Nie raz słyszałam i czytałam: koń nie ma bać się bata, ma go szanować. Wcale nie wydaje mi się takie coś nierealne (w sumie nie może: za dużo razy widziałam coś takiego). Koń się może nauczyć: - bat jest przedmiotem niegroźnym, sam nic mi nie zrobi - bat użyty przez człowieka jest nieprzyjemny (boli, albo jest tylko nieprzyjemnie) - człowiek używa bata w określony sposób, w określonych okolicznościach - a okoliczności w których używa go w nieprzyjemny sposób są jeszcze dokładniej określone Myślę, że póki człowiek jest konsekwentny, przewidywalny, czytelny, koń nie musi się bać bata, żeby reagować na niego w określony sposób (czy zostanie użyty jako wskazówka, czy do ukarania). Trochę jak z kopytami czy zębiskami innego konia. Są, nie są "straszne" chociaż mogą zostać użyte w nieprzyjemny sposób.
W temacie "pochwała".
Wiara w moc pochwały (samego pochwalenia słowem) łączy się IMHO z założeniem, że koń robi coś dla człowieka. Nie wykluczam, ale zachowuję dystans. IMHO dużo bardziej prawdopodobne, że zwierzę robi różne rzeczy dla siebie (no, może dla swoich genów, tak szerzej). Jemu się opłaca, żeby człowiek był w dobrym nastroju (mniejsze ryzyko, że będzie się niefajnie zachowywał). Czy można wykluczyć, że z punktu widzenia konia pochwała jest znacznikiem/znakiem braku korekty?
Chociaż pewnie wszystko jest bardzo wielowymiarowe... Pochwała może znaczyć: było dobrze, korekt nie będzie, zadanie wykonane. Ale też głos może nieść emocję człowieka, być spokojny albo żywszy, słowo przeciągnięte, bardziej jak wydech i uspokojenie, całkiem możliwe, że człowiek po zadaniu również siebie rozluźnia dobrym słowem, oddycha głębiej, głęboki wydech potrafi spowolnić na moment bicie serca, coś, co konie odbierają... Na pewno jeszcze dużo więcej można dorzucić.
konie zrezygnowane , często poddają się , nawet śmierci ..Gdzie są tu instynkty -przetrwania ?
Tak samo jak ludzie. Polecam lekturę pierwszej z brzegu ksiązki o holocauście. Gdyby zwierzę było "maszynką z instynktami", nie potrafiłoby się poddać rezygnacji. Jak nazwiemy te odczucia" po ludzkiemu"? ,
Właśnie nazywamy po ludzkiemu: strach, poczucie bezpieczeństwa, rezygnacja, przywiązanie, lubienie, nielubienie, poświęcenie, oddanie. I tak można długo. Nasze emocje. Koni emocje. Te same emocje, choć przez ludzi wyrażane po ludzku, przez konie po końsku. Jako sceptyk , chcę to zrozumieć .
Bardzo się cieszę. W zrozumieniu - i przełamaniu narzuconych społecznie oporów przed tzw "uczłowieczaniem" - może pomóc całodniowe poleżenie na pastwisku ze stadem i obserwacja. A najlepiej pomaga dobry psychiczny kontakt ze swoim koniem.
oh ohir , możemy sobie podać rękę , co do branka - nie mogę sobie przypomniec twojej zwierzęcej mowy , hihahahhi .. kwik ... iauah . Jeżeli zrozumiałaś ... I zrozumiałam twoją prowokację Jestem też ssakiem , jak każdy inny . I nie gniewaj się , ale tylko argumenty przemawiają do mnie , a nie snobistyczne i sztywne zapatrywania . tak jak pisałam - oberwacje i plastyczne spojrzenie na świat . Z poszanowaniem
Wiara w moc pochwały (samego pochwalenia słowem) łączy się IMHO z założeniem, że koń robi coś dla człowieka.
🙄 Może jednak dla siebie? Bo jest dobrze, bo chwalą i nie karcą. Jest miło.
Ale też głos może nieść emocję człowieka, być spokojny albo żywszy, słowo przeciągnięte, bardziej jak wydech i uspokojenie, całkiem możliwe, że człowiek po zadaniu również siebie rozluźnia dobrym słowem, oddycha głębiej, głęboki wydech potrafi spowolnić na moment bicie serca, coś, co konie odbierają... Na pewno jeszcze dużo więcej można dorzucić.
