Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

bo to za trudne , musiałby pomyśleć  😉

chyba i ja zawitam w tym wątku , juz od dawna go czytam ale jeszcze się nie dozywałam  😁
Bo oni wolą wszystko obrócić, żeby to nasza wina była....
Kiedyś czytałam na ten temat bardzo fajny artykuł...
emade byłam kiedyś z takim typem faceta dość długo...za długo, bo blisko 2 lata.
Na początku super, jak zawsze, ale po kilku miesiacach co raz trudniej było mi do niego dotrzeć.
Próbowalam rozmawiać, zgadywalam jego nastroje, chciałam wczuć się w jego sytuacje i problemy.
Staralam się za bardzo i za dwoje. Za dużo mu dogadzałam.
Pod koniec tej groteski zaczęłam poważnie mówić o rozstaniu a jego reakcja była... żadna!!
Kiedy w końcu zebralam się w sobie i powiedzialam, że to koniec i się wyprowadzam za kilka dni, wcale go to nie wzruszyło.
Miałam wrażenie, że odetchnął z ulgą i tylko na to czekal, bo nie miał jaj, żeby sam mi powiedzieć, że ten związek nie ma sensu.

Oby u Ciebie nie było podobnie.
.
emade, ale w  sumie już nie macie o czym rozmawiać... więc naprawdę masz pełne prawo olać typa już teraz i nie zaprzątać sobie tym głowy! tak, wiem... łatwo powiedzieć... a sama robię dokładnie to samo co Ty i Agnieszka...🙁

no właśnie - Agnieszka, jakbym czytała o sobie... i neistety jestem w 3 związku i w 3 związku popełniłam te same błędy co w dwóch poprzednich i zbieram dokładnie takie same owoce... na początku miodzio, teraz jest co raz trudniej mi z nim rozmawiać (jesteśmy razem od stycznia br), on ma humory jak kobieta w ciąży, ja co chwilę probuję z nim porozmawiać, wczuwam się w te jego emocje, pomagam mu walczyć z nimi, przez co coraz bardziej czuję się odpowiedzialna za jego nastrój i problemy w życiu:/ więc próbuję mu to jego smutne i nieszczęśliwe życie ułatwić, ulepszyć, wychodzę z coraz to nowymi pomysłami, propozycjami które on zwykle ewentualnie przyjmuje lub nie. więc ja się złoszczę, więc słyszę "o co Ci chodzi" i się podkurzam jeszcze bardziej. no błędne koło. a  niestety nic się nie zmieni jeśli ja nie zmienie nastawienia i sposobu postępowania!

