a ja właśnie idę na imprezę niespodziankę mojego Przyjaciela 😎 Mam nadzieję, że nie będzie zawiedziony, bo prostowałam godzinę moje pokraczne włosy... I i tak z tyłu została niepokonana fala, ale trudno się mówi, komu w drogę, temu 😉 (szkoda tylko, że po miesiącu planowania główny punkt programu - karaoke się nie odbędzie, nie chcieliśmy już przesuwać na okres pożałobny...)
Zbieram się od 10 minut i nawet nie wiem, co napisać... 😕 Wczoraj zerwałam z P. tak definitywnie... Zobaczyłam w nim zupełnie innego człowieka- takiego, jakim był kiedyś. W zasadzie to on się w ogóle nie zmienił, tylko się dobrze maskował.
emade, ja zawsze zgrywam niedostepną 😎, bo jestem zdania że to chłopak musi zabiegac o dziewczyne a nie na odwrót i jak nie pisze, to broń Boże ja tego nie robię, tylko gorzej z tym, jak sie sporo o nim myśli i widuje na codzień...
Scotie, nic nie wiem, więc napiszę tylko że mi przykro.
Często widzę, że po dłuższym czasie z faceta może wyjść inne oblicze i niestety zawsze gorsze!
A ja sama sobie wyhodowałam potwora. Bylam wredna i bral to na klate, az w koncu zaczal miec takie samo podejscie jak i ja i nastapila wojna totalna. We wszystkim co mowimy wzajemnie doszukujemy sie podstepu i jadu 🙁
Bo myślałam, że jest wszystko OK, jednak prawda okazała się inna... Wczoraj dosłownie przez przypadek się dowiedziałam i gdyby nie to, to prawdopodobnie dalej byśmy sobie "szczęśliwie" żyli.
Pisałam na początku mojego związku z P., że mam obawy co do niego, bo dwukrotnie (chyba?) zdarzyło mu się być w podwójnym związku. Zapewniał mnie, że jestem "tą właściwą, której nie ma zamiaru zdradzać", a ja mu z dnia na dzień coraz bardziej wierzyłam.
Wczoraj wieczorem P. zaprosił znajomych do siebie, bo jego rodzice wyjechali. Ja siedziałam przed jego kompem i uczyłam się do kolokwium poniedziałkowego (nie mam większości notatek, a muszę wypaść bardzo dobrze, ale to najmniej ważne), ale co jakiś czas schodziłam na dół. Pamiętam jeszcze, że P. przyszedł i powiedział, że większość dziewczyn jest sama, ale one wiedzą, że on ma mnie i nie mam się czego bać. Nie bałam się, bo mu bezgranicznie zaufałam.
Potrzebna mi była informacja w sprawie któregoś z tematów od koleżanki, a kontakt z nią mam tylko przez GG. Kilka godzin wcześniej P. był u mnie w domu, siedział przed komputerem i wysyłał sobie jakieś linki. Zaraz jak otworzyło mi się GG , to się zawiesiło i zamknęło- nie zdąrzyłam odebrać rozmowy z mojego gg. Otworzyłam je jeszcze raz, weszłam w archiwum, żeby sprawdzić, czy te linki się zapisały... i dosłownie przez przypadek omsknęła mi się myszka i trafiłam w archiwum rozmowy, które było pod moim. Zanim nacisnęłam krzyżyk mój wzrok zatrzymał się na "mała". Nie muszę dodawać, że to była rozmowa z jego byłą... Dosłownie zesztywniałam. Wiem, nie powinnam była tego robić, ale przejrzałam całe ich archiwum rozmów i byłam w szoku. Ciągle to on do niej zagadywał (ona całe szczęście go zbywała), pytał jak się czuje, mówił do niej "bejbe" oraz "mała" (w stosunku do mnie ani razu nie użył tego określenia!), pożyczał pieniądze. Cholernie mnie to zdziwiło, bo P. nigdy od nikogo nie pożyczał pieniędzy, w szczególności ode mnie... Zagadywał do niej o jakieś pierdoły- tak, jakby był o coś/kogoś zazdrosny. Jakoś to przegryzłam, może był dla niej miły, bo chciał te pieniądze, ale z drugiej strony- nasze rozmowy wyglądały dosłownie tak samo jak nasze, były miłe i podciągały się pod flirt. Koleżanka mnie trochę uspokoiła, olałam sprawę na jakieś 3h...
