Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Tylko właśnie co ? 😉
Dekster ćwicz asertywność i testuj mówienie "nie" w różnych warunkach i sytuacjach, czasem nawet tylko po to żeby zobaczyć reakcję
Dekster, "taka już jestem" znaczy tyle, co " jest mi źle, ale nie na tyle, by coś z tym zrobić". Serio, dorośli ludzie nie rzucają takich tekstów, bo to jest zwyczajnie niedojrzałe. Albo chcesz coś ze sobą zrobić, albi nie. I żadna z ciebie dobra dziewczynka, bo dla siebie samej jesteś największą zołzą.
Ja to teoretycznie wiem,niestety w praktyce mi to nie wychodzi  🤔
To za słabo się starasz, wiem coś o tym... To czy się zmienisz zależy TYLKO od ciebie i od tego ile wysiłku w to włożysz.

Tylko teraz rozmowa schodzi na twoją potulność, a wyszło od tego, że facet jest niezdecydowany. To gdzie właściwie leży problem? Może oboje siądźcie i pogadajcie na zasadzie "kawa na ławę"? Bo on też chyba tak piąte przez dziesiąte, może sam nie wie o co mu chodzi i czego chce.
Rozmawialiśmy dużo i długo.Wyszło na to ,że oczywiście jestem cudowna i idealna ale on nie jest pewien czy to jest TO na całe życie.Twierdzi,że nie wie czy dobrze robi,że mu źle z tym,myślał ,że to będzie łatwiejsze,jestem ważna w jego życiu i zawsze będę ...poprostu jak przyszło co do czego to zwyczajnie stchórzył.
Dekster za przeproszeniem to wszystko jest o ... rozbić.
"Jesteś cudowna, ale nie na tyle, bym chciał z tobą być, ale na tyle, by ci mieszać w głowie".
Daj sobie z nim spokój i znajdź kogoś, dla kogo będziesz cudowna i będzie wiedział, że właśnie dlatego chce z tobą być.
:kwiatek:
Powiedziałam mu,że skoro tak postanawia to ja nie zamierzam się sprzeciwiać,że szanuję jego decyzję ale.....w takim układzie nie chcę go widzieć na oczy.Dla mnie
taki "niby przyjacielski" kontakt jest męczący a dla niego nie do zaakceptowania jest to,że mnie na jeden dzień traci z pola widzenia.Wiadomo,że jest mi przykro,ale to nie koniec świata.Mam swoje życie i bez niego też mi było dobrze.Jest tylko jeden problem ,że on mi ciągle stoi w progu i nie moge iść dalej dopóki nie zniknie.Gdy tylko próbuje trzymać dystans słysze w kółko tą samą litanię  🙄
Jak ci stoi w progu?
Macie jakieś wzajemne powiązania, których nie da się uniknąć, typu wspólna szkoła, praca?
Jeżeli nie, to odcięcie się nie jest naprawdę żadnym problemem. Wystarczy nie odbierać telefonów, nie odpisywać na maile, zablokować na FB, nie wpuszczać do domu, jak próbuje składać wizyty.
Dekster
Dziewczyny dobrze mówią.
Zależy Ci na facecie, więc rozkminiasz i szukasz choć cienia dowodu na to, że jednak mu zależy.
Prawda jest niestety przykra, szkoda Twojego czasu i zaangażowania, bo gdyby facet chciał z Tobą być, nie szukałby wymówek i nie udawał, że sytuacja go przerosła.

O prawdziwości naszych słów przekonasz się dopiero kiedy spotkasz na swojej drodze mężczyznę, który odda Ci się w 100%, nie będzie szukał problemów tam gdzie ich nie ma i przy Tobie nawet nie pomyśli o tym, że się czegoś boi 😉
Wiem z własnego doświadczenia, zanim spotkałam mojego Piotrka zawsze musiałam sobie tłumaczyć zachowanie facetów, z którymi się spotykałam (a którym zwyczajnie nie zależało), szukałam wymówek i dziury w całym, a prawda była banalna i na wyciągnięcie ręki 😉