dlaczego tak trudno jest nauczyć się odpuszczać i nie starać się za bardzo??
Laski, miałam podobny problem ze swoim mężem. Kiedyś, kiedy wydawało mi się, że bez niego moje życie straciłoby sens  😎 , robiłam wszystko, by go zadowolić i poprawić mu zepsuty humor. A humorzasty to on jest  🙄 Nadskakiwałam, rezygnowałam ze swoich planów, które jemu nie pasowały itp. Aż w końcu poczułam, że powoli tracę siebie, że ja to już nie ja. I zaczęłam się buntować. Na początku było ciężko, mąż się buntował, no bo jak to tak, jemu się coś nie podoba, a ja i tak to robię?!? Były wojny, kłótnie, nawet decyzje o rozstaniu, ale jakoś przetrwaliśmy. Ja ewoluowałam i on też. Teraz humorami się nie przejmuję- w końcu to nie ja mam jazdę  😎 Zostawiam samego ze sobą, ewentualnie huknę, coby się uspokoił, a późniejsze wyrzuty, że jemu chodziło o to i tamto kwituję, że ja wróżką nie jestem i zgadywać nie będę o co mu chodzi. I jak ma problem związany ze mną, to ma mi powiedzieć, bo ja się domyślać nie mam zamiaru. I nagle się okazało, że wspólne życie dwóch skrajnie różniących się osób może być całkiem przyjemne  🤣
Teraz moim problemem jest, by w tej "walce o siebie" nie zapomnieć o drugiej osobie  🙄
Tak, czytam ile z nas byla w chorym zwiazku i powiem wam, ze myslalam, ze to zdarza sie raczej rzadziej. Ja przez 3 lata bylam z facetem starszym od siebie o prawie 25 lat. Na poczatku bylo super, wyjazdy, imprezy mile slowa no wszystko co naiwna dziewczyna moze sobie wymarzyc. Pomogl mi wyremontowac mieszkanie, zrobic prawko, oczywiscie mnie to wszystko kosztowalo jeszcze wiecej ale wtedy nie zwracalam na to uwagi. Po jakims czasie zaczelo sie gorzej, wszystko co zrobilam bylo nie tak, zaczely sie klotnie, wyzwiska, wszystko musialam robic pod dyktando ale ja nadal kochalam i trwalam tak nic nie robiac. Z miesiaca na miesiac lepiej wcale nie bylo, oczywiscie bywaly i te dobre dni ale do wszystkiego dolaczyl alkohol, wtedy wystarczylo tylko jedno nie takie slowo a o 23 w nocy kazal mi doslownie wypier...lac z domu, ja plakalam a na niego dzialalo to jak plachta na byka. W miedzyczasie sprzedalam konia, dostalam kase i drugiego w rozliczeniu oczywiscie z biegiem czasu tez wiem ze ta transakcja nie byla z korzyscia dla mnie...ale co tam zakochana malolata dostala drugiego konia i szczesliwa nadal znosila doslowne napady agresji i zlych humorow... I tak wszystko sie ciagnelo oczywiscie z jego punktu widzenia wszystko zawsze bylo moja wina ja zle robilam, nie sluchalam, denerwowalam go itd. Dopiero wyjazd do pracy i dziewczyna ktora tam spotkalam otworzyla mi oczy w jakim zwiazku jestem i jak jestem traktowana, slyszala awantury przez telefon i caly czas tlumaczyla. Na cale szczescie poznalam tam faceta dobrego ktory uchylil by dla mnie nieba i teraz juz jestesmy zareczeni. Ale moj byly tak latwo nie odpuscil jak tylko dowiedzial sie ze mi sie uklada zaczely sie glupie telefony i smsy do mnie, ze jestem mu winna pieniadze i do mojego narzeczonego, ze ja jestem dziwka, ze i tak do niego wroce bo bede z nim dla przyjemnosci jaka mi daje itd. Najdziwniejsze jest to ze pomimo tylu zlych chwil, wyzwisk, krzywdy jaka mi zrobil i tego, ze okazalo sie ze przyszlosci z nim nie miala bym wcale, bo wszystko co mial zostalo by jego a o dziecku mogla bym nawet nie myslec, ewentualnie obudzila bym sie jako 35 letnia panna bez niczego z 70 letnim chlopem ktory stwierdzil by ze jestem juz za stara i poszukal by sobie kolejnej 20 latki ktora byla by mu oddana i na ktorej mogl by sie wyzyc i pomimo tego ja pamietam te dobre chwile i czesto jeszcze zdarza mi sie o nim myslec cieplo, wspominac i myslec ze wtedy jednak mialam zycie inne i ciezko jest mi sie przyzwyczaic do obecnego ustabilizowanego i do osoby ktora jest dla mnie dobra. Caly czas staram sie tamto zapomniec, szczegolnie, ze i kon po naszym rozstaniu zostal niestety z nim i teraz nie wiem czego bardziej mi szkoda.

To taki przyklad jak potrafimy trwac w chorych zwiazkach i im szybciej otworza nam sie oczy tym mniejsza strata dla nas...
mery, ja pisałam o własnych doświadczenie. A dupków trzeba zawsze trzymać na dystans 😉

bo mi chodziło o to:
a podobno mówi się, że to kobiety są bardziej humorzaste... 🙄

😉
mery, ah 😁  Malutkie niedopatrzenie z mojej strony 😉
Breva, branie odpowiedzialności za stany emocjonalne drugiej osoby, to najgorsza rzecz jaką możesz sobie zrobić. Jeśli ktoś tapla się we własnym bagnie i nie ma zamiaru z niego wychodzić, to jest tylko jego problem. Nie pozwól innym ludziom siebie unieszczęśliwiać. Najważniejsza jesteś Ty i Twoje potrzeby, nie można żyć za drugą osobę. Wampiry energetyczne tworzą najbardziej toksyczne związki na świecie., ta druga strona wiecznie musi żyć z poczuciem winy Z kilku 'przyjaźni' musiałam zrezygnować, ale nie pozwolę na to, by ktokolwiek karmił swoje lenistwo i niezaradność kosztem mojej energii i szczęścia.
.
emade  ja wnioskuje ze im strszy tym glupszy, zgadzam sie rowniez z toba ze mu sie szczeniece lata przypominaja...
.
Averis, świetnie napisane.... bardzo prawdziwe, mega trafne. to samo natłukły mi do głowy siostry na wczorajszych babskich plotach. i naprawdę mam zamiar w końcu się zmienić i zacząć żyć tylko i wyłącznie dla siebie i za siebie. tylko cholera, to jest strasznie trudne dla mnie🙁 ale to najwyższy czas żeby się ogarnąć, póki jeszcze nie zatraciłam siebie.

