno być szerokie). Chciałabym zobaczyć serię zdjęć z procesu rozszerzania kopyta kuciem. Bo z tego co wiem, wydaje mi się mało prawdopodobne, że to w ogóle jest możliwe. Jak rozumiem, robicie to właśnie? Mogłabyś robić dokumentację zdjęciową? (najlepiej chociaz jedno kopyto, chociaz jedna fotka - od podeszwy - po rozkuciu i rozczyszczeniu, przed okuciem).