Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Breva, pół roku terapii to malutko.

A Brevinka - bo ona jest urocza. To tylko dziecko. Które bardzo pragnie. I z tego pragnienia robi różne głupie rzeczy. Ale nie wolno się na nią złościć, ani próbować jej wychowywać. Trzeba usiąść, porozmawiać, zapytać czego potrzebuje, a potem jej to dać w sposób zdrowy. To nie jest proste, trwa długo i boli. Ale jak się już to zrobi... zauważysz jak wiele miejsca masz w SOBIE  dla SIEBIE. Ile miłości, czasu i chęci zostaje Ci dla Ciebie, kiedy już nie musisz dawać CAŁEJ  siebie innym. Jak możesz brać od nich dużo fajnych rzeczy. Fantastyczne, naprawdę fantastyczne uczucia są przed Tobą. Nie ciemność, a dużo światło i ciepło. Może z mężem, może bez, to teraz mało istotne. Istotna jesteś Ty i na tym powinnaś się skupić.

Jeśli chodzi o bycie sobą... skąd ja to znam =)
http://szczyga.wordpress.com/2013/04/24/studium-lepienia/
Strzyga, wiem... jak mówię, terapeuci mi nie pasowali, a brakło woli, samozaparcia, siły żeby znaleźć kogoś innego. a za post już się biorę!🙂

edit - bardzo bardzo prawdziwe. znam te uczucia. Ja część pracy wykonałam, lubię być sama ze sobą, bez problemu zostaję sama ze swoimi myślami i uczuciami. Ale to chyba i tak za mało.
Breva, widzę w Tobie trochę samej siebie i moich zachowań. Tak trudno było mi powiedzieć dość. Tak łatwo radzić to komuś. Jeśli Cię czymkolwiek uraziłam, to przepraszam.  :kwiatek:
Breva opisujesz prawie mój związek z moim byłym. Niestety, tu nie ma happy endu 🙁 Czy terapia dla Was dwojga coś da? Nie sądzę. Nie mówi przypadkiem, że on nie pójdzie do psychologa bo oni wygadują głupoty albo coś w podobnym tonie? 

Musisz spiąć poślady i postanowić co dalej. Czy być kobietą, która chodzi smutna, która nawet nie może nic powiedzieć w sklepie podczas zakupów, myśleć czy przypadkiem nie powiesz czegoś źle, a królewicz się obrazi, no bo co za głupią babę wziąłem (przepraszam jak uraziłam- ale to cytat) czy być kobietą, która jest szczęśliwa i nie musi się zastanawiać czy dobrze wypadła na rodzinnym spotkaniu. Aż w końcu znaleźć faceta marzeń 😉
Breva, akurat strach przyszedł w momencie już budowania siebie, to nie tak, że miałam tak od zawsze 😀
Strach był o to, co mogłabym popsuć, strach też przed spotkaniem się z innymi osobami, które miały nade mną "władzę", które były dla mnie ważne, ja właśnie chciałam obdzielić je miłością, a one robiły mi kuku. I bałam się tego sprawdzenia na ile już jestem poukładana, jaka jestem, czy one mogą mnie popsuć? Czy mogą mnie skrzywdzić? A w ogóle to czy dobrze się poukładałam? A jak coś gdzieś źle wcisnęłam i będę taka dziwnie niepasująca? Ale chyba nie popsułam, a nawet jeśli, to o tym nie wiem i jestem szczęśliwa.

