Jej, ja tez sie bardzo zaczelam stresowac. Na jazdach robilam jazde po luku najpierw na czuja, co nie za dobrze mi wychodzilo, ale w koncu nie cwiczylam tego dosc czesto. Dopiero na ostatniej jezdzie egzaminator powiedzial mi, ze przy 3 slupku (jadac tylem po luku) mam skrecic kierownice o 3/4 obrotu i wyprostowac dopiero, jak bede widziala srodkowy slupek na stanowisku w tylnej szybie miedzy zaglowkami.... No i wyczytalam na forum, ze takie techniki zazwyczaj sie nie sprawdzaja i... kurcze, jestem przekonana, ze nie zdam, a to chyba najgorsze co moze byc :/
u mnie byl zupelnie inny system na rekaw. jadac przodem nie ma problemu, a wyjezdzajac tylem w momecie gdy prawe lusterko jest w polowie miedzy jednym a drugim bocznym slupkiemjeden pelen obrot kierownicy w prawo, a potem na czuja juz odkrecalam. i sprawdzilo sie nie tylko u mnie
A mnie uczyli tak: jeśli na skraju prawej tylnej szyby (u pasażera) zobaczysz drugi słupek: pół obrotu kierownicy, jak zobaczysz na skraju tej samej szyby czwarty słupek, to kierownica do końca, aż do momentu, kiedy ten czwarty słupek będzie w linii pionowej do pozostałych słupków i "bede widziala srodkowy slupek na stanowisku w tylnej szybie miedzy zaglowkami" 😉 Mam nadzieję, że zrozumiałyście o co mi chodzi 😁
To spróbuję jeszcze raz 😉 Na czerwono zaznaczyłam miejsce na szybie, przez którą patrzę (patrzymy) wyczekując pachołka.
Tutaj wklejam rysunek łuku. Pierwszy pachołek z prawej, to prawy dolny róg 'koperty'. (Jest to pierwszy pachołek, który mijamy).
Mijamy drugi pachołek - pół skrętu kierownicą w prawo. Patrzymy dalej przez szybę (zaznaczone na czerwono, w którym miejscu wypatrujemy). Jak zobaczymy czwarty pachołek, który będzie w pionowej linii w stosunku do (tzn. będzie się pokrywał z) 5 i 6 pachołka (będziemy wtedy gdzieś na wysokości 3 pachołka), to kierownica max. w prawo. Jak zobaczymy ostatni środkowy słupek w tylnej szybie, pomiędzy zagłówkami to prostujemy.
Ufff... Chyba teraz jaśniej napisałam 🙂 Przynajmniej mam taką nadzieję 😁
Tym sposobem zawsze udawało mi się zaliczenie łuku. Oczywiście na początku nie zawsze mi wychodziło, ale przyczyna była prosta: nie kumałam o czym do mnie gada instruktor,a potem na placu nie mogłam odróżnić 'swoich' pachołków 😉 A oblałam przez to, że za późno zahamowałam na 'kopercie' - najechałam na ostatni środkowy pachołek. 👿
mnie też tak uczono. "Jak zobaczysz ten słupek w tym oknie, to policz do 3 i mocno skręc kierownicą" :/ Ale na szczęście potem trafiłam na innego instruktora, który nauczył mnie czuć, jak zachowuje się auto i nie było juz problemu z żadnym parkowaniem. 🙂 I to nie tylko samochodem L-kowym, ale i każdym innym.
To jest patent na egzamin, w jeździe po mieście (parkowanie, cofanie) do tej pory nie przydało mi się to. Kurs robiłam na YARISIE, a jeżdżę FORDEM FUSION. Samochodem dużo większym, więc trzeba było nauczyć się wyczucia bryły samochodu, bo na żadnym parkingu nie ma pachołków.
Mnie uczono takim sposobem wjeżdżać tyłem w zatoczkę. Kiedy tylni prawy pachołek wyznaczający zatoczkę zacznie pojawiać się w prawym tylnym okienku bocznym, to można zacząć kręcić kierownicą, a jak tylne lewe koło zacznie przekraczać linię, to odkręcać. Początkowo bardzo się przydało, kilka razy zrobiłam kierując się tymi wskazówkami, a potem już jakoś wyczułam i parkowałam "na czuja". Prawko mam 5 rok.
mnie zaden z instuktorow nie uczyl metoda 'pacholek, policz, skrec'. dla mnie to chory sposob, bo uczy tylko do egzaminu. zawsze mnie uczono robic luk na wyczucie i nigdy nie mialam z tym problemu.