Mimo wszystko to nie dawało mi spokoju. Zaczęłam zachowywać się jak wariatka 😵 Przeczesałam jego skrzynkę odbiorczą na facebooku i cała się trzęsłam... 🤔 Rozmowy z byłą (z którą był, kiedy się poznaliśmy) zawierały mnóstwo słów typu: "piękna", "odzywaj się częściej, bo tęsknię".
Najbardziej mimo wszystko dobiły mnie rozmowy z jego koleżanką z LO, laska jest bardzo ładna i zeschizowałam strasznie przed wakacjami, że poszedł na imprezę do niej i nic mi o tym nie powiedział (do tej pory mnie to dziwiło, chociaż powiedział, że w końcu nie wszedł do mieszkania). Każda rozmowa kończyła się całusem, teksty typu "no wiesz, skoro ma być impreza i będziesz na niej Ty, to nie może mnie tam zabraknąć" lub (podczas pisania wiadomości na wykładzie) "dzięki Tobie ten wykład był super, dziękuję ;*"- dosłownie to samo wysłał mi smsem po tym wykładzie. Dowiedziałam się jeszcze, że przywiózł jej wino z Hiszpanii (tak, jak mi- powiedział, że specjalnie i tylko dla mnie je kupił...) i kazał jej skasować jakiś tam opis, bo "jakby karolina się dowiedziała, to by mi pióra z dupy powyrywała". Strasznie się po tym wszystkim czułam.
Zupełnie inaczej odbierałam nasz związek. Byłam w takim szoku (zwłaszcza, że tego dnia P. mnie wyjątkowo olał), że pokazałam mu te rozmowy, zrobiłam dziką awanturę, a on powtarzał tylko "źle to interpretujesz, to nie tak", ja wpadłam w płacz, krzyczałam ciągle na niego. Trzymał mnie dosyć mocno, więc w końcu zaczęliśmy się szarpać, ktoś wpadł do pokoju, zrobiło się zamieszanie, a ja wykorzystałam okazję, żeby się szybko spakować (i tak nie zabrałam wszystkiego) i wyjść z domu. P. wybiegł za mną, zadzwonił po taksówkę ściskając mnie za nadgarstek, zaczęliśmy się szarpać na środku ulicy (zostało mi po tym kilka siniaków na żebrach), ja krzyczałam dość głośno i pomimo tego, że przyjeżdżało obok nas kilka samochodów, to żaden się nie zatrzymał... 🤔 w końcu przyjechała taksówka, wepchnął mnie do niej siłą, po czym sam wsiadł i odwiózł do domu. Wyłączyłam tel, ale dziś rano dostałam smsa, że "Kochanie, to tylko nic nie znaczące słowa". Skoro niektórych słów używał w stosunku do mnie, to znaczy, że one też nic nie znaczyły? Mówił, że mnie przecież nie zdradził, ale tak otwarty flirt jest dla mnie niewybaczalny.
Wykrzyczałam mu w twarz, że to koniec no i szczerze mówiąc jest mi smutno, ale jakoś tak lżej... Nie mam zamiaru dać sobą pomiatać po raz kolejny...
A co do zaufania... to chyba już żadnemu facetowi nie zaufam...
