Kurcze, tak sobie myślę, że początki są fajne, ale te podchody, zadzwoni czy nie, ja mam zadzwonić czy on pierwszy - masakra!!! w moim wieku to i tak człowiek z reguły jest bardziej zdecydowany ale i tak... nie chciałabym już przez coś takiego przechodzić 😁
Lov jakby chciał to znalazł by czas pomiędzy praca/szkoła itp itd... umkneło mi tylko, gdzie podział się P (nie pamiętam czy to dokładnie ta lliterka 😡 )
Losia, dobra literka 😉 Z P. gadamy już dość mało, raczej na stopie przyjacielskiej, trochę mnie kolega z Bułgarii z niego wyleczył 😉 Aczkolwiek strasznie się wkurzam na tego debila, bo teraz to nawet odpisać nie potrafi 👿
Kurcze, tak sobie myślę, że początki są fajne, ale te podchody, zadzwoni czy nie, ja mam zadzwonić czy on pierwszy - masakra!!! w moim wieku to i tak człowiek z reguły jest bardziej zdecydowany ale i tak... nie chciałabym już przez coś takiego przechodzić 😁
szepcik, a ja uwielbiam ten etap 🙂 jak sobie przypomnę te emocje... 🙂
Litości, jakie to jest ciężkie - wiedzieć, że druga osoba cierpi i mieć świadomość, że poza przytuleniem, wysłuchaniem, ciepłym słowem nic więcej zrobić nie mogę, bo są sprawy, które po prostu muszą się dokonać. Tak jak śmierć kogoś bliskiego.
szepcik, najważniejsze to być blisko i pomóc przetrwać. Znieść humory, zrozumieć. Może się wydawać, że będzie Cię odsuwał, ale nie daj się zbyć. To tylko pozory, bo wewnętrznie każdy potrzebuje w takich chwilach wsparcia.
szepcik, to zadzwoń, zapytaj. Świadomość tego, że myślami jesteś z nim a nie w centrum handlowym na zakupach dużo daje. Na zasadzie "jesteśmy razem to i twoje problemy przeżywam razem z tobą".
Nie no, jasne, że gadamy, nawet jak w danym momencie nie mogę odebrać to za sekundę oddzwaniam. Jakoś dajemy sobie radę, bo ja jestem wyrozumiała, a i on nie ucieka od kontaktu tylko właśnie dzwoni, mówi, nie oddala się tylko pokazuje, że mnie potrzebuje. Tylko najgorsze jest dla mnie to, że ja jestem tak na maksa empatyczna, i jak on cierpi, to ja się tym przejmuję, nawet bardzo.
Nie, oczywiście, że życie to tylko galopkowanie po tęczy różowymi jednorożcami :kwiatek: Różnie to w życiu bywa, różne rzeczy się dzieją, a ja na przykład nie mam w sobie w ogóle cierpliwości, jestem porywcza i chcę wszystko od razu wyjaśnić i załatwić i rozwiązać. A czasem się nie da, czasem potrzeba czasu, wiele empatii dla drugiej osoby, przełknięcia różnych rzeczy. I to mnie frustruje jak mało co.
Nie wiem, po co ta złośliwość 😉. Nie twierdzę, że życie to tylko tęcza i jednorożce, ale jeśli kogoś kocham (niezależnie, czy siostrę, czy chłopaka), to naprawdę nie wiem, jak dużego kalibru numer musiałby lub musiałaby odwinąć, bym wygenerowała z siebie równie nienawistną myśl. Na pewno nic, co można rozwiązać empatią i potrzebą czasu, bo już uczucie i dotychczas spędzony czas z drugą osobą jednak dają mi inną perspektywę 😉. Wiadomo, że można się złościć, czy nie zgadzać z drugą połówką, ale w chęci zajeb*** komuś wyczuwam spiętrzoną frustrację i brak możliwości lub prób konfrontacji ze źródłem problemu. Myślę, że gdyby wypowiedział się tutaj jakiś chłopak tekstem w stylu "czasami, to bym po prostu tak mojej dziewczynie pierd*** i by się skończyło", to towarzystwo zrobiłoby mu z tyłka jesień średniowiecza. Rozumiem teksty w stylu "irytuje mnie to i to", "wkurza mnie to w nim" - komunikaty skierowane w ocenę konkretnego działania. Ale taka ogólna wściekłość i frustracja skierowane prosto w kochaną osobę? Nazwijcie mnie miękkim pluszowym misiem, ale zupełnie tego nie rozumiem. Dla mnie taka wściekłość jest objawem nawarstwiających się w czasie nieporozumień, braku dialogu i jakiegoś szerszego rozmijania się ze sobą i swoimi potrzebami.
