W tym e-book'u "Meżczyzni sa z Marsa,a kobiety z Wensu" pisza jakos tak stereotypowo,albo nasz zwiazek jest dziwny,bo to ja potrzebuje jaskini,a mój M. opieki,rady,pocieszenia i jego zachowanie wskazuje na to,ze mysli,iz ja tez tego potrzebuje,ale tak nie jest mnie to wkurza,kiedy on probuje mi dawac rady odnosnie wszystkiego i wszystko tlumaczy jak po prostu idiotce ,ktora nic nie umie,nie nie rozumie z niczym sobie nie poradzi 🙄 🤔 To niszczy nas związek i to bardzo.Wiem-nalezy rozmawiac,ale on chce rozmawiac odrazu po takim zajsciu,a ja potrzebuje "jaskini"chiwli odpoczynku,wytchnienia,ochłonięcia.Stale to wałkujemy,a on zachowuje się tak jakby to do niego nie docierało 🤔 Probowac dalej rozmawiac?Tłumaczyc?Czy moze po prostu sprobowac sie przyzwyczaic?Wasi faceci tez tak maja?Jak sobie z tym radzicice? Dla mnie to jest bardzo uciazliwe.
slojmamyślałam o czymś innym i tak jakos mi sie mazło,ale ważne,że wiadomo o co chodzi 😉 Dziękuje chociaż mysle,że to jest własnie ten przypadek gdzie "jak grochem o ściane" 🙄
Ja bym poprosiła o ten "nie zależy mu na tobie" - faemne@wp.pl , dzięki :kwiatek:
Ech, do czwartku jeszcze będę bez życia, w czwartek ostatni egzamin w tej części sesji - i może wreszcie trochę odetchnę 🙂 Pójdę gdzieś z kumpelą i będę miała wszystko w głębokim poważaniu 🙂 Już marzę o takim odpoczynku od stresu. I może wtedy, jak będę miała takie spokojniejsze podejście, wreszcie kogoś spotkam - albo ktoś inny mnie zauważy 😉
albo mi się wydaje, albo szanowny pan P. robi coraz większe "podchody". Dzisiaj mi nawet podziękował, że "nie mam dość słuchania jego wywodów". Jestem coraz bardziej ciekawa co On zamierza i planuje... 😉
Możliwe, możliwe... Tylko ciekawe czy mi to powie wprost 😉 W sumie niedługo moje urodziny (i byłaby też nasza 2 rocznica), więc teoretycznie jakas okazja będzie 😉 Pożyjemy zobaczymy 🙂
sanna jeśli można prosi "nie zależy.." na nataliacz@o2.pl byłabym bardzo wdzieczna. dziewczyny które mieszkają już ze swoimi mężczyznami, też na początku były dzikie awantury i brak rozmowy czy przeciwnie? - zakochani i szczęśliwi? bo u mnie to istny armagedon odkąd mieszkamy razem.. 🙁
dzięki raz jeszcze :kwiatek: zaczęłam czytać ten rozdział który mnie najbardziej interesuje:
Zamierzam ustalic szalona, radykalna i bardzo surowa zasade dotyczaca zwiazków: Słowo „zajety" jest kompletna bzdura i najczesciej używaja go dupki. Słowo „zajety" to w zwiazkach Bron Masowego Rażenia. Brzmi jak niezła wymówka, ale w każdej podziemnej wyrzutni rakietowej, na która trafisz, natkniesz sie na faceta, któremu po prostu nie zależało na tyle, żeby do ciebie zadzwonic. Pamietaj: Mężczyzni nigdy nie sa zbyt zajeci, żeby zdobyc to, na czym im zależy.
