Forum towarzyskie »

Myśliwi / broń palna, zagrożenie życia koło domu- pomocy

No jasne! nie wiedziałaś! prawo własności nie było w ogóle respektowane
mogli łazić po twojej działce z pukawkami jak chcieli i kiedy chcieli



Nie, nie wiedziałam i jestem w głębokim szoku!
To ja jako właściciel płace podatki, dlaczego obca osoba ma wchodzić na mój teren, a jeśli jest ogrodzony to co?
Biorąc poduwagę moje spatrzone podejście do ratowania wszystkiego, gdyby hipoteteycznie na mojej działce chodziły sobie uratowane jelonki, to oni by mieli prawo do nich strzelać? Nawet przez mój płot?

Nadal się zastanawiam jaki był cel zabicia psa z pierwszego posta, i dlaczego myśliwy za kota dostaje 10pln, przecież koty sa pożyteczne...

Po mojej by długo nie połazili...
A gdyby tylko ktoś z nich skrzywdził moje zwierzęta - chyba bym zatłukła gołymi rękami.


Nie ma bata, chyba się zapisze na testy psychologiczne.. 😵
Tania, pewnie będzie tak, że jeśli wyłączysz to nie będziesz mogła wysuwać roszczeń w razie szkód. Ale to logiczne jest. W sprawie, w której sąd rozstrzygał ludzie mieli stawy hodowlane, wiec raczej dziki czy sarny były im obojętne. W przeciwieństwie do często gęsto podpitych kolesi z flintami.
Teraz jak mieszkasz pod lasem na przykład, masz łąke zwykłą, to mogą ci łazić po twoim jak po swoim o ile jest tam obwód łowiecki.

Thymos, no tak jest - a raczej można rzec - było  😉
edyta, a jak tam Twoja sprawa z lesniczym?
No mogą. Sama kiedyś biegałam po polu bo obława na zające wypłoszyła konie. Zastanawiają mnie szczegóły.
Na przykład odstrzały sanitarne przy wystąpieniu wścieklizny. Idąc tą drogą, to posiadacz ziemi, który wyłączy się z obwodu sam sobie taki odstrzał robi?
Ja rozumiem co masz na myśli, zresztą wykładnia tu jest jasna. Tylko żeby zmieniono prawo z głową.
Wysmarowałam pismo do Najbardziej Generalnej Dyrekcji w Warszawie z opisem sytuacji i zapytaniem o obowiązujące mnie przepisy.
Na razie odpowiedzi brak, choć w sumie na nią nie liczę. Chodziło mi raczej o działania wyprzedzające. Obawiam sie bowiem sytuacji kiedy
pomimo prowadzenia psów na smyczy szanowni panowie będą próbowali wlepić mandat. Bo przecież nie ma świadków a kwota może wynieść nawet 5 tys zł. Taką sytuację zasugerowałam też w piśmie zapytując jak się mogę przed tym obronić.
Na razie szczęśliwie nie spotkaliśmy ich od tamtej pory  😀

Tania, masz racje, mogą być różne sytuacje i miejmy nadzieję, że uregulują te kwestie porządnie.
Tak sobie rozmyślam praktycznie: nie ma widocznych granic działek/pól. Oby nie skończyło się tym, że powstanie przepis, że ziemię należy.... ogrodzić. Bo jak inaczej ograniczyć przemieszczanie się zwierzyny? Ciekawe jak się to skończy.
Ale to też byłaby ingerencja w prawo własności. Przecież Koła dysponują mapami, wiedzą, gdzie zaczyna sie i kończy ich obwód. Radzą sobie do tej pory bez płotów, to i po zmianach sobie poradzą 🙂


Nadal się zastanawiam jaki był cel zabicia psa z pierwszego posta, i dlaczego myśliwy za kota dostaje 10pln, przecież koty sa pożyteczne...




