Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Myślę, że mocno jedziecie po zen. Ma dziewczyna gorsze dni i sobie ulała na forum, a tu zamiast kilku słów otuchy to wiadro pomyj. Ma taki standard na jaki sobie zapracowała, o czym nie raz pisała na forum, więc nie wiem o co halo.

Ja rezygnując z pracy zwaliłam wszystkie obciążenia na chłopa. Miałam w dupie jak on to zrobi, że zapłaci kredyty, rachunki i kupi mi tampony i utrzyma cały zgromadzony zwierzyniec. Suka ze mnie.
zen, mnie nie interesuje ile zarabiasz i na co te pieniądze wydajesz. 😉 Nie miałam w zamiarze wyciągać od Ciebie takich informacji. Mój post miał raczej innym zasugerować, że skoro dla nas 60m to kawał mieszkania, a dla innych może to być ciasnawe. 200zł to problem kiedy zabranie, a dla innych kilka tysięcy 😉
Ostatnio na forum ludzie lubią dopieprzyć drugiej osobie. Nie wiem skąd się to bierze, ale zamiast rad, pocieszenie dostaje się ostrą burę :/
Ble!

Zen, trzymaj się ciepło. Pamiętaj że zawsze po deszczu wychodzi słońce.
a ja Zenka kompletnie rozumiem. nie mam pojęcia jak można w komforcie (bo chyba życie nie polega na gnieżdzeniu się i frustracji) mieszkać w 3 osoby w nieustawnych 60 m2. teraz mamy dwa razy tyle, a są tak nieustawne, że nie mam gdzie zrobić pokoju dla dziecka z prawdziwego zdarzenia. przeprowadziłam się z domu, który był naprawdę duży, choć mało komfortowy, i czuję ten brak przestrzeni bardzo dotkliwie! jeszcze tyle dobrego, że rodzinka idzie spać na piętro, a ja mogę sobie na parterze buszować do 2-3 i nikogo nie budzę. Jakby mi przyszło przeprowadzić się do kawalerki... dałabym radę, ale nie czułabym nadmiernego szczęścia.

pewnie, że się da mieszkać w 30 m2, bez łazienki i ogrzewania, w 5 osób. ale ile osób ma takie marzenia? równajmy się w górę, a nie w dół.

Zen a czy nie dałoby rady faktycznie zorganizować jakiegoś małego autka dla Ciebie i zamieszkania w tym domu? skoro już wybudowany prawie, nowy, to troszkę żal teraz go spieniężać. a jednak dom to dom, fajniej niż mieszkanie. Rozumiem, że nie chcesz zmieniać szkoły Tyćkowi, ale to jeszcze tylko kilka lat, później już gimnazjum. może mimo, że dom jest dalej, da się w nim zamieszkać szczęśliwie? wtedy będzie komfortowo, a i Tycjan będzie miał podwórko własne.

(chyba wszystkich tą chorobą zaniepokoiłaś 🙁 )
Zgadzam się z berą. A Ty zen się nie tłumacz i nie przestawiaj swojego budżetu na forum, bo wcale to nie jest potrzebne.  :kwiatek: Uważam, że gorsze chwile między Wami przeminą jak wątpliwości i problemy przegadacie. 🙂 Trzymaj się ciepło i pamiętaj, że są tu osoby, które wirtualnie Cię wspierają!  :kwiatek:

A z mieszkaniem jak ze wszystkim. Każdy ma swoją rację. Ja też czekam z utęsknieniem na moment aż się wyprowadzimy na swoje. Aktualnie wynajmujemy 34m2 (ciemna kuchnia, mały pokój, duży pokój i łazienka + 1m2 korytarza. I naprawdę mieszkając we dwójkę nie ma się tu gdzie obrócić, nie ma jak zaprosić ludzi, bo są tu w dużym pokoju ogromne, stare kredensy, duży fotel, dwie kanapy i nasz mały stoilik z dwoma krzesłami. Jak postawię suszarkę z praniem, to muszę bokiem iść do kuchni, czy łazienki. W małym pokoju stoi nasze łóżko, które kupiliśmy sobie na studiach i szafa wnękowa, po tym pokoju też przemieszczamy się bokiem między łóżkiem, a szafą. Na nic nie ma miejsca. Po prostu tu wegetujemy, śpimy i jemy. Nic nam się nie chce tu robić i myślę, że po przeprowadzce na swoje dostaniemy takiego kopa, że wreszcie wrócimy do normalności. Tylko kiedy to będzie?  🤔

edit: lit.
A jeszcze tak w temacie ślubu i problemów. Robię 3-cią przymiarkę do ślubu i za każdym razem mam takie dni, kiedy chłop mnie wkurza i przez chwilę zastanawiam się czy ten ślub to dobra myśl. Ludzie się kłócą  przed i po ślubach. Tylko przed zastanawiają się czy panować ślub, a po czy planować rozwód.