ehhh szkoda że mój facet chyba doszedł do wniosku, że skoro już mnie "zdobył" to koniec jego wysiłków. Przecież jesteśmy razem, to może nie dzwonić, nie pisać, nie odzywać się, zajmować się najpierw wszystkimi innymi sprawami, ewentualnie na koniec dnia zostawiając sobie chwilę na mnie... 🙁 byle do wakacji. zobaczę jak się będzie zachowywał kiedy będę w Sączu a nie w Krakowie (bo na razie to jest związek na odległość), a jak nic się nie poprawi to sajonara... kurcze, smutno mi🙁
Hate Me polecialo! A co do Twojego pytania, to pewnie zależy od par.. My się burzliwie ścieraliśmy docierając, iskry leciały, chociaż tego nienawidzę. Kocham ciszę, spokój i sielankę a przy moim TŻcie czasami istna zołza ze mnie wychodzi (w obronie moich praw, oczekiwań i przywilejów :hihi🙂 Breva spróbuj spokojnie, rzeczowo wytłumaczyć Mu jak ważne są dla Ciebie te rozmowy telefoniczne. Faceci tego nie rozumieją zazwyczaj. Mój, jak byliśmy "w rozłące" dzwonił codziennie, chociaż tez Mu się zdarzało zamilknąć bo coś tam. Teraz, jak jesteśmy razem, wbijam Mu bezustannie do głowy, że w pewnych sytuacjach musi do mnie zadzwonić. Powtarzam Mu to jak mantrę, czasami nawet pamięta 😁 Oni, qrcze, są inni, kierują się swoja logika, swoimi potrzebami , które często nie są kompatybilne z naszymi oczekiwaniami, potrezbami 🙄
to ja też poproszę "nie zależy..." na bera7@op.pl Chociaż czasem mam wrażenie, że rozumiem facetów lepiej niż oni sami siebie. Ich ruchy są tak przewidywalne, że aż nudne 🤔
Hmmm ja to chyba jestem jakas inna...moj facet ciagle chce gadac przez tel,pisac smsy i na gg,a ja wlasnie nie zawsze mam ochote ,dla mnie mozemy sie caly dzien nie odzywac,a nawet dwa i dla mnie to jest normalne natomiast on mowi,ze mu przykro wtedy,albo jak sie na niego nie patrze jak jestesmy razem czy nie ide obok,a przed nim to on mowi,ze to tak jakbym go olewała czy coś tam..ale tak nie jest.Wczoraj rozmawiałam z nim na ten temat i jestem z siebie dumna,bo w końcu zebrałam się na to żeby wszystko wytłumaczyc,napisac o swoich odczuciach,obserwacjach i było to bez emocji z obu stron-zazwyczaj oboje sie wkurzalismy i byly to infantylne kłotnie z wypominkami,a teraz w koncu rozmowa była na spokojnie i oboje bylismy zadowoleni...uff wiec poki co u mnie juz ok 😉
Szepcik, świra to się omija duuużym łukiem. A narowy zazwyczaj wyłażą z facetów, jak już się pogrążysz po uszy i nie tak łatwo się z tego wymiksować 😁 chyba wszystkie tu wiemy, jak to czasami bywa 😉 A takich bez wad, to ja jeszcze nie widziałam, tylko kwestia jakie ma z zestawie i na ile możesz nad nimi przejść do porządku dziennego 😁 Bera, ksiażka poleciała
Breva, nie zakładaj, że to na pewno zła wola, to niedzwonienie w ciągu dnia. Albo że mu nie zależy 😉 Może porozmawiaj o tym? Spytaj, czemu teraz jest tak. Powiedz mu, że Ci z tym żle/smutno/cokolwiek wtedy czujesz. Moim zdaniem to taka rozmowa i zachowanie po niej dużo więcej Ci powiedzą. Może on nie chce Cię wpychać między sprawy prozaiczne? Może woli mieć dla Ciebie 100% uwagi? Może nie dociera do niego, że dla Ciebie kontakt w ciągu dnia miałby znaczenie? Nawet taki w stylu "mam urwanie głowy ale myślę o Tobie". W końcu to tylko facet 😉 Piszę z doświadczenia, kiedyś musieliśmy się na podobny temat dogadać. I dogadaliśmy, ustępując po kawałku.
hate me!, oj, pewnie co para, to inaczej... Różne ludzie mają temperamenty. A dotrzeć się trzeba. Jeszcze jak się nagromadziło nawyki z życia osobno... Choć pewnie dużą zmianą w zachowaniu w tę, czy inną stronę, to bym się raczej zdziwiła.
A ja mam takiego doła teraz, że... szkoda gadać 🙄 Opiszę wam to, co się wczoraj działo i proszę, sami powiedzcie, co o tym myślicie, bo ja już sama nie wiem... czy ja dramatyzuję i wyolbrzymiam wszystko, czy rzeczywiście tak jest...