Trzymaj się :przytul: Trzymam za Ciebie kciuki! Ja facetom już też chyba nie potrafię zaufać 🙁 Znów jestem w benzadziejnej sytuacji- wszystkiego się odechciewa 🤔
Scottie 3maj się ! będzie dobrze 🙂 Ja też nie rozkminiam facetów . Urwałam kontakt z 2 kolegami (z jednym się nawet przyjemnie gadało) i resztą niby bliższych facetów , bo mi na nich zależało. Cóż życie . Już to zaczynam olewać. Skoro odpisanie na sms czy na gg tak boli . Mam wrażenie ,że tylko mi zależy / że się narzucam . Tylko czasem takie sprzeczne znaki tak bolą ? Raz miło i przyjemnie . Nawet jakaś ich chęć , inicjatywa , troska. Potem olanie. Na końcu świadomość ,że będziesz potrzebna. Nie będę umiała się sprzeciwić bo chcę by było miło i przyjemne. - posłuchajcie ;/
Hija, z tego, co pamiętam to zostawiłam tam tylko piżamę i apaszkę- za to sama wiszę P. kasę. Cały ranek do mnie wydzwaniał i w końcu zdecydowałam się odebrać. Chce mi te rzeczy oddać, ale powiedziałam mu, że jeśli oznacza to spotkanie twarzą w twarz to wolę nigdy ich nie odzyskać. Nie chce mi też dać danych do przelewu, więc kasy raczej też nie odzyska.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy dać mu drugą szansę, ale szybko się ogarnęłam 😉
Może nie powinnyśmy w ogóle tam zaglądać ... Szczerze? Niby nie, ale ja wolę wiedzieć, że mój ukochany przyprawia mi rogi (bo tak duże zainteresowanie drugą osobą to już jest przegięcie moim zdaniem) niż żyć w nieświadomości. Bo niestety, jak widać - w myślach im nie czytamy, a oni potrafią świetnie grać. Poza tym, druga sprawa - nie można rezygnować z pasji i marzeń przez chłopa, jakkolwiek cudowny by nie był. Dobrze, że się w porę obudziłam...
Jest fragment pewnej książki, który idealnie opisuje moją znajomość z X.
Nasza relacja będzie przypominać spotkanie dwojga ludzi, którzy nagle pewnego dnia znaleźli się w tym samym pociągu, w jednym przedziale. Ich podróż była długa. Zaczęli więc ze sobą rozmawiać. Byli szczerzy jak z nikim nigdy dotąd, bo wiedzieli, że prawdopodobnie nigdy więcej się nie spotkają. Rozstali się na peronie w tym samym mieście. Każde z nich wsiadło do innej taksówki. Intymna rozmowa tak ich wciągnęła że nawet nie zdążyli się sobie przedstawić. Ale to nie miało znaczenia. Mięły lata i pewnego dnia jeden z pasażerów, mężczyzna, wszedł do osiedlowej księgarni. Na półce z nowościami stała książka z rozjazdem kolejowym na okładce – tory, które spotkały się w małym punkcie na chwilę i za moment rozjechały się każdy w inną stronę. Coś mu kazało wziąć ją do ręki, mimo że zwykle nie czyta powieści. Zanim przeczytał nazwisko autorki wiedział, że to nieznajoma z pociągu. Skąd? Bo znał ją najlepiej na świecie. Kupił książkę, ale nigdy do niej nie zajrzał. Dlaczego? Bo znał jej treść tak dobrze jak autorka. Saro, witaj w pociągu w drodze do nieznanego. Wirtualny.ps
Tak właśnie zaczęła się moja przygoda z Wirtualnym […]. Był dla mnie połączeniem psychologa, przyjaciółki, siostry, surowego nauczyciela, a czasami też matki i wujka Dobra Rada. Nasze maile-listy czasami przypominały najbardziej intymne zwierzenia, głównie moje, bo Wirtualny niewiele o sobie mówił. Innym razem dzieliliśmy się poglądami, czasem nawet kłóciliśmy się. Nierzadko prowokowałam, a potem drżałam, że się obrazi. Przez tych kilka miesięcy niemal każdy mój dzień dzielił się na: do przeczytania maila i po przeczytaniu maila. Kiedy kilka razy zerwało mi się połączenie z Internetem, potrafiłam w środku nocy biec do sąsiadki, żeby ściągnąć pocztę. A potem nagle pewnego dnia Wirtualny zniknął z mojego życia. Równie niespodziewanie, jak się pojawił. Było dokładnie tak, jak w tej historii o dwojgu nieznajomych z pociągu. On wsiadł pierwszy do swojej taksówki. Nie dał mi nawet szansy pomachania mu na pożegnanie. Zostałam sama na peronie. W tej grze to on rozdzielił role. Ja po prostu przeżywałam swoje życie.
Na szczęście jeszcze nie wsiadł do taksówki, chciaż było blisko 🙄
Żyję. Jest mi tak cholernie wstyd, że nawet nie wiem, czy już powinnam tu pisać, bo jak się okazało jestem "ewolucyjnie przystosowana do bycia popychadłem". Było trochę łez, ale tak sobie teraz myślę, że nie ma za czym płakać.
