Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Jedziecie po bandzie dziewczyny...
zen, porównujesz osoby, które mają osobowość neurotyczną do gwałcicieli i seryjnych morderców? Brak mi słów.
No właśnie, co z seryjnymi mordercami, co z gwałcicielami, czy oni nie mają prawa do bycia w związku?!


Maja prawo do krzesła z prądem IMO
Nie porównałam, ale zapytałaś czy tylko 'zdrowe' osoby mogą być w związku, więc dopytałam co z innymi 'nie będącymi sklasyfikowanymi jako zdrowi' 😎 Miło się prowadzi w taki sposób rozmowę? 😎
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg1874646#msg1874646 date=1379100859]
Nie jestem pewna, czy można nazwać zaburzeniem coś, z czym się rodzisz...
[/quote]
można, nie można, odbiega od zdrowia psychicznego w jakiś sposób. nie mówię, że te osoby nie mają prawa do związku. ale było o zmianach i o zmienianiu się dla partnera itd.
To powiem Ci tylko, że mogłaś komuś sprawić prawdziwą przykrość.
A sztucznej nie sprawiłam?

edit, zeby nie było niedomówień. Uważam, że związek z osobą, która ma poważne zaburzenia, to nie lada wyzwanie. I nie każdy je będzie w stanie udźwignąć, co nie znaczy, że te osoby, które mają problem, nie mają z automatu prawa do bycia w związku. To przecież ludzie, każdy jest 'jakiś' i każdy ma mniejszy lub większy problem ze sobą. Mimo wszystko uważam, że niefajnie zrobiłyście wywlekając dość skrajne przypadki do podparcia argumentu, który służył temu, żeby się przyczepić do tekstu Pauli, bo napisała 'każdy'. To było zwyczajnie nie na miejscu.
Madmaddie, obyś nigdy nie spotkała takiej osoby i nie musiała jej powiedzieć, że "odbiega od zdrowia psychicznego w jakiś sposób".
(teraz przydałby się nam w wątku psycholog, który by się wypowiedział, czy to się kwalifikuje naukowo do zaburzeń, czy do typów osobowości - ja zawsze słyszałam, że do typów osobowości i tyle)
zen, to tylko świadczy o Tobie.
opolanka jest psychologiem chyba.

edit: doczytałam
Neurotyczność – w psychologii oznacza cechę osobowości polegającą na silnym niezrównoważeniu emocjonalnym o charakterze nerwicowym, niskiej odporności na stres, skłonności do popadania w stany lękowe. Przeciwieństwem neurotyczności jest równowaga emocjonalna.

Pojęcie to wprowadził Eysenck w teorii temperamentu PEN. Eysenck nie zdefiniował neurotyczności wprost, uznając ją raczej za korelacje między cechami.

Neurotyczność składa się z następujących cech:

    lęk
    przygnębienie
    poczucie winy
    niska samoocena
    napięcie

W swoim wymiarze fizjologicznym neurotyczność jest opisywana jako reaktywność układu nerwowego współczulnego. U neurotyków reaktywność ta jest większa niż u osób zrównoważonych emocjonalnie.

Osoby neurotyczne mają zdecydowanie podwyższony stopień lęku. Lęk jest
nieproporcjonalny w stosunku do zagrożenia, jest też  reakcja na niebezpieczeństwo pozorne.
Nawet jeśli pokażemy neurotykowi, że jego obawy i lęki są bezpodstawne, on i tak bez żadnych
trudności  racjonalnie uzasadni swoje zachowanie.


a więc- neurotyzm jest zaburzeniem równowagi emocjonalnej, a [dla mnie] równowaga= zdrowie
Ale co znowu świadczy o mnie? Że się przyczepiłam do zwrotu 'prawdziwa przykrość'?  🤔
To ja tylko wtrącę swoje trzy grosze i dodam, że słowo "każdy" zostało przeze mnie użyte nieco opacznie, stąd taki (nie do końca zamierzony) a nie inny wydźwięk mojego posta.
A ja proponuję zostawić ocenianie zdrowia psychicznego osobom do tego upoważnionym 😉


