Forum konie »

Kłus ćwiczebny...

U mnie niby ok, ale problem jest z prawą, gorszą u mnie, stroną. Lewa strona ładnie przylega i nie ucieka nigdzie, za to prawa (nie wiem czy to jest spowodowane wcześniejszym gipsem na 6 tyg i kolanem) lata jak popadnie. Niby jestem rozluźniona, ale łydka spięta na beton, biodro napięte również.
Moze to być spowodowane wcześniejszymi urazami?
To ja tak skromnie, podzielę się krótką, typowo rekreacyjną  😉 relacją z tego jak to u mnie wyglądało.
Jeszcze w czerwcu bałam się jeździć kłusem ćwiczebnym, bo zwyczajnie nie umiałam i nie chciałam zrobić koniowi krzywdy. Bez strzemion umiałam wysiedzieć wszystko, każde tempo... Ale jak tylko wkładałam nogi w strzemiona, momentalnie zaczynałam odbijać się od siodła + strzemiona mi wypadały...

Wyjechałam na wakacje do pracy przy koniach. Jeździłam samopas codziennie po 1-3 konie + w każdy poniedziałek miałam trening z trenerką. I powiedziałam jej otwarcie z czym mam największy problem.
Już w połowie sierpnia mogłam jeździć ćwiczebym w strzemionach i wysiadywałam wszystko. Wydłużenia w kłusie, przejścia z galopu do kłusa i w drugą stronę. Nawet było mi wygodniej niż kiedy anglezowałam... Najlepiej mi szło na Connorze, na którym jeździłam najwięcej i na którym zazwyczaj miałam treningi (z własnej woli 🙂😉 Gdy jeździłam na innych koniach było znacznie lepiej, jednak wciąż nie tak dobrze jak na Connorze.
Ale w moim przypadku, tak jak napisałam wyżej, chodziło tu o częstotliwość jazdy na danym koniu. Na początku lipca jazda ćwiczebnym w strzemionach na Connorze wydawała mi się niemożliwa  😁

Co się okazało, to że trzymałam się kolanami siodła... Gdy tylko puściłam kolana, noga momentalnie wydłużyła się i oparła mocno w strzemieniu. Byłam w szoku, że w tak krótkim czasie nagle potrafię siedzieć i sprawia mi to przyjemność. To było jak zdjęcie klapek z oczu i uważam tą drobną rzecz za ogromny przełom w mojej jeździe ostatnimi czasy.

Rok temu halo radziła mi wydłużyć maksymalnie strzemiona (o 5 dziurek z tego co pamiętam). To miało mi pomóc. Niestety zadziałało w drugą stronę. Poza bolesnymi obtarciami zraziłam się do kłusa ćwiczebnego...

I tak jak wczoraj mówiła Kyra - ujeżdżenie nie polega na tym, żeby wydłużyć sobie maksymalnie strzemiona i jeździć na prostych nogach, a co za tym idzie nie być w stanie prawidłowo oddziaływać na kopytnego. Strzemiona muszą być dopasowane indywidualnie, a tak jak było w moim przypadku - warto było je nawet skrócić o 1 czy 2 dziurki aby mieć lepsze oparcie w strzemieniu na początku re-nauki ćwiczebnego  🙂

Z tak ustawioną nogą anglezowałam sobie w maju na Kaprikornie (pięta często w górze + wyraźne oparcie na kolanie, a nie na stopie...)



Z tak ustawioną nogą jeździłam kłusem ćwiczebnym w sierpniu na Connorze :

okwiat, mądre słowa Twoje są. Tylko jedno "ale".
Do Connora jesteś bardzo dobrze dobrana wzrostowo. Przy długiej nodze, nadal masz przy łydce sporo konia. Jeżdżąc na koniu mniejszym niż nasze optimum (tak jak Ty na Kaprim) końska kłoda kończy się dużo wcześniej, łydka natrafia nie na najszersze miejsce na boku konia, ale część już zwężającą się.  A że pomiędzy kolanem a kostką nie ma dodatkowego stawu (a przydałby się czasami, przydał) to łydka "szuka konia" cofając się.
Niestety, ale konia do jazdy sobie nie wybrałam, tylko wzięłam co mi dali i nie narzekam  😁
I wszystko się zgadza (że ciężko mi usiąść ładnie na Kaprim), ale ja pisałam raczej o kurczowym trzymaniu się kolanami niż o cofającej się łydce.
Niebawem Kapri wraca, więc będę miała szansę wykorzystać zdobytą ostatnimi czasy wiedzę i przekonać się o tym, czy rzeczywiście wyzwaniem będzie poprawnie się na nim usadzić. Jego właścicielka mimo, że jest wyższa ode mnie wygląda na nim przyzwoicie  😉

Zaczęłam szperać w zdjęciach i znalazłam dwa ciekawe.

