Hejka . 🙂 Szukam konia którego mógłbym wydzierżawić . Najlepiej w okolicach Olsztyna . Szukam konia spokojnego , doświadczonego ( ok. 10 lat ) i takiego z którym się miło pracuję .
macie jakieś sposoby na osoby, które nie wywiązują się z płatności za dzierżawę? sprawa wygląda tak: wydzierżawiłam koleżance konia, nie zdążyłam spisać umowy, a ona już zalegała z pieniędzmi kolejny miesiąc. zrezygnowałam z dzierżawienia jej konia w połowie listopoada, więc powiedziałam, że zapłaci mi za połowę. wszystko było ok, pieniędzy za październik i listopad nie dostaję do dziś, po czym właśnie dowiaduję się, że osoba "nie zapłaci mi za połowę listopada, bo jeździła wtedy tylko 3 razy" 😵 a była to taka prawdziwa połowa, bo o rezygnacji poinformowałam ją 13, z możliwością dojeżdżenia do 15, jednak z możliwości nie skorzystała, tylko zabrała się ze stajni i poszła. teraz twierdzi, że nie zapłaci mi też dlatego, że jest nieusatysfakcjonowana treningami (prowadzone za darmo, tylko trzeba dorwać i poprosić o niego trenera, który na terenie stajni cały czas jest), których miała niewiele. żadne argumenty do niej nie trafiają, chyba nie zdaje sobie sprawy, że koń musi jeść niezależnie od tego, czy się na nim jeździ, czy nie. dodatkowo dzierżawa nie była obojętna dla Bazyla, próbował ponosić, kombinował, kiedy go odrabiałam trenerka powiedziała mi, że to wina dzierżawcy (bo jednak prowadziła i jej treningi). koń odrobiony, szukam nowej poważnej osoby, ale pieniędzy dalej nie mam, a za pensjonat zapłacić trzeba 🤔
może ktoś miał taką niefajna sytuację i jakoś z niej wybrnął? gdzie się podziała ludzka uczciwość?
Witajcie 🙂 Czy jakaś dobra duszyczka nie zechciałaby mi przesłać umowę o dzierżawę? Chcę się zorientować co powinno w niej być bo nie chce niczego pominąć 🙂
hehehe faktycznie czasem się tak zdarza sama znam konie do dzierżawy lub współdzierżawy w stajni z hala,kameralna i 20km do Poznania...ale nie wiem może ludzie wolą już mieć swoje...
MissTake, miałam to dokładnie to samo brak przyjeżdżania do stajni potem pretensjie że np pół miesiąca jej nie było że chce odrobić sobie np po jednym dodatkowym razie w tygodniu, prowadziłam jazdy za free po czym przyjeżdżałam do stajni i sobie sama byłam bo zainteresowała zapomniała poinformować ze nie da rady, do tego sto tysięcy wykrętów a na koniec problemy z zapłaceniem za dzierzawę. pieniędzy nie odzyskałam, osoba dzierżawiąca się nie odzywa
tak, umowa była z osobą pełnoletnią, ale jeździła jej córka. powalczyłam, powalczyłam, do końca tyg dostanę połowę pieniędzy, resztę w następnym. zobaczymy...
albo nawet z zaliczką w wysokości jednej opłaty miejsięcznej- oczywiście konieczna umowa. taka opłata byłaby zwracana, lub w przypadku konca umowy stanowić opłatę za ostatni miesiac. to pomysł któregoś z pensjonatów- nie taki głupi z resztą.
no cóż, nauczyłam się, że po znajomościach lepiej nie zgadzać się na dzierżawę, bo później okazuje się, że gdzie zaczyna się kasa, to kończy koleżeństwo. a obca osoba przynajmniej będzie chciała "dobrze wypaść" i będzie się ściśle trzymać umowy.
jest też drugi powód przeciw dzierżawieniu znajomym- po pierwsze znajomy może oczekiwać "zniżki", po drugie obca osoba zwróci uwagę wprost, a koleżanka, może mieć opory, nie powie i pozostanie niesmak. różne układy i różnie się ludzie dogadują, ale taka perspektywa by mnie jednak zniechecała.
Umowa ustna jest wiazaca, ale trzeba miec osobe, ktora przy tej umowie byla swiadkiem. Najlepiej jakas niezwiazana w zaden sposob z dzierzawca i wydzierzawiajacym.