I pozwolę sobie wrócić do tematu wątku. Z nim źle, bez niego gorzej, oboje chyba nie wiemy czego chcemy, i to jest strasznie do dupy. Niesamowicie mi na nim zależy, bo mimo opinii panującej wśród niektórych 😉 to bardzo bliska mi osoba. Błądzimy jak dzieci w gęstej mgle. Dupa tam.
Okey, pomarudziłam, możecie wrócić do dyskusji 😀
Jako psycholog powiem wam tylko na marginesie, że neurotycy są wśród nas - mają normalne rodziny i zdecydowana większość świetnie funkcjonuje społecznie - dajcie im spokój 🙂

Strzyga, wygląda na to, że zachłysnęłaś się jakimś swoim odkryciem i strasznie wojujesz o nowy ład na świecie. Nie warto, rozkoszuj się, ze TY to wiesz, dla CIEBIE to takie ważne - całego świata nie przekonasz, bo każdy ma swoje własne małe odkrycia, na których buduje światopogląd i jest do nich tak samo przywiązany jak ty 😉 Może masz zupełnie inaczej, piszę bardziej z własnej perspektywy po terapii.

W ogóle nie ma ludzi zdrowych - są tylko niezdiagnozowani ;P
Lov, a widzicie się jakoś częściej?
zen, był okres w lipcu i sierpniu, że widywaliśmy się całkiem często, póki się nie schrzaniło. Zauważyłam, że u nas idzie wszystko takim wykresem: zaczyna się od tego, że jest dobrze, ale bez szału, potem coś się popsuje i wykres leci w dół, a potem nagle skacze w górę, jest super i dosłownie rzyganie tęczą. Tak naprawdę nie określiliśmy aktualnie statusu naszej relacji, mieliśmy przystopować, póki nie uregulujemy pewnych spraw, ale to też jakoś kiepsko działa... Sama nie wiem, czy chce mi się w tym dalej tkwić 🤔wirek:
Dzionka, może i racja 😀 Ja dość mocno i uważnie przyglądam się ludziom wokół, widzę ich, szumnie tutaj nazywane "zaburzenia", "choroby psychiczne" i inne. Śmiesznie by było, gdyby się okazało, że którejś dziewczyny połówka też jest "niezrównoważona" albo "zaburzona". Pewnie skoczyłyby z mostu, bo jak to tak, z wariatem 😀
I właściwie wszystkich wokół posłałabym na terapię, świat byłby wtedy piękny 😀

Ale na całe szczęście w realu ogarniam, że świat się nie zmienił, tylko ja =)
Lov, a czemu Ci się nie chce i czemu Ci się chce? Jak kochasz, to działaj, a jak nie, to..to chyba nie warto..?
zen, sęk w tym... że nie wiem. Nie chce mi się, bo czasami pewne sytuacje się powtarzają się i to jest dość męczące. Chce mi się, bo jednak to wartościowy, dobry człowiek, który wiele w moim życiu zmienił.
No i właśnie tak mam narąbane w głowie, to znaczy, jakby Dzionka stwierdziła, jestem niezdiagnozowana 😉
Lov Odnoszę wrażenie, że dopóki on nie ureguluje swoich spraw, nic się nie zmieni. Bo poniekąd ta relacja jest poddana wpływom ciągnących się za nim cieni z przeszłości - kolokwialnie mówiąc, starych problemów. Dopóki on nie odetnie się od tego, nie postawi związku ponad tym albo chociaż nie oddzieli od tych spraw grubym murem, to będzie ciągle huśtawka - raz dobrze, a raz źle. (notabene rozmowy wcześniejszej)
Lov, a jak on traktuje Wasz związek?
xxmalinaxx, racja 😉 Bo to ma duży wpływ, no ale tu chyba nic więcej nie pomoże, jak doktor czas.