Dlatego zadbaj proszę o siebie. Pozwól się sobie zbudować od nowa, żeby być szczęśliwą =)
Dziewczyny, ja już oficjalnie mianuje siebie królową związków niemożliwych. To jest straszne, że interesuję się tylko facetami, z którymi nie może być pięknie i którzy mnie nie chcą. Na podstawie moich miłostek można komedio-dramat napisać, naprawdę...
Jest jednak jeszcze gorsza rzeczy - zawsze uważałam siebie za twardą laskę, a teraz zauważyłam coś beznadziejnego. Jestem nie dość, że okropnie wrażliwa, to jeszcze przepraszam za wszystko. Nawet kiedy nie powinnam. Jak się nauczyć mieć, za przeproszeniem, wyjeb... na wszystko?
O proszę Cee, jakbym czytała o sobie! Dokładnie każde słowo. No może oprócz samej końcówki, bo ja nie przepraszam za wszystko. Raczej biorę wszystko straszliwie do siebie, przeżywam, lamentuję, dlaczego kolejny mnie nie chciał, "on taki cudowny był, i tak pięknie mówił i wydawał się taki zainteresowany" i moje poczucie własnej wartości pikuje drastycznie w dół. Nie pomagają już wszystkie dobre rady typu "jesteś cudowna, na pewno znajdziesz takiego, który Cię doceni". Bo po latach prób, zakochiwania się i bycia odrzucaną można naprawdę stracić wiarę w sens tych słów. A ja nie jestem ani specjalnie brzydka, ani głupia, ani niezaradna, nieśmiała też na pewno nie (przede wszystkim to skromna jestem :wysmiewa🙂.
Naprawdę czuję, że jestem w życiu "skazana" na brak miłości i bycie singielką...
To ja się przebiję przez wypowiedzi dziewczyn "skazanych na samotność". Jak pewnie część z Was czytała, wielokrotnie próbowałam przestać być "skazaną na samotność". Próby często dramatyczne w skutkach, ale dzięki nim w końcu polubiłam swoje życie. Nie powiem, że polubiłam samotność, ale w końcu lubię swoje życie. Lubię to, że nie muszę się tłumaczyć, nie muszę się obawiać, nie muszę być zazdrosna, nie muszę czekać na telefon... Nie mówię, że chce być do końca życia sama. Po prostu nauczyłam się żyć dniem dzisiejszym, ewentualnie krótkoterminowym patrzeniem w przyszłość. I wiecie co? Jest teraz wokół mnie wianuszek mężczyzn  😁 Odezwało się trzech panów-bumerangów, poznałam dwóch nowych, z czego jeden przywozi mi z mojego (!) domu pierogi, a drugi przy pierwszym spotkaniu oświadczył się 😁
Dopiero teraz zrozumiałam, co oznacza stwierdzenie "by ktoś cię pokochał, najpierw pokochaj siebie" 🙂 I wierzę w to, że każda kobieta kiedyś do tego sama dojdzie, bez słuchania rad w stylu "jeszcze poznasz księcia z bajki". Główki do góry, pierś do przodu i świat jest Wasz, kobietki! 😉

edit: dopisek.
a u mnie w końcu jest tak -  😜
Kurcze, facet spełnia wszystkie moje wymagania z listy życzeń idealnego wymarzonego  😜 no aż nie do uwierzenia, jakby czytał mi w myślach  😜 i nawet wygląda tak, jak sobie tego życzyłam  😁 jestem pod nieustającym wrażeniem swojego farta  😁
Gillian To Tylko pozazdrościć szczęścia 😀

mundialowa Wiesz, cały problem z tym, że jak już dochodzę do takich wniosków jak Ty, to zawsze włazi ktoś z butami w moje życie. A mój kumpel jeszcze mnie nakręca, bo sam się związał ostatnio, moja przyjaciółka bratnia dusza to samo i... i wszystko się wali. Najbardziej właśnie przeraża mnie to, że zaczynam rozumieć, iż wszystko bym dla drugiej osoby zrobiła jakbym była zakochana i nic nie chciała w zamian. Kiedy sam rozum mówi mi, że nie tak to powinno wyglądać i kiedy wszystkim to tłumaczę... Przeraża mnie również to, że tak naprawdę to ja sama sobie szkodzę - bo lokuję uczucia zazwyczaj w podobnych pod pewnymi względami mężczyznach. Najwyraźniej mężczyznach nieodpowiednich dla mnie. Może rzeczywiście szukam na siłę, ale jak wbić sobie do głowy by się odciąć? 🙁

