Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Gillian, nie pozwól sobie odebrać swojego przyjaciela!
Wszystko sie da. Nie ma rzeczy niemożliwych.
Oboje musicie mieć pasje i odskocznie od wszystkiego.
Nie rezygnuj ze swojej, ale przede wszystkim nie pozwól jemu rezygnować ze swojej.
Ograniczcie ją, ale nie rezygnujcie 🙂
Jeden weekend pojedziecie na zawody, na następny na turniej.

Życzę Ci powodzenia  :kwiatek: :kwiatek:
Gillian nie trzymaj się kolesia, który wymyśla absolutnie abstrakcyjne zakazy, tylko dlatego, że jesteś zdesperowana i wypada już mieć rodzinę. Serio - będzie następny, jesteś świetną babką!
Uważam,że w naszych dziwnych czasach należy doceniać to, że partner ma pasję, i cieszyć się z tego. Pasja bardzo często chroni nas od zwariowania  😀 albo przynajmniej awarii psychicznej. I z natury rzeczy prawdziwa pasja ma to do siebie, że zawsze jakoś da się ją pogodzić z większością codziennych spraw, może z wyjątkiem absolutnego collapsu finansowego.
A gdy ktoś zamiast to docenić, żąda "autokastracji" - i to zaledwie po pół roku znajomości (mówię to ja, kobieta z brodą, od 15 lat w związku) - to chyba nie jest fair.

Gilian, zażądałabyś tego samego od niego? Wyobraź sobie, że mówisz mu: Słuchaj, dość tych wyjazdów, i zbierania kasy na coraz bardziej historyczne ciuchy i te inne głupoty. Komu to potrzebne. Pora dorosnąć. Teraz musisz się skupić na utrzymaniu rodziny, więc umów się z ekipą na pożegnalne piwo i tyle. Inaczej za tydzień mnie nie ma.
Wyobrażasz to sobie.. ?
na pewno się nie poddam bez walki. Spróbuję, a jeśli uznam, że sobie nie radzę - to wtedy będę się martwić. I szukać rozwiązań co począć z koniskiem.
Poniek, szykuj boks bo ja się już pakuję na przyszły tydzień 🙂

a propos pasji - tłumaczyłam mu, jak ja to widzę. Że człowiek bez pasji nie istnieje. Że musi mieć coś poza codziennością. Że nie da się zamknąć w domu i realizować przy garnkach. I nigdy w życiu nie kazałabym mu rezygnować ze swojego hobby, bo doskonale wiem jakie to ważne. I ile razy koń ratował mi zdrowie psychiczne, na przykład po całym dniu w karetce, kiedy żyć mi się nie chciało. Gdzie miałabym to odreagować? robiąc pranie?  🙄
ale niestety on tego nie pojmuje.
jeżeli nie pojmuje to raczej nie jest facet dla Ciebie.
na pewno się nie poddam bez walki. Spróbuję, a jeśli uznam, że sobie nie radzę - to wtedy będę się martwić. I szukać rozwiązań co począć z koniskiem.



Czyli decyzja w zasadzie podjęta?
Też to tak zrozumiałam - czyli albo go przekonasz albo pozbywasz się konia?
Przecież to jest bez sensu! Kompletnie. Aż się zdenerwowałam.. 😜
nie do końca podjęta. Spróbuję ogarnąć wszystko według mojej wizji. Jeżeli przekonam się, że nie daję rady - pomyślę jak to naprawić. Nie wykluczam, że naprawdę nie będzie dla konia czasu. Jakby nie było mam dość absorbującą pracę (jeśli zostanę w zawodzie), męczącą, czasożerną. A przecież nie chcę zaniedbywać niczego ani nikogo.
Szkoda mi też konia w tym wszystkim. Możliwości ma ogromne, talent, serce. Nie szkoda go, żeby został leśnym tuptusiem? pewnie nie, ale aż się prosi, żeby wykorzystać jego potencjał. Czy ja będę w stanie to zrobić mając marudzącego męża, dziecko i pracę 40 h tygodniowo i więcej?

szukam wymówek, co?🙁
Łatwo na pewno nie będzie - ja tez drżę na myśl co będzie jak będę mieć dziecko i potrzebę wrócenia do pracy a to pewnie się stanie szybciej niż sobie wyobrażam. I podjęcie decyzji czy po pracy jechać do domu do dziecka i męża czy do konia też proste nie będzie . Ale trzeba jakoś sobie to poukładać.
Życzę powodzenia - dasz radę.  :kwiatek:
W sumie nie ma co konia zaniedbywac, ale ja bym chociaż spróbowała. Dała temu czas.
Jesteś pewna po 6miesiecznym zwiazku ze bedzie on Twoim mezem i ojcem Waszych dzieci? 👀
muszę dać radę! i stanę na głowie, żeby się udało!!!!
mam już na oku blisko mnie stajnię z pastwiskami, w której nie muszę się o konia martwić więc chociaż taki plus 🙂

