Ramires, niewiele mogę. Mieszkamy 140km od siebie, nigdy na oczy się nie widziałyśmy. Tzn ona mnie widziała, ja jej w tłumie ma pogrzebie nie rozpoznałam, zresztą wiadomo, nie w głowie mi wtedy było patrzenie kto przyszedł. Piszemy tylko na NK. To ona jako pierwsza napisała po śmierci J. W sumie wtedy bylam zła na ta wiadomość, bo jej treść była dla mnie ..hmmm... dziwna do interpretacji. Jednak z perspektywy inaczej do tego podchodzę, bardziej z dystansem. Kiedy dowiedziałam sie o śmierci jej męża, napisam do niej. Po jakimś czasie zaczęły przychodzić wiadomości. Ale zamiast podnosić się, po pierwszym etapie, to z nią coraz gorzej. Napisałam jej ostatnią wiadomość kilka dni temu. Ale taką z rodzaju "weź się za siebie". Od tamtej pory milczy. Mogła sie obrazić, nie wiem. Wiem jednak, że dość czasu upłyneło i powinna zacząć myśleć o sobie.
Dobra. Głupia sprawa. Niby banał, a jednak nie umiem pomóc kumpeli. Przerosło mnie to.
Sprawa wygląda tak. Ona i jej facet pracują w jednym miejscu. Pracuje też tam taki jeden idiota, który się do niej dowala. Ona niejednokrotnie wspominała swojemu facetowi, że tamten ją zaczepia. Facet nakazał jej puszczenie mu wiązanki, a gdyby to nie pomogło - on się tym zajmie. Ona pogadała z tym "drugim", on powiedział, że rozumie, że da spokój, że zostaną tylko znajomymi. I wczoraj była taka sytuacja, że kiedy ona szukała czegoś w jednym pokoju, to tamten "drugi" przyszedł, zaczął ją łaskotać, ona zaczęła się śmiać, a potem on próbował ją pocałować - dość skutecznie, ona go odepchnęła, ale była w takim szoku, że zamiast sprzedać mu liścia, obróciła to w żart. Wyszli. Pech chciał, że w pomieszczeniu obok był jej chłopak, słyszał jej śmiechy, widział jak razem wychodzą. Nic nie powiedział, krzywo popatrzył, minął ją bez słowa. Ona po chwili się popłakała, bo poczuła się zmolestowana. Jej facet widział to, powiedział "czemu płaczesz?", ona coś tam mu odpowiedziała, on poszedł. Do końca dnia był nieswój, nie chciał z nią rozmawiać, traktował jak powietrze. Dziś, chyba rano jakoś, zadzwonił. No i przez telefon jakoś rzucił jej aluzję co do wczorajszego, że widział jak się śmiała, że wiadomo co tam robili, że nie wyglądała na zmolestowaną tylko na szczęśliwą, że dla niego wszystko jest jasne. Potem zmienił temat i skończyli rozmowę. Chyba tak to mniej więcej było, o ile nic nie pokręciłam.
I kumpela jest teraz w kropce. Bo sprawa nie jest rozwiązana ani wyjaśniona. A facet ma focha. W sumie - ma prawo, nie wyglądało to chyba za ciekawie. Ale ona teraz nie wie, czy zaczynać rozmowę i wyjaśnić (bo będzie, że winny się tłumaczy), czy co robić. Nie chce zostawiać tego tak. Widzę, że zależy jej na nim i jest cała rozwalona. A niedługo i mi psychika siądzie, bo na telefonie wisi mi zapłakana kobieta. Co robić? Miłość = zaufanie, niby tak, ale powinna mu to wyjaśniać? Czy co?
edit: ona chce wysłać "przez przypadek" do niego smsa, który miał niby być do koleżanki, a w którym to opisze swój problem i podniesie tym samym wiarygodność. Ja uważam, że to dziecinada, że jej facet głupi nie jest, kapnie się, że to specjalnie, mimo, że są obok siebie w telefonie wpisani (on i koleżanka), uważam, że to głupie i dziecinne, ale... ale nie mam żadnej rady do zaoferowania jej w zamian za ten pomysł...