Kiedy pochwała pomaga to i jeździec spokojniejszy i kółko się zamyka. Jazda i przyjemniejsza i efektywniejsza, a o to przecież chodzi, prawda? Pochwała GÓRĄ 😅
W temacie "bat", znamy go, mamy, ale moje próby użycia, przed zrozumieniem co może uczynić pochwała, wywoływały złość, uciekanie i moją frustrację. 😕
[quote author=Teodora link=topic=18674.msg521521#msg521521 date=1268773110] Wiara w moc pochwały (samego pochwalenia słowem) łączy się IMHO z założeniem, że koń robi coś dla człowieka.
🙄 Może jednak dla siebie? Bo jest dobrze, bo chwalą i nie karcą. Jest miło.[/quote] To przecież napisałam dalej. Jest dobrze, bo jak chwalą, to nie karcą.
Może powinnam była ująć to jakoś dokładniej: wiara, że pochwała jest ważna sama w sobie, bez żadnych dodatkowych następstw czy okoliczności? Że samo bycie pochwalonym jest miłe dla konia? A nie, że oznacza wyłącznie: koniu, obiecuję, nie będzie gorzej. Bo jeśli za pochwałą słowną nie idzie poluzowanie np. wodzy, moment odpoczynku, smakołyk, wydłużenie ram, cokolwiek innego dobrego wg konia, to wypowiedziane słowo oznacza tylko, że nie będzie korekty. Nie obiecuje nic "na plus".
Pochwała może znaczyć: jak człowiek mówi coś takiego, to potem robi dobre dla mnie rzeczy. Albo: jak człowiek mówi coś takiego, to potem nie robi nic dla mnie niedobrego. Ale bez tych dobrych czy niedobrych czynów, słowo ma dużo mniejsze znaczenie... Trochę tego spokoju, oddechu, może melodii? Ale chyba mniej treści, niż się czasem wydaje?
Ja mogę robić pewne rzeczy za samą pochwałę - bo to np. buduje mój obraz siebie, daje satysfakcję, czasem potwierdza przynależność do grupy, jest znakiem akceptacji czy uznania przez grupę czy osobę (pobudki dla których się chce tej akceptacji mogą być swoją drogą zupełnie przyziemne). Na ile koń będzie podobnie oceniał pochwałę od człowieka? Dziwnego stwora obcego gatunku, choć trochę oswojonego 😉
Proszę bardzo Elu, ale krótko, jak sobie życzyłaś.
można na ten przykład sprawić, by pochwały działały, myśląc Twoim torem. Sama wole mówić o nagrodach służących motywowaniu, niż pochwałach. Według moich obserwacji pochwała by była jakoś tam skuteczna powinna być uwarunkowana. Troszkę jak klik klikera. Przykładowe słowo "dobry koń" jeśli zostanie skojarzone z poglaskaniem, puszczeniem wodzy, odpoczynkiem, marchewką, dopiero nabiera znaczenia motywującego dla konia. Tak, jak napisała Teo. Chyba, że jakoś inaczej rozumiesz slowo "pochwała". Konia "autystycznego" trzeba otworzyć, a otworzy się myśle, jak poczuje się bezpiecznie. Czy pochwały wystarczą do tego? Nie wiem. Spotkałam kilka koni tak spietych, że nie były w stanie pogryźć kawałka marchewki. Motywowałam je tym, że na chwie odwracałam się lub odsuwałam niczego od nich nie chcąc, teraz nazwałabym to zdjęciem presji, rozluźnieniem się. Tak pracowałam z ta klaczą po Elfie. Baaaardzo wolno i nagradzajac ją moim wycofaniem się. Czy to mozna nazwac pochwałą? Przecież ja na początku nie mogłam do niej w okragłym wbiegu podejść nawet. Jakie znacznie miałoby dla niej slow "dobry koń". Może tylko ton, monotonny, uspokajający pomruk. Ale czy to pochwała nadal? Panicznie bała się wszystkiego, co przypominało bat wiec w ogóle go nie używałam, miałam tylko lonże i to zwinietą w ręku.