Od piątku próbuję się umówić z P. Na początku napisał mi, że zobaczymy się w piątek, ale w sumie jeszcze do końca nie wie czy się zobaczymy, bo nie pamięta, czy się umówił z kuzynem (wcześniej) na piątek czy sobotę. Jak się okazało, że jest w piątek wolny, to napisał mi smsa, ale zaraz po tym napisał, że koledzy chcą do niego wpaść na piwo i czy moglibyśmy się spotkać innym razem. No ok, tragedii nie ma, w końcu i tak widzieliśmy się dzień wcześniej. Sobotę oczywiście spędził u kuzyna (ja z koleżanką na zakupach), ale wstępnie umówiliśmy się na niedziele na wspólne zakupy. W niedziele ja dostałam okres i zapytałam, czy on może prowadzić, bo strasznie mnie brzuch bolał i okazało się, że troche przesadził z alkoholem i nie jest w stanie nawet się podnieść z łóżka. Jestem to w stanie zrozumieć, też mi się to czasem zdarzało, więc umówiliśmy się na później. Później dalej nie był w stanie, dopiero o 20 mi napisał, że musi pojechać z rodzicami do kuzyna, bo zostawił u niego samochód. Jak wróci do domu to będzie 21, a to już za późno, żeby do mnie przyjechać (!!!). Więc stwiedził, że pojdziemy sobie na zakupy w poniedziałek, bo będzie mniej ludzi w centrum handlowym i tak będzie wygodniej. Ale jeszcze przed snem napisał, że zamiast na zakupy pojedziemy do niego na działkę, bo musi skosić trawę. Nie miałam nic przeciwko, nawet bardziej mi się to podobało niż chodzenie po sklepach.
No i zaczął się horror w poniedziałek. Czekałam na niego, a on się nie odzywał. O 14:30 dostałam od niego smsa, że skosił już połowę działki. Krew się we mnie zagotowała dosłownie (przecież miał mnie tam zabrać ze sobą!), ale stwiedziłam, że ok, wróci wieczorem to się spotkamy... Nic nie odpisałam, więc po chwili dostałam smsa, że wyciekł im (był na działce z bratem) olej. Więc stwierdziłam, że świetnie, pewnie wyciekł im olej z samochodu, nie przyjedzie i zadzwoniłam do koleżanki, żeby wyszła ze mną na miasto, bo ja już nie miałam siły czekać na niego sama w domu, czy łaskawie wróci z tej działki, czy nie. Okazało się, że wyciek oleju był z kosiarki, a w dodatku na działce są jeszcze z kolegą (!!) i czekają aż przestanie z kosiarki dymić, pisał, że spróbuje wrócić przed wieczorem, ale za chwile dodał, że nie wie, bo nie dokończyli kosić, a bez sensu jeździć kilka razy, żeby to zrobić, skoro można zostać tam na noc. Byłam już tak zdenerwowana, że napisałam, żeby sobie nie robił problemu, bo i tak się już umówiłam. Byłam pewna, że oni tam po prostu piją piwo przy tym koszeniu, no bo jak można być na działce i nie pić.
Zapytał, z kim się umówiłam, ale ja już byłam tak na niego zła, że wybuchłam. Musiałam się wyładować, bo dłużej tego bym nie zniosła. Odpowiedziałam, że raczej nie powinno go to interesować, bo podobno i tak nie jestem jego dziewczyną (kiedyś go zapytałam, czy my w ogóle jesteśmy ze sobą [to była luźna rozmowa], to mi powiedział "zobaczymy, co z tego będzie", a jakiś czas temu spotkaliśmy się i rozmawialiśmy o moim przyjacielu, który spotyka się z dziewczyną, ale w sumie to nie wie, czy z nią jest- P. na to, że skoro się spotykają, to raczej są ze sobą, a ja mu odpowiedziałam "no wiesz, znam takich, co się spotykają i nie są razem"- oczywiście powidziałam to o nas, a on się uśmiechnął, bo wiedział o co chodzi i przyznał mi rację). Oczywiście się zdenerwował, chciał się dowiedzieć, skąd ja mam takie informacje i od kogo, nie odpowiedziałam, potrzebowałam chwili, żeby ochłonąć i dzwonił do mnie kilka razy, ale nie chciałam z nim rozmawiać, poza tym byłam w autobusie. Więc napisałam mu o tym, że to on tak mówił i że umówiłam się z koleżanką. Kazał mi się uspokoić i żebym się nie nakręcała, oddzwoniłam do niego, powiedział, żebym nie gadała bzdur i żebym wypiła piwo i się zrelaksowała.