AleksandraAlicja, dzięki że opowiedziałaś swoją historię - cały początek Twojego posta - jakbyś pisała o mnie! mam straszną nadzieję i zacznę pracować nad sobą, żeby i jego koniec móc odnieść do swojej sytuacji...😉 zobaczymy jak to będzie...

a wiecie co jest najgorsze? że ja sobie uświadamiam że to co mam to w 90 % moja wina! nie w 50 a w 90! bo on podejrzewam nawet by nie wymagał tego co mu daję, gdyby nie wiedział że mogę mu to dać... a ja (jak zwykle) zaczęłam wychodzić przed szereg, brać sobie w cholerę spraw moich i jego na głowę i dopiero wtedy zobaczył że tak można... nie wiem, chyba za każdym razem na początku próbuję udowodnić facetowi że jestem silna, że sobe poradzę. nie lubię prosić o pomoc, nei lubię czuć się wyręczana, chcę stać na własnych nogach. w efekcie mam to czego chciałam - facet widzi że sobie dam radę. do tego stopnia, że widzi że i z jego życiem, problemem, złym humorem sobie tą radę dam. no więc nie dość że nie ułatwia mojego życia to jeszcze zwala mi na głowe swoje.

jasna cholera. ależ ja jestem głupia.
Nreva , najwazniejsze ze jestes tego świadoma, teraz tylko kopnac sie w d.... i wreszcie poudawac biedna sierotke.
kot,  no świadomość to połowa sukcesu (w moim przypadku 25% sukcesu niestety...)
ale kopniaków trochę pozbierałam, teraz zmieniam nastawienie i czekam na powrót faceta, żeby zacząć postanowienia delikatnie ale w końcu sukcesywnie wprowadzać w życie! trzymajcie kciuki😉
hahah wybaczcie ze sie tak wtrace nagle, ale nie moglam sie powstrzymac-trafnosc podsumowania mnie powalila  😂
(cytat z filmu 'W chmurach"😉
Co za glupi fiut!
{71179}{71214}Tak, ale w jakim|świetle mnie to stawia?
{71227}{71257}Ktoś kto wiąże się z fiutem
{71261}{71288}Wszystkie się w nich zakochujemy
{71297}{71361}Fiuty są spontaniczne, są nieprzewidywalne|są również śmieszne,
{71365}{71407}potem dowiadujemy się, że to zwykłe fiuty.
oj, trafne bardzo, az za bardzo  😎 😂
Powiedzcie, że jutrzejszy dzień będzie fajniejszy, bo mnie za chwile szlag trafi :| To nawet nie dolek, a taki zwyczajnie wisielczy humor, na który w sumie złożyło się wiele czynników, ale jednak motywem przewodnim jest od dłuższego czasu totalne zagmatwanie w sprawach d-m. Chwilowo mam dość.
Breva, to była chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy, których się nauczyłam, ale warto było 20 lat do tego dochodzić. Polecam Ci książkę 'W dżungli miłości' Pawlikowskiej. Tam jest opisany przypadek, któy pewnie jest Ci znajomy. Człowieka, który żyje w świecie swoich frustracji, zmuszającego świat, by chodził na paluszkach i od czasu do czasu łaskawie dającego z siebie trochę ciepła i uprzejmości. I pamiętaj, że jeśli wydaje Ci się, że życie bez kogoś jest bez sensu, to zastanów się kim jesteś sama dla siebie. Trzeba nauczyć się żyć w harmonii z samym sobą zanim zacznie się tworzyć związek. Inaczej grozi to katasrofą.
Averis, święta prawda. A ja się zastanawiam, czy czasem nie przeginam. Sytuacja z wczoraj, przy jakiejś wymianie zdań:
on: jak mamy się cały wieczór kłócić, to wysiadam (z auta) i jadę do W-wy
ja: mam Ci otworzyć drzwi?
on: ZONK

