Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

CzarownicaSa, czyli to nie są tylko żarty.

escada - ale życie to nie bajka =)
Strzyga pół żartem, pół serio- pisałam. Obydwoje się roztyliśmy i obydwoje o tym wiemy i sobie to mówimy. Tylko u Konrada nie sprowadza się to do pustych słów " jesteś gruba" tylko do wyganiania mnie żebym pobiegała, opierdzielania jak chcę zjeść chipsy na wieczór czy wręcz kazania ćwiczyć. I on wie, że ja właśnie tego potrzebuję- kopnięcia w tyłek i pomocy zamiast samego gadania.
I dla mnie to jest miłość- nie puste gadanie, ale czynna pomoc. Chcesz coś zmienić? Sam chcę żebyś coś zmieniła? To Ci pomogę.
to mój też czynnie by pomógł, wystarczy tylko moje słowo, ale bez takich żartów, dla mnie co najmniej niesmacznych. ale jeśli Tobie to odpowiada, to właściwie nic nam do tego  :kwiatek:
No wlasnie... Partner powinien wiedzieć co mozna powiedzieć a co może zranić i urazić... I są to kwestie bardzo indywidualne... Bo kogoś boli stwierdzenie "o ale ma fajny tyłek", ktoś sie tym nie przejmie i powie "Nooo fajny" a ktoś inny sie zmotywuje, żeby tez miec taki tyłek... Mi mój B nigdy nie powiedział nic co by mnie mogło urazić (a nie mam ciała modelki i rozmiaru 34) ale jak mu marudzę, ze sie czuje "bleeee" bo nie ćwiczę, nie biegam tylko siedzę i wciagam makaron to nie głaszcze mnie po głowie i nie dokłada drugiej porcji tylko mówi "to chodź na basen" i mnie to motywuje a kogos innego juz by mogło urazić...

Czarownica dobrze czytać, ze Konrad sie ogarnął 🙂
Breva współczuje ale wierze, ze dasz radę z mężem albo bez niego  :kwiatek:

Strzyga życie nie i to wiem. Ale umiem i szczerze lubię być sama, facet jest bo tak wyszło. I jak nie będzie idealnie to nie będzie wcale.

Trochę nie rozumiem, co dla Ciebie znaczy "idealnie"?
tylko coraz bardziej czuję, że za tym stoi najzwyczajniejszy brak miłości. Serio - nie czuję się kochana wcale.


i chyba największy problem. Nie czuję miłości z jego strony (mimo słownych zapewnień że pewnie, że kocha). I sama nie wiem czy mam jeszcze jakąś iskrę miłości do niego żeby było z czego krzesać...




nie  chciałam tego pisać, ale skoro sama już to widzisz to jest fatalna sytuacja  😕
Trzymaj się Breva! Fajna, ładna, zaradna i z pasją z Ciebie dziewczyna, która nie zasługuje na takie coś.
Z takimi zartami trzeba baardzo uwazac, bo wlasnie tak jak pisze Carmina, czasem moze byc o ten jeden zart za duzo. Ogolnie uwazam, ze takie zarty mozna kierowac do osob, ktore maja duzy dystans do siebie, sa pewne siebie i maja swiadomosc wlasnej wartosci. Zakompleksionym, niepewnym, przewrazliwionym, szukajacym wciaz aprobaty u innych mozna takimi komentarzami czasem zrobic bardzo duza krzywde.
Julita nawet nie wiesz, jaka to ulga 😉 Ostatnio często mnie zadziwia. Ze 2tyg temu teściowie wzięli do siebie młodą na weekend, więc wpadli do nas Braciszkowie na spotkanie. Posiedzieliśmy, wypiliśmy winko, rano budzę się... a Konrada nie ma. Wstaję, idę do pokoju a tam wszystko wysprzątane, naczynia pozmywane, rozpalone, obiad się gotuje 😲 I to zaczyna być normą! 😜 Wracam z pracy a tu posprzątane, ugotowane, dziecko najszczęśliwsze na świecie i wybawione 😀 Są zgrzyty, nigdy nie jest różowo, ale teraz jest zdecydowanie lepiej niż było jak zaczynał siedzieć z małą na samym początku 😉
Strzyga nie musisz, grunt że ja znam swoją definicję idealnego związku i wiem czego chce. 😉 wszak każdy ma inne ideały prawda?
dzięki dziewczyny raz jeszcze!

