Scottie dzielna z Ciebie babka. A koleś niech spada, nie potrafił docenić tego, że mu ufasz. A to, że nie widzi nic złego w tym, że będąc z Tobą flirtuje z kilkoma dziewcznynami to już jest bezczelność moim zdaniem.
Mi się ostatnio już chyba z nadmiaru szczęścia na łeb rzuca 🤔 Jestem w naprawdę szczęśliwym związku, wszystko układa się tak jak powinno. Za miesiąc będziemy razem mieszkać. Facet nie daje mi ŻADNYCH powodów do zazdrości. A ja od jakiegoś czasu nie mogę przestać myśleć o tym, czy mnie nie zdradza. Albo w przyszłości nie zdradzi ( serio, serio...). Bo ja mu naprawdę ufam ale ostatnio wszędzie na około słyszę o zdradach. A to znajoma odkryła u faceta maile do innej, a to koleżanka będąc z facetem przespała się z jego kolegą.... Nie mam żadnych powodów do bycia zazdrosną a mimo to jestem.
Libella,wstyd się przyznać ale mam to samo 😡 niby wiem,że mnie nie zdradza,jest kochany itd., ale wkoło ciągle słyszę o zdradach (chociażby przypadek Scottie-też niby był dobry,milutki,a co się okazało) i schizuję. Staram się chociaż jak najmniej mu gderać i zachować swoje obawy dla siebie, ale ciężko jest.
Chyba za bardzo przejmuje się przypadkami innych. Jak się tak naczytam,nasłucham i naoglądam a an koniec jeszcze usłyszę,że każdy facet jest taki sam no to mi się rzuca coś na głowę.
D&A dokładnie mam to samo, naczytam się, nasłucham i potem krążą myśli po głowie.... Naprawdę dobrze mi się trafiło pod względem faceta. Jak gdzieś wychodzimy to wspólnie, jak on wychodzi sam to też wiem, że spotyka się z ludźmi którym ufam. A mimo to jest jakiś taki niepokój... U mnie to chyba jeszcze wynika z tego, że mi cholernie na nim zależy. Moje poprzednie związki polehgały na tym, że facetowi na mnie zależało a ja to jakoś tak zlewałam. A teraz pierwszy raz mi na kimś tak naprawdę zależy i przez to cholernie boje się odrzucenia. I weź tu dogódź babie 🙄
My też zazwyczaj wychodzimy razem,jak idzie gdzieś sam to o tym wiem. W sumie to on ma więcej powodów do zazdrości a ja świruję😉 W ten weekend wyjeżdża na szkolenie i też mi już zaczęło odbijać. Jak np. w ciągu dnia się do mnie nie odezwie tylko zadzwoni dopiero po pracy i mówi,że nie miał czasu to włączam tryb "nie zależy mu na mnie,nie brakuje mu mnie itd.". Odbija mi i tyle 😵
[quote author=Kaktus link=topic=148.msg555883#msg555883 date=1271359049] Jun, a co, też chcesz taki fajny? : P hmm... w "sukcesy i porażki" albo coś w tym guście... 😀
cos nie moge znalezc 😁 🤦 [/quote]
hmm bo to jednak Z ŻYCIA WZIĘTE 08/2010 02.04-15.04 cena 1,20 zł : DDD
A ja się rozstałam po ponad dwóch miesiącach z chłopakiem, w którym jestem zakochana, a dlaczego? nie wiem... Może dlatego, że było za idealnie i że on był zbyt idealny? 😵 Strasznie siebie nie rozumiem, wystraszyłam się, że zaczyna się robić coraz poważniej, on zaczął planować ze mną przyszłość a ja po prostu uciekłam... Chociaż cholernie za nim tęsknię, to przyznam, że mi jest lepiej/wygodniej być singlem...
dziewczyny, kurcze, wybaczcie, ale nie ogarniam Was...