Nie uważam się za eksperta. Ja tylko nie widzę tego tak czarno, zadanie wymagające, ale nie koszmarne.
dla was austystyczny znaczy po przejsciach, ciekawe skojarzenie bylo zreszta to w cudzyslowiu, bo mam na mysli konia, ktory nie potrezbuje wiecej wiecej do szczescia, jak postawisz to stoi i sie cieszy ze stoi, jak idzie to ok, idzie, bo w sumie czemu nie, w stajni drzemie, na pastwisku sie pasie albo drzemie. Ma malo potrzeb, nie lubi zabawy z konmi, mam mala potrzebe ruchu, nie jest zarlokiem. Jest normalnym, zdrowym, nie bitym koniem. I co? podrapac sie moze o sciane, zje jak cos bedzie jak nie bedzie to poczeka. Sa tez takie.
Cejloniara: dzięki ci za twój dogłębny wywód. Jednakowoż muszę zauważyć, podobnie jak Tet, że raczej nie napotkałaś na swojej drodze - zapewne obfitującej w konie "skrzywdzone i po przejściach" - jak to zwykle bywa u naturalnych - na typ konia o którym ja i Tet wspominamy - ewidentny koń "autystyk" któremu obojętne jest i to czy będzie pochwalony czy nagrodzony.
Nie napotkałaś gdyż jest to dośc rzadki typ charakterologiczny konia.
Ja osobiście spotkałam 2 takie konie. I w szybkim czasie znikły gdyż nie sposób z takim koniem pracować.
W temacie "pochwała".
Wiara w moc pochwały (samego pochwalenia słowem) łączy się IMHO z założeniem, że koń robi coś dla człowieka. Nie wykluczam, ale zachowuję dystans. IMHO dużo bardziej prawdopodobne, że zwierzę robi różne rzeczy dla siebie (no, może dla swoich genów, tak szerzej). Jemu się opłaca, żeby człowiek był w dobrym nastroju (mniejsze ryzyko, że będzie się niefajnie zachowywał). Czy można wykluczyć, że z punktu widzenia konia pochwała jest znacznikiem/znakiem braku korekty?
Chociaż pewnie wszystko jest bardzo wielowymiarowe... Pochwała może znaczyć: było dobrze, korekt nie będzie, zadanie wykonane. Ale też głos może nieść emocję człowieka, być spokojny albo żywszy, słowo przeciągnięte, bardziej jak wydech i uspokojenie, całkiem możliwe, że człowiek po zadaniu również siebie rozluźnia dobrym słowem, oddycha głębiej, głęboki wydech potrafi spowolnić na moment bicie serca, coś, co konie odbierają... Na pewno jeszcze dużo więcej można dorzucić
pieknie umiesz wszystko dokumentnie skomplikować i doprowadzić do granic zrozumiałości.
Nigdy nie spotkałam takiego konia i ten opis nijak mi nie pasuje do autystycznego. W sumie nawet nie potrafię sobie wyobrazić tego, co opisujesz tet. To chyba tak jak powiedzieć, że znam człowieka, któremu w życiu na niczym nie zależy, nic go nie cieszy, ot taki normalny człowiek. To jest normalne? Znam dwa rodzaje koni "po przejściach". Jedne nerwowe, wybuchowe, ekspresyjne, dragjące, a drugie ciche i zapadające się w sobie, czyli własnie autystyczne. Świat jest dla nich tak stresogenny, że wygodniej zapaść się w sobie i udawać, że świat nie istnieje (przerysowane oczywiście, staram się opisać o co mi chodzi).
edit, bo przeczytałam, co napisała Ela. Elu mi chodzi tylko o to, by z faktu, że samemu nie znalazło się klucza do danego konia nie wyciągać wniosku, że już napewno nikt tego nie zrobi i nie da się. O to uproszczenie mi chodzi. To, że Ty nie masz pojęcia, jak z takim koniem pracować i czy jest sens (jeszcze zalezy chyba od celu) jeszcze nie znaczy, że nie znajdzie się ktoś, kto miałby pomysł i może nawet skuteczny. Może mój wrodzony optymizm każe mi tak myśleć choc nie da się ukryć, są konie, którym już chyba nic nie pomoże. Ale czy od początku dałaś jasno do zrozumienia, że masz na myśli ekstremalny przypadek jakiś? (retoryczne)
bardzo ciekawa opinia. Z tym że oba wspomniane konie były jeżdżone przez wielu jeźdźców, w tym o dużym doświadczeniu. Niestety, efekty z wyżej wspomnaego powodu - były żadne.