Kot jest szkodnikiem w łowisku, ale skończyły się te czasy, gdy myśliwi strzelali do kotów i psów. Kiedyś wpisywało się je normalnie do wykonanego planu. Teraz nie wyobrażam sobie, żeby któryś z moich kolegów chciał strzelić do psa. Większość hoduje psy myśliwskie i są one traktowane jak członkowie rodziny. W naszym domku myśliwskim mieszkają koty, które prezes osobiście dokarmia 😉
Jedynym wskazaniem strzału do psa jest atak na bezbronną zwierzynę, jeśli jest pewność, że w okolicy są zdziczałe bezpańskie psy, które polują np. na młode koźlęta, to w trakcie takiego polowania większość myśliwych odstrzeli takiego psa.

Co do wchodzenia na czyjąś działkę: nikt przez płoty chodził nie będzie, chodzi tu raczej o pola i łąki, szczególnie te uprawiane, gdzie jest prawdopodobieństwo pojawiania się zwierzyny. W naszym obwodzie nie spotkałam się z pretensjami, że myśliwy wszedł na czyjąś własność - pretensje są, jak nie wchodzi zbyt często, a dziki idą w szkodę 😉 Ludzie sami proszą o monitorowanie pól, proszą o budowanie urządzeń łowieckich na swoim terenie a potem przychodzą po odszkodowania.
Co do polowań zbiorowych odbywają się one od października do stycznia, ewentualnie lutego, kiedy jest już po zbiorach, a na polach co najwyżej ozimina i często śnieg. Nikt nie łazi po zbożu i nie wydeptuje ścieżek, staramy się trzymać miedz i nieużytków - w końcu za szkody sami musimy zapłacić.
espana-ale wykładnia TK to nie żarty. Prawo będzie musiało być zmienione.
Ale ja tego w ogóle nie neguję. W mojej sytuacji (i mojego koła) nic to nie zmienia. Wkurza mnie tylko zacietrzewienie dziewuch, które nikogo by hipotetycznie na swoją działkę nie wpuściły, ale co roku robią sobie konne zdjęcia w cudzym rzepaku.
Ludzie sami proszą o monitorowanie pól, proszą o budowanie urządzeń łowieckich na swoim terenie a potem przychodzą po odszkodowania.
Co do polowań zbiorowych odbywają się one od października do stycznia, ewentualnie lutego, kiedy jest już po zbiorach, a na polach co najwyżej ozimina i często śnieg. Nikt nie łazi po zbożu i nie wydeptuje ścieżek, staramy się trzymać miedz i nieużytków - w końcu za szkody sami musimy zapłacić.


No widzisz, a mi przed oczami stanął obrazek, jak na moim wielkim ranczu (nieogrodzonym), biegają moje psy, kot czy co tam by było a tu myk, pif paf i zwierzaków nie ma, bo jakiś półgłówek odstrzelił 😉
myślę, że większość jednak jest normalna, nie męczy zwierzyny łownej i jeśli juz trzeba zabić, to robi to szybko.

espana, to chyba tak: zabijają niewinne sarenki i to na polu mojego dziakda/cioci czy kogo tam. Może taka dziewuszka nie chce żeby sarenki czy dziki ginęły i nie uważa, że zabicie jest na równi ze zniszczeniami, jakie zrobi jej koń... Właściciele pola pewnie maja zupełnie odwrotne preferencje kogo by chcieli widzieć na tym swoim polu...
Jeśli na Twoim nieogrodzonym ranczu biegają psy to możesz mieć większy problem, niż myśliwy, który nim przejdzie po zmianie przepisów 😉
Żaden normalny myśliwy nie będzie strzelał do zwierząt domowych, a strzał do zwierzyny musi być etyczny - z odpowiedniej odległości, z odpowiedniego kalibru, po dokładnym rozpoznaniu celu i przede wszystkim celny.
Jeśli na Twoim nieogrodzonym ranczu biegają psy to możesz mieć większy problem, niż myśliwy, który nim przejdzie po zmianie przepisów 😉
Żaden normalny myśliwy nie będzie strzelał do zwierząt domowych, a strzał do zwierzyny musi być etyczny - z odpowiedniej odległości, z odpowiedniego kalibru, po dokładnym rozpoznaniu celu i przede wszystkim celny.


