Thymos - moim zdaniem, to, że niektórym wystarcza to co dostają. Nie znaczy, ze masz się wstydzić czy czuć gorsza, że Tobie to nie wystarcza. Tym bardziej nie możesz tego nazywać urojeniami czy coś takiego. Ja ewakuowałam się ze związku, w którym [obserwując otoczenie] miałam więcej niż pary, które są dalej razem. Dlatego nikt nie mógł uwierzyć, nikt nie mógł zrozumieć, ale dla mnie to było za mało. A na "za mało" godzić się nie wolno. Nie mówię, że chłopa masz od razu rzucić w cholerę ale jednak warto porozmawiać, warto sobie wyjaśniać i mówić wprost czego się potrzebuje, bo z tych wszystkich "urojeń" wychodzi całkiem prawdziwe zakończenie związku.
Moja historia też ma już rozwinięcie. Spotkałam B. w piątek w nocy, znajomi weszli do knajpy, myśmy zostali. Palenie nie jest takie złe. Uznaliśmy, ze można spróbować porozmawiać. Powiedziane zostało wiele, tych dużych i tych małych rzeczy, każdy swoje, w kółko o tym samym. Przez większość dyskusji prowadziliśmy dwa monologi. Dramat. Dopiero pod koniec, zmęczeni walką pochowaliśmy dumy do kieszeni. Zagraliśmy w otwarte karty. Dziewczyny, które celowały w "mega nieporozumienie" miały racje. Jest dobrze, ale już zawsze będzie "inaczej". Myślałam, że to "my", że ludzie się nie zmieniają, że to zawsze będzie wyglądać tak samo. Ale tych dwóch osób, które tam rozmawiały nie znam, w pozytywnym sensie. Może nie upadliśmy tak daleko od siebie jak nam się wydawało. 😉 Z ciekawością wypatruję następnych spotkań.
Bardzo fajnie nine :kwiatek: Oby Wam się poukładało, czy razem, czy osobno, czy w miłości, czy w przyjaźni, ale żeby po prostu już nie było niedomówień :kwiatek:
nine, fajnie, że się dogadaliście, ale... Mam wrażenie, że "wypatrując następnych spotkań" strasznie go ranisz. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w szczegółach, ale po tym co tu piszesz wydaje mi się, że to on jest tą stroną, która średnio radzi sobie z waszym rozstaniem. Masz całkowitą pewność, że on w tej "przyjaźni" nie liczy na nic więcej? Że nie ma nadziei na to, że do siebie wrócicie? Nie to, żebym się czepiała, ale po prostu nie wierzę w przyjaźń damsko-męską 😉
Lov - prawda jest taka, że to B. mi odmawiał powrotów. Słyszałam już wszystko, łącznie z najnowszym stwierdzeniem, nie mającym jeszcze nawet miesiąca... "jesteś dla mnie jak siostra" 😉
Zen- też się cieszę, ciekawa jestem jak nam się to poukłada. Nawet jeżeli osobno, to nie w złości. Moim ostatnim wspomnieniem nie będzie, że B. nawet na mnie nie chciał spojrzeć.
Nie mówię, że chłopa masz od razu rzucić w cholerę ale jednak warto porozmawiać, warto sobie wyjaśniać i mówić wprost czego się potrzebuje, bo z tych wszystkich "urojeń" wychodzi całkiem prawdziwe zakończenie związku.
Chyba Lew-Starowicz pisał, że jeśli ktoś w związku potrzebuje więcej seksu od swojego partnera, to powinni dojść do porozumienia, typu: laska nie będzie nalegała na częste (wg. partnera) kontakty, a facet raz na jakiś czas się "zmusi". Ale... generalnie to tak w ogóle nie działa 😉
Moim ostatnim wspomnieniem nie będzie, że B. nawet na mnie nie chciał spojrzeć.
I to jest super wiadomość 🙂 Tak jak mówi zen - razem, czy osobno, byle bez niedomówień. Bo najgorsze, co może być, to rozstać się w złości wywołanej niedomówieniami... 😕
U mnie jest tak, że kiedy wyszło parę problemów ode mnie (słusznych moim zdaniem), wyraźnie o nich powiedziałam, to od razu w ten sam dzień były zmiany. (czytaj: pogadał ze swoim kumplem, że on musi się wyprowadzić, zaczęliśmy jeździć - było lato a ja nienawidzę siedzieć w domu, wolę nad jeziorem).
