Zgadzam się z Szepcikiem,że o wiele przyjemniejsze od walentynkowych pluszowych serduszek,są codzienne małe przyjemności robione sobie wzajem.Ot tak bez okazji. Ostatnimi laty zrobił się jakiś pęd/nacisk na 14go lutego.Wiadomo,reklama,komercja,serie wypuszczanych na rynek misiów i kartek z melodyją "lov juuuuu"... Przyznam,ze jedynym dniem,który ja "promuję" to moje urodziny.Być może z racji wieku i poczucia uciekającego czasu 🤣 chociaż jak już będę geriavitem totalnym,to pewnie przestawie się na imieniny,haha!
Breva obecnie jest mi nie za wesoło singlowo.Bo wszystko jeszcze żywe.Napewno duża różnica jest też w tym kto od kogo odchodzi. Jasne,ze łatwiej gdy to my idziemy w dal. U mnie w większości przypadków jest tak,że nie ja decyduję o końcu.W dużej mierze jest to spowodowane dziwną litością(bo wiem,że jest niefajnie ale ciągnę na wzgląd na zakochanego faceta który skuczy),a potem koniec końców on sobie idzie w cholerę. Albo moze nie trafiłam jeszcze na tego jedynego. Chciałabym poczuć się kiedyś w związku spełniona,doceniona i szczęsliwa. Póki co zawsze było coś nie tak.Jestem trudna 🍴
ja lubię walentynki ale prezentów jako taka nie chce kupować ani dostawać, to ma być taka hmm symbolika tego święta- planuje mega prezent mu kupić na urodziny
Walentynki... toż to amerykańskie napędzanie handlu czerwonymi gadżetami. Nie lubię, nie lubiłam i nie polubię.Z tą opinią nie ma nic wspólnego moje bycie czy niebycie w związku.
Są single z wyboru tylko zazwyczaj się z tym nie obnoszą bo są tego wyboru świadome i traktują to normalnie, ze jest się samym 😉 sama takim jestem, to ja zakonczylam związek i odparlam propozycje następnych, ze względu na to, że mam w życiu inne priorytety - naprawdę na związkach świat się nie kończy 😉 co do samych walentynek to zawsze byly mi obojętne, obchodzone bez pompy, teraz walentynki spędzam z koniem, bo w ten właśnie dzień ma urodziny :p
escada, na zwiazkach sie nie konczy. ani na koniach. ani na pracy... ale kazdy z tych elementow sklada sie na ten swiat, tworzy go i wypelnia sensem. Ale to chyba z czasem przychodzi- jedne rzeczy zmniejszaja swoje znaczenie, inne wrecz przeciwnie- przetasowuja sie priorytety, niekoniecznie 'raz na zawsze', to uklad dynamiczny.
Dla mnie Walentynki to sztuczne, mocno przesadzone i mdłe od różowego i czerwonego koloru święto. Takie to dziecinne, kojarzy mi się z liścikami podrzucanymi w szkole 😉
A mnie smieszy to obnoszenie sie z bojkotowaniem walentynek i nazywanie ich "komercyjnym, amerykanskim swietem" (rzygam juz tym frazesem). Nie widze specjalnej roznicy miedzy Dniem Zakochanych, a Dniem Dziecka, Dniem Babci, czy nawet Swietem Zmarlych. Ten dzien - jak kazde swieto - ma nas sklonic do refleksji, jest to sugestia zrobienia przyjemnosc drugiej osobie, lub spedzenia troche czasu ( po angielsku fajnie sie to nazywa 'quality time'😉 razem - bo na co dzien, w natloku obowiazkow, moze nie byc ku temu okazji.
Aha, ja sama walentynek specjalnie nie obchodze, ale nie dlatego, ze chce byc w opozycji (juz wyroslam z takich zachowan). Po prostu jestem malo 'swietowa' i juz. Ale kolacyjke fajna, z kieliszkiem dobrego winka, moze zrobie, a co!
Hiacynta, wydaje mi się, że po prostu z pluszowych serduszek się wyrasta 😉. I o to chodzi większości bojkotujących. Tak samo mnie wkurzają dekoracje świąteczne zaraz po 1.11. Nie lubię wyrzucania kasy, na bzdety, które potem gromadzą kurz. Może dlatego też nie kupuję kolejnych kubków itp. Za to lepsza kolacja + wino i wspólny wieczór jak najbardziej tak. Nawet na inne okazje staramy się dawać sobie rzeczy takie, o których wiemy że druga osoba marzy, ale nie kupi, bo są pilniejsze wydatki. I tak obdarowywujemy się ciepłymi skarpetami, półką na książki, perfumami "od święta" itp.
Mój facet ma urodziny w środę, świętowaliśmy je tydzień temu (zrobiliśmy imprezę łączoną z jeszcze jednym jubilatem), ale wtedy nie miałam jeszcze dla niego prezentu (minęłam się z kurierem, który miał "jego prezent"😉...,i teraz zastanawiam się, czy dać mu już dzisiaj ten prezent, bo strasznie mnie do tego ciągnie, czy wytrzymać do środy.
Dać prezent, nie dać? Mogę, nie mogę? 😁 Doradźcie! 😉
Ja swojemu daje od razu jak kupie bo albo własnie nie moge wytrzymać albo łazi za mną i smęci ze on wie ze cos mu kupiłam i chce to juz teraz bo umiera z ciekawosci 😁
ciska, no własnie. Przecież ten prezent patrzy się na mnie z szafy i woła: no daj mnie, daj...zobaczysz jak się ucieszy, daj! nie czekaj do środy! No i jak się takiemu oprzeć? 😉
a dużo słodzi? Ja przez swojego wpadnę w cukrzycę, o raku płuc już nie wspomnę. W ramach akcji protestacyjnej "Nie pal!" dostał ode mnie zapalniczkę Zippo i 2kg tytoniu 🤔
Przynajmniej bardzo podatny jest na moje pasje, obecnie odnoszę wrażenie, że w siodle czuje się pewniej niż ja..., a ja przecież wykształcony jeździec jestem 🏇 Zrzucam to na jego naturalne zdolności... W trakcie ostatniego terenu łapał kobyłkę, która mnie zwaliła, z siodła - a jaki był szczęśliwy, że może sobie w lesie, między drzewkami, pogalopować i poskakać trochę! Zdolna bestia, sama ją stworzyłam 😁
Chyba dla efektywności jej działania, kofeina się lepiej przyswaja 😉 Ewentualnie zawsze można wierzyć w to,że chciał ci osłodzić dzień już od samego rana.
Edit: a w d...! Prezent na niego czeka, będzie mógł go ustawić w swoim świeżo wyremontowanym kącie. Akurat ma ku temu przystosowaną półeczkę, którą montował Bóg wie ile czasu...