1. nawet najbardziej zakochany facet, nie myślący o zdradzie, w końcu pójdzie w świat, jak w domu będzie miał wiecznie zazdrosną, rozhisteryzowaną kobietę, która cały czas się nakręca że on zdradza
2. dla faceta który jest w porządku to musi być mega niefajne uczucie, gdy wie że jego dziewczyna mu nie ufa mimo że on nie daje jej powodów do zmartwień; ja bym sobie na miejscu takiego faceta myślała "to co ja mam jeszcze zrobić, żeby była zadowolona i spokojna? bardziej fair już być nie mogę"
3. podstawą KAŻDEGO związku jest komunikacja. rozmawiamy o swoich potrzebach, obawach itp., ale też nie tylko mówimy, ale i słuchamy. w ten sposób obie strony wiedzą co i jak i mają szanse zareagować. a co się IMO bezpośrednio wiąże i z komunikacją i ze związkiem ogólnie to ZAUFANIE. albo chociaż wiara w prawdziwość słów drugiej osoby. jeśli jest z Tobą facet, jest wszystko ok, nie zdradza, nie ma się przesłanek że wcześniej praktykował podwójne związki to naprawdę nie ma podstaw żeby twierdzić, że on tylko myśli i kombinuje jak tu skoczyć w bok! a jeśli takich przesłanek nie ma to brak zaufania jest mordercą dla związku, którego sama wysyłasz z poleceniem "find and destroy" - w tym wypadku udany związek, który mógłby trwać i przynosić szczęście obu stronom.
4. wiadomo, że nawet, wydawałoby się, najwspanialszy facet może zranić, w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, lubimy zakładać maski itp. i pod przykrywką ósmego cudu świata może się kryć cham. ale cóż, to jest po prostu ryzyko odwiecznie związane z łączeniem się w pary. jednak mimo to zakładanie że każdy facet jest tym chamem jest mega nie w porządku. to tak jakby powiedzieć że wszystkie kobiety są płaczliwe, że kobiety są złymi kierowcami, itp. itd. nie generalizujmy to wszyscy będziemy zdrowsi.
5. jeśli się ma problemy z zaufaniem to warto się zastanowić skąd nam się to bierze, bo to jest ewidentnie problem nasz a nie naszego Bogu ducha winnego faceta.
a) no dobra - jeśli rzeczywiście to facet coś robi takiego że nam to nie pasuje, gdzieś się umawia z kobietami, smsuje, pisze czy cokolwiek, to ok, on też jest winny. Ale zamiast snuć domysły, śledzić go, czy "z góry" zostawiać, warto najpierw porozmawiać. powiedzieć co się nie podoba, poprosić o zmianę. generalnie dać mu informacje zwrotną żeby wiedział co jest grane. Zrozumie i zmodyfikuje swoje zachowanie - fajnie. Nie zmodyfikuje zachowania - znaczy nie dba o nasze uczucia, niech spada. A może być też tak że uzna że on tego zachowania nie zmieni bo tak lubi się zachowywać i on nas zaostawi - i też ok. Też ma do tego prawo i lepiej tak, niż sobie robić na głowę co chwilę.
b) widzimy naokoło sporo przykładów że faceci zdradzają, to może przanalizujmy dlaczego tak się działo, w czym nasz związek jest podobny do tamtego, w czym nasz facet jest podobny do tamtego, a w czym NIE jest podobny! bo tu tkwi klucz. facet Scottie (swoją drogą niezły krętacz:/) prowadził podwójną grę. ale zdarzało się to wcześniej. czy mój facet prowadził podwójną grę? nie, to o co mi chodzi? albo np. jakiś facet zdradził dziewczynę, zeszli się za młodu w liceum, poszli na studia poznali innych ludzi, trochę się zmienili, zaczęli się rzadziej widywać, znaleźli różne pasje, zdradził. ok, ale my się zeszliśmy już jako bardziej dorośli ludzie, jesteśmy już jacy jesteśmy (oczywiście ze będziemy się zmieniać ale już raczej razem i w mniejszym stopniu), mamy jakąś część wspólnego życia... i jest wszystko ok. więc jest ok! każdy człowiek i każdy związek jest inny i dlatego nie musimy powielać historii innych ludzi.