Co innego kiedy facet pije, zdradza, nie szanuje. A u zen muszą się dotrzeć. Dwoje już nie nastolatków, każde ma swoje życie i muszą je jakoś wspólnie poukładać.
Mi docieranie się z P zajęło jakieś 4 lata. A i teraz są zatargi o nie takie zachowanie jak drugie by chciało. Tylko mamy już ten etap, kiedy potrafimy wyartykułować swoje potrzeby bez konieczności angażowania osób trzecich, skarżenia się itp.
Niechęć do wożenia dziecka do szkoły/przedszkola dalej doskonale rozumiem. Filip (ze względów finansowych) poszedł do przedszkola jakieś 7 km od domu. Co to jest? Niby nic! Pod warunkiem że w porannych korkach ma się chęć i czas jeździć i nie ma się nad głową wyjącej syreny drugiego dziecka!
A niechęć do zmiany dzielnicy rozumiem jeszcze bardziej. Bo przed ślubem jak szukaliśmy mieszkania i mąż proponował Warszawę to prawie odwoływałam ślub 😉

zen to mądra babka, a że ma gorszy czas? Każdy ma! Ja w każdym razie wierzę że niedługo sobie wszystko poukłada (poukładają) tak że będzie znów super!
Zen a ja Cie podziwiam, ze i tak to dzielnie znosisz!
Moj pracuje pewnie dużo mniej niż Twój narzeczony a i tak mnie to doprowadza do szału jak np. W weekend po całym tygodniu pracy od 7 do 22 zamyka sie w moim gabinecie i pracuje dalej😉 i tak tak wiem, ze zaraz ktoś mi powie, ze nie doceniam i ze jestem rozpieszczona księżniczka:p ale to nie tak... Ja to doskonale rozumiem, ze moj chłopak jest na początku swojej "kariery zawodowej" i ze wszystko co robi daje mu dużo satysfakcji i doświadczenia... Ale to nie zmienia faktu, ze ja pracując na 1/4 etatu mam czasu bardzo dużo i czuje sie czasem zwyczajnie samotna i niedopieszczona😉 na szczęście zawsze po zakończeniu projektu jakoś mi rekompensuje tygodnie pracy😉 no i mimo wszystko, nawet jak deadline goni to i tak ma więcej czasu dla mnie niż 3h tygodniowo😉
Co do mieszkania tez rozumiem bo wiem jak trudno sie przyzwyczaić do ograniczania przestrzeni... W druga stronę zdecydowanie łatwiej😉
Muffinka, Isabelle, no jestem chora, ale co poradzić, trzeba walczyć 😉

Jara, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Gdyby moje mieszkanie miało inny układ i dałoby radę wydzielić jeszcze jeden mały pokój, to byłoby super, wolałabym dwa malutkie pokoje niż tak, jak mam teraz.

bera7, dziękuję za Twój post.

Tak właśnie myślę, że coś tu chyba komuś pasowało pojechać po zen, za dużo chyba piszę, jak mi w życiu fajnie, a jak komuś jest za fajnie, to się go nie lubi, więc jak mam jakiś problem, a napisałam tylko tyle, że coś się mijam ze swoim facetem, ciężko nam ogarnąć temat wspólnego mieszkania, od jakiegoś czasu nie możemy się dogadać, to proszę, dowiedziałam się, że jestem sfoszoną księżniczką, która za mało zarabia i utyskuje na biednego faceta, którego powinnam po stopach całować, że w ogóle zechciał kobietę z dzieckiem 😲 Od razu mi lepiej 😉

ash, sandrita, Julita dziękuję :kwiatek:

Isabelle, da się, samochód to naprawdę mały problem, gorzej z organizacją na linii moja praca-szkoła Tycjana- zawieźć młodego do szkoły- pojechać do pracy, tylko tu jest spory zgrzyt, który właśnie staramy się z Marcinem rozwiązać możliwie najlepiej. Ja po prostu nie chcę, żeby przeprowadzka do domu oznaczała dla dziecka, że będzie musiał wstawać dzień w dzień o 6 rano, żeby do szkoły zdążyć. Na pewno nie doda mu to wsparcia i otuchy w zmianie środowiska, przecież dla niego to będzie ogromna zmiana.
Co tu na forum ostatnio się dzieje to jedna wielka żenada. Wszystkie chyba mają okres, bo WSZĘDZIE jest pojazd i afera. Nawet w wątku co mnie bawi na re-volcie. Weźcie się ogarnijcie.
No może i Zen ma inne potrzeby niż 55 metrów! i bardzo dobrze, niech ma! Jak może to dlaczego nie? Wyliczanie kto ile ma kasy jest mega słabe!
Zen - trzymaj się cieplutko, ja trzymam kciuki!  :kwiatek: Wierzę, że święta to taki czas kiedy wszystko się układa, więc i Tobie tego życzę! 😉

whitemoon, taki czas, zimno jest, niefajnie i dzień krótki. Każdy chodzi wk.. zdenerwowany 😉

