Idziesz do lekarza. Przepisał ci leki, które wcale nie pomagają. Robi ci się coraz gorzej. Tracisz apetyt itp. Idziesz znowu do lekarza. Mówi on, że nie masz już przeziębienia. To, na co chorujesz jest dużo gorsze. Ale przez brak apetytu przynajmniej chudniesz 😀iabeł:
masz konia, dałaś za niego kupę kasy (w końcu zbierałaś na niego, od kiedy tylko zaczęłaś o nim marzyć), postawiłaś go w super stajni, dostałaś w prezencie od chrzestnych dziadków cioci, którzy akurat mieli na zbyciu, niesamowity osprzęt, wyjechaliście w pierwszy teren, koń się potknął, uszkodził sobie nogę, jest skazany na emeryturę. Na emeryturze zjada coś trującego na pastwisku. Zdycha. Zostałaś z osprzętem i bez kasy. No, ewentualnie okazuje się, ze ktoś inny z rodziny kupił konia, więc zabierają Ci "rodzinny" osprzet. Zostajesz więc już tylko bez kasy i z traumą do końca życia.
Dostajesz się. Uczysz się swojego ulubionego angielskiego. Nagle czujesz, że powoli się unosisz. Okazało się, że grawitacja przestała prawidłowo działać i zamiast na podłogę spadasz na sufit. Zaraz za tobą spada grubas z twojej klasy. Nieszczęśliwie upada na ciebie i zostaje z ciebie naleśnk.
Twój kot powraca, jednak tym razem to Ty, z euforii odchodzisz - zapadasz w śpiączkę na tydzień, a przez ten czas twój kocur tnie sobie żyły, wypruwa flaki i kończy swój żywot dzień przed twoim przebudzeniem.
Dostaniesz szafę z opcją wyszukaj, ale szafa po wyszukaniu będzie do ciebie strzelać odzieżą, pewnego dnia zażyczysz sobie niebieskiej... nie zdążysz skończyć, a szafa zastrzeli cię parą majtek, spodniami razy 4, bluzek sztuk 3 i kopą skarpetek. A i jeszcze tuzin bluz.
Chcę, żebym jutro od 17😲0 do xx godziny nie popełniła żadnego głupstwa!
Masz odpowiednią ilość funduszy na starty, ale twój koń za każdym razem na przeglądzie prezentuje książkowe objawy kolki, a gdy przybywa do niego wet okazuje się, że tylko kuleje ;P
sprzedajesz dwa siodła, dostajesz sporo kasy i kupujesz świetne siodło. Wracasz do stajni i wieszasz siodło na wieszaku. Pierwszą jazdę planujesz na jutro. Następnego dnia wstajesz idziesz na jazdę patrzysz a twoje nowiutkie siodło jest osikane przez kota. Niemiłosiernie śmierdzi a żrące siuśki zniszczyły skórę. Bierzesz je do rąk z nadzieją ze jeszcze je uratujesz, a tu nagle kolega wyskakuje ci zza pleców i tak cię straszy że upuszczasz siodło. Okazuje się że pękła terlica. Niestety musisz je wyrzucić.
Chcę żeby w ten weekend na zawodach nie padał deszcz, bo mogłoby się stać coś złego przez podłoże.
chemia staje się dla ciebie tak banalna, że zbyt mocno uwierzyłaś w siebie i zgłosiłaś się do zaprezentowania pewnego eksperymentu. niestety, pomyliłaś kurki i stworzyłaś wybuch, dostajesz jedynkę na koniec. 😁
Dostajesz się na wymarzony kierunek, ale babka która prowadzi zajęcia w prosektorium nie znosi twojej osoby i oblewa cię dwa razy. Jesteś wiecznym studentem, bez praktyk i pracy, na utrzymaniu podatników (w między czasie amputowali Ci nogę i masz rentę (protezę również)) i rodziców, którzy myślą jakby cię tu wydziedziczyć.
Chcę żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce, a żeby to co mi się chce chciało mi się jeszcze bardziej!
Z tego chciejstwa odechcewa ci się chcieć to czego nie chcesz jeszcze bardziej niż to że chcesz nie chcieć czegoś. I takim sposobem grzybiejesz w samotności podtrzymywany przy życiu przez respirator którego nikt nie chce nawet chcieć odłączyć chciałabym znaleźć muchomora sromotnikowego i go zjeść