6. zanim podejmiemy jakieś wielkie decyzje, zastanówmy się tak naprawdę nad sobą. i nie poedjmujmy pochopnych decyzji, rozmawiajmy, ale też nie obarczajmy od razu faceta naszymi głębokimi rozkminami, bo pamiętajmy że to jest głównie nasz problem...
i jeszcze tak konkretnie - amazonka89, piszesz, że się rozstałaś z chłopakiem w którym jesteś zakochana. helo! albo jesteś zakochana, chcesz tworzyć związek i dobrze się w nim czujesz, albo po prostu chłopak Ci się podobał, ale to nie było zakochanie. Miłość, taka faktyczna, to wspólna praca nad związkiem, szczera i otwarta komunikacja, zaufanie. I nie karanie kogoś za brak przewinień. Dziewczyny go podrywały - a czy on je też? Czy dawał się poderwać? Robiło się za poważnie - to czy nie lepiej porozmawiać szczerze, powiedzieć, że to jest za szybkie tempo, poprosić żeby marzył sobie i planował po cichu, w głowie, a Ciebie jeszcze nie obarczał przyszłością bo Cię to płoszy? Mam teraz podobną sytuację - chłopak zakochany bardzo (jak twierdzi), najchętniej już by się oświadczył, zamieszkał razem, spłodził dzieci i żył długo i szczęśliwie. Ja uważam że to za szybko, spinam się na planowanie takie mega w przód bo krótko jesteśmy razem i ja jeszcze nie myślę o wieczności. Plus jest dość mocno zazdrosny o mnie co też mnie płoszy bo nie lubię być trzymana na siłę. Ale jestem w nim zakochana, jest cudownym facetem, chcę z nim być i powoli budować związek, więc z nim rozmawiam, co do oświadczyn cały czas mu ze śmiechem powtarzam żebyśmy chociaż przeżyli razem wszystkie 4 pory roku, o zazdrości mu tłumaczę dlaczego mi to nie odpowiada i tłumaczę dlaczego powinien trochę zluzować i póki co to działa. On nie napiera, uczy się ode mnie, ja się uczę od niego i mimo sprzeczek które się oczywiście zdarzają jest bardzo fajnie między nami. I obydwoje jesteśmy szczęśliwi. Oczywiście nie twierdzę że powinnaś być z chłopakiem na siłę. Jesli nie chcesz, jeśli wolisz być singlem i uważasz że to nie to, to pewnie - najlepiej jest odejść, bo wtedy obie strony mają szansę na bycie szczęśliwymi. Ale śmieszy mnie szczerze powiedziawszy stwierdzenie "w którym jestem zakochana", bo ja uważam że z miłością to ma niewiele wspólnego. Bo w sumie z tego co mówisz zraniłaś go i to bardzo, nie mając żadnego powodu. Wiadomo - czasami nie ma się powodu, po prostu czuje się że to nie to i też się rani i ok. Ale tutaj chyba nie o to chodzi że wiesz że to nie wypali, bo twierdzisz że było idealnie. No więc - helo!
ehh wybaczcie ale musiałam się uzewnętrznić, bo kurcze nie rozumiem czegoś takiego... robienie problemów na siłę, chyba tylko po to żeby dodać życiu dramatyzmu. a cierpią na tym faceci którzy w większości wypadków pewnie stają na rzęsach żeby Was uszczęśliwić, ale cokolwiek nie robią to i tak jest za mało. A jakby któraś z Was napisała że po 2 miesiącach zostawił ją facet, bo mimo że było wszystko ok i nie było problemów, to stwierdził że jest zakochany ale nie może być w związku, to byście tu na nim psów nawieszały, że nikczemny, że cham, że o co mu chodzi, że na pewno nie kochał, tylko walną taki tekst żeby złagodzić samo zerwanie... czasami mam wrażenie że się zapomina że facet to też człowiek, z kompleksami, z rozkminami, z bagażem doświadczeń, z jakąś dozą wrażliwości. i jak on robi coś złego to najgorszy. a jak my robimy "kuku" to dlatego że my jesteśmy takie niepewne, biedne, pokaleczone, przestraszone, kruche i delikatne. Brzydko mówią - g***** prawda...
Scottie, ciachnij to raz a stanowczo, nie warto dwa razy się męczyć. Pierwsze trzy dni są najgorsze, potem się włącza dążenie do homeostazy 😉 Przynajmniej takie mam doświadczenia. Choćby nie wiem, jak silne było uczucie zawalenia świata, ten stan nie trwa wiecznie. Ale nie funduj go sobie od nowa, teraz, za tydzień, jak zerwiecie na nowo (a zerwiecie).