wiecie co jest najzabawniejsze? cały dzień udaje że nic się nie stało. sms "hej kotek, dojechaliśmy, oglądamy motocykl i pędzimy do domku" - czy coś w ten deseń. SERIO??? tym bardziej przekonuję się, że muszę podjąć jakieś kroki. bo inaczej znów przejdzie nad tym wszystkim do porządku dziennego.
Ech, Breva...  🙁
Moi przyjaciele się rozwodzą po zaledwie roku małżeństwa (parą są od jakiś 4 lat). Powodem jest właśnie 'nagły brak miłości' - tyle, że z jej strony.
'Nagle' się okazało, że jej nie pasuje, że mąż głównie siedzi w domu i czyta książki. Mąż jest intelektualistą i zawsze taki był, nic się nie zmieniło. Zmieniło sie natomiast u niej - i ja dobrze wiem co się stało, bo sama kiedyś przechodziłam przez podobny okres, na szczęście w porę się opamiętałam. Otóż ona w wieku 34 lat chyba zapragnęła znowu zaznać wolności. Znalazła nowe hobby któremu się poświęciła bez reszty, wciągnęło ją nowe towarzystwo. Nagle 'stary' w domu przestał być atrakcyjny, stał się nudny i beznadziejny.
Oczywiście padły zarzuty, że on się nie interesuje tym, co ona robi - co w późniejszym czasie było częściowo prawdą, bo jej hobby to swego rodzaju działalność artystyczna i rzeczywiście, jeśli żona ci mówi po którymś wyjeździe/imprezie, że 'było super bo był ten Piotr, fantastyczny fotograf', to ciężko się z tego szczerze radować, jeśli towarzyszy temu diametralne ochłodzenie stosunków. Jednak głównie chodziło o to, że ona tak się zaangażowała w różne swoje rzeczy, że zabrakło totalnie miejsca dla niego. Doszło do tego, że jej życie biegło już zupełnie innym torem - przy czym to naprawdę ona odjechała. Jemu początkowo nie przeszkadzało to, że ona tak dużo robi sama - bo jak sam dojrzale twierdził, ważne, żeby mieli tę wspólną przestrzeń, żeby wieczorem mogli przynajmniej razem usiąść i poopowiadać sobie jak im minął dzień, żeby mozna się było do kogoś przytulić i zrobić mu herbatę. Tylko tyle i aż tyle.
Gdy przyjaciel był u nas ostatnio to mu powiedziałam: Słuchaj, nic nie zmienisz. Mógłbyś teraz zacząć jeździć na te sesje, interesować się, znaleźć sobie nowe super atrakcyjne hobby, żeby zobaczyła że coś robisz innego oprócz swojego czytania książek - ale to nic nie zmieni. Przecież zawsze taki byłeś, ona takiego cię pokochała. To jest siła nowego towarzystwa w którym można zabłysnąć, w czym 'stary' tylko przeszkadza. Tu nawet nie chodzi o to, że ona kogoś ma, bo jestem prawie pewna, że to albo po prostu nagła platoniczna fascynacja jakimś gościem, albo dziewczyna po prostu odkryła nowe możliwości towarzyskie - bo nowe jest ekscytujące, stare jest nudne. Ona musi zrozumieć, że towarzystwo to jest ułuda, że może się nagle rozpłynąć w powietrzu- a właśnie w domu jest prawdziwe życie, ktoś, kto szczerze kocha, kto zrobiłby dla niej wszystko, z kim dopiero co kupiła wielkie mieszkanie i snuła plany o dzieciach. Dopiero co - a tu WTEM pstryk i już nie pasuje, nuda, beznadzieja, brzydki głupi stary. Także jestem przekonana, że zawsze za hasłem "nie interesujesz się tym co ja robię", "nudny i rozlazły jesteś z tymi swoimi książkami" czy "jesteś za gruba" kryje się coś znacznie poważniejszego.

