Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Pojęcia nie mam, czemu miałabym się specjalnie liczyć z... czyimiś tekstami. (...)
Podejście "żeby nikogo nie urazić, nikomu źle nie doradzić" znosi ideę wymiany poglądów/info by net doszczętnie.

Jeśli życzliwość, pozytywne nastawienie do innych, po prostu dobro kierowane do drugiej osoby wyklucza wymianę poglądów w internecie... to... to dla mnie "pora umierać". To znaczy, że świat jest już totalnie beznadziejny.

Zawsze mnie uczono - "zacznij od siebie". Nie, nie będę wymagać, żeby ktoś zakładał filtr na moje wypowiedzi. Mam własną inteligencję, wyczucie, inteligencję emocjonalną i nie szkoda mi czasu zadbać o to, żeby pisać do innych z szacunkiem. Nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Nie szkoda mi czasu i wysiłku przeczytać kilkukrotnie swoje wpisy, ewentualnie zmienić stylistykę zdania czy użyć synonimu. I pomyśleć jak ktoś może odebrać to, co przeczyta. Czy go tym niepotrzebnie nie zranię. Czy w pełni wyłapie sens moich słów, bo obędzie się bez wzbudzania w nim negatywnych emocji. 

Nie szkoda mi na to czasu i rozumu. Jeśli zacznie mi być szkoda - to proszę mnie odstrzelić.
Trzeba pisać tylko o tym, że jest do bani, a o sukcesie w kontekście porażki 'noo tak, dzięki, fajny mam związek, ale wiesz jak jest, nic nie trwa wiecznie, a poza tym szef mnie wkurza i na pewno zawalę projekt' 😉 Wtedy na pewno uniknie się wielu doprawdy cudacznych oskarżeń.


Kurcze, wiesz co, ja tę prawidłowość zauważyłam też w życiu. Jakoś też tak mam, że wszystko mi się udaje - na pewno to kwestia szczęścia, ale też mojego podejścia, czyli właśnie ta szklanka do połowy pełna. W każdym razie, widzę naokoło sporo zawiści - nawet nie takiej hejterskiej, bo często wyłażącej z teoretycznie bliskich mi osób, ale raczej na zasadzie: kurcze, ty to masz fajnie. Dlatego aż sama zaczęłam w pewnym momencie umniejszać moje sukcesy, właśnie dodawać do nich jakiś negatywny aspekt, żeby tych ludzi jakoś dowartościować. Chore, nie?
To jest niestety cecha mentalności stereotypowego polaka
Ale powiem szczerze że nigdy nie spotkałam się osobiście z takimi zachowaniami. Inna sprawa że wiodę proste, skromne i wygodne życie 😉
Kurcze, wiesz co, ja tę prawidłowość zauważyłam też w życiu. Jakoś też tak mam, że wszystko mi się udaje - na pewno to kwestia szczęścia, ale też mojego podejścia, czyli właśnie ta szklanka do połowy pełna. W każdym razie, widzę naokoło sporo zawiści - nawet nie takiej hejterskiej, bo często wyłażącej z teoretycznie bliskich mi osób, ale raczej na zasadzie: kurcze, ty to masz fajnie. Dlatego aż sama zaczęłam w pewnym momencie umniejszać moje sukcesy, właśnie dodawać do nich jakiś negatywny aspekt, żeby tych ludzi jakoś dowartościować. Chore, nie?


Przykre. Ja pewnie dlatego mam tak mało znajomych 😂
Jeszcze gorzej jest w przypadku, kiedy kogoś pocieszasz, motywujesz i na każdą twoją propozycję ta osoba ma coś w stylu: "nie", "to się nie uda", "to nie pasuje", "na pewno znów będzie kiepsko"...
Zaczyna się być "Sianą płaczu", jest super, kiedy przyznajesz rację, że faktycznie jest fatalnie ( 🤔wirek🙂 albo że u ciebie się też nie układa i można popłakać wspólnie. Po pewnym czasie odechciewa się być wsparciem.