nine a czy te rozmowy i spotkania Go nie męczą...? Może jesteście sobie jednak pisani 😉
nine a czy te rozmowy i spotkania Go nie męczą...? Może jesteście sobie jednak pisani 😉
Ma wolną wolę, a moje 45 kg nie jest w stanie go do niczego siłą przymusić. Stawiam, ze gdyby nie chciał [tak jak zaprezentował to w poprzednim tygodniu] to bym go nie widywała 😉
Thymos - moim zdaniem, to, że niektórym wystarcza to co dostają. Nie znaczy, ze masz się wstydzić czy czuć gorsza, że Tobie to nie wystarcza. Tym bardziej nie możesz tego nazywać urojeniami czy coś takiego. Ja ewakuowałam się ze związku, w którym [obserwując otoczenie] miałam więcej niż pary, które są dalej razem. Dlatego nikt nie mógł uwierzyć, nikt nie mógł zrozumieć, ale dla mnie to było za mało. A na "za mało" godzić się nie wolno. Nie mówię, że chłopa masz od razu rzucić w cholerę ale jednak warto porozmawiać, warto sobie wyjaśniać i mówić wprost czego się potrzebuje, bo z tych wszystkich "urojeń" wychodzi całkiem prawdziwe zakończenie związku.
"Mialam wiecej" jest bardzo, bardzo subiektywne, moze czegos (np. romantyzmu, seksu czy czegokolwiek) mialas wiecej, ale na pewno czegos mialas mniej - poza tym to czego wam zabraklo to podstawowego skladnika, czyli milosci. Na za malo milosci nie wolno sie godzic, ale co do innych aspektow zwiazku mysle ze jest to kwestia bardzo indywidualna i do dogadania miedzy partnerami. W zwiazku jednostki sa dwie i kazda z nich ma swoje granice i swoje prawa. Mozna sie nie godzic na przemoc, na klotnie itd, ale mowiac tu o konkretnej sprawie, czyli seksie 3 razy dziennie - o tym mozna rozmawiac i probowac rozwiazan odpowiadajacych obydwu stronom. Nie wyobrazam sobie, zeby moj maz "nie godzil sie" na to ze nie bedziemy sie kochac 3 razy dziennie. No sorry 🤣
nine, tylko zwróć uwagę na jedną rzecz. Ile minęło czasu od waszego "rozstania", a ile czasu to, co między wami jest, się ciągnie. Nie wydaje mi się, żeby będąc w takim dziwnym czym, można było iść do przodu. Tak otwarcie, na spokojnie, bez fakapu, wejść w nowy związek.
Mam podobne odczucie. Fajnie, że się niejasności wyjaśniły i nie ma zgrzytów, ale może już wystarczy? Może czas skończyć na tym ładnym rozdziale i się naprawdę rozejść? Trochę wiem, co mówię...
Mam podobne odczucie. Fajnie, że się niejasności wyjaśniły i nie ma zgrzytów, ale może już wystarczy? Może czas skończyć na tym ładnym rozdziale i się naprawdę rozejść? Trochę wiem, co mówię...
Też się z tym zgodzę. Sama cackałam się dość długo z definitywnym zakończeniem poprzedniego związku, finalnie wyszło to gorzej, niż zamierzałam. Mimo braku niedomówień momentami zaczęło się robić nieprzyjemnie... Miałam wrażenie, że ograniczamy siebie nawzajem choć właściwie nic już nas nie łączy. Dopiero kategoryczne powiedzenie sobie stop, dłuższa przerwa od kontaktu i coraz bardziej okazjonalne, coraz banalniejsze rozmowy - pomogły. Teraz może nie jest to układ "best friends", ale przynajmniej nic się za żadnym z nas nie ciągnie 😉
Mozna sie nie godzic na przemoc, na klotnie itd, ale mowiac tu o konkretnej sprawie, czyli seksie 3 razy dziennie - o tym mozna rozmawiac i probowac rozwiazan odpowiadajacych obydwu stronom. Nie wyobrazam sobie, zeby moj maz "nie godzil sie" na to ze nie bedziemy sie kochac 3 razy dziennie. No sorry 🤣
Zupełnie się nie zgodzę. Przypadek jest przerysowany, ale jeżeli nieuprawianie seksu prowadzi do frustracji, złości, uczucia niespełnienia, uczucia niezadowolenia ze związku i to trwa i to się nie zmienia i nie ma zamiaru się zmienić to ja wyobrażam sobie, ba nawet wolałabym by ktoś się na to nie godził i szukał kogoś kto będzie miał libido i potrzeby zbliżone.