Moje zdanie takie samo. Faceci to królewicze, którzy lubią być przepraszani. Ja bym nic nie robiła tylko poczekała, ale wiesz... tak jej chyba nie powiem... a wybaczać nie ma w sumie czego, bo z tego co ona mówi - nic nie było, tyle, że nie zachowała się asertywnie i konkretnie nie wywaliła gościa przed drzwi.
Ja uważam że tylko winni się tłumaczą, i chyba coś w tym jest. Im bardziej dąży się do tego by sprawę rozwiązać i wybielić się, to tym bardziej utwierdzamy innych w przekonaniu że za bardzo nam zależy na tym oczyszczeniu. Przeczekać, i samo przejdzie. Ja już przestałam podchodzić sentymentalnie do takich spraw, a w szczególności gdy faktycznie nie mam nic na sumieniu 😉
Bera, zastanów się tym bardziej, bo z tego co opisujesz to ten facet zdaje się być bardzo dobrym, odpowiedzialnym człowiekiem. Przeważnie z opisów dziewczyn wynika, że faceci są do kitu, a u Ciebie wręcz przeciwnie.
Powiedzcie jak wygląda jak przyjaciolka spotyka się ''po kolezensku'' z chlopakiem z ktorym sie spotykasz? 🙄 Znają się prawie 2 lata, czasami wychodzili pogadać czy cos ale odkad mnie nie ma w Polsce 2 tyg. spotykali się dosyc często o czym się dowiedzialam od kumpla ale nie ani od niego ani od niej. Pomyślałam ok-wporządku spacer pewnie poszli pogadac, ale ze sie dowiedziałam że ona była u niego to zaczeło mi coś smierdzieć a poniekad nie ufam ani jej ani jemu. Nie fajnie się czuje, bo pytalam sie jej czy widziała się z nim pare dni temu to odpisala mi tylko ''a co?'' 😵 a ja że nic, tylko pytam. A ona do mnie skoczyła czy mam jakis problem z tym ze sie z nim widuje, czy moze cos sie stało 😵
emade, nie chcę Cię straszyć, ale kilka lat temu kolega wyjechał do zagranicę, w Polsce została jego ukochana dziewczyna (byli parą już ładnych kilka lat, zakochani po uszy, mieli po jego powrocie zaręczyć się i wziąć ślub). W Polsce został ich wspólny przyjaciel, który zaczął indywidualnie spotykać się z ów dziewczyną. W międzyczasie kolega z zagranicy wrócił na parę dni, razem z dziewczyną pojechali sobie w góry (podobno było im cudownie). Kolega po tym wyjechał znów. Wspólny przyjaciel razem z tą dziewczyną z powrotem zaczęli się spotykać, ot tak po koleżeńsku. Osobiście pytałam tą dziewczynę czy coś się nie święci, zarzekała się, że nie. Po powrocie okazało się, że kolega nie ma już swojej ukochanej dziewczyny i ten super ekstra związek nie istnieje, bo dziewczyna kocha jednak ich wspólnego przyjaciela. Obecnie każde z nich jest już po ślubie, ona z ich wspólnym przyjacielem, on z inną dziewczyną. Także nie wierzę w żadne takie spotkania koleżeńskie i wcale nie byłabym spokojniejsza po jakichkolwiek zapewnieniach Twojego chłopaka, czy przyjaciółki.
Znam go nie od dziś i juz kiedyś się spotykalismy ale nie pykło, za to ja tym razem traktuje wszystko z dystansem. Nie pytałam jego bo wiem co powie ''ale to kolezanka przeciez, o co ci chodzi, po co problemy sobie jakies stwarzasz przeciez nic sie nie stało(...)'' jak wróce to pogadam z przyjaciółką ale powiem że poczulam się jak piate kooło u wozu 🙄
Trochę sprzeczne rzeczy piszesz z tym co czujesz - takie moje subiektywne odczucie. Z jednej strony piszesz, że traktujesz z dystansem, z drugiej zaś poczułaś się jak piąte koło u wozu. To nie jest dystans. Poza tym Nie pytałam jego bo wiem co powie ''ale to kolezanka przeciez, o co ci chodzi, po co problemy sobie jakies stwarzasz przeciez nic sie nie stało(...)''
emade, to troszkę niepokojące, że wiesz lepiej co on odpowie. Może nic się nie stało dla niego, a dla Ciebie stało, ponieważ nie czujesz się komfortowo w tej sytuacji.