Scottie je tez prostowalam kierownice jak po srodku szyby widzialam pacholek, potem ewenutalnie robilam delikatna korekte i juz 🙂
ja raz na razie jeździłam po łuku, i tez nie było mowy o jakimś liczeniu czy coś 🤔 miałam pilnować, żeby słupek był mniej więcej w połowie lusterka, zawsze mogłam w ten sposób wyczaić czy skręcam za bardzo czy za delikatnie i korygować, najczęściej popełniałam błąd taki, że za późno zaczynałam skręt, i żeby to "odbić" skręcałam za mocno 😁
a jak "wasi" mężczyźni reagują na waszą jazdę? muszę wam powiedzieć, że mój były, który uważa się za świetnego kierowcę, zawsze dostawał ataku śmiechu, gdy wspominałam o prawku, i proponował, żebym lepiej sobie rower kupiła 🙄 sam niby zdał za pierwszym razem, ale pamiętam, że jakiś rok po tym jak otrzymał prawko, jak się spotkaliśmy, to musiałam pilnować jak wjeżdża tyłem do garażu, albo jak parkuje, a jak już łukiem do garażu wjeżdżał to dopiero była masakra, niby po prostym, normalnie po łuku, ale kazał mi biegać na obydwie strony i pilnować, świetny kierowca 🤣 przez pierwszy rok po zrobieniu prawka i tak nigdy nie jeździł sam, rodzice mu nie pozwalali, i dobrze 😉 dopiero rok później dostał własny samochód, a w te wakacje go rozbił - po 3 latach posiadania prawka - i to poważnie, auto poszło do kasacji, on wylądował w szpitalu z licznymi urazami, miał ponoć 3 operacje, a jak się spotkaliśmy parę tygodni temu to dalej twierdzi, że jest świetnym kierowcą i wyżywa się na mnie, bo to ja niby niesłusznie twierdzę, że jestem mistrzem kierownicy - a ja przecież dopiero 12 godzin spędziłam za kółkiem i nigdy nic takiego nie powiedziałam 😁 teraz dopiero zauważam, ile popełniał błędów, często sobie w biegi "nie trafiał", teraz dopiero wiem, że tak było, a wtedy korzystał z mojej nieświadomości i to zawsze "samochód się psuje, że tak zgrzytnęło" 😁 na szczęście to od daaaawna tylko mój były 😎
Jak pierwszy raz jechalam po luku to zrobilam go bez problemu, ale z czasem zaczelam za bardzo kombinowac i wyjezdzac tylem na prostej :/ Dopiero na ostatniej lekcji moj intruktor powiedzial mi, jak to zaliczyc i jest to metoda tylko na egzamin, bo przeciez na miescie nie ma takiego luku (a nawet jesli, to przeciez mozna cos poprawic, skorygowac, zatrzymac sie, podjechac do przodu i znowu cofnac itd, a na egzaminie ma sie tylko 2 szanse- pod warunkiem, ze sie nie wyjedzie za linie i nie puknie slupka).
Jezu, nawet nie wiecie, jak ja sie stresuje przed tym egzaminem. Wlasnie sie zapisalam na jazdy doszkalajace, godzine we srode i godzine w piatek, przed samym egzaminem.
Niestety ciazy na mnie presja rodziny i chlopaka, jak nie zdam, to bedzie kicha. Ja wprost jestem przekonana, ze bedzie, wiec... z takim nastawieniem to duzo nie zrobie :/
Ja tez dzisiaj się umowiłam na jazdy... 2h w pon. i 2h w czwartek. U mnie też jest presja - jak długo nie zdam na prawko, tak długo nie będę widziała mojego konia 😕 U mnie w domu nikt nie ma prawa jazdy (były facet mojej mamy miał, wtedy z nim jeździłam, ale teraz jest 'były' więc klops)....
Scottie nie myśl tak, bo z takim nastawieniem naprawdę można nie zdać (ja byłam w 100% przekonana, że nie zdam, a jeździłam na prawdę dobrze! i nie zdałam). Teraz staram się myśleć bardziej optymistycznie. Zobaczymy co z tego wyjdzie 👀
Nie myśl o presji to na pewno sie uda. Mnie sie udało zdać za pierwszym razem, a nie czułam się na siłach. Po prostu trzeba być opanowanym. I nie zapomnieć o głupich wpadkach, które często dyskwalifikują kursanta w pierwszym momencie. Np. musisz poprawić lusterko, nawet, jeśli w nie spojrzałaś i stwierdziłaś, że jest dobrze. Tak samo moja koleżanka została uwalona, że na początku nie poprawiła sobie fotela.. Jakaś bzdura.