zen, tak naprawdę nigdy nie rozmawialiśmy o tym związku w kwestii dalekiej przyszłości. Może baliśmy się poruszyć ten temat. Jak próbowałam się pożegnać, najpierw był foch, a potem stanowcze "nie", bo on będzie walczył. No to zobaczymy...
Lov doktor czas też ma swoje prawa i musi "widzieć" zaangażowanie obydwóch stron. Skoro chce walczyć, to chyba musi być w tym... mniej bierny? Nie wiem. Niedobrze tylko, że się męczysz. Zależy Ci, ale się męczysz - nie do końca fair w sytuacji, kiedy niczego nie jesteś pewna.
xxmalinaxx, oby tym razem było lepiej 😉 Ale co tam, jadę do Bułgarii, przywiozę jakiegoś ładnego, opalonego pana jako nadbagaż 😁
Nie zaszło tu jakieś nieporozumienie? Zakochanie nie oznacza przecież, że popapraniec (wszyscy jesteśmy popaprani 🙂 mniej, więcej, w różnych obszarach) zmieni się w "normalnego aniołka" . Zakochanie zmienia poziom... zaangażowania. I likwiduje objawy... braku zaangażowania.

"Każda potwora znajdzie swego amatora". I tu będzie brutalnie: zsarniony może spotkać zsarnioną i będą sobie żyli długo, szczęśliwie(?) i niewinnie, i kiedyś nie byłoby problemu, bo dzieci by z tego nie było  😀iabeł: (a poważnie, to, niestety, były adopcje  🙁).

Też zachwyciła mnie idea, że przykrość może być nieprawdziwa  🤔

I raczej nie dogadam się z ludźmi, głęboko przekonanymi, że w życiu chodzi o to, by być szczęśliwym. Choćby nie wiem co - szczęśliwym "po trupach". I jeszcze - tak szczęśliwym, jak dyktują trendy, a nie - jak się czuje.
Nie każdy będzie w życiu szczęśliwy, a nikt - bez przerwy. Szczęście to stan, który trzeba doceniać.
Halo - masz racje!!

Przykład 1 (autentyk)
Pan x, żona, dziecko + Przyjaciółka x...
Układ trwa kilka lat, ciagle obietnice rozwodu, pomieszkiwanie razem, spięcia, rozwód nie, bo pózniej, bo dziecko, bo żona płacze bo coś tam.
Nagle Pan x zrywa z przyjaciółka x... Poznał przyjaciôłke Y, w ciagu pól roku rozwód, zakup mieszkania (wcześniej "nie było go stać) i ślub z przyjaciółka Y... Można było? Można! I jakoś dziecko, żona, i inne kwestie nagle nie przeszkadzały.

Podobnie może być z Lov. Dla Lov facet diametralnie nie zmieni życia. Nagle może poznać Lov2, przproowadzic sie do Białegostoku w ciagu miesiąca i żyć długo i szczęśliwie. 

Przykład 2 (tez autentyk)
Zakochana para, dorośli ludzie, ślub. Pól roku przed ślubem kupiony dom na kredyt. Sielanka.
Nagle facet poznaje inna Panią.
I wie, ze wszystko jest do d. Ze robi błąd, ze jego związek to jedno wielkie przyzwyczajenie, itd.
Zerwał przed ślubem tydzień.
Pomimo zobowiązań, zaplaconego wesela i domu na pól.
Do teraz (juz z 15 lat) jest z Panią.
Można zatem wszystko zmienić jak sie chce. Jak ktoś daje motywacje.

To jak w przyjaźni cy kolezenstwie - dla jednego kolegi jesteśmy w stanie pojechać na koniec miasta i mu cos załatwić, innego olejemy, pomimo, ze mamy możliwości i czas.
Taki lajf.
Dziewczyny potrzebuje bardzo konstruktywnej porady bo jak czegoś nie wymyślę to moja wieloletnia przyjaźń pójdzie się...

