Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Teodora, żadnego nie było związku z wątkiem...
a co tu opowiadać,ot proza życia 😉
Pogadaliśmy na spokojnie dziś,on na początku podszedł do tego bardzo emocjonalnie,ale jak zauważył moją postawę ,to przyjął podobną czyli-spokój i szczerość  🙂 Ja napisałam o swoich odczuciach on o swoich i na tym koniec. A teraz piszemy nt mojej pracy,a on nagle "Kocham Cię,przepraszam za to,że byłem niedobry ,wiem,że przegiąłem" 😜 Mój,mój,mój 😀 Jutro idziemy na Ślężę i zrobię mu jakiś dobry obiad 🙂 Mam nadzieje,że  już na długo obejdzie się bez niedomówień takich jak to ostatnie. 😉

dumkowa fajny gosc Ci się trafił 😀
A nie, Ktoś, to jednak się nie pomyliłam co do braku związku.
Ale nikt Was nie wyprzedził (chyba?), więc chyba Pierwsza Para V/R-V pasuje 😉

Breva, tak na zdrowy rozum to może o to chodzi, żeby nawet na początku przed automatycznym "tak" na sekundę się zatrzymać i siebie spytać: chcę / nie chcę / jakie są okoliczności / co to znaczy dla mnie / co dla drugiej strony? Chociaż kalkulacje wydają się takie chłodne i mordujące spontaniczność... Ale może przynajmniej takie szczere (ze sobą) chcę / nie chcę? Trudna sprawa, bo na haju to się trochę inaczej działa...
A ja nie pamiętam, kiedy chłop mnie zabrał na randkę, ciągle tylko zbiorowe spotkania i dom, aż mi się ryczeć chce... 😕
To może zasugeruj cos? W stylu "Kochanie co Ty na to żebyśmy poszli do kina" 🙂 ?
Forkate, spooko mam to samo... albo u mnie w Krakowie (gdzie nawet do kina się mu nie chce isć) albo u mnie w domu w Sączu, albo u niego. Na początku były łyżwy, był bilard, było kino a teraz lipa! ale tak chyba zawsze jest jak już się wejdzie w związek... ot proza życia!

jest tu ktoś w związku z conajmniej paro miesiecznym stażem kto nadal chodzi z chłopakiem na randki?

Teodora, ehh tak by wypadało robić... tylko jak piszesz - cholernie trudno analizować coś na haju:/
Jesteśmy razem 2 lata i nie ma miesiąca żebyśmy nie poszli na randkę 🙂 Kasy dużo nie mamy ale raz w miesiącu zawsze gdzieś wyjdziemy taka mała nie pisana zasada D 🙂 No i ciagle daje mi kwiaty  😍 że czasem aż mi głupio.
Daniela, sugerowałam dzisiaj spacer, ale nie wyszedł bo popadaliśmy po pracy, ale miało być kino - ale nieee, bo on zmęczony, a jak mu się już zachciało to było za późno na wyjazd, żeby na cokolwiek zdążyć.
Zero planów na przyszłość, myślenia o wspólnych przyszłych finansach, chyba mnie czeka poważna rozmowa :/
Kwiaty, cudownie, masz super chłopa  :kwiatek:
Breva, miałam nie dopuszczać do takiej prozy życia, przez taką rutynę między innymi rozpadł się mój pierwszy związek...a tu psikus...
Gdy sugestie nie przynosza rezultatu nalezy przejśc do sposób numer dwa.
Mianowicie ten, który dotrze na pewno i przekaże o co nam chodzi bez zbędnych domysłów- powiedzieć wprost 😁
Tak zwyczajnie pogadać, że nigdzie nie wychodzicie a fajnie się czasem wybrać na randkę 🙂
Wiem wieeem, ale tu taki fajny kącik wsparcia, to przyszłam się pożalić 😉
Chyba raczej nie mam problemów z wyrażaniem wprost moich postulatów, więc jest nadzieja, że coś się zdziała 😉