Na pewno jakby trafił się taki wytrawny ekspert jak ty, to wszystko potoczyłoby się inaczej.
Nie wiem dlaczego jesteś taka złośliwa i zjadliwa. O przepychanie Ci chodzi, czy o rozmowę na temat?
Z tego co napisałas zrozumiałam, ze Ty z nimi pracowałaś. Moja błędna nadinterpretacja. Nie wiem jakie doświadczenie mieli Ci różni ludzie, znam zawodówców, którzy nie koniecznie mają też rękę do koni. Świetnie z końmi potrafią pracować ale nie ze wszystkimi. Nie myślałam, że ja z pewnością do takich koni znalazłabym klucz. Mało prawdopodobne bym miała aż takie umiejętności. Ale znałam jednego wspaniałego człowieka, niestety nie zyjącego już, który konno przejechał Amerykę Południową i kawałek Północnej, który niesamowicie radził sobie z bardzo cięzkimi przypadkami. Wierzę, że potrafiłby znaleźć rozwiązanie. Chciałabym wierzyć, bo lubię konie i zyczę im jak najlepiej 🙂
Będzie dobrze, bo nie będziesz po mnie skakać? Mi jest dobrze 🙂 Cięzko w necie nie nadinterpretować, Tobie się to także bardzo często przytrafia. Nawet przed chwilą 🙂 Czytam, myślę, piszę, jak inni, zastanawiam się, wyciągam wnioski, ucze się w ten sposób, bawie 🙂 Ot taka przyjemność za dnia. Na przykład teraz będzie mnie ciągle nurtował koń, którego opisuje tet. Chciałabym takiego kiedyś spotkać i jestem bardzo ciekawa, czy z nim nic nie da się zrobić... 🙂
Pamiętam jednego podobnego. Taki obrazek: szłyśmy z kolezanką do dwóch kobył, którymi sie wtedy zajmowałyśmy. Przechodziłyśmy koło krzaka malin - przy ogrodzeniu pastwiska, ale po drugiej stronie. Zerwałyśmy po dwie malinki dla koni jako "cukierek na przywitanie". Wchodzimy na pastwisko, częstujemy konie malinami. Kobyłka pod opieką koleżanki zjada, memła trochę, wyciąga do niej nos z pytaniem o "jeszcze". "Moja" twardzielka wzięła, zjadła bez zbędnych min, odmaszerowała sprawnym krokiem, podeszła do ogrodzenia, zerwała sobie jeszcze jedną i poszła w swoją stronę. Bardzo dobrze ją ta akcja opisuje.
Ech, Demona 🙂
Powiem tak: nie pracowało sie z nią łatwo, ale aż tak ekstremalnym przypadkiem nie była, jeśli jej nie nudzić, dawać jasne wymagania i robić krótkie sesje, to robiło się lepiej. Chociaż to zdecydowanie nie był koń z gatunku tych, które lecą do człowieka galopem na widok sprzętu 😉 ani z tych, które zostawione same sobie coś oferują człowiekowi.
W temacie "czy konie lubią zabawę/potrzebują zabawy z człowiekiem".
Doskonałą ilustracją jest arabek koleżanki (prowadzony PNH, nie był nagradzany jedzeniem). Kiedyś przez dłuższy czas nie było jej w stajni, więc miał przerwę w "robocie". Kiedy przyjechałam i weszłam na pastwisko, przybiegł, stanął i zaczął obserwować. Później ustawił się przede mną i zaproponował chody boczne. Dałam się "zaprosić do tańca" i robiłam kilka kroków w różne strony, a on cały czas za mną podążał z nastawionymi uszami (ustawiony przodem do mnie) - chodził w boki, w tył, do przodu, na spojrzenie ustępował zadem i wyraźnie dopraszał się, zeby zadać mu coś jeszcze. Pobył z nami parę minut, później go odesłałam, wzięłam swojego konia i poszłam. Ktoś ma jakiś pomysł, co go motywowało? Był szczęśliwy tam gdzie był - stado + trawa. Zaspokojone wszystkie bazowe potrzeby. Nie mógł spodziewać się ode mnie nagrody, bo nigdy nie dostawał nic za te "sztuczki cyrkowe". Szkolony odpuszczeniem presji (negatywnie 😉). Kary się nie bał, bo w dowolnym momencie mógł odejść, mógł przede wszystkim nie przyjść! - to nie ja zainicjowałam sesję. Moim zdaniem chciał się bawić. Nie umiem tego wytłumaczyć inaczej.