Tak a propos, to jak pokazuje zycie, nawet bardzo dobrze sporzadzona umowa nie jest gwarancja, ale dzierzawa i wszystko co z nia zwiazane (platnosci, zwracanie sprzetu, dbanie o konia itd) pojdzie gladko jak po masle. Swoja kobyle wydzierzawilam na rok. Za ostatnie 3 miesiace nie dostalam kasy, a bralam mysle, ze nie duzo, bo sama nic na tym nie zarabialam, ludzie mieli po prostu oplacac boks. Jedna derka tez nie wrocila. I pozostal strasznie wielki niesmak.
3 razy zastanowcie sie, czy chcecie wydzierzawic swojego konia. Dla mnie to totalne bagno i udreka. A malo jest osob, ktore w 100% sprawdza sie jako dzierzawcy.
z tym że tu mowa jest zdaje się o półdzierżawie - tzn że koń jest pod stałym nadzorem właściciela a dzierżawca jedynie kilka razy w tygodniu jeździ. Co oczywiście nie znaczy że nie trzeba uważać, też trzeba - ale koń jest pod nasza opieką jednak.
Mam pytanie takie czysto teoretyczne bo juz koni w sumie nie dzierzawie. Ale kiedys sie zdarzało, przyznam szczerze ze miałam opory np przed skokami na dzierzawionych koniach z obawy ze cos sie stanie (wiadomo, wieksze ryzyko niz jak po płaskim) a kwestia kto za to by poniósł odpowiedzialnosc nie była dla mnie zbyt jasna. Nigdy nie spisywałam umów i nigdy zle na tym nie wyszłam choc wiem ze mogłam. No do rzeczy, czy jesli dzierzawie jakiegos konia i dajmy na to cos mu sie stanie podczas mojej jazdy, np jakas powazna lub nawet mniej powazna kontuzja podczas skoków, ale wymagajaca leczenia, wiadomo-kasa, kłopoty, kwestia jak sie stało, dlaczego sie stało itp... Czy jesli nie była spisywana umowa, ani nie było nawet umowy ustnej przy swiadku, nie było swiadków przy wypadku to własciciel moze zadac pokrycia wszelkich kosztów, szkód od osoby która dzierzawi? Chodzi mi o to czy prawnie jest to jakos uregulowane ze np zawsze odpowiedzialnosc ponosi osoba która na koniu jeździła i gdyby własciciel chciał sie sądzic to wygra, nawet jesli nie bylo umowy? Czy wrecz na odwrót, jesli nie było umomy to jest to problem tylko i wyłacznie własciciela i jego błąd ze jej nie spisał? Jak to jest ze strony prawnej, ktos wie?
Kiedys mnie to nurtowało własnie, bo przyznam szczerze ze dzierzawiłam konie głównie dlatego ze nie stac mnie było na własnego, a tymbardziej na ewentualne leczenie. Dlatego z dzierzawionymi konmi obchodziłam sie jak z przysłowiowym "jajkiem" i w strachu zeby nic sie nie stało
Ja miałam taką sytuację jak ty opisujesz przeżytą z dwóch stron.
Kiedyś dzierżawiłam kobyłkę, na której pojechałam na hubertusa i wpadłyśmy do rowu. Kobyła zakulała i dość długo potem była leczona. Właścicielka (W&W :kwiatek🙂 nie chciała ode mnie pieniędzy na leczenie, sama wszystko opłaciła. Ja jeździłam do kobyły i wyprowadzałam ją na spacery w ręku w "moje" dni jazd. Z drugiej strony po kupnie już swojego konia zakulał on na jeździe osoby, która na nim jeździła 2 razy w tygodniu. Wyglądało to identycznie, tzn. ja opłaciłam całe leczenie, a ona i tak, mimo że nie chodził, przyjeżdżała go wyprowadzać na spacerki i robiła wcierki. Z moich doświadczeń wynika więc, że to właściciel płaci bez względu na wszystko. Ale znam też inne historie, gdzie wcale tak nie było i właściciele ostro przeginali z wykorzystywaniem dzierżawiących :/
3 razy zastanowcie sie, czy chcecie wydzierzawic swojego konia. Dla mnie to totalne bagno i udreka. A malo jest osob, ktore w 100% sprawdza sie jako dzierzawcy.
zgadzam sie z asior w 100 procentach! Nigdy, przenigdy wiecej! Konia dzierzawilam ludziom znajomym i jak mi sie wydawalo kompetentnym. I sie przejechalam, juz nie bede opisywac szczegolow, ale powtorze slowa asior- zastanowcie sie zanim zdecydujecie sie na dzierzawę swojego konia. Wiele osob pyta mnie, dlaczego sprzedaje konia, ze przeciez lepiej wydzierzawic- nieprawda i nikt mnie juz do tego nie przekona.
