unicorna bardzo Ci współczuję i trzymam kciuki za Ciebie i maluszka :kwiatek: Mogę sobie tylko wyobrażać jak teraz się czujesz i podejrzewam, że jest to cholernie trudne, ale wierzę też, że dasz sobie radę.
Sama byłam kiedyś w 'toksycznym' związku i choć byłam młodziutka bardzo i głupia w dodatku, to zachowałam wystarczająco dużo rozumu, by w odpowiednim momencie kopnąć chłopa w dup*. Oczywiście, było wiele przeprosin, błagań i choć było mi okrutnie ciężko, to się nie dałam. Na moje szczęście nie miało to aż tak drastycznych przejawów jak u Unicorny, ale zdecydowanie nie był to normalny związek.
Kasija :emota200609316: ja mam taki sam 'problem 😁 singielka wciąż, ale w sumie... już do tego przywykłam. Bo niby gdzie mam chłopa teraz szukać? W stajni? (brak) Czy w klubach? 😵 Nie dziękuję 😉
bobek87, może jednak jest poważniejszy, niż Ci się wydaje.
A ja jestem zła, miałam pewien problem z P. i po wielu rozmowach, kłótniach myślałam, że do niego dotarło. Jednak nie :/
Scottie, szczerze Ci współczuje, że jeszcze tkwisz, w tych kłótniach, smutku itp... I nie myśl, że mówię to złośliwie.Broń boże!
Jedynie,to to,że co tutaj wchodzę widzę,że wciąż piszesz o swoich troskach związanych z P. i aż prosi się,żeby coś napisać. Tym bardziej, że jak nieraz tutaj pisałam również tkwiłam w toksycznym związku, myślałam, że kłótnie są nieodzownym elementem związku, że każdy ma prawo sie sprzeczać i jest to (normalne?)..sama nie wiem, co sobie wtedy myślałam.
Teraz wiem,że chociaż bardzo by się chciało, różnic charakteru,upodobań,a szczególnie czyjegoś skur***stwa się nie przeskoczy.
remendada, wiedziałam, że prędzej czy później ktoś to napisze. Dziękuję jednak za zainteresowanie 🙂
Wątek nosi nazwę "Problemy sercowe" i nie czuję potrzeby, żeby tutaj pisać, jak nam się świetnie układa (od trzech miesięcy tylko raz się spięłam, właśnie w ten weekend). Może właśnie przez te swoje uzewnętrznianie się na forum stworzyłam z niego potwora. W rzeczywistości nie jest taki zły, chociaż dalej denerwują mnie w nim pewne zachowania, których nie umiem w nim zmienić 😉 Wydaje mi się, że nasz związek nie różni się wiele od związku Dzionki czy Ninevet z okresu dogadywania się po nieudanym początku. Może nie jest taki uroczy jak chłopak Ninevet, ale mogę się założyć, że wszystkie byłybyście nim oczarowane i zastanawiały, o co się tak rzucam. Bo prawda jest taka, że wszelkie kłótnie wywołuję JA (za P. przyczyną), po prostu mam taką naturę, że jak coś mi nie pasuje, to muszę się wykrzyczeć i złość mi przechodzi. Nie wydaje mi się również, żeby nasz związek był tokstyczny, wszelkie kłótnie brały się z niedogadania pewnych spraw lub zaniedbań.
no to świetnie, że zazwyczaj jest dobrze 🙂 nie ma związków bez spięć, dla mnie to oznacza, że ludziom na sobie nie zależy albo nie potrafią ze sobą rozmawiać 😉
Ja się chyba poddaję, na świecie nie został już ani jeden normalny, zdecydowany facet, są sami: 'uwielbiam cię, ale boję się związku' i sami 'nie wiem' oraz tacy, co myślą nie właściwą częścią ciała...
Już załapałam podejście, że mimo tego co przeszłam w związkach z psycholami to chcę ryzykować, bo wolę cierpieć przez nieudany związek, niż cierpieć na samotność 😉 ale teraz zastanawiam się, czy ma to sens, im bardziej się w jakąś relację wkręcę, tym mniej mi się to podoba... i jeszcze nic sie nie stało a mnie już to wszystko boli... :/
dziękuje dziewczyny :kwiatek: w chwili obecnej codziennie wypisuje mi kilkanaście smsów z przeprosinami, wysyła kwiatki i wydzwania. Zobaczymy jak długo będzie się starał naprawić to co zrobił. Na dzień dzisiejszy nie mam sił z nim rozmawiać, więc dalej zostaje u rodziców.