Podobnie źrebaczek, z którym bawiłyśmy się przy okazji na pastwisku. Najpierw oswajałysmy go z dotykiem, później zaczełysmy uczyć (cały czas na wolności i między końmi) ustępowania od nacisku na klatkę, na zad, podnoszenia nóżek, prowadzenia. Marchewek ten szczylek nawet jeść nie chciał. Kiedy poczuła się niepewnie (klaczka) - zdarzało się, jesli czegoś od razu nie rozumiała - to zwiewała, ale za chwilę wracała i starała się znowu z nami porozumieć (nigdy jej nie karałysmy za uciekanie). Leciała galopem żeby się "zameldować" jak tylko ktoś na pastwisko wchodził, zostawiając mamę i stado. Do tej pory to jest koń (teraz dwuletni), który bardzo chętnie wchodzi w interakcje z człowiekiem, chociaż miała troche złych przejśc (kowal na siłę - nie potrafił nawet wykorzystać tego, ze młoda BYŁA nauczona dawać nogi :/). Wystarczy chwila, żeby przestała się bać i znowu jest otwarta na propozycje "zagadek do rozwiązania".
Oba te kopytne to zdecydowane przeciwieństwo "autystyków" o których piszecie, z takimi końmi świetnie się pracuje, pewnie właśnie dlatego, ze sama (rozsądnie dawkowana) praca i rozwiązywanie (dobrze postawionych) zadań jest dla nich motywacją...
Na przykład teraz będzie mnie ciągle nurtował koń, którego opisuje tet.
A co takiego nurtującego w normalnym, spokojnym, łagodnym zimnokrwistym tet? 🙂 Albo w wiekowym emerycie, który już "wszystko w życiu widział" ?
Może trzeba zawęzić - że mówimy o koniach ras wierzchowych, w wieku 4-16/18? Bo nie mam pojęcia na ile nastawiony na interakcje z człowiekiem byłby Koń Przewalskiego 🙂
nie opisywalam swojego konia, moj jest gruby, z calkowicie odmiennym charakterem (kupilam go idac na konska emeryture, bo i jemu sie emerytura nalezala, a to kon przeciwienstwo opisywanego, zywa inteligencja i ogromna chec do kontaktu, w granicach codziennego zycia w stajni, na pastwsiku i na spacerach pod siodlem nie mam zadnego problemu z poproszeniem go o prace), opisalam konia, ktorego kiedys znalam, i z ktorym o ile wiem nikomu nic ambitniejszego niz trzy podstawowe chody nie wyszlo. Nie byl tez koniem po przejsciach, nie byl zablokowany, po prostu w niczym co mu sie w zyciu zdarzalo nie widzial nic wartego podniecenia, zainteresowania. Byl takim idealem konia stoika. Nie poruszal sie zbyt energicznie, ale tez nie byl to chod konia obolalego, chorego czy strachliwego, na pastwisko trzeba go bylo lekko ciagnac, z pastwiska tez (puszczony luzem wlokl sie na szarym koncu, czasem utknal gdzies po drodze i trezba bylo go szturchnac zeby zad ruszyl do stajni, bo kolacja na stole. Jezdzilo sie bezproblemowo, ale nad wyraz monotonnie, super kon dla bardzo, bardzo podeszlego wiekiem jezdzca. Nigdy przez nic nie skoczyl, przeszkody taranowal (stepem lub klusem, coby sie za bardzo nie poobijac). To nie kon autystyczny tylko "autystyczny". No po prostu jezdziec o minimalnych ambicjach nie cieszyl sie z jazdy, cieszyli sie poczatkujacy a i ich meczyl, ajk sie zawiesil, i np nie reagowal na usilowanie zaklusowania albo zapominal sie zatrzymac tylko miarowo szuflowal nadal.
