Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

ale się pozytywnie zrobiło!🙂

to ja się dołącze do wspólnego wzdychania do swoich facetów🙂 w sobotę stuknął nam rok🙂 i mimo paru burz było to wspaniały rok🙂 i aż cała się uśmiecham na myśl o kolejnych latach🙂

ehh i tylko zazdroszczę Wam, mieszkającym ze swoimi ukochanymi🙁 przede mną jeszcze 2,5 roku studiów w innym mieście:/ wrrrr! chciałabym już skończyć w cholerę te studia...🙁
A ja tak czytając wasze wypowiedzi to ciesze sie,ze przeszedł mi jakiś czas temu okres uzależniania się od ludzi i już mi sie to nie przytrafia,ale to dzięki mojemu podejsciu do zycia i swiatopoglądom... 😉
Breva- a któreś z was nie może się przenieść albo robić magistra w tym drugim mieście?
A ja odradzam wspólne mieszkanie przed ślubem lub ewentualnie konkretnymi deklaracjami czy zaręczynami. To plus lekkomyślny facet i niewalcząca o związek kobieta = śmierć związku (nie mówię o uczuciach, bo z tymi są różne klocki, ale niestety sama miłość nie wystarczy).
chyba właśnie powinnaś polecać- wychodzi, co w środku siedzi 😉
ale trzeba się znać i zgrać by razem mieszkać- to fakt, nie warto szybko podejmować takiej decyzji, bo nawet przy prawdziwym uczcuciu, spięcia mogą doprowadzić do rozłamu.
Lekkomyślnego faceta to ja bym nie chciała nawet na miesiąc, a co dopiero na dalsze życie.
I nie podjęłabym decyzji o ślubie bez choćby minimalnego spróbowania jak mi się z tym człowiekiem mieszka. Różne rzeczy mogą wyjść i lepiej przekonać się przed niż po ślubie.
cieciorka, racja - powinnam polecać. U mnie faktycznie decyzja o zamieszkaniu razem i to w moim rodzinnym domu była podjęta zbyt szybko, ale wiadomo - przecież to mój wymarzony książę z bajki i na pewno będzie zaje...ście 😉 I o dziwo spięcia były baaardzo rzadko - pewnie dlatego, że mało rozmawialiśmy... Ostatnio prawie wcale nie rozmawialiśmy i dlatego był w szoku, kiedy podjęłam decyzję o rozstaniu. I szczerze - nawet nie pluję sobie w brodę, że nie walczyłam, ale ja zła kobieta jestem 😉
Hija, o tym, że jest lekkomyślny, przekonałam się dopiero po zamieszkaniu i to po dopiero kilku miesiącach w sumie, chociaż powinnam zwrócić na to uwagę wcześniej, bo kilka rzeczy na to wskazywało.
Zresztą, ja też nie jestem bez winy, ale cóż, trzeba żyć dalej...
Forkate, to nic tylko sie cieszyc, ze zamieszkaliscie razem przed ewentualnym slubem. Pomysl, co by bylo, gdybyscie wzieli slub, a potem by sie okazalo, ze wspolne zycie jednak Wam nie wychodzi? Rozwod zawsze trudniej przeprowadzic niz zwykle rozstanie.
Forkate rowniez popieram dziewczyny,dla mnie nie byłoby opcji żeby bawic sie w jakiekolwiek śluby bez mieszkania razem przed.Z reszta nie wiem czy według Ciebie to,że ktoś najpierw bierze slub,a potem dopiero razem zamieszkuje miałoby jakos pomóc?
Nie, użyłam złego sformułowania - zgadzam się, że najpierw ślub, a potem mieszkanie razem pewnie by nie pomogło - bo założę się, że do tego ślubu dłuuuugo długo by po prostu nie doszło. Nie można gdybać faktycznie w takim wypadku, bo jak ludzie chcą być razem i stworzyć własną rodzinę i dom, to to po prostu robią, a nie pomieszkują sobie razem, bo tak jest fajnie.
Kurcze, z poprzednim chłopem były kłótnie, burze i rozstania, a byliśmy razem ponad 4 lata. Z tym bardzo mało kłótni, a wytrzymałam tylko 1,5 roku.
Forkate, straciłabyś tylko więcej czasu. Zamiast rozstać się teraz spędziłabyś z facetem kolejnych kilka lat zanim spadłyby klapki.
Ponieważ mieszkałam wcześniej z 2 facetami i przekonałam się, że nie ma opcji na wspólne życie nigdy więcej nie zdecyduję się na ślub bez mieszkania razem minimum pół roku. W takim czasie jestem w stanie ocenić czy chcę aby tak wyglądało moje życie.
Ale u mnie pozytywnie po świętach na studiach. Dużo dziewczyn się zaręczyło w święta.
Faceci zaoszczędzili na prezentach 😂
I fajnie, bo przemyślane decyzje, a nie z wpadki.
My na szczęście z P. mamy podobne podejście - małżeństwo niepotrzebne, dzieci kiedyś i na pewno nie jedno, wspólne mieszkanie - fajna sprawa, i czasem mam wrażenie że chętnie już by mi to zaproponował... zobaczymy - i tak przewiduję że w ciągu najbliższego roku się wyprowadzę od matki... zaręczyny też nam niepotrzebne, bo w sumie jaki ich sens skoro zakłada się brak małżeństwa, ale fajnie byłoby dostać kiedyś pierścionek - ot tak, w prezencie  😁
do tego ślubu dłuuuugo długo by po prostu nie doszło.