Porozmawiać sobie na koniec można, jak jest jakaś płaszczyzna. Ale nic na siłę. Jak to ma być tylko wywlekanie brudów i mściwe wbijanie sobie szpil w serce (jak się jest z kimś blisko, zna się słabe punkty...), to szkoda zachodu IMO. A jego opinia o tym, co to jest zdrada nie ma tu znaczenia. Liczy się to, co Ty uważasz. Inna rzecz, że takie rzeczy lepiej mieć wcześniej obgadane, tzn. co kto sądzi/czuje. Zwłaszcza, jeśli jak u Was to był temat drażliwy...
Będzie lepiej. Odzyskasz siły. Przypomnisz sobie może o różnych odłożonych na bok sprawach. Fajne jest zakochiwanie się, ale odzyskiwanie "wolności" też ma swój urok. Swoją drogą też właśnie tego doświadczam. Tylko u nas nie było nadużycia zaufania ani innych brzydkich spraw. Ale mam temat na bieżąco 😉
P.S. Ja zawsze w takich sytuacjach radzę wejść na stronę "radykalnego wybaczania" i pohulać sobie emocjonalnie. Potrafi pomóc. Pomóc sobie stworzyć jakąś przestrzeń, przyjrzeć się emocjom a potem dać im się uspokoić naturalnie.
Breva - ja myślę, że dziewczyny się najnormalniej boją ale nie o zdradę, czy o faceta ale o siebie, swoje plany, swoje marzenia. Wiadomo, ze pewnym można być tylko siebie, i fakt, że ja faceta kocham na zabój, chce się przy nim zestarzeć, mieć dzieci, nie znaczy, że on czuje dokładnie to samo. Kocha mnie - ale czy na zawsze ? W wizji zdrady nie chodzi o ból, a o fakt, ze na tym etapie związku odejdą też moje marzenia i plany. Biała sukienka, domek z zielonym płotkiem, śliczne buźki naszych dzieci.
Dodatkowo takie myśli są ugruntowane we własnych lękach, że to nie jest to, że za głęboka woda. To się nie bierze z niczego. Może wy podświadomie chcecie by was zdradził, bo jednak związek jest tylko na 90 % TYM czego szukacie i jest iskierka, jest nadzieja, że z kimś innym było by to 100 %.
Żeby było jasne ja utożsamiam zdradę z rozstaniem, inni niekoniecznie 😉
np. jakiś facet zdradził dziewczynę, zeszli się za młodu w liceum, poszli na studia poznali innych ludzi, trochę się zmienili, zaczęli się rzadziej widywać, znaleźli różne pasje, zdradził. ok, ale my się zeszliśmy już jako bardziej dorośli ludzie
Hehe ja poznałam mojego chłopaka w liceum😉Na szczęście pierwsze 3 lata studiów przeszliśmy bezboleśnie tzn. nie było nagle szału i zachwytu nad nowymi znajomymi itp. Pojawił się niestety problem czasu,ale to dlatego,że chłopak zmienił studia na zaoczne i zaczął pracować.
Breva,ogólnie bardzo mi się podoba to co napisałaś.Ja uważam tak samo,ale mimo wszystko głupie myśli się czasem pojawiają.Wiele razy rozmawiałam z facetem.Mówił mi, że strasznie mu przykro,że on się stara a ja ciągle coś podejrzewam.Powiedział też,że jeśli inny facet zdradził to nie znaczy że on też to zrobi,że każdy jest inny.Dlatego staram się opanować,bo wiem,że moje głupie myślenie odbija się na związku i sprawiam przykrość facetowi,odbierając jednocześnie chęci,żeby się starał.
Ja ogólnie nie jestem sprawdzająca/zazdrosna/wypytująca/rozhisteryzowana - wedle zasady "nie rób drugiemu co tobie niemiłe" Ale co z tego, jeśli cały czas ze mnie będzie taka obawa, nawet jeśli tego nie dam po sobie poznać? Dlatego dobrze mi samej.