A tak przy okazji, że już się tu pojawiłam, wczoraj stuknęły nam 2 lata razem (nawet nie wiem kiedy to minęło), a my nadal w sobie zakochani i baaaardzo szczęśliwi razem 😍
Ano... Z obserwacji wnosząc, to nie tylko kobiety w takich sytuacjach wymyślają wymówki, usprawiedliwienia i karkołomne konstrukcje emocjonalne. W przypadkach odwrotnych, gdy to facet się zaangażuje, a kobiecie nie zależy, faceci wyczyniają to samo - tylko chyba są twardsi psychicznie, bo przynajmniej w przypadkach, które widziałam, "zbierali się" szybciej.
Ogólnie - człowiekowi ciężko przełknąć porażkę pt. "nie zależy mu/jej". Gdzieś podświadomie uderza to w poczucie własnej wartości, bo każdy myśli, że to na pewno jego wina, a nie że tak po prostu się zdarzyło.
A tak stoi ,że mieszkamy niedaleko siebie i mamy wspólnych przyjaciół i ciężko się odciąć .Nie chodzi o to ,żeby udawać ,że nie żyję tylko sprowadzić relacje do poziomu czysto koleżeńskiego .W tym problem,że skoro tak postanowiliśmy to ok tylko,że wyszło to od niego to on chciał a się tego wogóle nie trzyma i sam się już mota. 🤔wirek:
Pauli, tylko najpierw trzeba trafić na tego jednego jedynego i to poczuć, bo inaczej to o czym piszesz jest abstrakcją 🙂

Dekster , na przykładzie znajomej da się mieć wspólnych znajomych i się odciąć. Inna sprawa, że u niej akurat jak facet powiedział, że on nie wie czy ona jest tą, z którą chce być to na pół roku zerwała z nim kontakt, a teraz są szczęśliwym małżeństwem :p ale to sytuacja jedna na milion
na pół roku zerwała z nim kontakt, a teraz są szczęśliwym małżeństwem :p

Ale że z tym samym z którym zerwała kontakt?  👀
Ciekawe jak to sie jej udało  😉 Ja takiego happy endu nie zakładam  😉
safie
Pozwolę sobie zacytować samą siebie 😉
O prawdziwości naszych słów przekonasz się dopiero kiedy spotkasz na swojej drodze mężczyznę, który odda Ci się w 100%, nie będzie szukał problemów tam gdzie ich nie ma i przy Tobie nawet nie pomyśli o tym, że się czegoś boi 😉


Dokładnie to miałam na myśli 😉
Byle byście potrafili wytrzymać w swoim towarzystwie i się nie pokłócić i już będzie dobrze  👍
Ja nie ogarniam czemu ludzie jak się rozstają, to od razu muszą wstępować na wojenną ścieżkę  😵 To takie straszne rozejść się i trzymać fason i być dla siebie po prostu uprzejmym?  😵 Tego nie ogarniam jak 🙁
Dekster, uzalezniasz od niego to czy sie odetniesz i pojdziesz dalej?
Dekster mota się, bo myślał pewnie, że będziesz za nim latać, a on "zje ciasteczko i będzie mieć ciasteczko", a tutaj pokrzyżowałaś mu plany. Nie dawaj sobą manipulować.

E. chyba większość  ludzi nie umie się rozstać w zgodzie. Ja zachowywałam się wobec byłego męża do samego końca grzecznie i kulturalnie, gotowa byłam utrzymać z nim jakieś relacje na poziomie czysto towarzyskim od czasu do czasu, gdyby tego chciał, i osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia pod względem kultury odnoszenia się do niego - co nie zmieniło faktu, że na rozprawie zostałam potraktowana jak coś, co należy czubkiem buta odsunąć z drogi, żeby się nie pobrudzić...
Tłumaczę sobie takie zachowania w ten sposób, że "łatwiej" jest zacząć zachowywać się jak burak i prostak, niż z podniesioną głową przyznać, że się cierpi.