Ale dla Ciebie ślub jest warunkiem koniecznym wszystkiego ?

Kochasz faceta, fajnie wam razem, widzicie przyszłość [rodzina, dzieci, wnuki] ale on do ślubu jest nastawiony "nie, bo nie i tyle". To co ? rzucasz go, bo pierścionek, ślub i sukienka ?

My na szczęście z P. mamy podobne podejście - małżeństwo niepotrzebne, dzieci kiedyś i na pewno nie jedno, wspólne mieszkanie - fajna sprawa, i czasem mam wrażenie że chętnie już by mi to zaproponował... zobaczymy - i tak przewiduję że w ciągu najbliższego roku się wyprowadzę od matki... zaręczyny też nam niepotrzebne, bo w sumie jaki ich sens skoro zakłada się brak małżeństwa, ale fajnie byłoby dostać kiedyś pierścionek - ot tak, w prezencie  😁


To my z B. podobnie tylko staż dłuższy 😉
A pierścionki, które zaręczynowymi nie jedna by nazwała dostałam już dwa !  😁


[quote author=szepcik link=topic=148.msg858665#msg858665 date=1295297509]
My na szczęście z P. mamy podobne podejście - małżeństwo niepotrzebne, dzieci kiedyś i na pewno nie jedno, wspólne mieszkanie - fajna sprawa, i czasem mam wrażenie że chętnie już by mi to zaproponował... zobaczymy - i tak przewiduję że w ciągu najbliższego roku się wyprowadzę od matki... zaręczyny też nam niepotrzebne, bo w sumie jaki ich sens skoro zakłada się brak małżeństwa, ale fajnie byłoby dostać kiedyś pierścionek - ot tak, w prezencie  😁


To my z B. podobnie tylko staż dłuższy 😉
A pierścionki, które zaręczynowymi nie jedna by nazwała dostałam już dwa !  😁

[/quote]

to dobrze nam wróży  😎
Ale dla Ciebie ślub jest warunkiem koniecznym wszystkiego?
Kochasz faceta, fajnie wam razem, widzicie przyszłość [rodzina, dzieci, wnuki] ale on do ślubu jest nastawiony "nie, bo nie i tyle". To co ? rzucasz go, bo pierścionek, ślub i sukienka ?

Ninevet, jeszcze takiego nastawionego na nie nie miałam, więc nie wiem, co by było gdybym spotkała. Ostatni był nastawiony na tak właśnie, ale tylko na początku w sumie - były rozmowy o ślubie, dzieciach i wspólnym życiu - i po pewnym czasie okazało się, że na rozmowach się skończyło i kompletnie NIC nie szło do przodu i wcale nie było tak pięknie i "dobrze nam razem".
Nie zależy mi aż tak bardzo na pierścionku, ślubie i sukience - zależy mi przede wszystkim na stworzeniu dobrej, odpowiedzialnej i radzącej sobie rodziny, i tak szczerze przyznając - na kimś, kto mnie troszkę do tego "zaprowadzi", bo ja troszkę zagubiona w tych sprawach bywam 😉 Też kiedyś byłam przeciwna małżeństwu, ale po pewnym czasie doszłam do wniosku, że to fajna sprawa, ułatwiająca wiele rzeczy, dająca niektórym poczucie przynależności, jakiejś wspólnoty, bezpieczeństwa - co kto lubi i czego kto potrzebuje 😉 A uroczysty ślub, dla niektórych bardzo ważny, to piękne zapoczątkowanie tego wszystkiego. Kiecka i pierścionek to miłe dodatki 😉
Hija, ehh no właśnie nie🙁 ja robię psychologię na UJ w Krakowie (jest 5 letnia), a on mieszka i pracuje w moim rodzinnym Nowym Sączu. Tam teraz będzie rozkręcał własną firmę (i dobrze, bo ja zaraz po studiach tam chce wrócić), więc on się nie przeprowadzi. a ja jak mam 5 lat ciurkiem to musze je zrobić tutaj🙁 wprawdzie nie mamy do siebie daleko, więc staramy się jak najczęściej zjeżdżać w jednym albo drugim mieście, ale jednak wspólnego mieszkania mamy tyle co przez parę weekendów w zimie (od wiosny po jesień zawsze ja jeżdżę do Sącza bo tam mam konie, a w sączu nie możemy nawet pomieszkiwać razem póki co), no i robi się to trochę męczące..

