Zapisałam się z powrotem na prawko i tym razem mam zamiar przełamac swoje lęki i dokończyć kurs 😀 Muszę mieć prawko, po prostu muszę, tylko żebym znowu nie zdezertowała z kursu...
pony, Z egzaminem na prawko jest jak z zawodami jeździeckimi; najlepsze wyniki osiąga nie ktoś, kto najlepiej jeździ ale ktoś, kto najlepiej panuje nad emocjami. Ty po prostu trochę rutyny potrzebujesz w zdawaniu egzaminów i podejścia :" A w du*ie! zdam, to zdam, nie zdam, to spróbuję znowu".
ja też przed każdym egzaminem panika, stres i wogóle aż w końcu instruktor mojej znajomej polecił jej żeby kilka dni przed egzaminem wzięła tabletki ziołowe uspakajające, poszłam jej śladem i tydzien przed egzaminem zaczęłam brać persen i mi faktycznie pomogło taki wewnętrzny spokój a nie ogłupienie, normalna koncentracja no i zdałam 🙂 oczywiście żeby nie było to nie jest żadna reklama leku nie mam nic z nim wspólnego ;p
pony nie poddawaj się! Ja się zapisuje na kolejny egzamin. Wyjeździłam 5 godzin i zobaczymy czy dam rade... I chyba tym razem wezme cos na uspokojenie, bo niby się nie denerwuje, ale chyba sama siebie oszukuje. :bum: Mam ochotę coś takiego zrobic wszystkim egzaminatorom!
pony, Z egzaminem na prawko jest jak z zawodami jeździeckimi; najlepsze wyniki osiąga nie ktoś, kto najlepiej jeździ ale ktoś, kto najlepiej panuje nad emocjami. Ty po prostu trochę rutyny potrzebujesz w zdawaniu egzaminów i podejścia :" A w du*ie! zdam, to zdam, nie zdam, to spróbuję znowu".
Coś w tym jest, w zdawaniu egzaminów jestem otrzaskana od małego - 2 razy w roku w szkole muzycznej + koncerty. Na egzamin z prawka poszłam z luzackim nastawieniem, że z pewnością zdam a jak nie to znaczy, że jeszcze nie umiem i nie mam sie co na droge pchać. Oczywiście noga mi latała jak głupia na początku na sprzegle ale szybko się opanowałam. Nie tylko umiejętność prowadzenia auta jest ważna ale panowanie nad emocjami. Nie wyobrażam sobie żeby nagle Ci wszyscy rozdygotani nie zdający mieli masowo wyjechać na ulicę 🤔
Daniela- jak wsiadam do auta nie na egzaminie to czuje sie juz w nim jak ryba w wodzie. Absolutnie nie ma stresu.
oblałam na łuku, który jezdze z zamknietymi oczami niemalze. Ja wiem, kazdy gada rzeczy w stylu 'umiem jezdzic tylk cos tam i nie zdałem'. Mój instruktor(ten, u ktorego jezdzilm tylko obowiazkowe 5 h) nie uwierzył mi, ze nie zdałam.
Na egzaminie to zależy od egzaminatora (po jednym wychodziłam z płaczem... a po innym z uśmiechem mimo porażki). Na kursie również zależy... Kraków prawie ciągle rozkopany, w objazdach, wiadomo jak inni kierowcy i taksówkarze patrzą na l-ki. Również kwestia instruktora - jak ktoś chce, to podbijać na pw po namiary na dobrego z Krk
[quote author=strzeszynopitek link=topic=166.msg513804#msg513804 date=1268089832] pony, Z egzaminem na prawko jest jak z zawodami jeździeckimi; najlepsze wyniki osiąga nie ktoś, kto najlepiej jeździ ale ktoś, kto najlepiej panuje nad emocjami. Ty po prostu trochę rutyny potrzebujesz w zdawaniu egzaminów i podejścia :" A w du*ie! zdam, to zdam, nie zdam, to spróbuję znowu".