Oczywiście po opadnięciu emocji on zaczyna narzekać, że nie zależy mi na nim, ect, ect...
Co ja robię kiedy on marudzi? Odwracam się tyłem i mówię DOBRANOC.
bera7, nie, nie przeginasz. Ty po prostu bronisz swojego zdrowia psychicznego 😉 Widać, że on to robi z premedytacją, żebyś pogłaskała, przeprosiła, powiedziała, ze jest wspaniały a potem znowu dała sobą pomiatać. Ludzie chcą być wiecznymi dziećmi i znaleźć kogoś, kto będzie za nich myślał i brał odpowiedzialność. A nie na tym rzecz polega.
Trzeba rozróżniać zdanie 'Judyta, jestem gruba i nieatrakcyjna' w znaczeniu 'Proszę pomóż mi to zmienić'- i wtedy należy pomóc, bo warto. Ale to samo zdanie jako zakamuflowane 'Obie wiemy, że tak naprawdę jestem fajną laską, ale lubię żebrać o czyjąś uwagę i żądać zapewnień o swojej atrakcyjności' doprowadza mnie do szału. Dlatego zawsze odpowiadam 'Znam świetną dietę i fajnego trenera fitness', zazwyczaj temat się wtedy urywa. Ludzie nie chcą niczego zmieniać w swoim życiu, bo...im się nie chce. Tak jak osoba chora na serce, która pali ,bo 'to jedyna przyjemność jaka jej została w życiu'. Ja zauważyłam, że w wielu osobach moja niezależność wzbudza coś w rodzaju agresji. Na zasadzie 'Utrzymujesz siebie, konia i studiujesz dziennie. To jest CHORE' (cytat sprzed kilku dni). A ja po prostu doszłam do wniosku, że chcę być odpowiedzialna za swoje życie i sama realizować swoje cele. Nigdy nie było mi ciężej, ale nigdy nie czułam się lepiej.
Minął już ponad miesiąc. Wszystko dzieje się tak szybko.
Poznałam już jego syna, byłam u jego rodziców po drugiej stronie Polski.
Został oficjalnie zapoznany z moimi rodzicami, czego nigdy wcześniej nie praktykowałam.
Mama jest zachwycona. Pojechaliśmy już nawet rodzinnie na wesele, gdzie tato z bratem i A.
uskuteczniali rozmowy przy weselnej.
Pierwszą kłótnię też mamy za sobą.
Chyba jestem dziwna, bo martwi mnie, że jest za dobrze. Tak jakbym podczas ciszy
czekała na burzę...
Averis, hmm, chyba bronię się przed wszelkimi uzależnieniami od drugiej osoby. Cały czas zachowuję się tak, jakby miał zniknąć. Całe swoje życie mam tak ułożone, żeby nie zostać "na lodzie" jak zostanę sama.
Z drugiej strony już mam dość tego, że większość spraw spada na mnie. Utrzymanie 2 domów, spłaty kredytów, utrzymanie 2 koni. Czasem mam ochotę uciec daleko, zostawić to wszystko w jasną ch...rę.
bera7, długo zamierzasz utrzymywać 2 domy, 2 konie i spłacać kredyty?
Czy to tylko tymczasowe?
Bo tak średnio fair brzmi.
yegua, mam nadzieję, że nie długo. Brzmi może nie fair, ale trochę sama się w to zaplątałam.
bera7, rozumiem. Trzymam mocno kciuki. Jak zawsze- dasz sobie radę.
już 2 tydzień jestem uziemiona w łóżku, nikt z przyjaciół na moją prośbę mnie nie odwiedzał.
aż tu pewnego dnia autko A. na podjeździe.
pogadałam z nim przez drzwi (powiedziałam, że jeszcze zarażam chociaż to nieprawda..). Mówił, że się martwi itp itd
poszedł,po czym wrócił i zostawił mi kupione gazetki i biszkopty (jestem na diecie) z karteczką: żebyś nie umarła mi z nudów i głodu.sprawdzaj codziennie skrzynkę pocztową.
:emot4: niech on zniknie w końcu bo tak to nigdy o nim nie zapomnę.
jestem zła na siebie, na niego  😵
.
Dlaczego cudowny facet, który uśmiecha się jak nikt na świecie koniecznie musi wyjeżdżać do innego miasta by zostać pilotem? Cholera.
edit: właściwie, to chodzi mi nie o to, że wyjeżdża, ale że wyjeżdża zbyt szybko, by były jakiekolwiek perspektywy na cokolwiek.
.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się