Po jakimś czasie napisałam mu, że już ochłonęłam, a on na to (zrobił się strasznie niemiły): "I ch**, i tak nie wiem, o co Ci chodzi", a jak mu odp, że pogadamy o tym, jak się spotkamy, to napisał "Dobra, daruj sobie." Żeby go nie denerwować, bo chciałam załagodzić sytuację, odpisałam "Ok.", a później, czy wróci w ogóle dzisiaj (nie było aż tak późno, coś około 18 i zbierałyśmy się już z koleżanką do domu). Na co on "No już się umówiłaś, to po co mam wracać?" koleżanka mnie namówiła, żebym mu napisała coś miłego, coś w stylu, że chcę z nim trochę pobyć i przytulić się do niego. No niestety P. nie jest osobą, która się rozkleja widząc coś takiego, wiedziałam, jaka będzie jego reakcja. Ale zrobiłam to, żeby udowodnić koleżance, że wcale nie jest taki kochany. Odpisał "Wypij jakies piwko i sie uspokuj, bo w jakies paranoje wpadasz". Jak przeczytałam to mojej koleżance... no po prostu nie jestem w stanie opisać jej miny, jak bardzo była zaskoczona i zdziwiona jego reakcją. Więc odesłałam P. jego smsa, w którym proponował mi, że pojedziemy razem na te działkę i że od piątku próbujemy się umówić, ale ciągle coś mu wypada i to jest ta moja "paranoja". Więc on mi zaczął robić wywody, że ostatnio nie możemy się zgrać, żeby się spotkać, że pojechał na działkę wcześniej z bratem, miał szybko skosić i wcześniej wrócić, ale popsuła im się kosiarka. Że niby powiedział mi, że wróci wieczorem i wtedy mielibyśmy pojechac na zakupy, ale ja już byłam umówiona (odsyłam was do tekstu wyżej. napisał mi, że nie wie, czy sie z tym wyrobi i nie wie, czy wróci tego samego dnia, więc wolałam się umówić, bo szału w domu dostawałam). No i że i tak już nie wróci, bo pił alkohol i nie może prowadzić (widzicie, też to przewidziałam). Wiec mu odpisałam, że domyślałam się, że tak będzie, bo było wiele takich sytuacji, które kończyły się w ten sam sposób- nie spotkaliśmy się.
No i teraz chyba sms, który mnie najbardziej zabolał. Pisał mi, że sobie zawsze coś dopowiem i się obrażam, że niby mówił mi wcześniej, że się zobaczymy następnego dnia, ale musi najpierw załatwić kilka spraw, a jak one się przedłużą to też mnie zawsze o tym informuje. No i najgorsze: po co ma przyjezdzac do mnie o 23? zeby posiedziec godzine i wyjsc? Trochę się chyba przeliczyłam, że on chce spędzać ze mną każdą wolną chwilę. W dodatku pojechałam jeszcze później do kumpla i jak mu przeczytałam tego smsa, to powiedział, że w życiu by swojej dziewczynie tak nie napisał, bo jakby mógł się z nią zobaczyć chociaż przez 5 minut to by do niej jechał nawet przez całe miasto. Poza tym widzi, że P. tak bardzo na mnie nie zależy. I kolejne smsy potwiedziły fakt, że on potrafi tak manipulować faktami, że winę obróci na moją stronę i jeszcze na mnie za to nakrzyczy.
Rozmawiałam z P. przez telefon i zapytałam, jaki był problem w tym, żeby mnie zabrać na działkę, on mi na to, że wyjechali wcześnie i że nie było miejsca w samochodzie. No ale kolega jakoś się zmieścił, poza tym nie widzę problemu, żeby mnie poinformował, żebym wcześniej wstała, bo muszą wcześniej wyjechać, przecież też im mogłam pomóc. A on na to, że mi nie można nic mówić, bo go łapię za słówka i on mnie zapewniał, że spotkamy się wieczorem, tylko musi skosić trawę (przypominam: mówił mi, że nie wie, czy wróci, bo nie wie, czy da radę skosić tę trawę w ciągu jednego dnia), no i na koniec: "poza tym skoro mówisz, że nie jesteś moją dziewczyną, to ja nie jestem Twoim chłopakiem, to o czym mu gadamy?". A później się nagle okazało, że trawa od kilku godzin jest skoszona (no ale przez alkohol i tak nie wróci) no ale przeciez ja sie umowilam, to po co miał wracać. Więc wychodzi na to, że to wszystko moja wina.