Prosty test na sprawdzenie czy będzie rozwód czy nie: spytać "Kochasz mnie jeszcze"? Jeśli odpowie "Nie wiem" - to znaczy, że już po ptokach. U przyjaciół niestety będzie.
Breva, bo faceci to mistrzowie w robieniu dobrej miny do złej gry. Ja dzień przed rozstaniem miałam wiadomości w stylu "Tęsknię, Kochanie, nie mogę się doczekać kiedy się spotkamy".  😵
Hiacynta, tylko, że mąż Brevy nie ma problemu z użyciem "kocham cię". Mówi jej to, a ona tego w ogóle nie czuje. To tak jakby powiedział jej " zjadłem kanapkę".
Breva, bo faceci to mistrzowie w robieniu dobrej miny do złej gry.
Nie każdy facet to świnia, nie generalizujmy.
ash, o to to.

Hiacynta, w nocy na moje słowa, mam wrażenie że mnie po prostu nie kochasz zapewniał, że kocha, że będzie walczył bo mu zależy. Tylko to są słowa. Powiedział, że pokaże mi że za słowami pójdą czyny. I ja wiem że pójdą - kwiaty, kino, wszystko będzie. Tylko na jak długo?

Tu też pokutuje to że my to już przerobiliśmy. Zaręczeni, zaczął mnie traktować jak coś pewnego na co można mieć wyrąbane. Odeszłam. No i jak zeszliśmy się to było cudnie i cukierkowo. Przez rok, połtorej, a teraz wrociliśmy do punktu wyjścia. Więc jaką mam pewność że nawet jak teraz zepnie tyłek i będzie mi "okazywał miłość" to że będzie to robił z faktycznej miłości a nie z chęci zatrzymania mnie przy sobie? Bo że chce mnie zatrzymać to wiem - idiotą by był gdyby nie chciał, skoro robi co chce, wychodzi kiedy chce z kim chce, nie ma żadnych fochów w domu, jak mi mówi że za 30 minut w środku tygodnia będą znajomi jego to ogarniam mieszkanie, lecę po chipsy i jestem zabawna, zajmująca i w cholerę uprzejma. A do tego ma wyprane, posprzątane, w lodówce coś jest, czasem ma super ugotowane, do tego ogarniam zawodowo, utrzymuję mieszkanie i nie musi się martwić niczym. a do tego mam swoje pasje, życie i nie smędze mu codziennie, że siedzę w domu i czekam na niego, tylko wręcz mam coś do opowiedzenia wieczorem.

Dlatego słowa nie znaczą dla mnie nic, a jego czynów chyba nawet nie chcę oglądać. Bo nie wiem z czego będa wynikały.
Breva, mogę się do Ciebie wprowadzić?  😎
I ja? Mogę gotować 😉
Breva, kurcze, jakoś nie czuję, żeby to miało mieć happy end 🙁 Gdyby to był pierwszy taki kryzys, to ok - czasem tak bywa. Ale skoro to już drugi raz i widzisz, że historia się powtarza, to ja w cuda nie wierzę. Mam niemalże identyczną historię w rodzinie - kuzynka rozwiodła się po roku małżeństwa, bo on totalnie się nią przestał interesować. Grał na kompie całymi dniami, siedział w pracy do późna, raczej w celach towarzyskich. Nikt nie zdradził ani nic spektakularnego się nie zadziało - po prostu przestał ją kochać, ot tak. Pół roku po rozwodzie każde z nich miało już nowego partnera, teraz moja kuzynka bierze ponownie ślub. I całe szczęście, że mimo myśli "co ludzie powiedzą" i takich podobnych, zdobyła się na ten krok. Jemu było wygodnie, sam by o rozwód w życiu nie wystąpił, a lata by leciały.
Podejmij kochana jakieś próby ratowania tego, wciąż polecam wizytę u terapeuty małżeńskiego, i decydujcie w którą stronę iść, bo wykończysz się jak to tak będzie długo wyglądało!