jak tam się trzymasz Scottie? 🙄 Trzymam kciuki za Ciebie twardo, żebyś sobie z tym poradziła i szybko zapomniała o Nim i o tym co zrobił. Może to głupio zabrzmi, ale wierzę w przeznaczenie, więc pewnie ten ciołek nie był Ci pisany. Dasz radę :przytul:
ninevet, na pewno masz racje🙂 też nie sądzę, żeby dziewczyny miały obawy i jakieś ewentualne pretensje czy żale tylko po to żeby facetom uprzykrzyć życie😉 tylko jednak warto pamiętać że istnieje coś takiego jak samospełniająca się przepowiednia. Ja np. wierze w ściąganie do siebie pewnych wydarzeń itp. był kiedyś taki film Sekret (na podstawie książki zresztą), w którym było powiedziane że mózg człowieka, a nawet dalej - wszechświat nie zna słowa nie. kiedy powiem nie myśl teraz o różowym słoniu, to zobaczy każdy człowiek w myślach? Różowego słonia. Kiedy mówimy "chcę żeby na świecie nie było wojny" to automatycznie tą wojnę widzimy w myślach. a jeśli coś jest w naszych myślach to prędzej czy później znajdzie się to w naszej rzeczywistości. Więc myślmy chcę pokoju (i już widzimy te uśmiechnięte dzieci biegnące na bosaka po zielonej trawie)😉
tak więc apel do Was dziewczęta nie myślcie "żeby mnie tylko nie zdradził", nie układajcie w głowie scenariuszy co byście zrobiły, co on może zrobić itd. myślcie raczej "jest mi wierny i będzie wierny, kocha, będziemy szczęśliwi. Trochę na pewno zaryzykujecie, możliwe że się raz czy drugi przejedziecie, ale naprawdę nie każdy facet jest zły😉 a warto zmienić sposób myślenia i zacząć ściągać do swojego życia szczęście i spokój (spokój przede wszystkim😉 ). a jak Wasi panowie zobaczą jakie pozytywne, pewne siebie, szczęśliwe kobiety mają przy bokach to ani im przez myśl nie przejdzie żeby pójść w długą😉
Breva jeśli to było do mnie to może sprostuję, chyba nie do końca jasno to sformułowałam 😉 Ja nie mam żadnych pretensji do mojego faceta, nie robię mu żadnych scen zazdości. Ja mu w zasadzie nawet nie mówię o tym, że jestem zazdrosna 😉 Bo tak jak napisałam, ufam mu, nie mam też powodów do zazdrości. Po prostu mam w sobie jakiś taki niepokój. Taki strach, że ja się zaangażowałam a on mnie może zranić (tzn. potencjalnie 😉 ). Jestem z nim szczęśliwa i boje się to stracić ale absolutnie nie robię z tego żadnej tragedii i nie utrudniam mu tym życia 😉
Libella, nie do Ciebie🙂 tak ogólnie ku przestrodze bo sporo dziewczyn zaczęło pisać że nie potrafią zaufać😉 aczkolwiek w Twoim przypadku tym bardziej podtrzymuję to o czym pisałam zaraz powyżej, żeby uważać żeby na siebie jakiejś kichy nie ściągnąć😉 trzeba myśleć pozytywnie🙂 mam nadzieję że Twoje obawy niedługo ucichną no i oczywiście że okażą się bezpodstawne😉
Breva jeśli to było do mnie to może sprostuję, chyba nie do końca jasno to sformułowałam 😉 Ja nie mam żadnych pretensji do mojego faceta, nie robię mu żadnych scen zazdości. Ja mu w zasadzie nawet nie mówię o tym, że jestem zazdrosna 😉 Bo tak jak napisałam, ufam mu, nie mam też powodów do zazdrości. Po prostu mam w sobie jakiś taki niepokój. Taki strach, że ja się zaangażowałam a on mnie może zranić (tzn. potencjalnie 😉 ). Jestem z nim szczęśliwa i boje się to stracić ale absolutnie nie robię z tego żadnej tragedii i nie utrudniam mu tym życia 😉
Breva opisała sedno sprawy. Nawet jeśli, jak piszesz, nie robisz tragedii i nie utrudniasz życia, to TO jest w Tobie, ten strach. I czy chcesz, czy nie ma to wpływ na związek. Na relacje z facetem. To bardzo trudne pozbyc się tego lęku, że stracisz coś co cenisz, ale ten lek tworzy napięcie, które w efekcie wpływa niszcząco na związek. Takie ostatnio mam przemyślenia, że generalnie najlepszym lekarstwem na większość problemów emocjonalnych jest wybudowanie poczucia własnej wartości. Wydaje mi się, że tak samo jest i w tym przypadku.