no i w związku z tym chyba będę musiała zmienić zdanie o długim narzeczeństwie. chcielibyśmy się zaręczyć już (choćby po to żeby mieć kapkę więcej przywilejów jako para, a poza tym strasznie tego chcemy, tak po prostu), ale hajtać się na razie nie ma sensu, bo wypadałoby żebym najpierw skończyła studia:| I chyba moje odwieczne stanowisko że jak zaręczyny to od razu planowanie ślubu muszę zmienić, bo jesli byśmy zrobili wszystko tak, jak na razie by wypadało to będziemy zaręczeni z 2,5 roku! wrrr ale mi psują wszystko te studia:/
Breva, a Ty zalegasz mi ze swoją epopeją wiesz?🙂
Ja zmieniłam stanowisko dotyczące śłubu, kiedy dowiedziałam się, że znajomy prowadzący karaoke, prowadzi również wesela. Gościu mi zrobi heavy metalowe wesele jak tylko będę miała taki kaprys.  😎
Zresztą nie wiem po co tu zaglądam, ja problemów nie mam i mieć nie zamierzam. Na razie już zaczynam wić sobie gniazdko, wcześnie, bo wcześnie, ale znam mojego obecnego już 3 lata jak mieszka bez rodziców, a od roku sobie u niego pomieszkuję, więc nie takie straszne będzie wyzwania wspólnego mieszkania.  👀
Ja Wam zazdroszczę, też chciałabym być zaręczona 🙂 Jak nigdy nie chciałam rodziny, tak w sumie... dzieci dalej nie chcę, ale fajnie byłoby mieć obrączkę 😉
Póki co muszę poczekać jakieś... 2 lata, aż mój skończy studia i znajdzie stałą pracę  😵 Ale na pociechę mam dwa "obrączkowe" pierścionki, więc źle nie jest.
emade, wiem! wybacz, studia mnie ssą:/ wrócę dzisiaj z pracy wieczorkiem to zasiądę do pisania😉

Livia, no to my jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że mój L już od dawna pracuje, utrzymuje siebie, mamę, dom, a teraz w dodatku idzie na swoje więc jest szansa że tym bardziej się odkuje🙂 tylko że ja bym nie chciała być kolejną osobą dla niego do utrzymania, a nie wiem jakie podejście do tego miałby mój tata... jeśli pomagałby mi finansowo dopóki się uczę, to super, moglibyśmy się hajtnąć nawet wcześniej🙂 ale jeśli będzie mi pomagał dopóki nie przejdę pod "opiekę" innego faceta, to do końca studiów musimy się wstrzymać...