Jedno z zakleszczenia kolan:



i drugie chyba z chwilowego odblokowania nogi... Łydka cofnięta raczej nie jest  😉



ale chyba zbaczamy z tematu Ascaia, bo mowa tu o kłusie ćwiczebym  😉
Tak czy inaczej puszczenie kolan pomaga!!!  😜
okwiat, mądre słowa Twoje są. Tylko jedno "ale".
Do Connora jesteś bardzo dobrze dobrana wzrostowo. Przy długiej nodze, nadal masz przy łydce sporo konia. Jeżdżąc na koniu mniejszym niż nasze optimum (tak jak Ty na Kaprim) końska kłoda kończy się dużo wcześniej, łydka natrafia nie na najszersze miejsce na boku konia, ale część już zwężającą się.  A że pomiędzy kolanem a kostką nie ma dodatkowego stawu (a przydałby się czasami, przydał) to łydka "szuka konia" cofając się.


Bardzo trafna uwaga. Dlatego czasem dzieją się cuda przy "przesiąściu się" na innego konia 😉
A z małymi lub bardzo okrągłymi końmi trzeba upewnić się, że jest reakcja na dotknięcie łydką, a nie duszenie z zadzieraniem pięt.
Choć akurat w kłusie ćwiczebnym pięty nie muszą być w dole za wszelką cenę, ważne jest rozluźnienie całej nogi od bioder zaczynając. Dlatego bardzo polecam ćwiczenie z odrywaniem ud od siodła w bok. Potem siedzi się o wiele głębiej w siodle.
Ascaia, Julie - pozwolę sobie się z wami nie zgodzić  😉 . W kłusie ćwiczebnym nie trzymamy się przecież łydkami, są przyłożone w swojej górnej części, ale do takiego np. Kaprikorna ta górna część bez problemu się przykleja przy wzroście okwiata. Jeśli ktoś szuka łydką konia, to znaczy że się nią łapie - a to z kolei znaczy, że nie siedzi luźno i w równowadze, tylko siłowo się zakleszcza.


To jest moja normalna, niedziałająca łydka w kłusie ćwiczebnym na koniu co prawda niewysokim, ale za to bardzo szerokim - więc nogi mi się w całości chowały w niej bez dyndania. Trochę kiepsko widać ze względu na jej maść, ale generalnie można dostrzec, że łydka jest przyłożona tylko u góry, a potem grzecznie zwisa. Tak samo będzie w przypadku konia jeszcze niższego.
busch, trzymanie się łydką inna innszość, a tu chodzi o możliwość działania, dawania sygnałów, która jest niezbędna do pracy. Popatrz dokładnie na zdjęcia okwiatki - brzusiec łydki jest już w miejscu gdzie żebra już się "kulą". Widziałam ich na żywo, więc mam dodatkowy ogląd. I myślę, że to jednak ma spore znaczenie dla cofania łydki, dla podciągania kolana i całej nogi ku górze. Bo podświadomie szuka się kontaktu z bokiem konia. U Ciebie jednak konia pod nogą sporo, łydka w tym momencie może nie działa, ale jeśli miałabyś krok później coś skorygować to masz pole manewru.