Ja czysto hipotetycznie.
Bo właśnie Ty piszesz normalnie, z sensem, tłumaczysz. Mi chodzi o "myśliwych", którzy zastrzelili psa z pierwszego posta.
Jeśli był 10m od domu, (chyba nawet na ogrodzonym terenie) to co nimi kierowało...
espana, naprawdę, w jakim świecie żyjesz? cieszę się ogromnie, że przestrzegasz zasad etyki i w ogóle jakichkolwiek zasad, ale po kilku latach mieszkania na wsi pod lasem osobiście mam jak najgorsze zdanie o myśliwych. Myślę, że takie osoby jak Ty są wyjątkami w tym towarzystwie.
Jeszcze jedno mnie zastanawia - myśliwi lubią uzasadniać swoją pasję koniecznością regulacji populacji zwierzyny, że niby ta populacja może wymykać się spod kontroli, gdyby nie oni, dzielni strażnicy cudzych upraw.
W takim razie po co zimą zwozi się całe przyczepy buraków, ziarna itp pod las, wiosną-latem podsiewa sie w takich miejscach kukurydzę (zwykle kilkadziesiąt metrów od strzelnicy zwanej amboną)? Przecież przy nadmiarze pożywienia populacja w naturalny sposób bedzie rosła. Czyli schemat jest taki: zimą dokarmiamy, żeby potem było do czego strzelać. Czy możesz mi to wyjaśnić - pytam serio, bez złośliwości.
Spoko, ja się nie gniewam 😉
Nie znam wszystkich myśliwych, ale w środowisku, w którym się obracam (1 koło macierzyste i 2 zaprzyjaźnione, oraz inni polujący znajomi) takie zachowanie jest normą. Wszędzie zdarzają się wariaci, nie musi to być myśliwy, może być lekarz, prawnik, etc. W moim najbliższym otoczeniu takie złe zachowania są tępione, a że koło jest niewielkie (mniej niż 30 członków) wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą i nie ma przyzwolenia na łamanie zasad czy regulaminu. W zeszłym roku udało nam się usunąć na mocy Walnego Zgromadzenia jednego członka (nie dopuścił się żadnych nieetycznych czynów związanych ze zwierzyną czy wykonywaniem polowania, ale złamał regulamin i już nie ma kolegów - żaden nie będzie za niego nadstawiał karku i żaden z nim na polowanie nie pójdzie).
Co do regulacji populacji zwierzyny - pokrótce napiszę, że zwierzyna jest przez myśliwych hodowana, jakby to nie zabrzmiało, i wiele gatunków zagrożonych wymarciem lub wyparciem przez bardziej dominujące ocalało dzięki myśliwym. Paradoksalnie łosie i bobry - łowiectwo w ich ochronie osiągnęło sukces - chętnym polecam przeczytanie: http://zb.eco.pl/article/12-kompleksowa-ekologizacja-gminy-przeglad-zagadnien-br-12-7-lowiectwo-a393l1

I teraz odpowiedź na ostatnie Twoje pytanie: karmi się zwierzynę na karmiskach, nęci na nęciskach.
Karmiska to np. paśniki z sianem, lizawki z solą, rozrzucanie ziarna/wysłodków/buraków w lesie, poletka zaporowe (rzepik, topinambur, kukurydza) - które zatrzymują zwierzynę w lesie, żeby nie szukały żeru na polach - to wszystko ma na celu dokarmianie zwierzyny i ograniczenie szkód, czy to w lesie czy na polu. Absolutnie nie stawia się ambony przy paśniku - albo inaczej: nie strzela się przy paśniku - zwierzę ma się czuć tam bezpiecznie i korzystać z tego przez cały rok (sól).
W miejscu, gdzie buduje się ambony, zwyżki, krzesła w dogodnym miejscu umożliwiającym pewny strzał tworzy się nęcisko i wysypuje same dobre rzeczy 😉 - na takich nęciskach można strzelać dziki i drobne drapieżniki (nie wolno w ten sposób strzelać płowej). Zwierzę zajęte jedzeniem ułatwia określenie wieku, płci, stanu zdrowia i pozwala na humanitarny strzał.