Coś w tym jest, w zdawaniu egzaminów jestem otrzaskana od małego - 2 razy w roku w szkole muzycznej + koncerty. Na egzamin z prawka poszłam z luzackim nastawieniem, że z pewnością zdam a jak nie to znaczy, że jeszcze nie umiem i nie mam sie co na droge pchać. Oczywiście noga mi latała jak głupia na początku na sprzegle ale szybko się opanowałam. Nie tylko umiejętność prowadzenia auta jest ważna ale panowanie nad emocjami. Nie wyobrażam sobie żeby nagle Ci wszyscy rozdygotani nie zdający mieli masowo wyjechać na ulicę 🤔 [/quote]
Dokładnie - oboje macie rację. Co do emocji - to mi się zaczęły trząść ręce na kierownicy, gdy już wracałam do ośrodka, i zrozumiałam, że jest ok 😎 żeby nie było - był to 4 egzamin. Ale jak tak się stresujecie, to może najpierw zadajcie sobie pytanie po co wam prawko, bo może nie ma sensu robić takiego cyrku. Egzamin na prawko to dopiero początek bycia kierowcą i na drodze spotka was mnóstwo o wiele bardziej niebezpiecznych sytuacji.
No i właśnie o to co szepcik napisała w ostatnim akapicie mi chodziło. Co z tego pony, że na lekcjach z instruktorem pod ręką czujesz sie jak ryba w wodzie gdy w momencie gdzie masz się zachowywac jakbyś jechała zupełnie sama zaczynasz tracić głowę... Na prawdę na ulicy bywa dużo bardziej stresująco niz na egzaminie. A jazda z instruktorem obok a samodzielna bez żadnej dodatkowej pary oczu i stóp...to zupełnie inna bajka bo jest się zdanym już tylko na siebie 😉
A wiesz, dlaczego masz nie popełniać błędów? Bo jak już zdasz, to obok Ciebie nie będzie siedział człowiek z nogą na hamulcu, żeby w razie czego zareagować. Na egzaminie masz pokazać, że jesteś pewna/pewny tego, co robisz. Że możesz jeździć bez tego człowieka obok, bo jak trzeba będzie, to zareagujesz odpowiednio.
Olga chyba Cie ponioslo 🤣 Ogolnie zgadzam sie z Szepcikiem i Daniela. Ah i jeszcze slowo na temat instruktorow - bardzo cenie mojego za to, ze juz na pierwszej jezdzie powiedzial 'nie licz na to ze bede ci mowil ze super jezdzisz, ze na pewno zdasz. Ja jestem tu od tego zeby powiedziec ci co zrobic, zeby zdac.' i tylko jak zadzwonilam po zeby powiedziec ze zdalam, powiedzial 'no a sprobowalabys nie' 😉
sraka pierdaka , jestes na psychologii a takimi tekstami strzelasz, nie wiesz jak stres wpływa na niektórych ludzi? ... oł maj god 🙄
Wiesz, wiem trochę więcej nawet - jak coś nas stresuje, to trzeba sobie z tym jakoś poradzić. Przemyśleć to od samego początku, od pierwszego kroku. Też miałam moment, że mi się w brzuchu przewalało na myśl o jazdach, a jak wysiadałam z samochodu, to dziękowałam Bogu za to, że kolejna jazda odhaczona. I co? Zmieniłam szkołę i zmieniłam instruktora. Za trzecim podejściem do egzaminu, gdy oblałam, egzaminator zrobił mi taką zjebkę, że ja, osoba o zimnej krwi i stalowych nerwach się poryczałam. I co? Dałam sobie trochę czasu, wyjechałam na wakacje, wróciłam, zapisałam się na jazdy, i z radością wsiadłam znowu za kółko i zdałam za następnym podejściem. Z tym trzeba sobie poradzić. Jeśli kogoś tak mocno stresuje sam egzamin, niech najpierw zapanuje nad nerwami, a potem podejdzie do niego kolejny raz. A fakt, że studiuję psychologię, nie oznacza, że pozjadałam wszystkie rozumy. Ale tak się składa, że odpowiednie podejście plus samoświadomość "wiem, po co tutaj jestem" to już połowa sukcesu.
Dziewczyny, dzieki,szanuje Wasze wypowiedzi, ale nie zgodze się 😉 U mnie to wszystko bardziej złożone, nie zawsze jest to zwykły stres. Ja strach przed jazdą samochodem pokonałam już dawno. Dopóki był to nawet nie myślałam o zapisywaniu sie na egzamin. A był duży, pisałam tu kiedyś o tym. Jeździłam w wielu szkołach, z wieloma instruktorami, miałam na drodze rzne stresujace sytuacje- nigdy nie traciłam panowania nad sobą i samochodem.