yga, jestem pewna. Bo oprócz tego zgrzytu jest po prostu dla mnie idealny (tak, wiem, ideałów nie ma 😉) i wiem, że zapewni mi maksimum szczęścia i komfortu, którego ja potrzebuję bardzo. Jestem po kilku parszywych związkach, rozwodzie i wielkiej wojnie - umiem docenić dobroć drugiego człowieka. Poza tym przecież nie hajtamy się już teraz zaraz, to jest kwestia dobrych 2-3 lat.
rozumiem, po prostu dziwiło mnie, że odrazu zakladasz że takie Was wielkie plany czekają, po tak krótkim stażu związku.
No,ale ja jestem młoda,niedoświadczona więc pozostaje mi trzymać za Ciebie kciuki i mieć nadzieje, że wiesz co robisz, 😅
muszę dać radę! i stanę na głowie, żeby się udało!!!!
mam już na oku blisko mnie stajnię z pastwiskami, w której nie muszę się o konia martwić więc chociaż taki plus 🙂

yga, jestem pewna. Bo oprócz tego zgrzytu jest po prostu dla mnie idealny (tak, wiem, ideałów nie ma 😉) i wiem, że zapewni mi maksimum szczęścia i komfortu, którego ja potrzebuję bardzo. Jestem po kilku parszywych związkach, rozwodzie i wielkiej wojnie - umiem docenić dobroć drugiego człowieka. Poza tym przecież nie hajtamy się już teraz zaraz, to jest kwestia dobrych 2-3 lat.


jeżeli zadowala Cie szczęście bez konia to OK ;-)
Sorki Gillian, ale jakoś nie rozumiem,

jak tak teraz czytam Twoje ostatnie wypowiedzi, to mam wrażenie, że ten związek to tylko pretekst do pożegnania sie z koniem. Tak mi się wydaje. Tak w głebi duszy. Bo głośno mówisz coś zupełnie innego - że koń fajny, że żal Ci będzie rezygnowac z jazdy. Nie wiem, jakoś to dla mnie niespójne.

Nie odważyłabym się stwierdzić po pół roku znajomości/związku, że będę z tym własnie facetem miała dzieci dom itd. Oczywiście stan zakochania i potem miłości dyktuje nam takie chęci i takie obrazy. Co wydarzy się w rzeczywistości to inna trochę bajka.
To między innymi kwestia, czy dwoje ludzi się nie tylko kocha, ale także szanuje. Stawianie takiego ultimatum z szacunkiem nie ma nic wspólnego. Z Twojej wypowiedzi zrozumiałam, że on oczekuje od Ciebie rezygnacji z konia, ale sam z turniejów nie zrezygnuje?

Tak jak pisała Dodo, nie musisz być w stajni codziennie. Sztuka kompromisu i ewolucja,a  nie rewolucja w życiu jest najlepsza. Skoro decyzja o ewentualnym założeniu rodziny ma zapaść za 2-3 lata, to po kiego grzyba chcesz zrezygnowac z pasji już teraz?
Dodo, nie zadowala. Strata tego konia byłaby moją największą osobistą porażką, a przynajmniej jedną z największych. Ale tylu ludzi sprzedaje przyjeciela i żyje dalej, świat się nie kończy. Robi się po prostu cholernie pusty. Chcę tego uniknąć i będę walczyć. 

edyta, on oczekuje rezygnacji z konia, bo sam rezygnuje ze swojego rycerstwa. Na tym to polega.
A po kiego grzyba już teraz? no bo teraz już zaczyna się presja i dyskusje. Sprzedaż/dzierżawa konia to dla mnie ostateczność, po tym jak wyczerpię już wszystkie możliwości łącznie z odwiedzaniem konia raz w tygodniu.