A to, że się jeździ egzamin na placu na pamięć to nie wspomnę nawet. Pamiętam jak instruktor mi tłumaczył, że jak nasada wycieraczki będzie między tym i tym słupkiem, ustawiasz kierownicę o tyle i tyle... Skandal jakiś....
A dla tych co nie wiedzą, jak się robi kopertę polecam ten filmik...
Mi zostalo 8 godzin ale przez 1,5 miesieczna przerwe w jezdzie pewnie bede musiala dokupic z 3 godziny zanim sie zapisze na egzamin 😤 łuk akurat lubie za to górka to porazka
Mam prosbe do zmotoryzowanych: czy ktos moglby cyknac Toyocie Yaris zdjecia pod maska i podpisac, co i gdzie jest? Bo w necie znalazlam tylko jedno zdjecie, ale okazalo sie, ze nie jest ono poprawnie podpisane :/ A ja wiem tylko, gdzie jest akumulator i wlew do zbiornika z plynem do spryskiwaczy 😉
Scottie, a na kiedy potrzebujesz?w sumie zaraz mogę skoczyć do garażu i cyknąć 😉 edit:a instruktor Ci nie pokazywał? jak raz się zobaczy to potem wystarczy rysunek bez podpisów i bez problemu da się wszystko przypasować 😉
Proti egzamin mam w piątek, więc jeszcze mam duuużo czasu, ale wolałabym się odpowiednio wczesniej przygotowac, zeby byc wykuta na blache- tak, ze w razie ogromnego stresu- wszystko wiedziec. Intruktor pokazywal, nawet 2 razy, ale ja slaba w te klocki jestem i zapamietywanie nie idzie mi tak szybko 😉
rtk bylam na tym forum i znalazlam tam zdjecie tego, co ma yaris pod maska, ale z tego co wyczytalam- jest zle podpisane 🙂
EDIT: chyba cos znalazlam. Moze ktos sprawdzic, czy dane na zdjeciach sie zgadzaja? 🙂
dzisiaj miałam 2h jazd doszkalających, w innej szkole jazdy. Jeździło mi się bardzo dobrze 🙂 Parkowanie prostopadłe przodem, równoległe (na wyczucie, bo kompletnie zapomniałam jak się robi) wychodziły mi za każdym razem. Za to zapomniałam jak się parkuje prostopadle tyłem... Znaczy się straciłam wyczucie 🤔 No i poznałam nowy sposób na pokonanie łuku... I powiem, że jest dużo... lepszy 🙂 Bo banalny. Cofamy, jak pokaże nam się drugi słupek, kierownicę obkręcamy o 3/4 i trzymamy tak, aż ostatni środkowy słupek pojawi się w odpowiednim miejscu w tylnej szybie. Banalne 😜 😅
Scottie dobrze jest podpisane. Ja się uczyłam jeździć na Corsie i Puncie. W międzyczasie zmieniłam ośrodek i wykupiłam kilka jazd na Chevrolet Aveo. Ostatecznie zdawałam egzamin na Yarisie. Wtedy też pierwszy raz miałam do czynienia z tym autem. Jedyne co mnie denerwowało to, że samochód był nowy i hamulce były ostre jak brzytwa, a drugie, że w Yarisie nie było standardowych obrotomierzy, tylko wszystko na wyświetlaczu pośrodku deski rozdzielczej. Prawko zdane, a jeździć na razie nie mam czym.
Eh, ja też nie mam czym jeździć mimo, że dwa samochody posiadamy ;/ prawko 2 lata ponad, a jeżdżę od święta. Swoją drogą miałam tak fajny kurs, że chętnie bym tam wróciła, hmm może jakieś prawko na tira😀
karolinag4 o tym sposobie wlasnie wczesniej pisalam, no ale chyba niezbyt dobrze to wytlumaczylam :P o ktorej masz w koncu egzamin- bedziemy zdawac razem w grupie? 🙂
Mialam dzis pierwsza godzine jazd doszkalajacych. Masakra. Nawet biegow zmieniac nie umiem... ale jestem dobrej mysli... Parkowanie juz nie jest takie straszne.