Wczoraj miałam właśnie taki dzień, że okazało się, że z wyjazdu na walentynki nici, bo nie ma wolnego terminu tam gdzie chcieliśmy jechać. Okazało się, że w jedyny wolny w pensjonacie weekend P. pracuje. Cały dzień miałam łzy w oczach i nerwy. Głupota niby, ale już jestem tak zmęczona pracą, że nastawiłam się na ten wyjazd i jak się posypało to zareagowałam ogólnym "nic nie ma sensu", "lepiej mi było samej". A to w porównaniu do sytuacji zen banał.
Zen, trzymam kciuki, żebyście wszystko szybko i sprawnie ogarnęli  :kwiatek:
safie - ale to nie znaczy, że trzeba od razu z takimi pojazdami. Nerwy w kieszeń.
whitemoon, jesteśmy tylko ludźmi i czasem trudno wytrzymać, a wirtualnie łatwiej się wyładować
Kobiety ponoć się synchronizują, jak ze soba przebywają, może wirtualnie również  whitemoon  ?
Revoltowe PMS wypada właśnie teraz :P
whisperer13 - najwidoczniej... Bo już czasem nie da się tego wszystkiego czytać.
zen, jest dzielna i bierze pojazdy na klatę (Ciebie przynajmniej nikt skończonym burakiem nie nazwał  😉 ) 🙂 a tak serio, to nic się nie martw. Wszystko się jakoś poukłada, w końcu zawsze wszystko jakoś się rozwiązuje, lepiej lub gorzej ale się rozwiązuje. Doskonale rozumiem Cię w kwestii wspólnego mieszkania na 60m. W dodatku, jeżeli macie jakiś wybór. A wybór jest. I przede wszystkim zdrowiej  :kwiatek:
whitemoon71 ja bym to zwaliła na gorący, przedświąteczny czas tudzież przedświąteczny okres (żeby pozostać w temacie  😁 )

To co dopiero ma facet takiej baby?(tak w temacie sercowych) olaboga. współczuje.

Chyba wszyscy teraz są podminowani.

Ale ja już jestem na tym etapie, że jestem tak zmęczona że mi wszystko wisi i powiewa  😁 Bardzo wygodna postawa życiowa na takie chwile.
Nerwy , nerwami . Ja mieszkam na 38m, mam dwa pokoje z czego w jednym stoi szafa,łóżka  i kuweta kota i ogólnie jest nazywany "pokojem kota"  😁
Wszytsko da się pogodzić jak się chce , jeżeli chęci brak trzeba się wtedy poważnie zastanawiać .
rosek   "Nas było 150, i mieszkalismy w pudełku po butach"

Uwaga, angielski humor
Ale nie każdy chce pogarszać sobie standard życiowy jak jest przyzwyczajony do czegoś innego...
To jak przesiadanie sie z mercedesa do poloneza...
I nie trzeba sie na to godzić tylko pracować nad wspólnym rozwiązaniem, które będzie komfortowe dla każdego i pod każdym względem.
rosek0, ale nie każdy ma ochotę poświęcać się za wszelką cenę. Mieszkam sama na 30 metrach i nie wyobrażam sobie mieszkać w kawalerce z partnerem. Nie z moimi kosmicznymi godzinami pracy i potrzebą własnego kąta. Jeśli mam ochotę żyć komfortowo i nie siedzieć sobie na głowie, to znaczy, że mi nie zależy? W ogóle co to za licytacja.
Averis, jak by był najukochańszy na świecie to i na 19m byś dała radę 😉.
Ale fakt, że łatwiej przenieść się na lepsze niż na gorsze.
bera7, dałabym, ale krótko. Znam siebie na tyle i po miesiącu rzucałabym talerzami.
Pjona Averis, mam tak samo....i wcale nie dziwie się Zen, bo oprócz niej jest jeszcze jej Syn.
Averis, jak by był najukochańszy na świecie to i na 19m byś dała radę 😉.


o to to.
Ja się nie licytuję , taka luźna dygresja  😉
Ja nawet czasem żałuje ,że mamy ten drugi pokój , bo ja lubię się szybko godzić , a jak walnę focha i idę do drugiego pokoju to trochę minie zanim po mnie przyjdzie , a tam ani telewizora ani nic  😁
Jakbyśmy mieli jeden pokój to byśmy się szybciej godzili  😉
Ja bym nie wyrobiła. Nie podołałam na 40m, udusiłam się.
Gillian, na dłuższą metę może ciężko, ale ten pierwszy czas, kiedy się pije z dzióbków... daje się radę.
(...)  dowiedziałam się, że jestem sfoszoną księżniczką, która za mało zarabia i utyskuje na biednego faceta, którego powinnam po stopach całować, że w ogóle zechciał kobietę z dzieckiem 😲 Od razu mi lepiej 😉



zen, tylko ja takie wnioski i obraz Twojej osoby - wyciągnęłam nie na podstawie Twoich ostatnich postów - ale na podstawie Twojej kilkuletniej obecności na forum i czytania Twoich wpisów zarówno jak byłaś z Ex-mężem, pracowałaś na stałe czy miałaś mniejsze dziecko,

ostatnie posty tylko potwierdzają moje obserwacje - obojętnie co by sie nie działo i tak nie dogodzisz
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się