Wiesz, masz racje. Jak wróce to pogadam z nim, i z nią. Co czuje? sama nie wiem, a to tylko dlatego że już raz robilismy podejście i ja zostalam oszukana i zrobiona w konia. Nie mam pojęcia czemu jak opisuję tą calą sytuacje akurat z nim, czuję się dziwnie i czuję że zostane źle zrozumiana ale to głupie 😜 Poczułam że muszę się komuś wyżalić a że nie mialam komu to padło na was 😡
Emade kazda ( a przynajmniej wiekszosc ) na Twoim miejscu czulaby sie nieswojo.. ja nie wierze w "psiapsiolki", nie ufalabym, gdy jakas krecila sie pod moja nieobecnosc, a zachowanie Twojej "przyjaciolki " jest nie fair w stosunku do Ciebie. Wiem, ze to niezrecznie zadawac niewygodne pytania, szczegolnie jak sie otrzymuje wymijajace odpowiedzi, ale chyba lepiej "potrzasnij" sytuacja, bo inaczej bedzie sie ona powtarzala a Ty pewnego dnia mozesz poczuc nie tylko dyskomfort. Trzymam kciuki aby sie poukladalo. I przepisz "przyjaciolke" na liste B.
Presja - spóźnione, ale dzięki za radę. Tak też jej poradziłam. I na razie jest chyba ok, w każdym razie lepiej. Jeśli on wróci do tego tematu, to wtedy mu to wytłumaczy, takie moje zdanie. A czuję, że wróci.
[quote author=bera7 link=topic=148.msg661809#msg661809 date=1280342466] A ja nie chce być do końca życia wdową.
Bera, zastanów się tym bardziej, bo z tego co opisujesz to ten facet zdaje się być bardzo dobrym, odpowiedzialnym człowiekiem. Przeważnie z opisów dziewczyn wynika, że faceci są do kitu, a u Ciebie wręcz przeciwnie. [/quote]
Hija tylko czuje, że czegoś brak. Czegoś co poznałam wcześniej już i nie wiem, czy związek ma szanse być bez tego długotrwały.
bera7, to go zostaw...nie oszukuj ani siebie,ani jego...nie bądź jak ta przysłowiowa małpa,co trzyma się jeednego,dopóki nie złapie wystarczająco mocno kolejnego.
Ktoś, napewno nie traktuję go jak brzytwy, której się chwytam. Motam się, bo takiego faceta naprawdę niejedna może pozazdrościć. Nie mogę się przyczepić ani do tego jak pomaga w domu, ani do zachowania wobec mnie. Mam wrażenie, że tylko to mogę mu zarzucić, że nie jest moim poprzednim facetem. A tamto uczucie wciąż we mnie żyje. Jeśli rozstanę się z nim być może do końca życia będę sobie pluć w brodę, że byłam głupia.
bera7, staram się Ciebie zrozumieć...ale dziś wiem,że nie potrafiłabym być z kimś,jeżeli nie byłabym tego w głębi serca pewna ...wolałabym być sama.wolałabym żałować,że coś zrobiłam,niz pluć sobie w brodę,że nawet nie spróbowałam zmienić.
bera7 a kochasz go? 🙂 Myślę,że jeśli tak to bądź z nim tylko wstrzymaj się ze ślubem,z czasem może nie zapomnisz o byłym,ale czas sprawi,że pogodzisz się z tym,że go nie ma i już nie będzie.
Ktoś, to nie takie łatwie, zwłaszcza kiedy nie potrafię mu nawet wyjaśnić dlaczego tak jest, a on staje na głowie, żeby mi dogodzić. Widzę jak mu zalezy i wiem jak bardzo boli go moja postawa. Nie ukrywam tego przed nim. Wie, że mam wątpliwości. incognito, nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie. Czasem mi się wydaje, że tak a czasem nie jestem tego pewna. Do ślubu mi nie śpieszno. Dlatego kiedy on o tym wspomina to ja panikuję. Wolałabym nie rozmawiać o tym, dopóki we mnie nie obudzi się taka potrzeba. Heh, ciężki to temat.