wendetta Też już czuję w Tobie mentalne podobieństwo. Moje wszystkie przyszłe-niedoszłe związki wyglądają tak samo i to tak jak napisałaś 😉 I tak samo się oceniam jak ty - brzydka nie jestem, raczej normalna, głupia też nie, otwartości mi nie brakuje, zagadać się nie boję czy uśmiechnąć, poczucie humoru mam duże... chociaż życiowej zaradności jeszcze się uczę, tak samo jak naiwności próbuję się pozbyć.  Najgorsze jest to, że dla mnie naprawdę liczą się małe gesty i do serca wkraść mi się bardzo, bardzo łatwo. Tak, że nawet tego nie zauważam, a już siedzę w bagnie. "Skazana"? Hmm, też się tak czuję. I czuję dużą, dużą złość bo z tym byłym-niedoszłym jak sobie zaczęłam odpuszczać, to on zaczął bajere kręcić, by tego samego dnia powiedzieć "niee, ja się nie nadaję dla Ciebie". I już nie wiem czy on tego tylko jak żart nie traktował, bo od żarcików właśnie się zaczęło to wszystko. Może jednak pora by to nauka stała się moją jedyną miłością 😀 Ona zawsze na mnie czeka, aż zrozumiem, że pora się za nią zabrać 😀
Mundialowa, ale ja swoje zycie uwielbiam! I moja samotnosc mi w tym zupelnie nie przeszkadza: jestem bardzo samodzielna (zawsze bylam), wedlug mnie prowadze bardzo ciekawe zycie, realizuje sie, uwielbiam ludzi i nie mozna sie generalnie do niczego przyczepic. Ale... po latach zaczelo mi brakowac jednak milosci. I po tyle probach i niepowodzeniach zaczynam sie zastanawiac co ze mna jest nie tak, ze mezczyzni tak szybko traca mna zainteresowanie? Bardzo czesto otacza mnie wianuszek adoratorow, ale to... tak przychodzi i odchodzi falami. Bywa i tak, ze mam 3-4 mezczyzna "na tapecie", dosc intensywnie randkuje itd. Potem wybieram sobie tego, ktory mnie interesuje, zaczyna robic sie ciekawe i nagle...olewka. Po prostu. Nie tak, ze mi tlumacza, ze musimy sie przestac spotykac, ze do siebie nie pasujemy (chociaz jak sobie przypominam to i takie przypadki mialam), tylko po prostu CISZA. I zachodz w glowe o co chodzi, czekaj na telefon, zastanawiaj sie co sie stalo, co zrobilas... Ze moze powinnas bardziej, a moze mniej, a moze powinnam to czy tamto. Gdyby to jeszcze bylo tak, ze ja ide do lozka z nimi po tygodniu, to bym przynajmniej miala wytlumaczenie. Ale nie... ja po prostu nie wiem. Moze ja za szybko sie zakochuje (mimo, ze nie daje po sobie z reguly poznac) i potem lamentuje, ze mi kazdy kolejny serce lamie. Ale gdzie sa Ci, ktorzy to za mna beda latac? Ale nie przez 2 tygodnie. Albo gdzie ten wyjatkowy facet, z którym bede mogla stworzyc chociazby jakis zaczatek zwiazku, chociaz kilkumiesiecznego...?
Jak mi ktos wyjasni ten fenomen, to ozloce...

eh, wieczorem sie szerzej wyzale :P
wendetta, wybierasz mężczyzn, możliwe też że sama masz tendencję do wypadania z kontaktu. Jak się zaczyna robić blisko, intymnie, ktoś nie może tego wytrzymać i się odcina. Klasyk.
Strzyga, ale to chyba normalne, ze wybiera sie tego, kto Cie interesuje najbardziej? 😉 U mnie docelowo to jakby zawsze jest... sprzecznosc interesow.
A co jeszcze jest ciekawe: po okresach intensywnego zainteresowania mezczyzn moja osoba, przychodza baaardzo dlugie okresy takiej posuchy, ze az przykro,

Klasyk mówisz. Ale zeby tak cale zycie ten sam scenariusz? Jak jakas klatwa...

edit. A co do wypadania z kontaktu z mojej strony: z pkt widzenia osoby trzeciej moze to tak wygladac, ale robie to momentami celowo, bo... uwazam, ze narzucanie sie jest gorsze od orobiny dystansu i niepewnosci. Bo szczerze nie mam pojecia jak to wyposrodkowac, zeby nie za bardzo 'przyduszac' faceta swoja uwaga, ale jednoczesnie dac mu do zrozumienia, ze jestem nim zainteresowana powazniej...
wendetta, nie będę tu znów wskakiwała ze skryptami życiowymi, bo mnie tu zjedzą. Ale tak to właśnie działa. Całe życie ten sam scenariusz.

Bo jak się sparzysz, to wysyłasz sygnał, że nie jesteś zainteresowana/jesteś skrzywdzona, więc facet nie będzie podbijał do dziewczyny, która nie jest zainteresowana, albo która jest zdesperowana. Jak już wydobrzejesz, zaczynasz zapewne być bardziej otwarta, swobodna i miła i przyciągasz facetów.
Oj, a u mnie będzie spina...
W końcu nadszedł moment, gdzie praca w jednej firmie burzy jeden z poważniejszych fundamentów związku.
Szkoda, że bycie dobrym człowiekiem i jakaś tam przyzwoitość jest dla niektórych nie do pomyślenia.
Ja rozumiem, że on nie mógł mieć wzorca, no ale ile mogę jeszcze znosić elementów raniących, które wynikają z jego niewiedzy?