Stara jestem, a głupia taka :/
Kącik wsparcia -  jedni się żalą inni radzą co z tym zrobić 🙂
Jej ja nie potrafię za dużo siedzieć w domu. Wystarczy nawet zwykłe wyjście na spacer z psem do parku, pójście do miasta na obiad 🙂 Nawet jak jadę gdzieś z facetem na zakupy, to bierzemy rowery, albo tylko jeden - wozi mnie na bagażniku  😁 I zawsze mija się jakąś lodziarnię po drodze, albo i cukiernię  😉
Ale to wynika ze wzmożonej opiekuńczości w wypadku mojego towarzysza 😉 Obiadki mi nawet lubi robić, pięć razy pya czy nie mam na coś dobrego ochotę. Jak jedziemy na drugi koniec miasta, to nad wisłą się zatrzymujemy, siadamy na murku, żeby chociaż na chwilę pomilczeć koło siebie w słoneczku  😉
I żeby nie było... tak od roku schodzi i monotonii nie zauważam.  😅
Daniela, tyle że ja właśnie nie mówię o tym że my nigdzie się nie ruszamy, bo i na lody się pojedzie i do kina go wyciągnę, ale własnie - ja  wyciągnę, bo zwykle to ja muszę zasugerować, a ja bym chciała nie musieć raz na jakiś czas sugerować tylko zostać wzięta na randkę - tak żeby to on chciał i żeby mnie zabrał. Ale spoko, na razie czekam, bo wczoraj słysząc że jakiś mam koszmarny humor SAM zaproponował zebyśmy poszli do kina🙂 (na ostatnie moje propozycje zawsze odpowiadał że mu się nie chce) - więc jest nadzieja🙂 od razu zastrzegłam że nie ja wybieram film tylko on ma mnie wziąć na coś, także so far so good😉 teraz czekamy do wieczora czy faktycznie pójdziemy czy mu się odechce - trzymajcie kciuki żeby nie!😉
Z J wychodziliśmy gdzieś raz na 2-3 tygodnie. Kino, restauracja, łyżwy, club, wyjazd nad wodę na zachód słońca. W tygodniu tylko się mijaliśmy w domu, z uwagi na pracę, ale w weekendy zawsze odrabialiśmy czas dla nas. Nawet do stajni jeździł ze mną. Ja na koniu w las, a on za mną z psem.
Jesteśmy razem półtora roku i wzajemnie zapraszamy się na randki 😉 Nie za każdym razem,ale często.
😁 😁 w pełni się zgadzam! To tak a propo szczerości  😉

A ja muszę powiedzieć, że ostatnio dumna jestem
szepcik w Waszych relacjach też się coś zmienia ?

Dostałam śliczną czerwoną różę,byliśmy na Ślęży i w ogóle spędziliśmy razem wspaniały dzień 🙂 Chyba wszystko wróciło do normy 😀
Hmm, pozytywnie jest
Poza tym jakoś tak dość mocno on mnie przekonuje, że jest nam fajnie i dobrze, i że powinniśmy zostać razem  😁
Razem w sensie Ty i On czy Ty,On i jego żona...?
Nadrabiałam zaległości w wątku przez 1,5 tygodnia 😉

Jeśli chodzi o mój związek z P. (tak, nadal jesteśmy razem), to zastosowałam taktykę, o której kilkanaście stron wcześniej pisałą ninevet- czyli zero mówienia o problemach osobom trzecim. Ułatwiła mi to również utrata przyjaciółki... (dziękuję Ydze za wsparcie  :kwiatek: ) Teraz sama staram się to jakoś układać i nawet mi to wychodzi, ale dzięki temu nie mam wyrzutów sumienia, że nie postąpiłam jak radziła mi X. Po prostu nie mieszam nikogo w nasze problemy i nawet nie mam już potrzeby "wygadania się całemu światu jak jest mi źle i niedobrze i jaki ten P. jest okrutny".

Chociaż w pewnych momentach bywało ciężko... Zaraz po całej aferze z wiadomościami przestawiłam się na inne tabletki anty- nawet nie wiedziałam, że mogą mieć taki wpływ na psychikę- płakałam, a za chwilę się śmiałam, wykręcałam głupie numery P. (baaardzo nieprzyjemne, w zasadzie ja na jego miejscu posłałabym siebie w diabły), nie układało nam się w różnych sferach życiowych, no i... doszło do kolejnego "nieszczęścia". Moja najlepsza przyjaciółka związała się z bratem bliźniakiem P.- przyjaciółkę straciłam bezpowrotnie i powoli zaczęłam też tracić P. Aż tu nagle... zmieniłam tabletki i wszystko zaczęło się układać 🙂 Sama się sobie dziwię i P. też zauważył ogromną zmianę.

Przyznam, że dawno nie było nam tak dobrze razem. Do tego nie chodzę sfrustrowana, bo znalazłam wreszcie całkiem sensowną pracę i przestałam wyżywać się na P. Ogólnie podchodzę do wszystkiego na lajcie, z dystansem. Co będzie, pokaże czas. Nie przejmuję się pierdołami, nie pogrywam z nim w żadne gierki. Staram się być bardziej niezależna i postępować tak, by nie mieć do siebie żadnych zastrzeżeń. A co będzie robił P. i jak się będzie z tym czuł- to już jego sprawa.