Teodora,xxmalinaxx,Strzyga, zgadzam się z wami w tej kwestii 😉 Sama wiem, jak to ciężko. Nadal poniekąd jestem zmuszona mieć od czasu do czasu kontakt z moim byłym-niedoszłym (zwłaszcza, że związał się teraz z moją koleżanką, co prawda znała moją sytuację, a jednak go wzięła, no cóż 😎 ), i to nadal jakoś super cudowne nie jest, mimo że staramy się gadać normalnie. Ucięcie całkowite kontaktu jest zdecydowanie lepsze 😉
[quote author=nerechta link=topic=148.msg1877502#msg1877502 date=1379431699] Mozna sie nie godzic na przemoc, na klotnie itd, ale mowiac tu o konkretnej sprawie, czyli seksie 3 razy dziennie - o tym mozna rozmawiac i probowac rozwiazan odpowiadajacych obydwu stronom. Nie wyobrazam sobie, zeby moj maz "nie godzil sie" na to ze nie bedziemy sie kochac 3 razy dziennie. No sorry 🤣
Zupełnie się nie zgodzę. Przypadek jest przerysowany, ale jeżeli nieuprawianie seksu prowadzi do frustracji, złości, uczucia niespełnienia, uczucia niezadowolenia ze związku i to trwa i to się nie zmienia i nie ma zamiaru się zmienić to ja wyobrażam sobie, ba nawet wolałabym by ktoś się na to nie godził i szukał kogoś kto będzie miał libido i potrzeby zbliżone. [/quote]
W sumie, to zależy jak leży, kto jest w stanie ile zaakceptować. Brak szacunku, to jest coś czego ja nie toleruję (choć nie ma on racji bytu w zdrowym związku), także zakładając, że obydwie osoby coś do siebie czują, i koniec końców chcą ze sobą być - najważniejsza jest miłość, to wszytko jest do zaakceptowania. Łącznie z nałogami, problemami... Tylko trzeba wiedzieć, że jest ten główny filar mocny
Utknęłam, totalnie. Ta relacja o której pisałam wcześniej, przerodziła się całkiem niedawno w nieoficjalny związek. Czy może po prostu początki związku, w każdym razie coś się dziać zaczyna, i to w dobrym kierunku. Faza zauroczenia, kiedy wszystko jest różowe, trwa u mnie nadal, ale powoli zaczynam schodzić na ziemię i rodzą się dylematy :/ On jest zawodnikiem, ja w gruncie rzeczy - też. Różnych dyscyplin ponadto. Zaczynam się zastanawiać, jak to będzie, z wyjazdami, treningami, nauką, pracą, czy my w ogóle znajdziemy dla siebie czas? Inna sprawa, to jego trochę odmienny niż mój stosunek do związku. Ja nie chcę go ograniczać, on czuje się w obowiązku mówienia mi o wielu rzeczach i pytania o równie wiele po to, bym czuła się OK i wiedziała, gdzie jest, co robi. Mnie nie jest to potrzebne w tak dużej mierze, ale w odpowiedzi na jego zachowanie sama odczuwam przymus "spowiadania" mu się. Choć o to nie prosi. Wiem, że on nie robi tego chorobliwie ani złośliwie, po prostu taki jest - woli, bym wiedziała wszystko od niego, a nie od osób trzecich i nie martwiła się niepotrzebnie - ale jednak momentami zaczynam się czuć troszkę dziwnie. Z drugiej strony, to niezła odmiana po związku z facetem, który albo przemilczał wszystko, albo skłamał 😎 I przychodzi mi też do głowy, że może on, wiedząc o tamtym związku i jego niektórych problemach, usiłuje stworzyć mi idealnie czystą i jasną sytuację, bez miejsc na niedomówienia. Ale... czy to jest takie właściwe? Mam do niego duży margines zaufania, nie chcę, żeby spowiadanie się sobie nawzajem weszło nam w przykry nawyk. Chcę mu to delikatnie zasugerować, gdy będzie czas i miejsce na dłuższe, spokojne spotkanie, mam nadzieję, że niczego nie zepsuję.
Tak sobie pomarudziłam... Z moimi mało poważnymi problemami 😉 I już mnie nie ma.
A ja dziś wracam do domu, a mój totalnie-odporny-na-sprzątanie chłop właśnie okna umył i łazienkę, i brał się do odkurzania. Gorączki nie ma. Ja też nie.
xxmalinaxx, wrócę z Bułgarii to obalimy flaszkę, a teraz wyłącz sobie mózg i nie analizuj 😁 😎
Ja widziałam się dzisiaj z P. Ogólnie, faktycznie pozytywne wiadomości, skończyły się sprawy o podział majątku, z synem się w miarę dogadał, w połowie października powinien przeprowadzić się do Torunia. Pokazywał mi wszystkie papiery, udowadniał, planował, był bardzo entuzjastyczny... a mi chyba wraz ze wzrostem jego entuzjazmu mój proporcjonalnie opadał. On stwierdził, że pewnie jestem zmęczona ostatnimi miesiącami i tym, jak wyglądała nasza relacja, a jak już wszystko się poukłada, to mi się zachce. Oby, oby 😉
A ja dziś wracam do domu, a mój totalnie-odporny-na-sprzątanie chłop właśnie okna umył i łazienkę, i brał się do odkurzania. Gorączki nie ma. Ja też nie.