nie wracaj do niego!! szkoda dziecka... podobną sytuację miała moja koleżanka... aktualnie urodziła córeczkę i facet ją przebłagał, wróciła do niego... kilka dni po porodzie sama zasuwała w domu bo on siedział przy komputerze 🤔
taki facet to się tylko nadaje do płacenia alimentów, nic więcej...
dziękuje dziewczyny :kwiatek: w chwili obecnej codziennie wypisuje mi kilkanaście smsów z przeprosinami, wysyła kwiatki i wydzwania. Zobaczymy jak długo będzie się starał naprawić to co zrobił. Na dzień dzisiejszy nie mam sił z nim rozmawiać, więc dalej zostaje u rodziców.
unikorna, a jaki jest jego stosunek do swojej żony i dziecka?? bo to od razu widać - jak ktoś traktuje żonę i dziecko - to tak samo traktuje czesto inne kobiety... to, że mówi, ze żona to sucz itd - to czesto jest kompletnie na odwrót
unicorna, współczuję Ci bardzo, ale cholernie się dziwie że w ogóle bierzesz pod uwagę powrót do niego. On się zmieni na chwilę a potem od początku będziesz miała piekło. On będzie chciał grać na komputerze, a dziecko będzie płakać i będzie awantura!!!!
Unicorna, ja w takiej ekstremalnej sytułacji jak Ty nie byłam i nie jestem. Mój (obecny już eks) facet potrafił - zazwyczaj po pijaku; zrobić mi jazdę, wejść do mojego domu (pomieszkiwałam tylko u niego), podnieść głos na mnie, rozwalać przy mnie rzeczy, wpuszczać psa na moje łóżko, etc... Na trzeźwo istny baranek; choć jak się nie pilnował, to też czasem co nie co mu się na moj temat wymsknelo. Wszystkichmoich koleżanek nie tolerował, a nie daj boże jak jakiejś powiedziałam jak u nas w związku jest 🤔 Do czego zmierzam, też były przeprosiny, też był płacz, kwiaty, etc... ale dziś wiem, że to taki typ, który nie byłby bezpieczny ani dla mnie, ani dla naszych przyszłych dzieci. Lepiej czasami odczekać, aż serucho się zagoi, i nie będzie za draniem tesknic 😉
Ja po przeczytaniu co Scottie napisała chciałabym tylko napomknąć, że mój związek bynajmniej nie jest idealny ani mlekiem i miodem płynący 🙂 Może tak o nim pisałam, dlatego chciałabym to zdemontować 😀 Obecnie wszystko znów chwieje się w posadach i gdybym go na zabój nie kochała to dawno bym to wszystko rzuciła w cholerę, grrr!
unicorna, po takiej akcji, którą odwalił twój ex (mam nadzieję, że ex) ja bym na 100% więcej go na oczy nie zobaczyła i urwała kontakt na wieki wieków amen. Szanuję twoje podejście do sprawy, ale nie rozumiem nic a nic. Dla mnie wracanie do niego byłoby autodestrukcyjne.
Dzionka, chciałam raczej podkreślić, że też mieliście kryzys i zapowiadał się bardzo poważny koniec, mimo to udało Wam się przetrwać i chyba jest lepiej niż przed kłótnią.
My po prostu od początku ze sobą niepotrzebnie wojowaliśmy i dosyć burzliwie to wszystko przebiegalo, aż zaszło za daleko. Powiedzieliśmy dosyć, koniec, jeśli chcemy być razem, to trzeba nad tym pracować i póki co się udaje 😉 Ale do szału doprowadzają mnie sytuacje, o które kiedyś się kłócilismy i wydawało mi się, że daliśmy radę to dogadać, rok ciszy i znowu to samo. I pewnie wiele z Was machnęłoby ręką albo uznało mnie za furiatkę, ale do szału doprowadzają mnie pewne sytuacje, np. mówienie, że za chwilę oddzwoni, a dzwoni za godzinę albo w ogóle. Albo mówię, że do niego przyjadę wieczorem, on się zgadza, a na wieczór dowiaduję się, że siedzi u mojej koleżanki na działce i dziwi mi się, o co ja robię aferę, bo NIE UMAWIALIŚMY SIĘ NA SZTYWNO (już pomijając fakt, że ona mnie również zaprosiła na tę działkę przez P., a on jej walnął ściemę, że wcale nie chce tam jechać). No krew mnie zalewa, ale to jest do odpracowania.
Scottie, szczerze mówiąc to co opisujesz to nie są dla mnie błahe sytuacje... Nie darowałabym tej akcji z działką, szczególnie jeśli, tak jak piszesz, on celowo ściemnił koleżance że ty nie możesz/nie chcesz jechać. Kurcze, ale tak normalnie on cię szanuje, zabiega itd.? Bo te dwie sytuacje to dla mnie masakra.