Ech, to nie do końca tak. Wydaje mi się, że każdy komu na związku zależy ma w sobie taki strach o ten związek. W moim przypadku to jest wręcz budujące chyba. Bo mam bodziec do tego, żeby się starać. W poprzednim związku byłam pewna tego, że osoba z którą jestem mnie nie zdradzi, nie odejdzie itp. I to było słabe bo ja nie widziałam żadnego powodu do starania się. Bo mi nie zależało i nawet jakby mnie ta osoba zostawiła to pewnie bym jej jeszcze podziekowała w efekcie. A tu mi zależy, staram się i logiczne, że jak mi na czymś zależy to nie chce tego stracić. Ale nie widzę żadnego negatywnego wpływu tej mojej obawy. Mój facet też jest o mnie zazdrosny ale mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie- chce wiedzieć, że mu na mnie zależy. A ja wiem po sobie, że jak nie ma odrobiny zazdrości to nie ma też dużego uczucia (przynajmniej z moich doświadczeń tak wynika). Ale to nie jest taka zazdrość, żebym mu sprawdzała maile czy kontrolowała z kim się spotyka. Ja mu UFAM i w żaden spośób go nie ograniczam. A taka odrobina zazdrości tylko dodaje pikanterii 😉
Takie ostatnio mam przemyślenia, że generalnie najlepszym lekarstwem na większość problemów emocjonalnych jest wybudowanie poczucia własnej wartości.
O dokładnie! Podpisuję się rękami i nogami🙂 Jeśli znamy swoją wartość to wiemy że druga osoba nas nie zdradzi (jeśli ma trochę oleju w głowie) bo wie (i my też wiemy), że jesteśmy na tyle dobre i wartościowe że no po prostu facet byłby głupi gdyby to zrobił, bo stracił by "coś" naprawdę fajnego. A jeśli to zrobi, to znaczy że był głupi, bo nie doceniał tego co ma, a po co tracić czas z głupim? Jednym czasem krążyła tutaj książka "Mężczyźni kochają zołzy" - to wydaje mi się jest esencja tego co tam było napisane. Kiedy facet widzi że my się dobrze czujemy same ze sobą, że znamy swoją wartość i jesteśmy pewne siebie to momentalnie myśli sobie "no chwila, chwila, czyli ona nie żyje tylko dzięki temu że z nią jestem, żyje bo jest jej fajnie ze sobą, w sumie mogę ją stracić, a w sumie jak ją stracę to ona się tym nie przejmie tak bardzo i na pewno znajdzie sobe kogoś innego" i to jemu włącza się czerwona lampka, że trzeba dbać, starać się i się pilnować żeby TAKIEJ dziewczyny nie stracić! Ale żeby on czy w ogóle inni ludzie myśleli o nas "TAKA dziewczyna!" to najpierw same musimy tak o sobie zacząć myśleć. waaarto odwrócić role i pokazać że samemu jest się tą stroną której trzeba pilnować😉 a nie być ciągle tą stroną pilnującą😉 paradoksalnie to lepiej działa niż pilnowanie😉
ps. Edytka - fajny link masz w podpisie🙂 w pracy siedzę więc nie mogę posłuchać ale w domu sobie posłucham na pewno🙂
EDIT - Libella - a no chyba że tak🙂 to jasne że TAKA zazdrość jest potrzebna w związku🙂 bo generalnie obydwie strony muszą się starać😉
Nie wiem, czy wspominałam, że będę pracować z B. w jednym miejscu teraz. Tak jakby na jednym kampusie, tylko na różnych wydziałach. Nie razem, nawet nie w tym samym budynku - chyba- a nawet jeśli, to na totalnie różnych stanowiskach i miejscach, więc będziemy się widywać raz na ruski rok. Jakoś wcześniej mi to nie przeszkadzało - nawet się z tego śmiałam, ale dziś, gdy byłam akurat w jego budynku ( tak jednorazowo, na szkoleniu, i poruszałam się tylko na trasie wyjście - konferencyjna -wc - konferencyjna - wyjście, to jakoś tak dziwnie mi było, bałam się, że go spotkam.
Yegua wyjechałam na parę dni, i w tym czasie on generalnie olał moje wiadomości, już nawet przed wyjazdem - gdy zwróciłam mu uwagę to stwierdził, że się czepiam, że on mnie wcale nie olewa. Więc już się nie odezwałam do niego. Wiem, że jest u niego niewesoło, ale jego niańką nie jestem. Niech sobie sam radzi ze swoimi kłopotami, zwłaszcza skoro zachowuje się jak dziecko.