Spotkałam się z nim, oddał mi część moich rzeczy (prawdopodobnie "dawkuje" mi je, żeby jak najczęściej się ze mną widywać). Nie chciałam z nim rozmawiać, ale znowu mnie przytulił, ja znowu płakałam. Powiedział, że dla niego (i dla niej) były to niewinne żarty, flirt. Słowa podobno nie szły w parze z czynami. Rozmawiałam z jego bratem, strasznie na P. najeżdżał, bo podobno o niczym nie wiedział. Prosili mnie, żebym się nad tym jeszcze raz zastanowiła.
Na facebooku mój dawny kolega napisał mi "wreszcie wolna", P. do niego wyskoczył z pogróżkami. Zdziwiło mnie to trochę, bo stwierdziłam, że ustąpi i pozwoli mi robić to, co będę chciała.
Następnego dnia gadaliśmy prawie 3h przez telefon, on ciągle się tłumaczył. Powiedział, że K. od niego kiedyś pożyczyła pieniądze i delikatnie zasugerował jej "pożyczką", żeby mu je oddała. I mówił, że z J. tylko żartowali i że wiedzieli o tym, że nic z tego nie będzie... Powiedział również, że raz z nią poszedł na sheeshę, w tym roku, kiedy było już ciepło- doznałam szoku, bo nic mi na ten temat słówkiem nie wspomniał. To nie było tak, że ze wszystkimi dziewczynami tak rozmawiał. Ale kiedy zapytałam o O. to się nie odezwał... Powiedziałam, że mimo wszystko nie miał prawa się tak do nich zwracać, jeśli do mnie w ogóle tak nie mówił. Stwierdził, że może to dlatego, że nie musiał mnie już zdobywać. Rozmowa była o wszystkim i o niczym, mówił, że nie jest idealny, ale nigdy nie chciał mnie skrzywdzić.
Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia wieczorem. Przytulił mnie i ... zupełnie nic nie czułam. No... może odrzucenie, tak jakby przytulał mnie całkiem obcy człowiek. Siedzieliśmy tak w ciszy i zapytałam, czy jakbym ja mu taki numer wykręciła, to czy by mi wybaczył. Znowu przemilczał (twierdził, że kobiety są słabsze emocjonalnie i bardzo szybko się zakochują, więc jeśli bym coś takiego zrobiła, to prawdopodobnie już czułabym coś do tego chłopaka). Zapytałam, dlaczego ja mam mu wybaczyć? On na to, że nie nalega, że zrobię to, co będę chciała. Nawet mnie nie przeprosił... Więc mu powiedziałam, że to pewnie dlatego, bo on jest zdania, że przecież mnie nie zdradził, nic się nie stało, więc nie ma za co przepraszać. W końcu przeprosił.
Rozmawialiśmy o tym, co było. Głupia jestem i płakać mi się chce nad swoją głupotą, bo dałam mu drugą szansę... a może raczej warunki do tego, żeby odbydować to, co było między nami. Czuję się strasznym popychadłem, jest mi wstyd.
Kilka dni po kłótni myślę, że nie ma już czego zbierać i że zrobiłam się dla niego bardzo oziębła, a on też prawie w ogóle się nie stara. Więc, tak jak mu powiedziałam, wszystko będzie teraz prowadziło do rozstania.
Cały czas sobie zadaję pytanie "dlaczego on mi to zrobił?"...
edit: przypomniało mi się. W jednej z rozmów P. rozmawiał z nią o diecie, chwaliła się, że dużo schudła. Coś już mi się ubzdurało w tym głupim móżdżku i w ogóle nie jem...
Scottie....badź dzielna i trzymaj się! I natychmiast przestań myśleć o tym, że byłaś głupia i Ci wstyd! Każdy może dać się oszukać i nie widzieć tego co się wokoł niego dzieje...ale najważniejsze to umieć się z tego uwolnić jak się zorientujemy w jakim kanale jesteśmy! i Ty to zrobiłaś :przytul: Co do niego to brak mi słów...nie ma nic gorszego niż trafić na dwulicową osobę, która w dodatku nie widzi NIC złego w swoim zachowaniu...
Scottie trzymaj się mocno, możesz płakać i rozpaczać, możesz wszystko robić, byle z dala od niego - byle mieć go w dupie i nie zamienić z nim słowa. Nie ma sensu. Zwłaszcza, że to nie pierwszy taki jego wyskok.