Szepcik- uwżasz, że egzamin to niebezpieczna sytucja? Trochę nie rozumiem. Jeśli chodzi Ci raczej o to, że to sytuacja niosąca ze sobą stres to tak jak napisałam wyżej. Na drodze miałam ich wiele. Radze sobie lepiej niz moja znajoma, która prawko ma i jezdzi od dwóch lat. 😉 Umiejętność zdania egzaminu na prawko a zdolnosc i umiejetnosc jazdy samchodem to dwie rozne rzeczy.
stres stresem a nerwica nerwicą, ze stresem sobie radzę. I z tym też sobie poradzę bo prawko jest mi niezbędne, nie robie go po to, żeby nosić dumnie w portfelu. Z dniem zdania prawka mam czas do jego odbioru na znalezienie auta. Z dniem odbioru zaczyna sie moja jazda i tak- czuje sie pewnie.🙂
I jeszcze jedno- u mnie nie chodzi to, że siedzi koło mnie egzaminator, który czeka tylko aż popełnie błąd. Ja nikogo nie obwiniam, miałam miłych egzaminatorów. To nie jest tak, że zdają tylk ci, którzy potrafią jeździć a oblewają ci, którzy nie potrafią. Nie jest czarno-biało. Jest trochę szarości i też trzeba to uwzględnić.
To w takim razie o co chodzi skoro ze stresem sobie radzisz, egzaminatorów masz miłych i jeździsz świetnie? Może to dzielenie skóry na niedźwiedziu tak Cię nerwicuje 😉 ? "Musze, musze, musze mieć prawko, zaraz sobie kupie samochód i będę jeździć jeździć jeździć". Bez obrazy ale dla mnie ktoś kto się tak stresuje, że na łuku oblewa naprawde nie powinien wyjeżdzać sam na drogę 🙂 Widac potrzeba Ci jeszcze więcej dodatkowych jazd i otrzaskania się z samochodem bo jednak gdzieś problem jest :kwiatek:
Olga - Jasne stres różnie wpływa na ludzi ale nie można tego używać jako usprawiedliwienie na wszystkie swoje porażki. Istnieje masa strategii do radzenia sobie z tym i opanowania się. A jeśli ktoś usilnie dalej zwala wszystko na stres (nie mam na myśłi pony) no to sory...widocznie coś nie jest dla niego.
Chodzi o to, że ze zwykłym stresem sobie radze, a z takimi NERWAMI nie. I nie potrzebuje wiecej jazd, ale Wy i tak wiecie swoje🙂 i ja tez nie będę nikogo przekonywała bo przecież nie o to chodzi🙂, diabeł nie tkwi w umiejętnościach w moim przypadku. Jak kiedyś dopadnie Was atak nerwicy i zrozumiecie to dajcie znac🙂 I nie ma w mojej wypowiedzi ironii, wiem, ze pewnie zareagowałabym tak jak Wy gdybym nie wiedziala jak to jest :kwiatek:
To może naprawdę spróboj z jakimiś lekkimi uspokajaczami? Stres trzeba pokonać! Co to ma być żeby coś takiego nam uniemożliwiało normalne funkcjonowanie 🙂
Tak właśnie zrobie. A jako ciekawstkę dodam, że jak idę do wordu się zapisac albo jak idę z kimś,kto zdaje to dzieje się to samo. 🙄 Daniela- jeszcze do wcześniejszego postu- to nie jest tak, że musze,musze,musze miec prawko zeby sobie jezdzic jezdzic jezdzic. To nie jest moje widzimisię🙂- mieszkam 30 km od miasta, w miejscu,gdzie nie ma ZADNEJ komunikacji 😉 I uwierzcie- jakbym czuła, wiedziala, ze moje umiejetnosci sa zwyczajnie za małe to bym je z pokorą szlifowała dalej. Na własnej skorze dowiedzialam sie co moze zrobic kierowca bez umiejetnosci. Jazdy i tak bede brała- zeby sumienie bylo spokojne.
Ale mi nie chodziło, że musisz musisz żeby sobie pojeździć odtak sobie. Chodziło mi o to, że po prostu może wywierasz na sobie zbyt silna presję 😉 No ale skoro mieszkasz w takim miejscu to faktycznie...nie dziwie się. Pozostaje trzymac kciuki :kwiatek: !