Z drugiej strony sama dzierzawilam kilka koni w swoim zyciu. W tym, w przypadku dwoch koni mialam podpisana porzadną umowe. I w obu przypadkach mialo to zerowe znaczenie- wlasciciele z umowy sie nie wywziazali i z dnia na dzien konie zostaly mi zabrane. Takze chyba nie ma tu zasady 🤔wirek:
Dzionkatak jak mówisz, moim zdaniem własciciel powinien pokryc koszty no chyba ze np ustalone jest ze kon ma chodzic spokojnie, lekko, po płaskim a osoba dzierzawiaca, gdy wlasciciel nie widzi urządza sobie jakies dzikie harce albo skoki... Ale wiadomo jak jest, czasem kontuzje zdarzaja sie bez wypadku a po prostu w czasie uzytkowania konia, rownie dobrze moglyby sie zdarzyc gdy wlasciciel na nim jeździ wiec w takim przypadku moim zdaniem wlasc. powinien byc odpowiedzialny za leczenie. Szczegolnie jesli mowa jest o jakiejs krotkoterminowej dzierzawie, na zasadzie odciązenia własciciela z kosztami pensjonatu i jazdy 2-3 razy w tyg.
Tylko wiadomo, jak idzie o kase zaczynaja sie problemy. Chodzi mi głównie o sytuacje co by było gdyby własciciel potraktował wszystko na bojowo, czy ma w ogole prawo miec roszczenia finansowe jesli nie ma śladu w papierach (brak umowy) ze w ogole ktos inny na tym koniu jeździł? Moze akurat ktos z Was interesuje sie prawem 🤣 i bedzie wiedział, bo tak jak mówie pytam bardziej z ciekawosci niz z potrzeby. Ogolnie wszystkie moje dzierzawy przebiegały bezproblemowo, tylko raz miałam taka malutka nieprzyjemna sytuacje (zwiazana z niewielka szkoda zrobiona przez konia) i moje stówki poleciały mimo ze dzierzawa zakonczyla sie od razu w tym samym dniu, nie chciałam się "wypiąc'' na włąsciciela, ale sama przyznam ze nie wiedziałam jak sie wtedy zachowac. Dlatego ciekawi mnie jak takie sytuacje wygladaja od strony typowo prawnej
Evson, a ja uważam, że jeśli stanie się to podczas twojej jazdy- ty "uszkodzisz" konia, to ty płacisz. Jest różnica, czy gnałaś po rżysku, czy koń się potknął na parkurze- ale jeśli świadków nie masz, to masz pecha- ty powinnaś ponosić odpowiedzialność. W przypadku pozostałych chorów/urazów do ustalenia. Czy wrecz na odwrót, jesli nie było umomy to jest to problem tylko i wyłacznie własciciela i jego błąd ze jej nie spisał?
Jeśli udowodni, że jeździłaś na koniu- to spokojnie może cię posądzić. Wtedy nawet mu na korzyść może wyjść brak umowy- ktoś jeździł na jego koniu, bez pozwolenia! 😁
Od 4lat dzierżawię konie, na różnych warunkach - czasami część kosztów odrabiałam pracując dla właściciela konia. Nie podpisywałam żadnych umów, ale były słowne ustalenia co i jak, jak to działa. Miałam i mam szczęście trafiać na rozsądnych i bardzo sympatycznych dzierżawców, którzy nie robią problemów z pieniędzmi, terminy płatności do dogadania a i mam właściwie wolną rękę jeśli chodzi o ilość jazd, sprzęt, żywienie (oczywiście o wszystkim daję znać i konsultuję ).
W razie kontuzji konia koszty pokrywa właściciel, ale ja się nadal nim tak samo zajmuję, czy to spacery czy same lonże czy ogólna opieka. Po prostu te konie traktuję jak swoje.
Gdybym miała mojego konia wydzierżawić, to na pewno podpisałabym umowę. Zawsze to jakieś zabezpieczenie na piśmie.