Jakiś czas temu ( może ktoś pamięta) opisywałam problem mojej przyjaciółki. Jej "partner", ojciec jej dziecka pobił ją dość dotkliwie na oczach córki. Dziewucha nie chciała od niego odejść, nie zgłosiła sprawy na policję, do psychologa też nie miała ochoty iść. Standard maltretowanej kobiety. Ciągnie się to do dziś.
Było mi jej szkoda, starałam się pomóc na ile mogłam, być, wspierać, rozmawiać.
Tylko obecnie już mnie kur**ca strzela. Długo by opowiadać bo ciągnie się to już wiele miesięcy więc przytoczę tylko kilka sytuacji.
1) Mieszkają w domu u jej ojca. A. miała pretensję do swojego taty, że widzi co się dzieje i nie reaguje. Wg niej powinien chwycić go za chabety i go wywalić mimo, że ona sama nie wie czy go chce w domu czy nie. Kochany tata w końcu to zrobił, a co zrobiła A? Przygarnęła go ponownie!
2)Mama A. opiekuje się jej córką jak A. jest w pracy.  U obu ciężko z pieniędzmi. Mama poprosiła A. żeby chociaż częściowo jej zwracała koszty wyżywienia małej. A. się potwornie oburzyła, że matka chce od niej kasy. Wtf?
3) A. ma głęboko w poważaniu swoją córkę. Często słyszę od niej, że dziecko to największy błąd, że mogła by jej nie mieć, że najchętniej to by wróciła do czasów liceum i żyła sobie beztrosko jak wtedy. I tak ją traktuje. Nigdzie jej nie zabiera, zapisać do przedszkola zapomniała, podrzuca babciom kiedy tylko może...

To tylko kilka przykładów z ciągu samolubnych i roszczeniowych zachowań A. Co ja mam do cholery robić?? Przez całe lata znajomości ani razu się nie pokłóciłyśmy, a teraz ostatnie spotkania kończą się tym że na nią wrzeszczę bo już mi sił i nerwów brakuje. Mam ochotę ją strzelić i wrzeszczeć żeby obtarła gluty z nosa i się obudziła, a z drugiej strony serce mi pęka bo widzę jej depresję, zamknięcie i pogodzenie się z maltretowaniem (dla niej to już jest normalne że facet jej daje po psyku).
Szaga, świata nie naprawisz, niestety. Będziesz mogła tłumaczyć, prosić, grozić, ale póki Twoja przyjaciółka nie będzie chciała zmienić sytuacji, to na nic Twoje starania. Obstawiam, że takie a nie inne "relacje" z mężem mają wpływ na relacje z córką, i to jest dość przykre. Szczerze? Moim zdaniem możesz jedynie zostawić sprawę i pomóc, kiedy ona Cię o to poprosi.

Dodofon, przyznam Ci nawet rację 😉
Szaga, może zapytaj ją, czy chce skończyć jak... "matka" Madzi? 🙁
Bo to podobny casus: kobiety, która dała sobie zrobić wodę z mózgu. Przypomnij jej, że ma mózg, serce i że NIE JEST SOBĄ. Usiądźcie z kartką i piszcie co i jak. Jak wygląda real. Jakie są szanse. Spiszcie wnioski. Pismo mityguje emocje. Dostrzeżenie problemu jest połową rozwiązania.
Szaga, przygotuj sie tez na to, ze z jej strony nie bedzie wspolpracy- szczegolnie, kiedy pokazesz jej, ze to bledne kolo- sama jest krzywdzona i sama rowniez na rozne sposoby krzywdzi bliskich (olewa dziecko, jest roszczeniowa w stosunku do matki i ojca itp). Wygodniej jest byc ofiara, bo przeciez kazdy wspolczuje i wszystko usprawiedliwia. Otwarcie oczu na jej zachowanie moze sie skonczyc krotkim 'to nie Twoja sprawa!', bo byc moze Twoja rola jest pocieszac, a nie wytykac bledy (w jej mniemaniu).
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się