do halo Nie mówimy tylko o koniach wierzchowych . Popraw mnie , jeżeli źle rozumiem , ale; Mamy konie rasy gorącokrwistej , zimnokrwistej , a użytkujemy konie ; wierzchowo , pociągowo i jucznie . To, że konie zimnokrwiste są zazwyczaj zaprzęgane , nie znaczy ,że nie można ich siodłać . I widziałam fantastycznie ujeżdżone konie zimnokrwiste. Jestem przekonana , że możemy dyskutować o koniach w różnych przedziałach wiekowych . powodzenia [quote author=Cejloniara link=topic=18674.msg521831#msg521831 date=1268816981] Na przykład teraz będzie mnie ciągle nurtował koń, którego opisuje tet.
A co takiego nurtującego w normalnym, spokojnym, łagodnym zimnokrwistym tet? 🙂 Albo w wiekowym emerycie, który już "wszystko w życiu widział" ?
Może trzeba zawęzić - że mówimy o koniach ras wierzchowych, w wieku 4-16/18? Bo nie mam pojęcia na ile nastawiony na interakcje z człowiekiem byłby Koń Przewalskiego 🙂 [/quote]
Teksas, oczywiście masz rację :kwiatek: Wiele zimnokrwistych wspominam z ogromnym sentymentem. A tak cudnie wyglądają w ciągu (te kopyta, te grzywy, te zady :kocham🙂. Konie się ogromnie różnią od siebie. Dwóch bardzo podobnych ("wnętrzem"😉 nie spotkałam w życiu! Ludzi o wiele łatwiej się szufladkuje. tet, znałam takiego, który bardzo chętnie chodził parkury 😀iabeł: Nawet galopem 🏇 Wiedział, że drągi spadają i tak sobie galopował 🏇 nie odbijając się od ziemi. A w terenie - pięknie skakał wszystko co stało 💃
Wydaje mi się, że w sumie są dwie podstawowe zmienne: osobowość konia (bo będę się upierać, że takowa istnieje, choć dowieść jej trudno 🤔) i przeszłość konia - to, jak był traktowany. A że w sumie to jest ogromnie zmienne 😫 to trudno dochodzić do ogólnie obowiązujących wniosków.
Bo nie mam pojęcia na ile nastawiony na interakcje z człowiekiem byłby Koń Przewalskiego 🙂
No właśnie - na ile. Może tu kryje się sedno motywacji. Koń bez ciągłych kontaktów z człowiekiem wcale nie jest chętny do współpracy , a więc trudno go zmotywować. Dokarmianie przyjmie chętnie, ale już kantar - niekoniecznie. Pewnie dlatego trudniej dogadać się z koniem cudzym , czy własnym a widywanym sporadycznie i gdy na dodatek takie wizyty koniowi kojarzą się tylko z pracą .
Zupełnie inna sytuacja, gdy mamy konie koło domu i sami nimi zajmujemy się , bo wtedy stajemy się częściowo stadem , czy tego chcemy, czy nie. Motywacja wtedy jest mniej ważna , sprawy dzieją się "same" , bo są jasno określone. Wspólne spędzanie czasu tworzy silny fundament - nawet prozaiczne sprzątanie kup z pastwiska jest taką formą. Konie zbliżają się do człowieka, pasą blisko, zaglądają do taczek , próbują "pomagać". I wcale nie trzeba wtedy specjalnie koni motywować , a błędy człowieka na grzbiecie są tolerowane znacznie bardziej niż obcego.
Koń, o którym pisze Tet - pewnie znalazł sobie taki, a nie inny sposób na współżycie z człowiekiem - może od źrebaka był " obok" , a może po prostu towarzystwo ludzi i koni? nie jest mu potrzebne do szczęścia. Czy miałoby sens uszczęśliwianie go na siłę ?