Kajpo, bo trzeba umieć doceniać co się ma, a w razie problemów szukać w nich plusów i rozwiązań - ze wszystkiego jest wyjście, jeśli rozwiązania nie ma to trzeba się pogodzić z życiem. Mało osób tak potrafi 🥂
A ja bym uznała, że to nie tylko zwykły hejt. Myślę, że każdy, nawet najszczęśliwszy człowiek (i w sensie poczucia szczęścia, i poczucia, że ma się szczęście) przechodzi jakieś tam górki, dołki, pozytywne splata się z negatywnym. Nie widzę powodu, żeby skupiać się na tym, co czarne, ale jak ktoś prezentuje wyłącznie jasne, udane i świetliste, to może zostać uznany za postać papierową. Pewnie wtedy, jak się jakaś rysa na fasadzie pojawia, to się włącza jakiś krwiożerczy mechanizm: a-ha! wiedziała/em! to też człowiek! Tak sobie gdybam i zgaduję.
Ascaia, zauważ tylko, że, jak sama napisałaś, w życiu ma się więcej danych. Widzisz np. czy masz przed sobą przewrażliwioną istotę, która "trzyma się na ostatniej nitce" czy fałszywego buca oszołoma. "Brak danych" w necie działa w obie strony. Za nic się nie da wymyślić z góry, co ew. urazi czytającego, z czego się tylko zaśmieje. Tym bardziej, że powodem urazy rzadko jest forma wypowiedzi - jednak najczęściej chodzi o treść nie po myśli osoby czytającej. Każda reakcja inna niż wyrażenie bezwarunkowej aprobaty może kogoś oburzyć, żeby nie wiem jak obwarowywać zastrzeżeniami. Czyli - chwalić albo NIC nie pisać? To każde forum straci sens. Na wolcie też tak bywa okresowo. Wszyscy wyłącznie słodzą. I forum - zamiera do czasu jakiegoś starcia. Tutaj i tak niemal wszyscy starają się ważyć słowa i zachowywać proporcje, np. dodać coś miłego w krytycznej ogólnie wypowiedzi, zastrzec, że przecież to tylko niejasne podejrzenia itp. "Po bandzie" prawie nikt nie jedzie. W innych miejscach - różnie bywa. Wszyscy, dość zgodnie, pilnujemy tutaj kultury wypowiedzi i ograniczamy "hejterstwo". Ale pomysł pt. "nikogo nie urazić" nie jest na net. Choćby dlatego, że na 1 piszącego przypada x czytających i aprobata lub kurtuazyjne milczenie te x prowadziłyby do błędnych wniosków. Że np. gdy chłopak ćpa to wszystko ok 😉. Tu jest fair: pisząc cokolwiek o jakimkolwiek układzie trzeba mieć świadomość, że automatycznie narażasz się na krytykę. Że niekoniecznie będzie miło. Ze świadomością, że ludzie są bardzo różni i nie mają obowiązku aprobować wszystkiego ale i nie ma obowiązku wszystkim i każdym się przejmować.
Jeszcze kwestia ogólnego podejścia do życia. Malować "piękniejsze twarze" zawsze bardziej opłacalne niż malować "prawdziwe" (dlaczego los tak różny mieli ci malarze? 🙂😉 Hmm - nie chciałabym żyć w świecie, w którym Wszyscy ściemniają 🙂 Byłoby miło (do czasu) ale... mało okazji do refleksji. Osobiście wolę przeczytać: "Nie kupuj tego katara! Nam się rozsypał po 3 dniach." niż "Pewnie, że można kupić. Ładne kolory, najważniejsze, żeby tobie się podobało".
Narażenie się na szczerą ocenę najróżniejszych, najróżniejszych (obcych) osób przynosi nie tylko przykrość ale i korzyści - możliwość wyjścia poza swoją, nieodwołalnie wąską perspektywę.
Desire!! Jak to??? :o

desire, no właśnie? Ciężki czas u Ciebie i jeszcze chłop nawalił?