Bardzo mi miło, że się zainteresowałyście moją nieobecnością  :kwiatek: Będę tu co jakiś czas zaglądać 🙂
Scottie, łaaaa no to super!🙂🙂🙂 bardzo się cieszę, że wychodzisz na prostą i póki co jest wszystko ok między Tobą i P. 🙂 trzymam kciuki żeby nadal Ci się ukladało w życiu🙂 (celowo piszę że w życiu, a nie z P, bo czy z P czy nie to, jak piszesz, czas pokaże😉 )

szepcik, no właśnie - zamierza też wprowadzić zmiany w swoją sferę prywatną?? melduj na bieżąco, strasznie jestem ciekawa jak się Wam sprawy potoczą! trzymam kciuki, żeby jak najlepiej dla Ciebie😉

a ja melduję, że gorszy czas mi chyba przeszedł🙂 mój L. w weekend przeszedł samego siebie🙂 dostałam upragnionego wieeelkiego miśka😀 lepszego niż sobie wymarzyłam🙂😉) (trochę miasta musiał zjeździć zeby takiego znaleźc - i bardzo dobrze 😁 ), przywiózł mi truskawki, był kochany cały weekend🙂 poszliśmy na obiad na mieście i w sobotę i w niedziele😀 dodatkowo w niedziele do kina i na gorącą czekoladę i ciacho, popiliśmy winka.... no i generalnie było miło🙂😉) oczywiście i zgrzyt musiał być - wściekł się na gościa w knajpie i, swoim zwyczajem, wszedł do królestwa zwanego Bierna Milcząca Agresja, którego na jakieś pół godziny został królem, co oczywiście na maksa się odbiło na mnie, ale w końcu dotarło że jest niefajnie, poprawił się i później już było bosko🙂 także wszystko wróciło na pozytywne tory, obserwować go będę nadal (choćby ze względu na te nieme wybuchy) no i zobaczymy jak to z nami będzie😉
Breva, czy Ty masz w ogóle gorszy czas?  😂
szepcik, oj no:P miałem gorszy cały piątek i połowę czwartku:P:P:P ale na szczęście mi przeszło😉 na szczęście - bo ja jak mam "gorszy" dzień i cięzkie rozkminy nt związku tzn że mam fatalny dzień i straszne rozkminy mogące się rożnie skończyć;P

hmm no to może jak ogarnie tamet pracy i zobaczy że po jego interwencji jest mu lepiej, to wyciągnie wnioski i zacznie działać na innych polach?🙂 hmm a gdyby zostawił w końcu tą żonę, to.... pytanie czy Ty byś chciała zacząć to nazywać związkiem?🙂
ja się zaczynam powoli wycofywać z pana A. bo coś zaciera się mi w głowie granica między 'fajnie spędzamy czas' a ' chyba mi na nim zależy'  🙄
hmm... a masz jakieś przypuszczenia jak to z jego strony wygląda? bo jeśli on fajnie spędza czas, to slusznie, trzeba się trochę zdystansować żeby nie dostać po pupie! ale jeśli jemu też się granica zaciera? wycofanie się moze się okazać pochopne...

ehh a ja odczytałam wlaśnie wiadomość na gg z 4:15 - "ej. daj mi spać" od byłego (P.) ktorego zostawiłam w listopadzie bo mnie strasznie zawiódł (zresztą zerwanie było efektem całego długiego procesu dochodzenia do wniosku że to chyba nie on, powstrzymywanego całą masą uczuć jakich mimo wszystko do niego żywiłam...) Odkąd zeszłam się z L cały czas powtarzałam sobie że jest mi fantastycznie i bosko, a P to była okropna pomyłka (bo stały związek z nim do łatwych naprawdę nie należał..) ale sklamalabym gdybbym powiedziała że nie siedzi mi jeszcze dalej gdzieś trochę w sercu trochę w głowie. prawda jest taka że za nim tęsknie w jakiś chory sposób do dzisiaj, dzień po dniu. wczoraj nawet szukając jakichś zdjęć po płytach cd znalazłam zdjęcia z moich urodzin na których byłam z nim - nie powiem piknęlo mnie🙁 a tu taka wiadomość🙁 ehh...
oczywiście że zostanę z L bo stara się jak żaden z moich facetów i wiem że przyszłosć z nim ma szansę być naprawdę fajna. oczywiście że nie wrócę do P, bo wiem jaki potrafi być, wiem, że jest egoistą, wiem, że nie zawsze można na niego liczyć i wiem że ma różne odpały agresywno-wybuchowe kierowane na innych ludzi co jednoznacznei pokazuje że mogłyby się kiedyś zwrócić przeciwko mnie.
ale tak między nami.... nie wiem na ile to jest wybór serca a na ile rozumu🙁
ehh... niby mam wszystko poukładane i nie zamierzam z tym nic robić, ale tak gdzieś głęboko mam niezły mętlik... a co dopiero zakończyłam temat z D (sylwestrowym)!!!:/

