Pelargonia - Pelka, Pelcia źrebak od Pelki to Pele(k), Poldek, wszystko co na P krótkie mi się nasunie, a na pewno nie tak jak ma czyli Parys. Frodo - Frodek, Ferdek Witka- Witolda, Wicia, Witold Wektor (syn Witki) Witek Funkia- Funia, Funcik, Funiek Idol- Srindol
Znam konia o imieniu Syrena, którego stajenni nazywali 105 (sto piątka)
Ostatnio nazywanie koni ludzkimi imionami jest cholernie popularne 😀 U mnie przy zajeżdżaniu koleżanka, chwaląc konia, zaczęła zdrabniać na "Saragosię" i naturalnie utworzyła się - znacznie krótsza - Gosia 🙄 Buntowałam się strasznie, ale wszyscy zaczęli tak mówić, to i mi się z czasem na usta cisnęło.
Najlepiej jest, jak niektórzy znajomi nie wiedzą, jak jest przezwany mój koń, a ja o czymś opowiadam... Ich miny są bezbłędne, zwłaszcza, jak usłyszą coś wyrwane z kontekstu 😁
a moja piękna kara folblutka o wdzięcznym imieniu Tagi, przez swój charakter chyba już zawsze będzie Tadzikiem, w porywach Tagikoniem. Dobrze że z Gówniarza już wyrosła 🙂
Z takich które wryły mi się w pamięć: Na obozach, kilka lat temu, był rosły, gniady wałach o imieniu Agent. Miał wiecznie zwisającą dolną wargę, więc nazywany był zawsze Bolkiem od Bolesława Krzywoustego. Arizona była dla mnie zawsze Rizo. Mój ukochany hucuł: Sedan lub Sadam (nawet nie pamiętam prawdziwego imienia) nazywany był Wojtek, od imienia swojego właściciela zdaje się. Kolejna hucułka, Werchowyna zyskała przydomek Iberia, z uwagi na łatę podobną w kształcie to półwyspu iberyjskiego. I całe szczęście, bo prawdziwe imię, choć mi przypadło do gustu, jest co najmniej niewygodne. Agrafka, zwana była Kasztanką - swoją drogą, była nawet trochę podobna do marszałkowej klaczy.
Na mojego, o wdzięcznym imieniu Całus, non stop mówię Całek. Tak mi się to już wryło w pamięć, że bardzo rzadko zdarza mi się użyć jego prawdziwego imienia. Ponad to, notorycznie do wszelkich zwierząt, w tym również i konia, mówię...kotek. I nie mogę się oduczyć, a infantylne to straszliwie.
I to tyle. Oprócz Bolka i Iberki, nic ciekawego. Nie rozumiem, czemu kogoś wkurza nazywanie konia kucykiem, łosiem czy dowolną nazwą własną. Różne głupoty przychodzą czasem do głowy, ale co w tym złego? 🙂
A u nas w pensjonacie pracownik nie mogąc wymówić polskich imion naszych koni zaczął je nazywać : Czarnego Orfeusza ( jakoś nie zapamiętał Black Orpheus'a) - "Fred "( :ke🙂, a na Czefalo woła "Pretty Face" ( :hihi🙂.
moja Safona - Safon, Safcik, Safons, Saf, Kucyk, Dzieciak, Lamus, Grubas, Misiek, Koniu, Lala. (: a to tylko niewielki procent z tych moich wymysłów.. generalnie przezwiska bardzo spontanicznie wymyślane, koń się wkurzył, że zaburzam jej samoświadomość imienia i zaczęła reagować na mój głos 😀
Ja tam lubię do moich koni po ludzku i tak: Weltano 21 to Waldek (ewentualnie Włodek), Shamrock to Szymon (bądź Mamrot jak marudzi), Doktryna to Doda, a Caryca Katarzyna to Kaśka 😉 Lino poszkodowany dostał miano Prosiaka bo przy robocie się wściekał i wydawał odgłosy nie podobne końskim. Rosalinde TS była Fruzią z prostej przyczyny - moc w tyłku miała taką, że jak odpalała silniki to był lot i wszystko w okolicy furczało od podmuchu wiatru 😎 Da Vinci był po prostu Synem z racji wieku i wzrostu oraz bardzo dziecinnego charakteru. Natomiast moja mama zwraca się do koni na dwa sposoby - Laluś bądź Lala, ewentualnie do Waldemara mówi Dałn 🤔
A u moich chłopaczków wygląda to tak... Robespierre - Robi, Roni, misiek, dziadko 😂 Idrys - Wielki, Toresik, Idrylla, Idzio 😎 Don Diablo - szatanek, ofisiak, fifi, mały kary 😁 pogrubione są te, których używam najczęściej 😉