busch, ja jestem szczerze zadziwiona faktem, że wzięłaś ten obrazek literalnie. Nigdy nikomu w moim 23 letnim życiu nie zaje****łam, nikogo nigdy nie uderzyłam, nigdy się z nikim nie biłam, ale czasem wbijam palucha w żebra. Czy to znaczy, że mam beznadziejną relację?
Jaka ogólna wściekłość i frustracja skierowana w drugą osobę? Gdzie to wyczytałaś? Jeśli o moje posty chodzi, to nigdzie nie napisałam, że frustruje mnie druga osoba, frustruje mnie fakt, że nie mogę do relacji podejść zadaniowo, poogarniać wszystkiego, ułożyć, przepracować i voila. Jak mam wszystko jasne, jestem szczęśliwa. Ale w relacji tak nie mogę, bo relacja to nie zadanie i to mnie frustruje. Moja własna słabość. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Generalnie to Ci współczuję, jeśli bierzesz na serio wszystkie obrazki z internetu 😀
Wiadomo, że nie chodzi o dosłowną przemoc fizyczną, ale samo myślenie w ten sposób moim zdaniem jest po prostu niefajne 😉 - jestem w stanie sobie wyobrazić kilka sytuacji, w których pojawia mi się natarczywa, wściekła myśl tego typu i raczej nie dotyczy ona osoby, wobec której mam takie ciepłe uczucia i tworzę jakąś głębszą relację. Dla mnie to jest zachowanie w stylu życzenia złych rzeczy nielubianej osobie - niby osobiście nic złego jej nie robimy, ale w jakiś sposób to świadczy o tym, co nas łączy, lub co nas zdecydowanie nie łączy 😉
Co do "wszystkich obrazków z Internetu" - są różne zabawne obrazki w sieci, a wybór akurat tego konkretnego na ogół nie jest przypadkowy 😉
busch, każdy ma swoje. Ja na przykład z moimi znajomymi mam tak, że sobie czasem pada zdanie "ty głupia mendo, no zabiję cię przecież!". Czy to oznacza, że jest w nas tajona agresja i nie łączą nas żadne głębsze uczucia?
busch, serio, nigdy nie miałaś ochoty powiedzieć facetowi "ogarnij się, bo mam ochotę Cię zabić"? Nawet w żartach? Ja to tak codziennie do najbliższej przyjaciółki mówię 😁
busch jakoś za poważnie to bierzesz. Obrazek miał być zabawny, coś na zasadzie przewrotnej puenty do wcześniejszej dyskusji (przynajmniej ja to tak rozumiem). Nie doszukiwałabym się w nim żadnych głębszych przemyśleń. A już na pewno nie interpretowałabym faktu wyboru właśnie tego mema przez Strzygę w taki sposób jak Ty. Poza tym nawet jeśli - związki są różne i nie nam to oceniać 😉 W niektórych dziewczyna z chłopakiem robią sobie noski-eskimoski, prowadzają się 24h za rączkę i nadużywają 'misiaczków' czy 'tygrysków'. W innych szaleją, dyskutują, czasem się pokłócą i trzasną drzwiami, czasem się zwyzywają i w myślach by się pozabijali, ale trwa to chwilę. I wierz mi, że wcale ten pierwszy schemat nie zapewnia szczęśliwego żywota po wsze czasy we własnych objęciach. Czasem wręcz przeciwnie.