tak wyszło, ja nie będę robić niczego wbrew sobie..
"musi być to, musi być tamto" + przekupywanie za moimi plecami mojej rodziny, że jak ja to sie przy nim dobrze nie będę miała. a nie będę miała. stracił w mych oczach wszystko.
lepiej jest mi samej, czuje że oddycham 🙂 
to nie było "to" po prostu.. aczkolwiek podejrzewam, że ja ten typ ludzi, co to kocha tylko raz.  🤔
"Nie kupuj tego katara! Nam się rozsypał po 3 dniach." niż "Pewnie, że można kupić. Ładne kolory, najważniejsze, żeby tobie się podobałoAle pierwsza wersja nie jest opinią o pytającym (a o to chyba chodzi Ascai)! Nie jest stwierdzeniem typu: "Tylko zadzierające nosa pindzie mogłyby rozważać kupienia takiego kantara" 😉
to nie było "to" po prostu.. aczkolwiek podejrzewam, że ja ten typ ludzi, co to kocha tylko raz.  🤔


Ja też tak uważałam. To nie było to, wiedziałam to całą sobą.
Ale nie powiedziałam "nie" kolejnemu, przez co pomimo tego że "kocha się raz", to u mnie jest drugi; równie fascynujący jak pierwszy, a bardziej dojrzały 🙂
Trzymaj się, kieruj się intuicją - a będzie dobrze.
Hiacynta, tez to dodawanie lyzki dziegciu zauwazylam u siebie.i u innych. bo jakoś tak glupio opowiadać jak jest wspaniale, skoro komus innemu gorzej. I tak chyba w ogóle my Polacy mamy, ze nie umiemy sie bez skrupulow chwalić. Ale chyba i tak jest lepiej niż bylo!

halo nie kazdy poza swoja waska perspektywę wyjdzie. Inny zmierzy krytykujących wlasna miara i bezrefleksyjnie przejdzie do dotychczasowego przekonania o wlasnek zajebistosci. Najtrudniej u siebie zobaczyć wadę, ktora innym sie wytyka przy najmniejszej okazji. A w Internecie najprościej o takie bezmyslne podejście "eee tam, hejterzy".
kujka, czyli wcale nie byłaś chora w tej Jordanii, napisałaś to tylko po to, żebyśmy mnie cię "hejtowali"? Wiedziałam! 😀
Dzionka, no i przejrzalas mnie. Tak naprawdę, to zmyslilam i chorobe i wyjazd.
Nie dłużej niż kilka dni temu byłam świadkiem rozmowy idealnie obrazującej to o czym piszecie. Trzy kobiety mocno zaawansowane w wiek. Rozmowa jak to dawniej wszystko było lepsze a dzisiejszy świat zszedł na psy. Najzagorzalsza dyskutantka odeszła , na co jedna z pozostałych mówi " Wiesz co? W sumie to mi się dziś żyje o niebo lepiej!!" druga odpowiada ze śmiechem : " Mi też ale jak nie będziemy narzekac jak wszyscy to pomyślą, że już z nami bardzo  źle"  😁
Dzionka, no i przejrzalas mnie. Tak naprawdę, to zmyslilam i chorobe i wyjazd.


W takim razie, patrząc na zdjęcia na fejsie, Twój znajomy musi być mistrzem photoshopa  😜
smarcik to dopiero się nazywa konsekwentna kreowanie wizerunku  😁
A ja bym uznała, że to nie tylko zwykły hejt. Myślę, że każdy, nawet najszczęśliwszy człowiek (i w sensie poczucia szczęścia, i poczucia, że ma się szczęście) przechodzi jakieś tam górki, dołki, pozytywne splata się z negatywnym. Nie widzę powodu, żeby skupiać się na tym, co czarne, ale jak ktoś prezentuje wyłącznie jasne, udane i świetliste, to może zostać uznany za postać papierową. Pewnie wtedy, jak się jakaś rysa na fasadzie pojawia, to się włącza jakiś krwiożerczy mechanizm: a-ha! wiedziała/em! to też człowiek! Tak sobie gdybam i zgaduję.


Czasami potem się dowiadujesz ze jesteś nieprawdziwy;]
A moze to zwyczajna strategia życiowa? Skupiać się na pozytywach? Nie celebrować porażek i smutków?
Tyle że wtedy można odpierać zarzut ze sie ma idealne życie i nic się nie rozumie.
Podczytuję sobie was, taka mnie refleksja naszła;]
Kurczę, jeden dzień niewidzenia się i mój facet cieszy się na mój widok jak szczenię na widok zabawki. Uwielbiam to! Nie może się nadotykać, nacałować, napieścić.