Sama nie wiem, co o tym myśleć. Koleżanka uważa, że zachował się beznadziejnie, nie przyznał się do winy i nie przeprosił, a kolega, że mu na mnie w ogóle nie zależy i że powinnam zmienić chłopaka, bo i tak czai się na mnie inny, podobno dużo lepszy (ale o tym innym razem 😉 ). P. mi jeszcze raz o 2 w nocy napisał, że nie wie, o co mi chodzi, że mu wyskakuje z jakimś tekstem, że podobno nie jesteśmy razem i że brak mu słów. I że jak skończy mi się okres i się uspokoję to pogadamy.
A ja nawet nie mam ochoty z nim gadać, bo on i tak ma swoje racje... przypomina mi się takie powiedzenie "mów do słupa, a słup dupa", które się idealnie sprawdza w tym przypadku. A ja nie mam siły ustępować kolejny raz i kolejny raz pluć sobie w brodę, że odwołałam coś tam dla P., który miał mnóstwo wymówek, żeby się ze mną nie spotkać.
Scottie, może zmień układ - przedstaw mu, kiedy masz luki w swoim bardzo ciekawym, zagonionym i ekscytującym planie tygodnia, kiedy go możesz ewentualnie i łaskawie wpisać w wolniejszy moment? "Słońce, jestem b. zajęta, ale jeśli Ci zależy, to mogę mieć dla ciebie chwilę we wtorek, między 19 a 20." I niech się dopasowuje, jeśli chce. A jak nie, niech na drzewo spada IMHO.
Jezu, Scottie, UCIEKAJ OD NIEGO! Może jestem pod wpływem książki od sanny, a może nie... ale to dla mnie nie do przyjęcia żeby chłopak tak się wobec ciebie zachowywał. Skoro jest z tobą, to powinien chcieć cię widzieć codziennie. Skoro szuka wymówek - chyba jednak mu nie zależy. Uciekaj, póki możesz. Wierz swojemu koledze, jednak chłop wie, co mówi chłopskie zachowanie. Przepraszam, że to takie trochę nieskładne, ale mi się moja sytuacja przypomina. Żałuję, że wtedy sama nie uciekłam odpowiednio wcześnie.
Edit: Swoją drogą, po przeczytaniu powyższej książki, doszłam do wniosku że nie będę zabiegać o tego kumpla z mojej grupy. Może mi się podobać, ale żeby cokolwiek z tego wyszło, on też musi być zainteresowany. A skoro dotychczas nie był i się jakoś nie starał, widać nie jest nam pisana wspólna przyszłość 🙂 . Wolę dojść do siebie i uporządkować swoje sprawy teraz, a jak przyjdzie czas, to na pewno kogoś spotkam. I ten ktoś zwróci na mnie uwagę. (ech, mam nadzieję 😀 ).
Scottie - Ja bym na twoim miejscu zakończyła znajomość. Nauczona doświadczeniem wiem co jestem w stanie akceptować, a czego nigdy nie zaakceptuję. Zrozumiałe jest, że nie musicie widzieć się codziennie ale ciągłe wymówki i olewanie drugiej osoby jest jak dla mnie nie do pomyślenia. Zastanów się dokładnie czego ty oczekujesz i czy będziesz chciała przechodzić przez taką sytuację jeszcze raz bo na pewno się powtórzy. Gdy już spojrzysz w głąb siebie będziesz wiedziała co zrobić.
Scottie, powtórzę za Livią - uciekaj jak najszybciej i jak najdalej od niego. Skoro tak Ciebie rani teraz, na początku, gdy powinien starać Ci się nieba przychylić, zabiegać o Ciebie, to co będzie później jak faktycznie dojdą jakieś problemy.. Szkoda czasu, szkoda nerwów, szkoda Ciebie, bo jeszcze pewnego dnia uwierzysz, że to rzeczywiście wszystko Twoja wina a potem nie będziesz mogła pozbierać się przez długie tygodnie..