Myślę, że człowieka taki koń może wkurzać, bo przecież lubimy być kochani, doceniani za swoje wysiłki 😀 Pewnie dlatego tak wiele osób trzyma psa 😉
"dlatego tak wiele osob kupuje psa", potem jest rozczarowana, bo sukinsyn szcza na dywan, wyje w mieszkaniu i niszczy meble, na spacerze ciagnie na smyczy, albo zzrea kupy i smieci. Ale jedna mysl z postu Guli powyzej, niby oczywiste, ale zabraklo na liscie: - konia motywuje kontakt z czlowiekiem, czyli popularnie zwany socjal (tyle, ze motywuje w ograniczonym zakresie, bo lista rzeczy bardziej porzadanych przez konia ma kilka podpunktow)
Konie się ogromnie różnią od siebie. Dwóch bardzo podobnych ("wnętrzem"😉 nie spotkałam w życiu! Ludzi o wiele łatwiej się szufladkuje.
Mój koń byłby depeszem, gdyby był człowiekiem... a Wasze ❓ Nie, że offtop 🤔trzałka: Osobowość ma wielki wpływ na motywację, ja np. źle znoszę kary, pozytywnie reaguję jedynie na wzmocnienie pozytywne 😀
edit: nie chciałam tego górnego posta, komputer się zawiesił i dokleiło, proszę o usunięcie!
Mój koń byłby depeszem, gdyby był człowiekiem... a Wasze ❓ Osobowość ma wielki wpływ na motywację [/quote]
Pogrubiłam słowo mi nieznane , czyli depesz - co to takiego ? 😲 Można prosić o polskie tłumaczenie?
Osobowość ma wpływ na rodzaj motywacji ludzi , to fakt - a koński charakter pewnie też 😉 Mój mały ogier jest właściwie niezmienny od lat- myślę, że byłby wojownikiem 😀 Nie rozwijam tych jego skłonności. Drugi ciągle zmienia się, bo stworzyłam mu warunki do rozwoju . Hmm .. czy to jest motywacja ? Do zmiany pewnie tak. Największy wpływ na jego zmianę było otwarcie stajni i spacery bez uwiązu - ot, taka namiastka wolności 🙂
Depesz = fan Depeche Mode http://pl.wikipedia.org/wiki/Depesze moim zdaniem ważne są tu cechy charakteru takie jak wrażliwość i częste, nieuzasadnione poczucie zagubienia, niepokoju i permanentna niezgoda na panujące wokół warunki. Należy dać takiemu poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości, żeby nas zaakceptował i spełniał stawiane wymagania. Takiego konia najlepiej motywuje się systemem tuli i głasków oraz ciepłym słowem. Polecenia najlepiej czule uzasadniać, np. "daj grzywkę wyczesać, to będziesz miał fryzurę jak Dave Gahan". Nigdy nie traktować instrumentalnie i bezosobowo. Być z nim, żeby nie popadł w autyzm. (Testowane na dość młodym wałachu wlkp po przejściach)
znalazłam taką ciekawostkę: "To assess the knowledge of learning theory among accredited equestrian coaches in Australia, a 20-item questionnaire was distributed to all coaches registered with the National Coaches Accreditation Scheme in Australia (n = 830). Of the 206 respondents, 79.5% considered positive reinforcement to be "very useful," yet only 2.8% correctly explained its use in horse training. When asked about the usefulness of negative reinforcement, 19.3% of coaches considered it "very useful," with 11 .9% correctly explaining its use. Punishment was rated "very useful" by 5.2% of respondents, although only eight coaches (5.4%) explained punishment correctly. Release of pressure was considered the most effective reward for horses among respondents (78.2%). These results indicate that many equestrian coaches lack a correct understanding of positive and negative reinforcement as they apply to horse training. Given that qualified coaches play a significant role in the dissemination of information on training practices, this highlights the need for improved education of equestrian coaches. Education to remedy this situation has the potential to enhance the welfare of horses through reduced behavioral conflict and improve training outcomes."
Pamięta ktoś króciutki art z Świata Koni o badaniach naukowych, w których mierzono optymalny czas pomiędzy reakcją konia a nagrodą/ karą? Przydadzą mi się wszelakie info, chociaż orientacyjnie rok czy pora roku w której ten art się pojawił, będę niezmiernie wdzięczna!
a do tematu- zwierzętom obce jest pojęcie motywacji, które występuje tylko u ludzi. Cale życie koni podporządkowane jest tylko i wyłącznie podnietom🙂 Tu myślę powstaje wiele nieporozumień w relacji jeździec-koń.