OK dzięki za wyjaśnienia. Czyli jednak myśliwi poprzez dokarmianie regulują (mogą regulować) populację.
I kurcze, mi jednak te nęciska przy ambonach źle się kojarzą. Zwierzę nie ma żadnych szans. Jakie to polowanie? Zwykła egzekucja.
edyta ale o to przecież chodzi. Trzeba zredukować lisy i dziki, najłatwiej to zrobić jak się nie rusza. Pewny strzał, zwierzę nie cierpi. Takie życie. Obecnie w naszym rejonie (mam na myśli Wrocław 🙂 ) zakłada się przyrost dzika 200% - potrafisz sobie to wyobrazić? Ciepłe zimy, kukurydzy w bród - dziki mają życie jak w Madrycie i już w styczniu widać lochy prowadzące pasiaki, a po styczniu jeszcze dwa razy się oproszą!
Kiedyś za futro z lisa można było kupić samochód - dzisiaj nie jest nic warte, więc coraz mniej chętnych do strzelania lisa. Ale szczepimy go na wściekliznę, więc likwidujemy jedynego naturalnego wroga. Za to lisek nam przetrzebia zajączki (nie poluje się już na zające), bażanty, kuropatwy oraz głuszce i cietrzewie, które w Polsce objęte są ochroną. Więc co wybierasz: liska czy zajączka?
wszystko co piszecie ma sens jest tylko jedno ale....pijana wataha mysliwych. Tak dosłownie, sory ale oni w 90% strzelaja do zwierzat bedac pod wpływem alkoholu. Do tego dochodzi brak ostrzeżen ,że w reirze x bedzie odstrzał. Idzie sobie cłzowiek do lasu i kurde no..strzelaja ,i czlowieka moga postrzelic.
Juz kiedyś kolezanka (ma u mnie w stajni swojego konia) nacięła się na "panów mylsiwych". Pojechała sobie w teren , jechała olniutko stęa , gadła z kolega a tu nagle jeden strzał, drugi i pijani panowie za krzaków bełkotali przepraszam. Wielkie dzieki za takie przepraszam.
Poza tym guzik prawda z tą regulacją i wydawaniem pozwolen. Za pozolenie sie płaci to czysty zysk dla lasów. Co do dokarmiania, pamiętacie to zoime sprzed 3 lat, śniegu było od cholery, zwierzęta, szczególnie sarny zdychały z głody a mysliwi i lesniczy tłumaczyli sie w tv ,że przez snieg nie mogą dojechac do karmików.Mhh..nie mogli, dupy się w mróz ruszyc nie chciało ale na polowanie, imprezy i ognicho po polowaniu to juz z checią.
Poruszyłaś ważną kwestię. Na lisy nie ma chętnych, bo lisa się nie je, a futerka juz (na szczęscie) nie w modzie. Czyli jednak nie szczytne cele, a zaspokajanie własnych "zachcianek" kierują myśliwymi. O odstrzał zajączków w przyszłości jestem dziwnie spokojna. I na nie przyjdzie czas jak uda się odbudować populację.
Kiedyś już była mowa na ten temat. Zgadzam się, że mogą zachodzić sytuacje, w których trzeba regulować liczebność zwierząt (choć tak czy inaczej to człowiek jest odpowiedzialny za ograniczanie ich przestrzeni życiowej), ale uważam, że powinny się tym zajmować jakieś specjalne służby, żeby rzecz mogła być kontrolowana. A nie jak teraz - myśliwym może zostać każdy, kto ma dostatecznie zasobny portfel i czerpie przyjemność ze strzelania do zwierzaków. I to jest przyczyna coraz częściej widocznych nadużyć, czy wypadków. Tak ja to widzę.