Wracając bardziej do głównego tematu. W pewnym momencie mojej drogi jeździeckiej dopadły mnie spore problemu z kolanami. Lekarz sportowy nakazał kategorycznie - żadnych obciążeń. A że był to mądry lekarz (sam związany z końmi) to nie zabronił jazd, tylko zalecił rezygnację z wszelkich skoków i podskoków, półsiadów i anglezowania. Z wszystkich elementów, które w najmniejszym stopniu angażowałyby stawy kolanowe. Żeby mnie nie korciło Ojciec na dobre pół roku po prostu zabrał mi strzemiona. To była świetna lekcja - nie miałam wyjścia musiałam zaufać grawitacji i usiąść w siodło. A trzymanie się kolanami nie wchodziło w grę ze względu na ból. Od tamtego czasu przez kilka następnych lat, gdy regularnie jeździłam, ćwiczebny był dla mnie najwygodniejszym sposobem poruszania się na koniu. Byłyśmy wtedy najbardziej zgrane. 
Bush - dziękuje. Z tym luźnym brzuchem trafiłaś w 10! Od brzucha w górę jestem luźna a od brzucha w dół nie wierzę w grawitację i zakleszczam sie kolanami. Spróbuje tych ćwiczeń - w sumie to mogę je wykonywać przed każdą jazdą w stempie a póżniej po rozgrzewce w kłusie. Wielkie dzięki.

Przeczytałam wczoraj "Gawędy jeździeckie" o których wczesniej była mowa, o obniżającym i podnoszącym się końskim grzbiecie w zależności od stawiania tylnych nóg konia i o związanej z tym prawidłowej pracy miednicy jeźdzca. Czyli jak tylna prawa noga idzie do przodu to grzbiet konia po tej stronie obniża się a po lewej stronie podwyża. I w związku z tym jeździec powinien podnosić raz prawe biodro raz lewe ( ruch w kłusie np). No i zapytałam dzis o to dresażystów z mojej stajni (klasa C i CC) a oni nie mieli pojęcia o czym ja mówie. Więc jak to jest ktos to czuje czy nie?

I na podstawie waszych zdjęć stwierdzam, że mam skokowy dosiad w siodle ujeżdzeniowym.  😜 Musze jakos nauczyć się wyciągnąc noge w dół i nie trzymać się kolanami i usztywnić mięśnie brzucha. Wielkie dzięki za rady  :kwiatek:
Mnie w kłusie ćwiczebnym uczyli amortyzować napinając mięśnie brzucha wtedy kiedy koń podrzuca mnie do góry, działa 😉
Popatrz dokładnie na zdjęcia okwiatki - brzusiec łydki jest już w miejscu gdzie żebra już się "kulą". Widziałam ich na żywo, więc mam dodatkowy ogląd. I myślę, że to jednak ma spore znaczenie dla cofania łydki, dla podciągania kolana i całej nogi ku górze. Bo podświadomie szuka się kontaktu z bokiem konia. U Ciebie jednak konia pod nogą sporo, łydka w tym momencie może nie działa, ale jeśli miałabyś krok później coś skorygować to masz pole manewru.

I co z tego że brzusiec jest nisko? Przecież piszę, że łydka przylega u góry, a potem odstaje - jeśli nie działasz. I nie trzeba "podświadomie" szukać kontaktu z koniem, nikt tego zresztą "podświadomie" nie robi - co najwyżej cofa łydkę żeby się nią złapać.


Czyli jak tylna prawa noga idzie do przodu to grzbiet konia po tej stronie obniża się a po lewej stronie podwyża. I w związku z tym jeździec powinien podnosić raz prawe biodro raz lewe ( ruch w kłusie np). No i zapytałam dzis o to dresażystów z mojej stajni (klasa C i CC) a oni nie mieli pojęcia o czym ja mówie. Więc jak to jest ktos to czuje czy nie?

Ja tego nie czuję i nawet nie próbuję stosować przy kłusie wysiadywanym - za to w stępie dobrze to czuć 🙂
okwiat, ponieważ rozwinęłaś się tak bardzo (gratuluję!) że pamięć cię zawodzi, zacytuję ci moje rady dla ciebie (PW) z... ok. 16.04.2009:

"Czy Ty przypadkiem nie gubisz się trochę przy próbach zmiany dosiadu wszechstronno - skokowego na ujeżdzeniowy? Przecież na tych pierwszych zdjęciach wystarczyło o dziurkę - dwie strzemię wydłużyć!
Chyba Lena Ci pisała - zaczął pojawiać Ci się typowy dosiad widłowy. A ja bym winą za to obarczyła... siodło! (...) Odsuwasz się do tyłu, jednocześnie próbując sięgnąć kolanem tybinki. I zaczyna się problem - bo tylny łęk (na którym lądujesz) zaczyna podbijać - więc go unikasz - i nie siedzisz na d., tylko na kości łonowej. Po prostu na tę chwilę to siodło na (dalszych) zdjęciach jest na ciebie za małe! No chyba, że masz ochotę je od nowa wyjeżdżać, siedząc bez strzemion na przednim łęku z mocno obciągniętymi w dół! palcami  Nie polecam - bo to bardzo bolesny proces!