U nas coś za dużo tych budujących, rzekomo, kłótni. Chętnie zamieniłabym na 2 lata spokoju jednak 🙂
Scottie i Dzionka ja w tej chwili uważam, że mój związek jest naprawdę doskonały, nic lepszego nie umiałabym stworzyć, bo jednak charakter mam ciężki, miłosnych zawodów było parę, a i życie nie zawsze łatwe było. Do tego, że ten związek jest jaki jest dochodziło się nieraz przez łzy i krzyki a czasami nawet gorzej, bo przez milczenie. B. się śmieje, że w pewnym parku już się na każdej ławce kłóciliśmy [a park jest duży 😉 ], jakoś tak wychodziło, że on jest w połowie drogi od naszych domów i tam się spotykaliśmy na dyskusje wszelakie. Ale teraz spokojnie możemy się z tego śmiać. Tylko, że to jest opłacone ciężką pracą nad sobą i nad związkiem. Wszystko co robimy dzisiaj jest wynikiem tego, że nauczyliśmy się kompromisów, przedyskutowaliśmy jak to ma działać, poznaliśmy siebie i drugą osobę. Ale by wyznaczyć granice trzeba je delikatnie przekroczyć, co zazwyczaj jest ciężkie.
Scottie - te sytuacje co przedstawiłaś to zamieniłabym w wojnę i skończylibyśmy w parku na ławce gdzie ja bym w najlepsze darła mordę i oczekiwała na przeprosiny. Serio, serio.
unicorna, w moim odczuciu jedyną sytuacją na jaką mogłabyś się zgodzić, to jest bycie razem ale pod opieką terapeuty- psychologa/psychiatry. I będzie to walka i droga przez mękę, w której niemowlę będzie przeszkadzało. Niestety, ale małe dziecko daje tak w kość, że nawet w związkach stabilnych na tym tle pojawiają się konflikty- a co dopiero u ludzi z takimi kłopotami. Alkoholizm to poważna choroba, bardzo poważna. Jeśli Mariusz się nie ma zamiaru leczyć, to nic z tego nie będzie. Naprawdę chcesz być z kimś, kto wyzywa cię od śmieciar..? A później co zrobisz jak będzie dziecko? Wiesz jak wtedy jest trudno, cholernie trudno podjąć jakąkolwiek decyzję? A jak kiedyś zacznie wyładowywać frustrację na dziecku? Może porozmawiaj z jego eks, co było powodem ich sepracji? Alkohol? Awantury? Rękoczyny..?
Ludzie się zmieniają, naprawdę. I nie tylko zawsze na plus. Mam wspaniałego pracownika, młody, fajny facet. Na trzeźwo jest świetny, absolutnie fantastyczny- z poczuciem humoru, wygadany, ogarnięty, załatwia rzeczy niemożliwe. Taki mój zaufany człowiek, przy którym mogę zostawić kasę na stole i jej nie weźmie, rozliczy się z każdej złotówki firmowej. Ale do czasu...jak wypije to jest po prostu masakrator- wyzywa swoją kobietę, teściów, wszczyna awantury, startuje z łapami..potem przeprasza. A potem znowu pije. I znowu przeprasza. Teraz wrócił do rodziców, bo nie ma gdzie się podziać- laska w końcu przejrzała na oczy i go wywaliła z domu.
Scottie, ja za takie rzeczy też bym zrobiła awanturę. Jeszcze telefon bym przeżyła- zdarza się, że jednak coś w danej chwili się zmienia i jednak nie można oddzwonić od razu tak jak się chciało, ale akcja z działką nie do przyjęcia.
Dzionka, nie dogadaliśmy się. Dzień wcześniej powiedziałam, że nie chcę tam jechać na weekend (brak ciepłej wody i syfiasto na działce, jeden wieczór w syfie by mi nie przeszkadzał), a on zrozumiał, że w ogóle tam nie chcę jeździć. Powiedziałam mu, a raczej wykrzyczałam, że nie odpowiadam za to, co zrozumiał/pomyślał, tylko za to, co powiedziałam. Oczywiście to moja wina, że mnie nie zaprosił, bo jak rozmawialiśmy to się uniosłam honorem i szybko (po 3 minutach! jezu!) zakończyłam rozmowę.
Normalnie to troszczy się o mnie, pilnuje żebym wracała bezpiecznie do domu i żebym się dobrze czuła w towarzystwie jego znajomych, których nie lubię. Gwiazdkę z niebya by mi podarował, ale niestety wszystko siedzi tylko w jego głowie. Uzewnętrznia się jak jest pod wpływem.
ninevet, prowadzę wojnę od niedzieli właśnie, do tej pory się non-stop kłócimy i jasne, rozeszłoby się po kościach, jakby przeprosił... Ale on nie zna takiego słowa.