Zazwyczaj tylko czytam ale dziś postanowiłam się zarejestrować i dopisać do wątku o dzierżawie. Kolebka 🙂 aż się usta same uśmiechają kiedy czyta się takie posty. Gdybyś kiedykolwiek chciała porzucić Kraków ( w co wątpię bo sama bym tego nie zrobiła 😉 i przenieść się pod Warszawę, to chętnie nawiążę z Tobą współpracę 😉 Od 12 lat posiadam własne konie i jak każdy z Was wie jest lepiej lub gorzej. Od wielu lat także nawiązuje współpracę na zasadach zbliżonych do "dzierżawy". Oznacza to, że nie biorę za użytkowanie koni pieniędzy wymagam jednak zaangażowania w opiekę nad końmi, pomoc w stajni. Co woła o pomstę do Boga to fakt, że przez te wszystkie lata spotkałam tylko jedną osobą, która naprawdę zaangażowała się w "te konie". Dziewczyna, która sprawiła, że naprawdę byłam o nie spokojna, niestety ze względu na szkołę musiała zrezygnować, ale nadal pozostajemy w przyjaźni. Daję dużo, to co mam najważniejsze czyli konie, sprzęt, miłą atmosferę w stajni, dobre zaplecze, trening za darmo... a wymagam zaledwie serca dla nich i pomocy. To jednak jak widać jest dla ludzi za dużo. Konie nagminnie traktowane są jako: - "sprzęt do jazdy" oczywiście wtedy kiedy słoneczko świeci, bo przecież jak deszczyk pada i jest zimno to już nie są nikomu potrzebne 😉 Kiedy tylko pojawi się jakakolwiek niedogodność czyli np. awaria prądu, śnieg, kulawizna itp.....w stajni głucha cisza i konie już nikogo nie obchodzą. Nagminne jest jak wspomniałyście w postach powyżej zrywanie umowy bez słowa wytłumaczenia czyli po prostu porzucanie stajni bez słowa i nie zjawianie się, co uznaję za kompletny brak kultury. Jestem załamana tą sytuacją i naprawdę zaczynam wątpić w jeźdźców z sercem dla koni a nie tylko do "jazdy konnej". Powiedzcie gdzie szukać kogoś komu naprawdę będzie zależało? Czy naprawdę w Polsce nie ma już szans na znalezienie prawdziwych koniarzy z honorem i poczuciem obowiązku?
lemon - ja bym naprawde wiele dala, gdybym miala mozliwosci takie, jakie ty dajesz ludziom. w tej chwili mam wlasnego konia, chociaz tez chcialabym sie "doksztalcac" jezdzac i zajmujac sie innymi. mozesz mi przywiezc jakiegos do Olsztyna - baardzo chetnie sie zajme po "calosci" 🙂 i az zal sie robi, ze PRAWDZIWYCH koniarzy jest coraz mniej ... 😵
na zasadach zbliżonych do "dzierżawy". Oznacza to, że nie biorę za użytkowanie koni pieniędzy wymagam jednak zaangażowania w opiekę nad końmi, pomoc w stajni.
może za dużo wymagasz. Może warto ustalić cenę za dzierżawę koni, niech będzie jakaś symboliczna no nie wiem 200 zeta - wtedy będzie pewność że ten kto płaci będzie jednak chciał miec korzyść z tej kasy - i je "wyjeździć". Bo to co za darmo często jest niedoceniane.
A do prac stajennych kogoś mieć jednak konkretnego. Mi się wydaje że troche już te czasy minęły że dziewczynki stajenne harowały w stajni by sobie na koniku pojeździć.
Też druga kwestia gdzie ta stajnia jest - czy jest normalny dojazd czy też to jakiś koniec świata. No i same konie - też ważne co potrafią.
U mnie w stajnie gdzie stoję właściciel oddaje swoje konie (jest hodowcą) w dzierżawę. Tzn konie stoją u niego w stajni, płaci się co miesiąc i sie ma konia do właśnej dyspozycji. Na zawody też można jeździć i na wakacje też ludzie zabierają. Jakichś większych problemów nie zawuważyłam. Owszem może czasami przyjśc na jeździe i uwagę zwrócic na jeździe jak coś wg niego robi się nie tak. No i generalnie wie co się dzieje z koniem. Woli to niż użytkowac je w rekreacji.
Przetestowałam obie wersje szukania współdzierżawcy - za niedużą kwotę i w zamian za pomoc przy koniu. Bezskutecznie. Stajnia blisko miasta, dojazd komunikacją miejską pod samą stajnię praktycznie, same warunki w stajni skromne, ale jest gdzie jeździć, jest pomieszczenie socjalne. Nie ma hali, ale w Krakowie stajni z halą jest niewiele. Koń nie jest trudny do jazdy, trzeba jeszcze w niego włożyć sporo pracy, ale osoba jeżdżąca rekreacyjnie na średnim poziomie powinna sobie poradzić (chcociaż zdarzyło mi się, że ktoś nie zdecydował się na dzierżawę w obawie, że mi konia zepsuje). Nie tak dawno byłam po drugiej stronie, dzierżawiłam konia i wiem, że warunki, które oferuję, są ok. Na szczęście nie mam noża na gardle i radzę sobie bez współdzierżawcy, ale nie spodziewalam się, że bedzie tak trudno. Rozważam jednak przenosiny do innej stajni, droższej, i tu już współdzierżawca byłby mile widziany. Może do wiosny się uda 🙂