W piątek wróciłam z uk. tam codziennie chodziłam pomagać sąsiadce siostry w jej stajni. ma ona pensjonat dla dużych koni, w ktrym trzyma 5, oprócz tego własnych ogonów ma 4. do tego ma właśnie kuce szetlandzkie i miniatury. jest ich 7 + 2 osiołki.
pierwsze co mnie zaskoczyło, to fenomenalnie zorganizowany dzień pracy (kobieta zajmuje się całym tym stadkiem sama, rano tylko przy wyrzucaniu obornika pomaga jej znajomy).
no ale wracając do kucy. genialne warunki. 5 stajni, w pierwszych trzech, stoją odpowiednio po dwa kucyki. w czwartej jedna klaczka, a w piątej osiołki.

z zewnątrz może nie wygląda na jakieś pałace, ale jest ład, skład i porządek. kucyki mają sucho i czystko.
dzień zaczyna się zbieraniem kup z 3 piaszczystych padoków. założenie siana na paśniki. wyprowadzenia małych. niestety żeby dojść na padoki muszą przejść przez duże błocko, taka pora roku. potem sprzątanie boksu. na razie małe nie mają mat gumowych, w przyszłym roku jak dobrze pójdzie z kosztami będą je już mieć. z tego względu mają ścielone mega dużo słomy. później każdemu świeża woda. zamiatanie, i do dużych.
na południe każdy dostaje swoje wiadro z jego paszą. dołożenie siana jeśli trzeba. wieczorem siano na noc. i zbieranie maluchów z wybiegów mycie nóg i do spania.
małe szczęśliwe. 1 ogier 4 klacze, w tym dwie stricte hodowlane. wałaszek zaprzęgowy i klaczka ujeżdżona. wszystkie maluchy uczestniczą w zawodach dla szetlandów, pokazach i wystawach. są super szczęśliwe i wszystkie tak kochane jak to tylko możliwe. chciałabym żeby u nas tak mogło być w przynajmniej połowie stajni, gdzie są szetlandy.