Faza, dokładnie o to mi chodzi! na buzi piękne słowa, misja i dbamy o zwierzątka i rolników, a w rzeczywistość skrzeczy.
Espana problemem jest to, że Wy faktycznie jesteście wyjątkami wśród myśliwych.
My w większości znamy takich:
http://wyborcza.pl/1,75478,15719788,Radny_szczul_psy_na_rannego_dzika_i_filmowal_telefonem.html

Z mojego miasta. 90% myśliwych u mnie jest jego pokroju. Tylko ten pechowo pochwalił się w necie.
Fazajest straż leśna, policja i inne służby - skoro widzisz pijanego z bronią - zgłaszaj. Ja pijanego myśliwego nie widziałam na polowaniu, a bywam. Mój prezes i łowczy przerwaliby polowanie natychmiast, gdyby któryś z kolegów w jakikolwiek sposób złamał regulamin. Po polowaniu - to już insza inszość 😉
I nie piszcie, że nikt tego nie reguluje, albo że można kupić odstrzał na co się chce i ile się chce. Nie mylcie też łowiectwa z kłusownictwem - ja Wam mogę napisać, jak to powinno wyglądać i jak to wygląda u mnie. Jeśli jakiś idiota wparuje do lasu i będzie walić do wszystkiego, co się rusza, to nie wina organizacji tylko tego idioty - i uważam, że należy robić wszystko, żeby piętnować takie zachowania. I coraz mniej jest kumoterstwa - prasa łowiecka, fora łowieckie - ujawniają i ostro krytykują przypadki łamania prawa.
edyta te "specjalne służby" to właśnie myśliwi zarejestrowani w PZŁ, chyba wolisz, żeby robił to ktoś, kto się tym pasjonuje i kocha przyrodę niż ten wyznaczony z urzędu. Mamy regulamin, mamy statut, mamy w końcu prawo łowieckie - bardzo rozbudowane - może warto się z nim zapoznać?
I nie łatwo jest zostać myśliwym, trudniej niż uzyskać uprawnienia do wykonywania polowania - żeby przyjąć się do koła trzeba uzyskać zaufanie jego członków - w końcu będzie się razem stało na linii strzelba w strzelbę - a nikt nie chce wypadku. A wypadków czy nadużyć jest coraz mniej - statystyki są jawne, coraz mniej ukrywania i kumoterstwa, więcej dbałości o bezpieczeństwo i przestrzeganie regulaminu.
Espana problemem jest to, że Wy faktycznie jesteście wyjątkami wśród myśliwych.
My w większości znamy takich:
http://wyborcza.pl/1,75478,15719788,Radny_szczul_psy_na_rannego_dzika_i_filmowal_telefonem.html

Z mojego miasta. 90% myśliwych u mnie jest jego pokroju. Tylko ten pechowo pochwalił się w necie.


