To ja tak skromnie, podzielę się krótką, typowo rekreacyjną 😉 relacją z tego jak to u mnie wyglądało.
Jeszcze w czerwcu bałam się jeździć kłusem ćwiczebnym, bo zwyczajnie nie umiałam i nie chciałam zrobić koniowi krzywdy. Bez strzemion umiałam wysiedzieć wszystko, każde tempo... Ale jak tylko wkładałam nogi w strzemiona, momentalnie zaczynałam odbijać się od siodła + strzemiona mi wypadały...
Wyjechałam na wakacje do pracy przy koniach. Jeździłam samopas codziennie po 1-3 konie + w każdy poniedziałek miałam trening z trenerką. I powiedziałam jej otwarcie z czym mam największy problem.
Już w połowie sierpnia mogłam jeździć ćwiczebym w strzemionach i wysiadywałam wszystko. Wydłużenia w kłusie, przejścia z galopu do kłusa i w drugą stronę. Nawet było mi wygodniej niż kiedy anglezowałam... Najlepiej mi szło na Connorze, na którym jeździłam najwięcej i na którym zazwyczaj miałam treningi (z własnej woli 🙂😉 Gdy jeździłam na innych koniach było znacznie lepiej, jednak wciąż nie tak dobrze jak na Connorze.
Ale w moim przypadku, tak jak napisałam wyżej, chodziło tu o częstotliwość jazdy na danym koniu. Na początku lipca jazda ćwiczebnym w strzemionach na Connorze wydawała mi się niemożliwa 😁
Co się okazało, to że trzymałam się kolanami siodła... Gdy tylko puściłam kolana, noga momentalnie wydłużyła się i oparła mocno w strzemieniu. Byłam w szoku, że w tak krótkim czasie nagle potrafię siedzieć i sprawia mi to przyjemność. To było jak zdjęcie klapek z oczu i uważam tą drobną rzecz za ogromny przełom w mojej jeździe ostatnimi czasy.
Rok temu halo radziła mi wydłużyć maksymalnie strzemiona (o 5 dziurek z tego co pamiętam). To miało mi pomóc. Niestety zadziałało w drugą stronę. Poza bolesnymi obtarciami zraziłam się do kłusa ćwiczebnego...
I tak jak wczoraj mówiła Kyra - ujeżdżenie nie polega na tym, żeby wydłużyć sobie maksymalnie strzemiona i jeździć na prostych nogach, a co za tym idzie nie być w stanie prawidłowo oddziaływać na kopytnego. Strzemiona muszą być dopasowane indywidualnie, a tak jak było w moim przypadku - warto było je nawet skrócić o 1 czy 2 dziurki aby mieć lepsze oparcie w strzemieniu na początku re-nauki ćwiczebnego 🙂
Z tak ustawioną nogą anglezowałam sobie w maju na Kaprikornie (pięta często w górze + wyraźne oparcie na kolanie, a nie na stopie...)

Z tak ustawioną nogą jeździłam kłusem ćwiczebnym w sierpniu na Connorze :