A ja nie wiem co zrobić, bo się boję jeździć autem 😡 Na koniu moge śmigac i jest ok, mogę na najgorszych kolejkach, zjeżdżalniach i tym podobnych sie bawić, ale jazda powyżej 60km/h autem(w sensie pasażera) już mnie stresuje. Zrobiłam tylko teorie rok temu i od tego czasu nie zapisałam sie na jazdy. Jeździłam tylko po polu tak pomalutku i nawet było ok, ale na myśl o jazdę na drodze dostaję gęsiej skórki:/ A muszę zrobić prawko - przydałoby mi się w lecie w pracy, no i na konie łatwiej dojeżdżać...
Branka, też tak miałam. Nie dość, że zapierałam się, że nie zrobię prawka, bo nie i już, to jeszcze mój mąż śmiał się ze mnie, że ma darmowy ogranicznik prędkości w samochodzie, bo przy 70 km/h zaczynałam grzecznie, acz stanowczo powtarzać: "Miś... Miiiś... MISIEK!!!". Ale ułożyło się tak, że pracę mam 35 km od domu, dojazd autobusem od pętli do pętli i jeszcze 2 km spacerkiem, więc 2,5 h w jedną stronę schodziło. I na zimę prawko byłoby miło mieć. I zrobiłam. Najpierw przerażała mnie perspektywa 80 km/h na wiadukcie, teraz moja rodzicielka mówi: "Córka, a wolniej nie można?", jak jedziemy w trasie, a ja zasuwam setką. Wszystko przychodzi z czasem. Miesiąc temu telepałam się grzecznie prawym pasem i pewnie rowerzysta mógłby mnie wyprzedzić, a dziś nie mam oporów przed śmiaganiem lewym. Bezpiecznie rzecz jasna, bo wyobraźnię mam całkiem dobrą. Tak więc zapisz się na jazdy i nie bój się. Jak trafisz na porządnego instruktora, to będziesz dobrze przeszkolona. 🙂
mnie też uczono tak na liczenie i skręcanie, co na egzaminie nijak mi się nie przydało i dziękowałam sobie że nabyłam na kursie refleks i wyczucie dla łuku. Wyczucie dla łuku nabyłam w głupi sposob, bo instruktor mnie zostawił na placu a sam poszedł na herbatę i pół godziny go nie było 😁 a ja, zdolna, za 2 łukiem zablokowałam na tym łuku samochód i nijak w zadną stronę nie umiałam go ruszyć tak, żeby nic nie zahaczyć... w końcu zaczełam wysiadać, rozglądać się jak mam wyjechać a potem manewrować jakoś dziwacznie po tej kopercie. instruktor wrócił, byłam strasznie niezadowolona... od następnego dnia jeździłam po kopercie praktycznie bezbłędnie 😉 a na egzaminie mi się to nie przydało, bo trafił mi się (3 razy) samochód z bardzo podciagniętym sprzęgłem, czego nie przewidziałam i za każdym razem wystrzelił jak z procy, że nawet się nie zorientowałam a już było po skręcie 😉 także refleks, wyczucie 😉 nic innego by mnie tam nie uratowało.
zdałam za 3 razem, dwa pierwsze razy oblałam za jakieś głupoty, wliczając w to fakt, że egzaminator na pierwszym egzaminie jak tylko zobaczył, że czuję się pewnie to zaczął mnie podpuszczać i czepiać się bzdur (w typie przy zawracaniu z użyciem bocznej uliczki nie podjechałam pod krawężnik bo na krawężniku bawiły się dzieci i nei wiedziałam czy mi któreś nie wyskoczy - źle; zaparkowałam, drzwiom brakuje 2cm do pełnego otwarcia - źle; zaparkowałam tak, że po pełnym otwarciu maja 2 cm do innego samochodu - źle 🤔 zwątpiłam), za drugim razem mój błąd bo zapomniałam okularów a mam obowiązek jeździc w okularach, zorientował się i musiał mnie oblać 🤔 za 3 razem bez problemów.
bardzo lubię prowadzić. gorzej z jeżdżeniem jako pasażer 😉
Mam pytanie dotyczace korekty podczas parkowania. Egzaminator pyta, czy zakonczylam manewr, ja uwazam, ze tak i tak tez mowie, a bylam np. za daleko od kraweznika to co? oblalam? Czy on mi powie, zebym wykonala korekte?