No i właśnie to ten idiota, o którym pisałam w poprzednim poście. Nie dość, że naraził zwierzę na niepotrzebne cierpienie, to jeszcze psy na utratę życia. Ranny dzik jest bardzo groźny, szable przedziurawią beton, znany jest przypadek, gdy myśliwy dochodzący postrzałka zaatakowany przez ranne zwierzę nie zdążył wezwać pomocy, dzik ciął mu tętnicę udową.
Niestety nagonka na myśliwych jest tak duża, że nie patrzy się na to co koła robią dobrego, tylko powiela się i powtarza o jednym skandalicznym przypadku, który rzutuje na całe myślistwo.
Poluję też w Bieszczadach, może nie blisko Ciebie, ale kilka razy do roku jestem w Czarnej 🙂 I znam kilku myśliwych. Wiem, że jest bardzo dużo kłusowników - niestety bezrobocie i bieda zmusza do łamania prawa.
Fajnie byłoby, gdybyście złożyły wizytę w pobliskim kole, porozmawiały z jego członkami, zobaczyły jaką działalnością oprócz wykonywania polowania dane koło się zajmuje.
Ja z całego serca zapraszam do mojego - w Bochni 🙂
Z racji zawodu znam praktycznie wszystkich myśliwych ode mnie, bo nie raz i nie dwa łatałam im psy, i powiem Ci, że mam bardzo złe zdanie o większości. I wiem, jak wyglądają ich "polowania". Niestety myślę, że duży wpływ ma rodzaj ludzi tworzących dane koło. U mnie większość to "notable" z czasów PeeReLu, którym było wszystko wolno i myślą, że tak jest dalej i wszyscy miejscowi przedstawiciele zakładów pogrzebowych  🙄 No jakoś tak się złożyło.
Może u Was kupa młodych jest?
edyta te "specjalne służby" to właśnie myśliwi zarejestrowani w PZŁ, chyba wolisz, żeby robił to ktoś, kto się tym pasjonuje i kocha przyrodę niż ten wyznaczony z urzędu. Mamy regulamin, mamy statut, mamy w końcu prawo łowieckie - bardzo rozbudowane - może warto się z nim zapoznać?
I nie łatwo jest zostać myśliwym, trudniej niż uzyskać uprawnienia do wykonywania polowania - żeby przyjąć się do koła trzeba uzyskać zaufanie jego członków - w końcu będzie się razem stało na linii strzelba w strzelbę - a nikt nie chce wypadku. A wypadków czy nadużyć jest coraz mniej - statystyki są jawne, coraz mniej ukrywania i kumoterstwa, więcej dbałości o bezpieczeństwo i przestrzeganie regulaminu.


dla mnie ktoś kto kocha przyrodę nie zostanie myśliwym, to dwa wykluczające się pojęcia
może kiedyś taki był zamysł, aby zarejestrowani myśliwi stanowili swojego rodzaju "służby", ale dziś to się nie sprawdza, wymknęło się spod kontroli, piękne słowa na papierze nic nie znaczą. W tym problem.
pokemon nie ma młodych, ale to nie zależy od wieku. Tu moi koledzy 🙂



edyta ja kocham przyrodę i m.in. dlatego jestem dianą 😉
Faktycznie średnią wieku zaniżasz  😁

Najstarszych nie ma na zdjęciu 🙂
espana w każdym srodowisku są "czarne owce". Niestety ja nie mam wśród znajomych myśliwych , zas tych myśliwych co znam nie chcę nazywać swoimi znajomymi. Ja nie potrafiłabym zabić zwierzaka, po prostu nie i już . Chyba ,że przymierałabym głodem ja i moja rodzina. Kurcze nie potrafiłam zabić chorej kury a co dopiero sarnę czy jelenia. Wolę biegać z apartem fotograficznym i polować na zdjęcia , wolę spotkać łosie , zajączki i patrzeć na nie niż zabijac. Nie umiem i nie chce tego robic. Co do smaku dziczyzny- nie znam, nie jadlam i nie czuję potrzeby jadania dziczyzny.Zastanawiam się co czuje myśliwy jak sarna wiedząc ,ze już nie ucieknie zatrzyma się i patrzy na myliwego, jak to jest pociągnąć wtedy za spust. Nie, ja nie dałabym rady, nie rozumiem i nie widzę przyjemności w zabijaniu. A gadanie ,że kólka łowieckie coś dobrego robia dla przyrody jest dla mnie takim sobie usprawiedliwianiem. Można robic wiele dobrego nie zabijając.
Zastanawiam się co czuje myśliwy jak sarna wiedząc ,ze już nie ucieknie zatrzyma się i patrzy na myliwego, jak to jest pociągnąć wtedy za spust. Nie, ja nie dałabym rady, nie rozumiem i nie widzę przyjemności w zabijaniu. A gadanie ,że kólka łowieckie coś dobrego robia dla przyrody jest dla mnie takim sobie usprawiedliwianiem. Można robic wiele dobrego nie zabijając.


Lubię to 😉
Zastanawiam się co czuje myśliwy jak sarna wiedząc ,ze już nie ucieknie zatrzyma się i patrzy na myliwego, jak to jest pociągnąć wtedy za spust.


Dziewczyny, serio???
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się