Szepcik, niezła próba oszukania nas, że Twój facet wcale nie jest taki zły i nie jesteś w beznadziejnym związku 😂 😉 😉 😉
A tak serio to zazdroooooooooszczę, mój ciągle odporny na sprzątanie, okien to chyba nigdy nie mył w swoim mieszkaniu :P
A ja mogę powiedzieć, że już ponad 3 lata nieustannie "rzygam tęczą". Ilość niespodzianek i romantycznych chwil, które mnie spotykają jest aż powalająca. Nie wiem skąd on czerpie tyle kreatywności. No i zostało tylko 9 miesięcy do naszego ślubu! A na rozweselenie wątku my-piraci 😁
mały offtop: patrząc po zdjęciach wsadzonych do wątku to od czasu jeżdżenia w Ochabach strasznie się zmieniłaś ! 😜 nie wiem czy na ulicy bym Cie w ogóle poznała, super wyglądasz ! :kwiatek:
Dziewczyny potrzebuje bardzo konstruktywnej porady bo jak czegoś nie wymyślę to moja wieloletnia przyjaźń pójdzie się...
Jakiś czas temu ( może ktoś pamięta) opisywałam problem mojej przyjaciółki. Jej "partner", ojciec jej dziecka pobił ją dość dotkliwie na oczach córki. Dziewucha nie chciała od niego odejść, nie zgłosiła sprawy na policję, do psychologa też nie miała ochoty iść. Standard maltretowanej kobiety. Ciągnie się to do dziś. Było mi jej szkoda, starałam się pomóc na ile mogłam, być, wspierać, rozmawiać. Tylko obecnie już mnie kur**ca strzela. Długo by opowiadać bo ciągnie się to już wiele miesięcy więc przytoczę tylko kilka sytuacji. 1) Mieszkają w domu u jej ojca. A. miała pretensję do swojego taty, że widzi co się dzieje i nie reaguje. Wg niej powinien chwycić go za chabety i go wywalić mimo, że ona sama nie wie czy go chce w domu czy nie. Kochany tata w końcu to zrobił, a co zrobiła A? Przygarnęła go ponownie! 2)Mama A. opiekuje się jej córką jak A. jest w pracy. U obu ciężko z pieniędzmi. Mama poprosiła A. żeby chociaż częściowo jej zwracała koszty wyżywienia małej. A. się potwornie oburzyła, że matka chce od niej kasy. Wtf? 3) A. ma głęboko w poważaniu swoją córkę. Często słyszę od niej, że dziecko to największy błąd, że mogła by jej nie mieć, że najchętniej to by wróciła do czasów liceum i żyła sobie beztrosko jak wtedy. I tak ją traktuje. Nigdzie jej nie zabiera, zapisać do przedszkola zapomniała, podrzuca babciom kiedy tylko może...
To tylko kilka przykładów z ciągu samolubnych i roszczeniowych zachowań A. Co ja mam do cholery robić?? Przez całe lata znajomości ani razu się nie pokłóciłyśmy, a teraz ostatnie spotkania kończą się tym że na nią wrzeszczę bo już mi sił i nerwów brakuje. Mam ochotę ją strzelić i wrzeszczeć żeby obtarła gluty z nosa i się obudziła, a z drugiej strony serce mi pęka bo widzę jej depresję, zamknięcie i pogodzenie się z maltretowaniem (dla niej to już jest normalne że facet jej daje po psyku).
Przypominam moją sprawę bo kilka dnia minęło, a mam dobre ( w pewnym sensie) wieści. A. dała się zaciągnąć do psychologa! Psycholog wysłał ją do psychiatry, została stwierdzona m.in. depresja. Trzymajcie ze mną kciuki żeby było lepiej i żeby pociągnęła leczenie dalej. Wiem, że depresja to nie jest wspaniałą nowina, ale sam fakt, że dziewucha chce coś zrobić żeby polepszyć swoje życie napełnia mnie nadzieją i energią do dalszej walki o nią i jej córcie.
Szaga, no to teraz musisz wytoczyć motywujące działa, żeby podsycać ten płomyk nadziei. Żeby zaszła jak najdalej, póki trwa ten początkowy rozpęd. Potem jest zwykle dołek, dlatego podstawy muszą być silne.