A my mieliśmy w poniedziałek "półrocznicę" ślubu - mąż wyszedł o 23 z pracy, przebrał się z garnituru w piżamę i tyle było świętowania 😉 Ale jest kochany, bo sam z siebie zadzwonił w sprawie mieszkania, na którym mi bardzo zależy (a jemu nie pasuje) i umówił nas na spotkanie ze sprzedawcą 🙂
haha, zapraszam dziewczyny🙂

Dzionka, no to u nas jest podobnie. w pracy cały dzień (ale w między czasie na siłownie z kolegą, potem po swoich pracach jego kumple się zjeżdżają i siedzą wszyscy razem). W piątki i/lub soboty zazwyczaj piwo w męskim gronie. A niedziela jako jedyna wolna - xbox, albo przed tv ale oglądając tylko to co on chce oglądać. I to mnie najbardziej powstrzymuje przed najpoważniejszą decyzją - że teoretycznie nic spektakularnego się nie dzieje - nie bije, nie zdradza. Ale nie jest dobrze, a właśnie - jemu wygodnie, sam decyzji żadnej nie podejmie, a mi lata będą lecieć. Dzięki za ten przykład bo jest chyba najadekwatniejszy!

jeszcze jedno pytanie - jest to też trochę dziwne, czy mi się wydaje, że po pół roku mieszkania we własnym mieszkaniu (bez teściów itp.) dalej nie przewiózł swoich rzeczy? Niby ok, ma te ciuchy w których na codzień chodzi, a nie mamy biurka i wszystkich mebli żeby poukładać papiery itp. ale jednak - oprócz trochę ciuchów w jednej małej walizce i podstawowych kosmetyków nic jego nie ma w mieszkaniu - i to naprawdę nie wynika ze mnie, bo miejsce na nie jest. I kolejne co mnie momentami dziwi - wszystko ma być oddzielnie - biurka mamy mieć dwa, bo on swoje rzeczy chce mieć osobno, w garderobie - równiutki podział szafy, każdy ma swoją połowę i zakaz wstępu do drugiej, itp. sama nie wiem, chyba już się nakręcam i dobieram do głowy...
Gillian
Bardzo fajnie czytać dobre wieści z frontu, oby tak dalej 😀
Cały czas trzymam za Ciebie kciuki 😉

Breva
Dokładnie tak jak mówi Dzionka, chyba nie ma sensu czekać na cud.
Bardzo przykro czytać, że tak się w Twoim związku popsuło. Jedno jest pewne, czekanie na ruch z jego strony nie ma większego sensu, bo wygląda na to, że trafił Ci się skomplikowany przypadek...
Walcz przede wszystkim o siebie!
Breva, wiesz co, jak się ma poczucie, że cię ktoś kocha, to masz w nosie takie rzeczy jak to czy przywiózł ubrania. Jak brakuje podstawowego czynnika, BAZY, to każdy mały szczegół uwiera, bo burzy nasze bezpieczeństwo. Sama tak mam w moim związku - moja mama panikuje jak W chodzi sam na imprezy pracowe albo jedzie na cały wieczór beze mnie do swojej mamy piec pierniki (a ja nie lubię 🙂 ). I mówi mi, że jak to wygląda, że coś tu nie gra... Pewnie gdybym czuła, że coś jest nie tak to faktycznie by mnie to zastanawiało i szukałabym przyczyn. A tak? A niech jedzie, posiedzę sobie z herbatą na forum wieczorem.
Chodzi mi o to, że wiele można zaakceptować, pod warunkiem że czujesz się kochana, zaopiekowana i bezpieczna. Bez tego wszystko burzy ci poczucie, że jest OK.
Nic ci nie doradzę, bo was nie znam obojga, ale strasznie mi przykro, że tak się potoczyło 🙁
Breva ja się tu rzadko wypowiadam, ale...
Znam z autopsji system "moje - twoje" w małżeństwie. Moja półka, twoja półka, moja szafka, twoja szafka, mój ręcznik, twój ręcznik, moja książka, twoja książka itp.
Niby to nic, wiele małżeństw ma jakiś tam podział, osobne pieniądze, osobne wydatki itp. Ale nauczona własnym przykrym doświadczeniem - ja bym się uważnie przyjrzała.
Bo może tak być, że ludziom tak wygodnie, ale może być tak, że ktoś nie czuje się na tyle pewnie w tym związku, by do końca zaufać, i zostawia sobie obszar "moje", żeby w razie nieszczęśliwego zakończenia łatwiej stanąć na nogi, albo wręcz przeciwnie - egoistycznie nie ma ochoty być z tą drugą osobą tak "całkiem", więc wyznacza "swój kawałek podłogi" i linię graniczną. Jeżeli ma miejsce któryś z tych przypadków, to ze związkiem jest coś nie tak.
Nie byłabym więc taka stuprocentowo pewna, czy się nakręcasz, czy po prostu gdzieś tam odzywa się intuicja...
Tak czy inaczej trzymaj się! Dość dobrze wiem, jak to trudno  :przytul:
Dzionka - no chyba masz rację... jakie znaczenie mają takie bzdety jak ciuchy czy coś. ważne są podstawy. moja siostra kiedyś stwierdziła - on jest dla ciebie po prostu niemiły, ciekawe czy odezwałby się tak do kumpla/koleżanki itp. I podejrzewam, że nie. Bo jak dziewczynie kumpla trzeba było przez 7 godzin wieczorem montować jakieś lustra w salonie fryzjerskim to pojechał od razu. Ja przez 4,5 miesiąca prosilam żeby przykręcił gniazdko w garderobie:/ o tym mówię - ja czuję że jestem na szaaaarym końcu.