Mój tak ma nawet jak widzi mnie codziennie  😍 Nie wiem, czym ja sobie na kogoś takiego zasłużyłam  😀
Ja jestem zdziwiona, że mój nie wziął jakiegoś urlopu w pracy czy coś, żeby nawet na chwilę mnie nie opuścić. 😁 Jest fajnie, nawet bardzo. 😍 Tylko wkurza mnie i nie rozumiem nadal tego, że nie chcę, żebym poznała jego mamę. Cały czas mi mówi, że to nie jest ten moment, że ona jest taka i owaka. A ja już nie wiem czy naciskać na niego czy cierpliwie czekać.
No właśnie jak toś się skupia na negatywach to maruda i nieudolnik życiowy. Jak czerpie siłę z pozytywów i tryska optymizmem, to udawacz i pozorant. Nigdy nie dogodzi...

Edit: tak sobie myślę, że czasem jest tak, że jak kogoś życie nieźle po tyłku skopało to właśnie nie płacze nad pierdołami tylko cieszy się nawet najmniejszym sukcesem. Zobaczcie na ludzi okaleczonych, walczących z własnymi ograniczeniami: oni najlepiej pokazują jak można czerpać radość z życia, którego my często nie doceniamy.
Zen zdradzisz jaką opcję wymyśliliście?

pamiętam, miałam kumpla. wydawało mi się, że do tańca i do różańca. wtedy znaliśmy się już z 8 lat. jak moja mama zmarła, to powiedziałam mu o tym, że czuję się zagubiona, bo zostałam zupełnie sama, bez wielkiej histerii, zwyczajnie powiedziałam. usłyszałam, że MARUDZĘ i PRZESADZAM a on to mi ZAZDROŚCI, bo nie zostałam z niczym, tylko mam dom, a niektórzy to nie mają tak dobrze i nie mają takiego super ekstra wypaśnego startu w życiu. I zaczął się wywnętrzać, że jak jego rodzice umrą to jemu tylko małe mieszkanie zostanie i jak to ja mam zajebiście. tylko jak mnie się noga powinie, to nikt mnie za uszy nie wyciągnie, a jak jemu to rodzice zawsze w życiu pomogą.
kompletnie nie mógł zrozumieć jak mogę narzekać, przecież mam tak strasznie fajnie.

dokładnie tak samo było jak komuś powiedziałam, że kupiliśmy konia, czy otworzyliśmy warsztat. koń to nic nie warta chabeta, samochodu to za darmo takiego by nie chcieli, a warsztat to same straty nam przyniesie. Mam wrażenie, że woleliby usłyszeć, że jemy chleb ze smalcem, niż to, że coś tam się udało.
Isabelle, przyznaje, że czasem jak przyjaciółka zaczyna narzekać to właśnie wymieniam jej w czym ma lepiej od innych, żeby skupiła się na tym co ma dobrego a nie na tym co złe
Ja generalnie staram się wysłuchać i doradzić. Ale mam jedną znajomą, która narzeka zawsze. Przez kilka lat współczułam, proponowałam różne rozwiązania, które zawsze były z góry skreślane. W końcu poszło na ostro ja powiedziałam co myślę o narzekaniu zamiast ruszenia tyłka by rozwiązać problemy, ona swoje, że łatwo udzielać rad, jak się nie jest w jej skórze. No sorry, ja za nią jej problemów nie rozwiążę. Nawet nasze pomysły pomocy doraźnej odrzuciliśmy, bo stwierdziliśmy, że nic nie dadzą.
Isabelle, aż się boję 😉 Do lutego lub czerwca zostajemy u mnie- przez ten czas nie powinniśmy się podusić 😉 Później zobaczymy jak będzie wyglądać sytuacja- i albo w międzyczasie ustabilizują nam się finanse na tyle, żeby w wakacje się przeprowadzić do domu, albo jak nie będą stabilne, to zajmiemy się sprzedażą domu i mojego mieszkania. Po sfinalizowaniu którejś transakcji kupimy albo dom albo apartament w dogodnej lokalizacji. Albo jeszcze coś innego się wyklaruje 🙂 Teraz priorytetem jest po prostu zamieszkanie razem.
zen, super, że znalazło się wyjście.
Wiem, że to takie trochę odwlekanie problemu, ale przynajmniej będziemy się widzieć częściej niż teraz.
Teodora, ten kantar to był tylko przykład. Podstaw zamiast kantara chłopaka i już masz konflikt jak malowanie, żeby nie wiem jak grzeczna forma. Wielokrotnie się przekonałam, że nie ma tak tak grzecznej formy wypowiedzi, która nie wywołałaby protestu gdy treść niechętnie przyjmujemy. To treść decyduje o niechęci do piszącego. "Spróbuj przemyśleć swoje postępowanie" jest nie ok. "Ty wariatko od czapy, jaki śliczny twój konik" jest ok.
halo nie kazdy poza swoja waska perspektywę wyjdzie. Inny zmierzy krytykujących wlasna miara i bezrefleksyjnie przejdzie do dotychczasowego przekonania o wlasnek zajebistosci. Najtrudniej u siebie zobaczyć wadę, ktora innym sie wytyka przy najmniejszej okazji. A w Internecie najprościej o takie bezmyslne podejście "eee tam, hejterzy".