Ja bym ryzykowała. Twoja sytuacja jest na tyle trudna i złożona, że po prostu nie da się jej analizować w tych samych kategoriach co inne sytuacje opisywane w tym wątku. Zresztą ja też nie wierzę w to, że niby jak człowiek ma wątpliwości, że kocha to znaczy, że nie kocha. Życie jak i człowiek jest na tyle skomplikowane, że się tak po prostu nie da. A Twój facet wydaje mi się serio super.
bera7,wg mnie musisz po prostu pogodzić się z tym, że to co było z J. jest już przeszłością i już się nie powtórzy. Jest inny mężczyzna, inne uczucie. Może potrzeba Ci czasu, może psychoterapii, może to jednak nie ten facet... Wiem, łatwo mi pisać, ale mam wrażenie, że trzymasz się usilnie przeszłości. Pewnie również w obawie o kolejną stratę, co jest w Twoim przypadku uzasadnione. Myślę, że miałabym podobnie będąc na Twoim miejscu. Jeszcze do niedawna żyłam przeszłością i bardzo się męczyłam.
Witam was, pierwszy raz się wypowiadam :kwiatek: I mnie dopadły problemy sercowe, więc muszę się wam wyżalić!! Mój K. niecały miesiąc temu wyjechał do Szwecji. Pierwsze dni po jego wyjeździe były okropne. Nie jadłam, nie spałam, istna rozpacz. Teraz już się ogarnęłam, chociaż wiadomo, na samą myśl, że jest tak daleko serce mi ściska. Wszystko było ok, dzwonił, pisał, ja wysyłałam mu zdjęcia itd. Aż do weekendu. Oznajmił mi, że tak do końca to on mi nie ufa. We mnie się zagotowało, zaczęły się kłótnie, wypominania. Co to za związek bez zaufania? Po co wybrał się za morze, skoro teraz zamiast pomagać mi w tych trudnych chwilach, jeszcze pogarsza sytuacje. Nie ma podstaw, żeby mi nie ufać. W naszym związku, nigdy nie nadszarpnęłam zaufania(on tak). Denerwuje mnie bardzo, zaczął się też coraz mniej odzywać, w ogóle nie dzwoni tłumaczy się pracą. Wczoraj bardzo arogancko mu przypomniałam, jak bardzo potrzebuje z nim kontaktu. Dało efekt, dzwonił dziś 2x. Dałam mu książkę (Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus) OBIECYWAŁ, że na pewno przeczyta. Raz miał ją w ręce. A wiem, że miał już kilka okazji, żeby przeczytać już połowę. Męczące to bardzo, nie dość, że go nie ma, to jeszcze wolimy się kłócić niż poromansować 😀 gdzie jak był w PL, kłótnie to była rzecz niespotykana. Teraz z innej beczki, Jakie macie zdanie na temat zdrady jako lekarstwa? tzn, z TŻ się nie układa, jestem przez niego zła, wściekła, potrzebuje odreagować, więc nie będę mieć wyrzutów. To nie jest dobre rozwiązanie, wiadomo. Ale działa.
Jak zachce mi się zdradzać to raczej wcześniej rozstanę się z moim, a potem spiknę się z potencjalnym panem z którym miałam zdradzać. Bycie kochanką to nie jest najlepsza rola w życiu. W ogóle zdradzać, bo jestem zła? Jakoś też inaczej potrawie odreagować złość. Choćby rozmową jak złość dotyczy partnera.
I tak się zastanawiam, po co wciskać facetowi do czytania książki dla bab? Równie dobrze można mu dać romans i kazać czytać.
dla mnie w ogole dziwne jest zloszczenie sie na faceta bo nie przeczytal ksiazki, ktora ode mnie dostal. I to jeszcze pewnie nie dostal jej dlatego,ze sam chcial tylko raczej dlatego, ze ktos sobie wymyslil, ze jak ja przeczyta to zwiazek sie zmieni;p