W dodatku całą noc śnił mi się mój były...
Wendetta,czytając Twoje posty to tak jakbym o sobie czytała.Czasem myślę,że poprostu tak musi być,że pewnie mam być sama i już.
Również się nie uważam ani za brzydką,ani głupią ani nie sympatyczną, nie towarzyską.Wychodzę do ludzi,mam swoje pasje,swoje zainteresowania a
w tym wszystkim czas dla wszystkich a do tego 26 lat i perspektywę staropanieństwa przed sobą 😁
ooo to jest nas więcej  😁
Wiemm, że rzadko tu piszę, ale mam podobnie. Dzisiaj mam ostateczną rozmowę z moją sympatią i chciałam prosić o trzymanie kciuków.
Problem jest bardzo żłożony, ale w uproszczeniu: on kocha, ale ma problem z poczuciem własnej wartości i podejmowaniem decyzji. Ufam mu, że kocha, że chce, ja też go kocham (wczesniej byłam długo sama,bo się leczyłam i goiłam,  w końcu polubiłam moją samotność, ułozyłam sobie życie i on wszystko zepsuł- a raczej ubarwił, a potem zaczął psuć) ale momentami wydaje mi się, że jak tak dalej pójdzie to się zamęczymy nawzajem.

Trzymajcie proszę kciuki.
Ale serio dziewczyny? Macie to samo? 😁 Moze opiszcie jakies konkretne przypadki. Ja tez tu sie troche bardziej uzwnetrznie (mam potrzebe) wieczorem jak wroce z pracy i z... pierwszej 'randki'.

Strzyga, pisz prosze, jesli masz ochote! Ja Cie nie zjem, wrecz przeciwnie, a w koncu to moj problem 😉
wendetta, to nie tak, że Ty coś robisz źle. Nie ma się co zastanawiać, dlaczego się facet nie odzywa, u nich to jest prosty proces, jak nie są jednak zainteresowani dziewczyną to po tych kilku spotkaniach już to wiedzą i postanawiają nie kontynuować znajomości... Tylko że nie biorą pod uwagę tego, że Ty nie wiesz jednak o co chodzi i wypadałoby odbyć rozmowę w stylu - no wiesz, nic z tego nie wyjdzie... Ja akurat zawsze doprowadzałam takie sprawy do końca, tzn zawsze wiedziałam na koniec, że nie wyjdzie i dlaczego, ale ja to miałam jakies głupie te sytuacje. Teraz się z tego śmieje, wtedy do śmiechu mi nie było...
Długo byłam sama, ale na dobre mi to wyszło 😀
heh, ale to i tak przykre, ze wszyscy ci, ktorymi ja jestem zainteresowana, tak szybko traca zainteresowanie mna 😉
wendetta, ale Tobie pewnie tez się zdarzało, że odrzucałaś faceta zainteresowanego Tobą, prawda? 😉
Ja mam czasem taki "syndrom" że tak bardzo boję się być tą odrzuconą, że sama się zamykam i odrzucam... przechlapane....
Gillian, fajnie sie to czyta - po deszczu zawsze wyjdzie słońce. Prędzej czy później - to przecież niezależne od nas w znacznej mierze 😉  

Dziewczyny dołączam do grona 'samotnych na zawsze' czy też 'starych-młodych panien'.  🏇  😁  aczkolwiek ja potrafię być długo sama, zaczyna sie układać, po jaaakimś czasie pojawia się ktoś, komu uwierzę że dzięki niemu świat zawojuje, potem?  trafiam prawie że na dno. nie dziękuje - postoje.  nigdy więcej.  💃
Gillian, super, hiper i w ogóle prze-mega!
laski, znam go od paru dni, dosłownie. Wczoraj posiedziałam z nim w pracy, nie mogliśmy się nagadać, odkleić i tak widzę po nim, że jemu chyba tak samo się zapaliło w głowie jak i u mnie, takie "ufff, NARESZCIE". Jestem hiper-optymistyczna, ale tak czasami się dzieje, że kliknie od razu i człowiek wie że się  tym dobrze czuje.
W dodatku będę musiała polubić dzieci, bo ma 6-letniego synka. I jest po rozwodzie. Tak samo zdupiony jak i ja, więc liczę na to, że nie zrobimy sobie wzajemnie krzywdy 🙂
Gillian, trzymam kciuki. Należy Ci się 😉
Dzięki! 🙂
Gillian, super się to czyta 😅 :kwiatek:
super to ja się czuję!  🏇 pierwszy raz od ho ho... od kiedy!  🏇 rewelacja  💃
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się