Otóż to, że nie sposób przewidzieć odbioru, kto konkretnie jest odbiorcą, jak podchodzi do tematu. Napiszesz bardzo subtelnie - szkoda czasu i klawiatury na buca/fanatyka. Napiszesz sugestywnie - wrażliwiec będzie płakał. A czytają i ci i ci. Wpis na forum nie jest skierowany jedynie do "oficjalnego" rozmówcy  - kto czyta (i wyciąga wnioski) nigdy nie wiadomo.

Lubię forum za ogromny umiar - zbiorowe unikanie zarówno przedłużających się "pojazdów" jak i nieustannego głaskania po główkach.
A w tym wątku, dzięki szczerości rozmówców, można znaleźć cenniejsze, trafniejsze rady niż w rubryce "agony aunt"🙂. Tu jest jak między przyjaciółmi. Różnie - ale nie paskudnie.
zen chyba dobrze kombinujecie - czas może przynieść niejedno rozwiązanie.
[quote author=kujka link=topic=148.msg1957178#msg1957178 date=1387543910]
halo nie kazdy poza swoja waska perspektywę wyjdzie. Inny zmierzy krytykujących wlasna miara i bezrefleksyjnie przejdzie do dotychczasowego przekonania o wlasnek zajebistosci. Najtrudniej u siebie zobaczyć wadę, ktora innym sie wytyka przy najmniejszej okazji. A w Internecie najprościej o takie bezmyslne podejście "eee tam, hejterzy".

Otóż to, że nie sposób przewidzieć odbioru, kto konkretnie jest odbiorcą, jak podchodzi do tematu. Napiszesz bardzo subtelnie - szkoda czasu i klawiatury na buca/fanatyka. Napiszesz sugestywnie - wrażliwiec będzie płakał. A czytają i ci i ci. Wpis na forum nie jest skierowany jedynie do "oficjalnego" rozmówcy  - kto czyta (i wyciąga wnioski) nigdy nie wiadomo.
[/quote]

To zależy jeszcze kto taką radę od serca przekazuje- jeśli ktoś wartościowy, to jasne, można się zastanowić, ale jak jakaś osoba z kompleksami jak stąd do Izraela, to co zrobisz, tylko wzruszyć ramionami i robić swoje.
zen, do takiego rozróżnienia to adresat musi jeszcze mieć co nieco w głowie 😀
Mnie kiedyś ktoś z forum poradził/przypomniał: "mądrej głowie dość dwie słowie" i póki się tego trzymałam, było ok, bo głupiemu i tak nic nie wytłumaczysz, a mądremu mini-sugestia wystarczy. A gdy mnie tylko poniosła klawiatura (bo wreszcie komputer ożył po totalnym padzie i TAAK śmiga) - to kwas 😁
zen, chyba stąd do Jordanii chcialas napisać. Tyle ze ja zmyslilam ta wyprawe, wiec pudlo!
No właśnie jak toś się skupia na negatywach to maruda i nieudolnik życiowy. Jak czerpie siłę z pozytywów i tryska optymizmem, to udawacz i pozorant. Nigdy nie dogodzi...

Bo najzdrowsza i najnormalniejsza jest chyba równowaga. Każdy ma z czego się cieszyć i ma nad czym płakać.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się