Nie no ja rozumiem, że agresja jest jakąś tam reakcją obronną, ale chyba są jakieś granice? A nawet jeśli, to po jakimś czasie powinno komuś przejść. Chyba  👀
Jakieś granice są, tylko często jest tak, że co dla jednej osoby jest przekroczeniem granicy, dla drugiej bywa dopiero początkiem.
A po jakim czasie przejdzie, to też kwestia indywidualna. Są ludzie którzy potrafią tak się zapiec w nienawiści do drugiej osoby, że trwa to i trwa...
Ale zasadniczo ja jestem zwolenniczką "czystego cięcia" i całkowitego zrywania kontaktu z byłymi wszelkiej maści, jeśli tylko jest to wykonalne (czyli np. nie ma się dzieci).
[quote author=safie link=topic=148.msg2287987#msg2287987 date=1423479609]
na pół roku zerwała z nim kontakt, a teraz są szczęśliwym małżeństwem :p

Ale że z tym samym z którym zerwała kontakt?  👀
[/quote]

Tak z tym samym 🙂 chłopak nie był pewny czy ją kocha tak na serio i się wycofali oboje w przeciwne narożniki. On tam jakiegoś kontaktu szukał, ale kumpelskiego i po pół roku wrócił na kolanach, po miesiącu się zaręczyli, po 4 miesiącach wzięli ślub. Teraz są już 4 lata po ślubie i właśnie urodził im się synek 🙂

Jak to ona stwierdziła, jak się coś kocha to trzeba czasami to puścić wolno, a jak kocha to wróci 🙂 Nie robiła mu wymówek to stwierdziła, że skoro on nie wie to daje mu przestrzeń, żeby się zastanowił, sama się spotykała z jakimiś ktosiami i nawet nie liczyła, że to się tak skończy 🙂
Ja się uniosłam honorem aż jeden dzień.Naprawdę potrafie się z nim kumplować bez rzucania w niego ziemniakami ;p Tylko on do końca nie chce się tylko przyjaźnić a sam tego chciał.
Masz rację, szkoda ziemniaków  😁
Nie no, to nawet o przyjaźń nie chodzi, bo żeńsko-męska przyjaźń nie ma prawa istnieć, ale zwykłe takie bycie dla siebie miłym i grzeczne zamienienie dwóch-trzech zdań... Ech, może to ja za dużo wymagam  🙁 
E., to chyba zależy od bagażu doświadczeń i emocji.

Z A. związek mi się od tak skończył "za porozumieniem stron" i spoko. Jak się spotkamy to pogadamy, powydurniamy itp. i luz.

Z exP. nie ma szans ... I tu nie chodzi o to, że go nadal kocham, tylko o to, jak się zachował i jak mnie traktował i w jakim stanie mnie zostawił.

Z T. nawet kilka razy po zerwaniu się spotkałam,a  to na piwie a to do kina. Ot koleżeńsko.
Safie, to ja przyjdę do Ciebie po nauki (albo jeszcze lepiej, przyślę co poniektórych), żebyś ich nauczyła tak jak A. i T., że z ex można się czasem spotkać, albo nawet i pogadać i nie straszniebrzydkiesłowo jej przy tym albo nie zachowywać się jak ostatni buc  👿
Trochę mnie przeceniasz 😉
Z A. i T. to jakoś tak naturalnie wychodzi, jak raz spotkałam exP. w autobusie i jeszcze się dosiadł do mnie to mimo upływu roku miałam ochotę rozszarpać gardło, a jego gadanie o zaręczynach z babką dla której mnie zostawił (tylko przez jakiś czas zapominał mi o tym fakcie powiedzieć 😉 ) doprowadzały mnie do szału
Jak się widzimy to potrafimy ze sobą rozmawiać,powygłupiać się i jest niby normalnie.Niestety wszystko pęka w momencie,gdy tylko wspomnę,że gdzieś bym z kimś poszła,albo że gdzieś z kimś byłam.Jest zwyczajnie zazdrosny.Nawet ostatnio mi mówił ,że on sobie nie wyobraża żebym mogła sypiać z kimś innym niż on i go to dręczy.
Ja go puściłam wolno,więc on mnie też powinien.
Dekster, skoro wiesz, że to go dręczy/denerwuje/ itp. to po co poruszasz ten temat? Nie jest przypadkiem tak, że po cichu liczysz, że będzie zazdrosny?
Wiesz co ja myślę, Dekster? Że on chce Twojej uwagi, ale bez zobowiązań związanych z byciem w związku. Czyli takie zjeść ciastko i mieć ciastko - dalej być uwielbianym i adorowanym, ale nie musieć nic robić, nie musieć dawać nic w zamian i mieć wolną rączkę gdyby wpadła jakaś "lepsza". Bo to takie fajne, mile łechcze ego i podbudowuje swoje poczucie wartości, kiedy ktoś nas adoruje, goni za nami, chce nas 😉
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się