czy to jest jakiś chory wpływ wiosny, że nagle wszyscy byli zaczynają sobie przypominać???
Breva chyba nie da się wymazać byłego. Nawet jeśli postępował nie fair i zdajesz sobie doskonale sprawę, że zerwanie było dobrą decyzją to w sercu zawsze coś tam zostanie.
Ja wiem (oczywiście z perspektywy czasu dopiero), że mój były nie szanował mnie i zachowywał się bardzo bardzo nie fajnie. Co z tego, że wiem, co z tego że już mam z nim w miarę kumpelskie kontakty. Głowa i rozum to jedno a skaczące do gardła serce to drugie.
Też miałam dziwne fazy w stylu: może postąpić zgodnie z sercem i z nim być - jednocześnie będąc traktowana źle.
wczoraj nawet były pisał do mnie coś w stylu: nikt mnie nie rozumie tak dobrze, jak Ty..jak to było nam dobrze..itp itd
Czytałam to i myślałam: kurde chciałabym, żeby to wróciło.. ale napisałam, że muszę spadać i szybko zamknęłam komputer  😉

co do A. to właśnie, jemu też się zatarła granica. no nic zobaczymy jak to się dalej potoczy..
no mam dokładnie to samo o czym piszesz.... i wiem, że i ja byłabym nieszczęśliwa (najprawdopodobniej) i rodzina i bliscy by się załamali, bo nikt za nim nie przepadał i że lekko bym nie miała, ale jednak no tkwi mi tak pod kopułą że nie daję rady.... jak zobaczyłam tą wiadomość to w momencie mi się zrobiło słabo, zaczęło mi waić serce i zaczął mnie boleć brzuch....:/ masakra jakaś... ale zdecydowanie muszę przyjąć Twoją strategię... nie posuwać się za daleko i jednak pamiętać dlaczego zakończyłam ten związek!
zastanawia mnie tylko skąd się to bierze... bo z byłbym-byłym byłam 2,5 roku, zerwałam bez specjalnego powodu, a mimo to nie mam ani krzty uczuć do niego! czasami pogadamy po kumpelsku ale czuję że TOTALNIE mi przeszło i nie wyobrażam sobie znow wziąć go za rękę czy coś w ten deseń... a ten - mimo że dał mi po tylku swoim zachowaniem, mimo, że się ścieraliśmy bardzo mocno i zerwałam z nim, mając powód i to całkiem niezły, to jednak nie mogę go sobie wybić z glowy:/ ehh może tego mi brakuje? tego dramatyzmu, tych silnych emocji w związku, tej walki a z drugiej strony wielkiej namiętności? albo po prostu mam zapędy masochistyczne i  mi jest z L po prostu za dobrze:P nie wiem... masakra!

Hmm... no to skoro się zatarła...? to chyba dobrze! może po prostu ewoluujecie w stronę czegoś ustrukturowanego, głębszego? Czy to powód żeby uciekać?:>
Dumkowa - będzie co będzie ;-) trzymam za Ciebie kciuki już od dłuższego czasu.

Breva - bo to czasem tak jest niestety. Ale pomyśl dokładnie czego chcesz, żebyś później nie musiała żałować. Najlepiej pojechać do stajni, wsiąść na konia, albo usiąść przy pastwisku obserwując kopytne i sobie na spokojnie pomyśleć. Przynajmniej mi przy koniach myśli się najlepiej, zwłaszcza o sprawach sercowych.

Pomyśl, ogólnie jesteś aktualnie szczęśliwa tak? Twój zły czas to maks 2 dni, a Twój luby stara się wtedy pocieszyć Cię jak najlepiej. Dobrze Ci z nim, z opowieści wynika z reguły, że nawet bardzo. Myślę, że trzeba się tego trzymać i czerpać jak najwięcej =)
Manta, ależ tak, ja cały czas podkreślam, ze nei zamierzam nic zmieniać, bo byłabym najgłupszą laską w historii! faceta który jest cały czas prawie jak na zawołanie zostawić, a wrócić do gościa ktory nie raz mi zalazł za skórę po czym w obliczu mojej masakry rodzinnej obraził się że nie zjadłam z nim kolacji (po tym jak się na mnie wydarł) i przez tydzień, najgorszy tydzień mojego życia, się nie odzywał? nie nie nie - taka głupia nie jestem:P

tak tylko się przyszłam wyżalić, że szkoda że nie można sobie zrobić formatu karty pamięci i zapełnić jej nowymi danymi, tylko trzeba to nowe upychać do starego i pilnować żeby się foldery nie pomieszały.. męczące są te sprawy sercowe!:|
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się