Czasem mam ochotę to wszystko jebutnąć w cholerę, ale chyba niestety brakuje mi jaj.
Powtarzam że znaliśmy się od dzieciństwa praktycznie. Nigdy nie pił i tak się nie zachowywał. To była jedyna impreza na której był narąbany. A stosunek do mnie zmienił dopiero jak zaszłam w ciąże.
ZEN,ale unikorna napisała, ze on wypił tylko raz - na imprezie, na której jej nie poznał, wiec to nie problem alkoholowy
Scottie, a postawiłaś sprawę jasno ? Powiedziałaś wprost, że oczekujesz przeprosin ?
Dla mnie sprawa jest smutna dosyć, bo zawsze uważałam, że w momencie w którym będę miała do wyboru wyjście z B a wyjście z kimś innym i nie wybiorę B. to będzie początek końca. Więc w Twojej sytuacji nie byłabym zła o niezrozumienie czy tam kłamstwo tylko o to, że mógł spędzić wieczór ze Tobą, z osobą którą kocha, szanuje i planuje spędzić resztę życia [bo zakładam, ze każdy związek jest przyszłościowy, a przyszłością jest właśnie reszta życia. ] a wybrał kogoś innego.
Tak, powiedziałam dokładnie: "Uważam, że mimo wszystko należą mi się przeprosiny" i usłyszałam, że sama stworzyłam te beznadziejną sytuację i nie czuje się w obowiązku przepraszać mnie.
Przed chwilą mu napisałam, że dopóki nie zrozumie, nie ma u mnie czego szukać. Tak, wysłałam smsa. Nie, nie czuję się beznadziejnie z tego powodu, że prawdopodobnie zakończyłam ten związek w taki sposób. Tyle najwidoczniej był wart.
Dodofon, dzięki. Tak czy inaczej zachowanie tego człowieka wskazują na jakieś zaburzenia psychiczne, no kto normalny wyzywa drugiego człowieka, wkłada ziemniaki pod łóżka czy wyzłośliwia się w inny sposób.. przykra sprawa 🙁 Najgorzej chyba jest wtedy, kiedy jest się psychicznie gnębionym. Nie widzę tu szacunku do nikogo i niczego 🙁
No dokładnie o to samo mi chodzi - o to, że wolał pojechać do koleżanki na działkę a ty niemal pocałowałaś klamkę. Dla mnie to naprawdę niefajne, być na drugim miejscu u kogoś najbliższego 🙁 Mój chłopak tak robił 2 lata temu, tylko jeszcze bardziej hardkorowo. Skończyło się zerwaniem z mojej strony i jego wielokrotnymi przeprosinami i obietnicą, dotrzymaną, że tak więcej nie będzie robił. Wybaczyłam 😉 ale do tej pory to we mnie czasem siedzi. Nie chcę cię Scottie napuszczać na niego, tylko potwierdzić, że słusznie się wkurzasz - nie odpuszczaj takich rzeczy never ever 🙂
Edit: mój post jest ad. tego co napisała ninevet do Scottie 🙂
Mi to przypomina jakieś elementarne zasady wychowania (a raczej ich brak), czyli coś, co powinni odbębnić rodzice. Nie wiem czy w ogóle chciałoby mi się marnować swój czas, młodość etc. na tłumaczenie dorosłemu facetowi zasad kultury i szacunku dla drugiego człowieka, dla jego czasu, uczuć etc. Nie ma ideałów, więc z drugiej strony zawsze będzie tak, że będziemy wybierać mniejsze zło. Lub będziemy same.
ninevet, a ja tak do końca nie rozumiem. Czyli zawsze, gdy mam chwilę wolną (kiedy z założenia mogę się spotkać z chłopakiem/przyjaciółmi/ludźmi w stajni), to trzeba wybierać mężczyznę, bo inaczej to zła wróżba?
Nie, ojezu nie 😉 Chodzi o sytuacje kiedy się umawiamy, kiedy go potrzebuje lub on mnie. Nawet nie umiem Ci tego dokładnie wytłumaczyć, bo to się po prostu czuje kiedy wybiera się coś w zamian.
Edit: O, sytuacja sprzed paru dni. B. miał bardzo zły dzień, dodatkowo go okradli, a ja byłam umówiona z koleżanką. Gdy zadzwonił czy mam czas, oczywiście go miałam. Z koleżanką umówię się jutro, albo za tydzień, a on potrzebuje mnie teraz i dzisiaj.