Murat-Gazon - no właśnie... tym bardziej, że to się roznosi - z mojej-twojej półki, na wszystko robione oddzielnie.

no nie wiem. zasygnalizowałam mu w odpowiedzi na smsa że nie mam zamiaru udawać, że ta noc i rozmowa nie miała miejsca. Zobaczymy co będzie jak przyjedzie..
Ale ty tak chcesz żeby on nic w domu nie robił? Że robisz wszystko sama? Normalnie poradzilabym żebyś się tak nie starała to się chłop nawroci ale ty chyba jesteś taka osoba właśnie mocno empatyczna że bez sensu abyś w małżeństwie udawała kogoś innego.
Breva - bardzo współczuję i jednocześnie trzymam kciuki i bardzo mocno Ci kibicuję. Z nim, czy bez niego - życzę szczęścia!  :kwiatek: :kwiatek: i... gdybyś jeszcze miała miejsce w tych 90m, to ja też się wprowadzam! :p Trzymaj się Kochana!
Breva, zaraz pół RV z Tobą zamieszka. Masz łazienkę czynną? to ja też , hahaha
bera7 - zależy czy masz już duży brzuch czy nie 😀
whitemoon071, nooo na tyle duży, że mycie w misce zaczyna być trudne.

edit: wiem, ja będę od poprawiania Brevie humoru. Co na mnie spojrzy będzie się czuła fit. 😉
Strasznie przykro czyta się to wszystko co piszesz Breva... Już wcześniej zdarzało mi się czytać o Waszych losach i podobnie jak dziewczyny czułam, że coś jest nie tak. Bo jeśli ktoś kogoś kocha to się to czuje. Nie trzeba kwiatów czy kina przez tydzień, czasem wystarczy tylko, że podejdzie, przytuli i już się to czuje. Kwiaty i kino to nie miłość. Miłość to uczucie, a sama piszesz, że jej nie czujesz.
W głowie mi się nie mieści żeby mój narzeczony podszedł do mnie i powiedział "schudnij" i robił fochy z tego tytułu. Bo jak słusznie dziewczyny wcześniej zauważyły, co z ciążą? Zostawi Cię samą z dzieckiem bo będziesz "za gruba"? Coś okropnego. Na urodziny kup mu lusterko z napisem "jestem najpiękniejszy" i niech się w nie gapi skoro świata poza sobą nie widzi.
W każdym razie, życzę Ci dużo siły i szczęścia  :kwiatek:
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się