Strzyga - Ten obrazek nie dotyczył przekomarzania się bezpośrednio z chłopakiem, ale ogólnej refleksji że chłopak jest tak wnerwiający, że nic tylko mu /metaforycznie/ przyłożyć. Myślę, że to są dwie zupełnie inne rzeczy i nigdzie nie twierdziłam, że zwykłe żarty mają cokolwiek wspólnego z tajoną agresją.
busch, serio, nigdy nie miałaś ochoty powiedzieć facetowi "ogarnij się, bo mam ochotę Cię zabić"? Nawet w żartach? Ja to tak codziennie do najbliższej przyjaciółki mówię 😁
Przekomarzać się w ten sposób - czemu nie? Ale jako sobie myślisz na boku o tym, jaki jest taki, śmaki i owaki, bez konfrontacji z samym zainteresowanym, to już dla mnie nie jest żadne przekomarzanie i podpada pod inną kategorię 😉 Bardziej by pasowało pytanie, czy kiedyś myślałam już po spotkaniu ze swoją przyjaciółką, że tak naprawdę to strasznie mnie ona wnerwia i nie mogę jej spokojnie słuchać - i wtedy bym odpowiedziała, że gdybym tak pomyślała, to raczej nie świadczyłoby to dobrze o mnie jako o przyjaciółce.
busch jakoś za poważnie to bierzesz. Obrazek miał być zabawny, coś na zasadzie przewrotnej puenty do wcześniejszej dyskusji (przynajmniej ja to tak rozumiem). Nie doszukiwałabym się w nim żadnych głębszych przemyśleń. A już na pewno nie interpretowałabym faktu wyboru właśnie tego mema przez Strzygę w taki sposób jak Ty. Poza tym nawet jeśli - związki są różne i nie nam to oceniać 😉 W niektórych dziewczyna z chłopakiem robią sobie noski-eskimoski, prowadzają się 24h za rączkę i nadużywają 'misiaczków' czy 'tygrysków'. W innych szaleją, dyskutują, czasem się pokłócą i trzasną drzwiami, czasem się zwyzywają i w myślach by się pozabijali, ale trwa to chwilę. I wierz mi, że wcale ten pierwszy schemat nie zapewnia szczęśliwego żywota po wsze czasy we własnych objęciach. Czasem wręcz przeciwnie.
Pewnie nic nie gwarantuje szczęśliwego żywota po wsze czasy, bo dużo jest tych zmiennych w naszym życiu 😉. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie, bo to normalne że nie we wszystkim się zgadzamy. Ale w takiej sytuacji konfrontujemy problem z zainteresowanym, a nie jedynie myślimy o tym, że postępuje nielogicznie, jest humorzasty itd. i właściwie coś byśmy mu najlepiej zrobili, ale wybieramy tylko modlitwę do Boga 😀
Krócej: ten obrazek i jego przesłanie wcale mi się nie podobają, masa kartek tego typu jest zabawna i fajnie ironiczno-sarkastyczna, ale akurat to jest po prostu dla mnie niefajne. W takich żartach jest ziarno prawdy, które tu akurat mi bardzo zgrzyta.
Dla mnie ma przesłanie mocno metaforyczne i uważam, że czasem po prostu się człowiek wścieka na drugiego. A w dodatku też czasem nie ma możliwości od razu tego skonfrontować. U mnie już obrazek nieaktualny na szczęście i mam nadzieję, że na długo. 😀
busch, A moj ulubiony obrazek jak zinterpretujesz? [img]http://www.google.pl/images?q=tbn:ANd9GcTv3UKO63kgh0JFiLCPlj-zPhg_lcVjkz8418wpHLaczu5xIBVO[/img]
a ja mysle ze skoro tak myslicie to znaczy ze jestescie jeszcze mlodziutkie i nie bylyscie/jestescie w wieloletnim zwiazku 😀 Totalna nadinterpretacja i szukanie dziury w calym na sile. Zwiazki nie sa albo czarne albo biale, sa jednoczesnie takie i takie, i szare w wielu odcieniach. Ja mam ochote zaj...ac mojemu mezowi np kiedy po raz setny nie posprzata mieszkania - i co z tego? Samo zycie, o czym sie na pewno kiedys przekonacie i zobaczycie ze w takim "wyladowaniu slownym" nie ma zadnych dramatycznych podtekstow 🙂 Mysle dziewczyny ze musicie wyluzowac i przyjac takie gadanie z przymruzeniem oka 🙂
nerechta, święte słowa 😀 I chodzi też o to, żeby mieć do siebie trochę dystansu, wiadomo że nikt nikomu nie chce nigdy szczerze zaj*bać, ale czasami można dać upust emocjom poprzez słowa 😁