heh a pierścionków zabroniłam sobie dawać🙂 chcę żeby moment otrzymania pierścionka od mojego faceta to był TEN moment😉 no i w ogóle chcę dostać od niego jeden jedyny - nie będę miała problemu w którym chodzić😉
Heh ja o mim mieszkaniu razem z chłopakiem mogłabym książkę napisać 🙂 Wprowadziliśmy się razem po 3 latach związku, pomieszkaliśmy 7 miesięcy dokładnie - był kryzys, było kiepsko. Po wyprowadzce po jakimś miesiącu czy dwóch znów zrobiło się pięknie i tak jest teraz. Ale trochę budzi to moje opory do ponownego wprowadzenia się. Nie chciałabym powtórki z rozrywki, o nieee. Za bardzo to przeżyłam. Na razie nic nie wskazuje na to, żebyśmy mieli niebawem znów próbować, ale pewnie kiedyś trzeba będzie się nad tym zastanowić. Powiem wam, że nie wyprowadzę się z domu aż się nie zaręczymy. Nie spieszno mi do ślubu, ale drugi raz tak "dla zabawy" to nie na moje nerwy. Albo na poważnie i, przynajmniej teoretycznie, na zawsze, albo dalej tak jak teraz. Szczerze zazdroszczę tym, u których to tak gładko poszło...
Dzionka, a jesteś w stanie dokładnie wypunktować co wpływało na to, że nie daliście rady razem mieszkać? I czy nie będzie to powodem do kolejnych kłótni jesli znów zamieszkacie razem? Dla mnie wspólne zamieszkanie to test tego czy dam radę być z daną osobą "aż do śmierci". I choć czasem facet w domu doprowadza mnie do szału i tęsknię za samotnością, którą dawało mi mieszkanie osobno, to jakoś dajemy sobie radę, choć nie raz jest to okupione stosowną wiązanką słów.
U mnie to napięcie było przypuszczalnie spowodowane właśnie brakiem poczucia, że idziemy do przodu, nie planujemy i nie organizujemy wspólnej przyszłości - bo nie szliśmy mimo wcześniejszych deklaracji (luźnych). Oczywiście to tylko jeden z powodów, dla których u mnie się "sypnęło", bo było ich więcej.
Forkate, ale po ślubie też mogą się skończyć wspólne cele, i zwykle się kończą. Wiadomo na początku motylki, meblowanie, planowanie dzieci. A potem ludzi przytłacza proza życia. I myślę, że trzeba bardzo się przyjaźnić albo przynajmniej tolerować siebie nawzajem i lubić, żeby szanować nawzajem i nie zagryźć na wspólnych metrach.
Ja uważam,że jak ktoś z kimś mieszka,a nie ma poza tą osobą własnego życia jedynie praca,dom-czyli partner to prędzej czy później jakieś spięcia będą,bo tak się po prostu nie da.
Dzionka, zdarzają się związki, trwałe, które nie mieszkają razem. Albo nie cały czas.
Jedno mi znane to małżeństwo "po kryzysie". Motyle, sielanka, szacunek, zaufanie - ponoć, oczywiście, z relacji tak wynika.
Para druga, związek nieformalny ale stabilny, obydwoje w różnych miastach i krajach. On u niej jakiś czas (nawet i parę miesięcy, bo akademicka praca mu to umoźliwia), ona u niego w odwiedzinach. Dzieci i tak nie planują, więc nie ma powodu, żeby koniecznie stale razem. A, ta pierwsza para z kolei już dzieciata, dziecię odchowane wstępnie, więc też ten powód odpada.
Różnie ludzie miewają, może nie trzeba mieć w głowie jednego schematu.

Forkate, chyba rozumiem, co masz na myśli. Deklaracja "pobieramy się" to mogłoby być jakieś określenie się, zdecydowanie na coś, prawda? I jakieś zapewnienie z jego strony, że naprawdę chce z Tobą być a nie traktuje jako kryzysową narzeczoną. Co to się z nią pobędzie, będzie fajnie, miło słodko, a co "serio" robić, to się potem pomyśli. Niby tylko papier i ewentualne utrudnienie życia przy rozstaniu, ale też jakaś deklaracja, że stawia się na TEN związek. Niby papier nic nie załatwia, ale chyba rozumiem, że zwłaszcza przy pięknoduchu to by się chciało jakiegoś konkretu. Że albo tak, albo tak.
Ja uważam,że jak ktoś z kimś mieszka,a nie ma poza tą osobą własnego życia jedynie praca,dom-czyli partner to prędzej czy później jakieś spięcia będą,bo tak się po prostu nie da.

Najlepiej to chyba jak wszystko jest wyważone. Jest czas, który każdy poświęca na własną pasję i jest czas na spędzany razem. Tylko często wśród obserwowanych par, z dłuższym strażem ten czas razem to sprzatanie, zakupy itp. W dzisiejszych czasach czas jest na wagę złota, dużo pracujemy, do tego zabdać o dom, dzieci, jakieś hobby czy czas dla siebie czy koleżanek/kolegów i okazuje się, że nie ma czasu by pójść z mężem do kina czy na spacer, albo usiąść i spokojnie podyskutować nie na tematy typu " kto jutro pójdzie z dzieckiem do dentysty". I chyba to wiele par dzieli i sprawia, że rozpadają się.
Ja nie wyobrażam sobie już teraz, żebyśmy nie mieszkali razem. Widzielibyśmy się tylko w weekendy. 🤔
Oboje pracujemy, oboje mamy konie, ale w chwili obecnej tylko ja jeżdżę.
Razem jemy kolację i razem wychodzimy do pracy. Radochę mamy jak możemy wieczorem razem poleżeć na kanapie i pogadać. Po prostu go lubię 💘
Forkate, mogłabym przepiać twój post 🙂 Czułam się dokładnie tak samo, jak ty. Inne powody były tylko pochodną tego głównego. Dlatego teraz z mojej strony chill i żadnego parcia - inicjatywa po jego stronie i zobaczymy czy coś się z tego rozwinie czy nie. On oczywiście nie wie o tym, co teraz piszę i nie wie o warunku dot. zaręczyn - ale obiecał nie czytać r-v, a ja mu ufam 😉

Teodora, ja wiem, że się zdarzają, ale ja tak nie chcę. Znam na siebie na tyle dobrze, że wiem, że to nie dla mnie. Albo więc zamieszkamy razem i się uda, albo się już na dobre rozstaniemy...
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się