Wiem, że to temat przyszłościowy, jak mówiłam kwestia 2-3 lat ale gadanie już trwa :/ a ten czas zleci szybko.
To co będziecie robić, jak zrezygnujecie z tego, co - nie wiem - lubicie, kochacie? Możecie znienawidzić siebie. To nie jest chyba wioska Amiszów, że po ślubie zakładasz czepek i czekasz na męża z obiadem ewentualnie pielisz ogródek?
Ja na tekst małżonkowski, że jak się urodzi dziecko, to trzeba będzie sprzedać konie, syknęłam w taki sposób - nie będzie trzeba, bo się prędzej z Tobą rozwiodę - że już nie usłyszałam takiego hasła nigdy więcej.
Kawał życia spędziłam z moim facetem, ale kawał życia spędziłam też z końmi. Jeżeli tego nie rozumie, znaczy się - to nie ten.
Gillian, osobiście znam dziewczynę, która z końmi pracuje, jej facet "bawi się" w rycerstwo (ona zresztą też) i jeszcze dwójki dzieci się dorobili. I wszyscy żyją, mają się dobrze, dzieciaki od kołyski na pokazy, obozy i inne eskapady jeżdżą. Jak dla mnie powinna Ci się zapalić lampka ostrzegawcza, bo, tak jak napisały dziewczyny, jeśli on już teraz żąda rezygnacji z konia, bo miejsce baby jest w domu, to sorry, ale coś jest nie halo.
Ja nie rozumiem tylko dlaczego oboje chcecie rezygnować ze swoich pasji? Niepojęte to dla mnie po prostu. On ma swoja pasję, ty swoją i powinno być super. Przecież życie we dwoje nie polega na tym aby 24 godziny na dobę siedzieć sobie na głowie. Ja na przykład bardzo się ciesze że mój mąż ma swoje pasje - szkoda tylko że sezonowe, a ja swoją. Mamy swoje dwa światy. Ja rozumiem jego że np wyjeżdża na weekend na tor czy na zlot, on rozumie mnie że jeżdżę do konia. I oboje staramy się też spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i robić wspólnie wiele różnych rzeczy. I to w tym wszystkim jest fajne 😉

nie przemawia do mnie to co mówisz w ogóle. Niestety.
bierze się to stąd, że według niego dorośli ludzie nie mają czasu i siły na takie pierdolety, mają natomiast obowiązki i tyle. A jeszcze jak jest dziecko to już w ogóle świat się skupia na nim i koniec kropka.
On z góry zakłada, że nie będzie miał ani czasu ani siły na swoje turnieje. A ja na konia. I nie chce nawet spróbować czy ma rację.
Trudno, będzie musiał.
bierze się to stąd, że według niego dorośli ludzie nie mają czasu i siły na takie pierdolety, mają natomiast obowiązki i tyle. A jeszcze jak jest dziecko to już w ogóle świat się skupia na nim i koniec kropka.
On z góry zakłada, że nie będzie miał ani czasu ani siły na swoje turnieje. A ja na konia. I nie chce nawet spróbować czy ma rację.
Trudno, będzie musiał.


że tak spytam, ile on ma lat??
ma już doświadczenie w związkach? mieszkaniu z kimś, z dzieckiem
Gillian, jak ja usłyszałam, że przez pół roku mam siedzieć z dzieckiem w domu, a do konia przecież mogę pojechać w weekend, to kazałam się facetowi puknąć w czerep, bo TEN koń to nie tuptuś, co wyjdzie raz w tygodniu na jazdę i będzie cacy. TEN koń MUSI chodzić 6 dni w tygodniu, żeby było ok. I, jak na razie, temat zdechł. Temat dziecka, rzecz jasna, bo koń, odpukać, ma się dobrze.
Dodo, trzy razy nie, ma 23 lata. Prawdopodobnie to dużo tłumaczy.
Dodo, trzy razy nie, ma 23 lata. Prawdopodobnie to dużo tłumaczy.


myślę, że jego wyobrażenia o dorosłości zderzą się w rzeczywistością...
i będzie to zderzenie bardzo bolesne...
nie dotyczy to oczywiście Twojej osoby... ale dorosłości w ogóle...
ale jest dość duże ryzyko, że Gillian w tym układzie oberwie rykoszetem.
Ryzyko jest, ale lepiej chyba, żeby teraz kopnęła faceta w tyłek, niż za te 2-3 lata została sama z dzieckiem i bez konia, bo faceta dorosłość przerośnie.
toż własnie w tym kontekście pisałam 😉
na miejscu Gillian dałabym sobie czas na ostygnięcie emocji, okrzepnięcie związku i obserwację kandydata na męża i tatusia dzieciom

związek nie jest po to, żeby zatracać siebie, ale żeby się wspierać nawzajem w byciu coraz lepszym sobą
dlatego najpierw chcę spróbować! bo może to ja się mylę i naprawdę nie jest tak jak mi się wydaje? że będę w stanie pogodzić wszystko?
rezygnacja z konia to ostateczna ostateczność.
Mówi, że jeśli ja nie podejmę decyzji, to on to zrobi i odejdzie. Więc tak pewnie będzie 🙁
Aż się chce powiedzieć "to niech idzie w cholerę ze swoimi żądaniami" ale wiem że to takie proste nie jest...
Gillian jesteś młoda, piękna,  na miłość boską niech gość spada na drzewo! Znajdziesz sobie takich na pęczki! \On Ci robi pranie mózgu, sprawdza na ile może sobie pozwolić.  W ogóle nie moge ogarnąć tego, że on snuje plany, że musicie rezygnować ze swoich pasji, bo dziecko bo to bo sramto. Zobacz ile nas tutaj ma takie same zdanie na ten temat. Może warto się nad tym zastanowić :kwiatek:
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się