Ja naprawdę na siodle ze zdjęć nie widzę dla Ciebie przyszłości w dosiadzie ujeżdżeniowym na długich strzemionach, bo... (...)
"Doraźnie" wróciłabym do dosiadu wszechstronnego, na dużo krótszych strzemionach, z żelem i pilnowała "prostości" pleców i ruchu bioder po siodle typu wślizgiwanie się w siodło, "ogon" pod siebie. (...)
Naprawdę, znaczne wydłużenie strzemion nie jest zawsze receptą na wszystko, także na głębsze siedzenie w siodle (o co Ci pewnie chodziło). "Wwierć" się w siodło, pogimnastykuj. Na usadzenie na d. dobra jest jazda z kolanami prawie pod brodą! Naprzemienne wymachy nóg od biodra mają sens o ile kości siedzeniowe nie zrywają kontaktu z siodłem. Odrywanie nóg od siodła - "szpagat" też na d. usadza."
halo chcę tylko sprostować, że nie rozwinęłam się bardzo, tylko odrobinę, ale zawsze to krok na przód  🙂 a w pierwszym cytacie z tego co pamiętam opisujesz moje zdjęcie z jazdy w skokówce. Reszta na pw, bo nie mam w zwyczaju zaśmiecania forum. Wątek nie jest o mnie, tylko o kłusie ćwiczebnym.
Może taka niekonwencjonalna metoda na naukę kłusa ćwiczebnego?
-Ferie,wakacje w stylu west? Tam się rzadko anglezuje a ćwiczebny jest normą.
Duże stabilne siodło z hornem do łapania się . Taka odmiana pomaga w nauce rówowagi i rozluźnienia.
Widziałam , znam osoby, którym pomogło.
Sama nigdy nie miałam podobnego problemu-jakoś tak zawsze było "siada się i się jedzie" - ale zaczynałam naukę na koniu naprawdę paskudnie wybijającym,niewygodnym w kłusie-zatem wszystko po nim jest już na zawsze komfortowe.
Początkujący westowcy nie umieją anglezować dla odmiany.
Urlop westowy może miło, odmiennie , bezbólowo pomóc.
Tania-ja zamiast siodla westowego z hornem, mam ujezdzeniowke, a z przodu przyczepiony paseczek 😉
Mnie i Zwiastunowi bardzo pomogl w wysiadywaniu posrednich klusow-juz na sama mysle, ze mam usiasc w posrednim usztywnialam sie i kulilam, kon dostawal dupskiem po plecach i tez sie usztywnial i robil sie jeszcze bardziej niewygodny.Ktoregos dnia zaczepilam paseczek i w kazdej niepewnej sytuacji przytrzymaywalam sie go.Juz po pierwszym wydluzeniu z paskiem byla poprawa-ja sie nie napielam, kon z luznym falujacym grzbietem zabral mnie ze soba, oboje sie zdziwilismy, ze to moze byc fajne i potem bylo juz co raz lepiej 🙂
Pomogl tez sposob zaproponowany przez(chyba w interpretacji) Busch, zeby klus zaczynac juz w cwiczebnym, a nie siadac z anglezowanego :kwiatek:
Od zawsze mam problem z kłusem cwiczebnym, to znaczy wszystkie konie z wyjątkiem tych wybitnie miękko noszących wyrzucają mnie na 3 metry w górę. Na tych wyjątkach czasem potrafię nawet wysiedzieć w strzemionach. 😁 Na reszcie jeżdżę tylko bez strzemion ale to nie zmienia faktu, że strasznie mną rzuca. Od instruktorów słyszałam już różne rady od "rozluźnij się" do "ciężki tyłek" i "zapuść korzenie" te dwie ostatnie pomagają najbardziej choć też nie do końca. Nie potrafię się rozluźnić ćwiczebny to dla mnie męczarnia a po jeździe strasznie mnie boli kręgosłup w części lędźwiowej natomiast już na jeździe pomiędzy łopatkami. Co mogę zrobić żeby w końcu ten kłus ogarnąć? ;-)
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się