Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

Murat-Gazon, z tym się zgodzę. Z nikim nie mam dziecka, ale naprawdę jest tak, że obowiązkowy, czuły, pomagający i odpowiedzialny facet może po urodzeniu dziecka przez partnerkę może okazać się leniem i pasożytem? Nie ma żadnych przesłanek ostrzegawczych przed? Czy kobiety świadomie decydują się na związki z obibokami rozmiłowanymi w patriarchacie i same się w to pakują, bo nie potrafią inaczej? Czy liczą, że po pojawieniu się dziecka ich wiecznie leżący na kanapie mąż się zmieni (tak jak miało się to stać po ślubie np.). Takie mam spostrzeżenia, że ogromna większość kobiet myśli o tym, jaki powinien być jej wymarzony partner, a nie jak ona chce być traktowana w tym związku. Ważniejsze jest jakie ona musi spełnić warunki, by ktoś ją chciał niż to, jakie ona sama przyjęła kryteria wyboru.
Ale dziewczyny! ja mówię o tym, że relację i podział obowiązków ustala się od samego początku, bo po 10, 20, 30 latach jest już zwyczajnie za późno i zostaje tylko biadolenie, jaką to kobieta jest kurą domową, że straciła siebie, że poświęca się dla rodziny itd.

Murat-Gazon
Dla mnie pomaganie w domu znaczy tyle, co wspieranie się w codziennych obowiązkach.
Mój mężczyzna ma dokładnie tyle do zrobienia w domu co ja, czasem nawet więcej, jeśli pracuję całymi dniami.
Jest to dla nas obojga oczywiste i naturalne, że dbamy o wspólny dom w tym samym stopniu, jedno drugiemu łaski nie robi.
Nie wiem, jak będzie, kiedy (jeśli) pojawi się dziecko, ale NIGDY W ŻYCIU nie dopuszczę do sytuacji, że jaśnie pan małżonek będzie gościem na włościach, a ja będę mu usługiwać!

Averis
No właśnie.
Każdy ma jakiś instynkt samozachowawczy i albo da się stłamsić, albo ustawi priorytety w związku, żeby obu stronom żyło się dobrze.
Oleję pranie to mi urośnie taka góra, że przez tydzień się nie odgrzebię.
Nie wyciągnę ze zmywarki naczyń to nowa góra będzie rosła w zlewie pod sufit, mąż sobie ewentualnie umyje talerz pod prysznicem  😁 a jak mi jakiś gość do domu przyjdzie? Chlew.
Sama doprowadziłam do tej sytuacji, jak?
Ascaia czy jesteś w związku?
To jest to, o czym pisała Teodora, że najpierw trzeba zbudować własne fundamenty, by nie być tym zastraszonym dziewczątkiem, które chlipie za murami zamku. A tymczasem kobiety nie wiedzą jak chcą być traktowane. Albo wiedzą, ale boją się o tym mówić. Moja przyjaciółka zawsze mówi, że jak ma do wyboru wieczorem zmyć makijaż, czy naczynia, to zawsze wybierze makijaż. Ma też swój kubek, z którego nikt z domowników nie może pić. Lubi też mieć długi rozbieg po przebudzeniu, więc jej syn robi sobie kanapki wieczorem i nikt jej w tej godzinie z rana nie przeszkadza. Tak samo lubi zamknąć się w pokoju na 3 godziny i czytać (a ma dziecko w wieku szkolnym). Ktoś powie "bzdury", ale u niej to jest fundament. I podziwiam ją za to. I jest mężatką od 15 lat. Po prostu wyłożyła karty na stół na początku związku i wybrała partnera, który spełniał jej warunki i szanuje jej zasady.

Edit: I tak sobie zawsze myślę, skoro jej się udało, to chyba się da 🙂 To dla mnie bardzo ważny przykład.
Averis obserwując różne znane mi sytuacje, to symptomów ostrzegawczych nie ma, niestety...

Takie mam spostrzeżenia, że ogromna większość kobiet myśli o tym, jaki powinien być jej wymarzony partner, a nie jak ona chce być traktowana w tym związku. Ważniejsze jest jakie ona musi spełnić warunki, by ktoś ją chciał niż to, jakie ona sama przyjęła kryteria wyboru.

Mam kilka koleżanek, które swego czasu były bardzo "wyzwolone i feministyczne" - takie z gatunku: ja NIE gotuję, a facet niech sobie sam pierze, co ja niańka jestem? Obecnie są w stałych związkach, mają dzieci, z "wyzwolonego feminizmu" nic nie zostało, piorą, gotują, sprzątają, czekają z obiadkiem, aż mąż wróci z pracy, w międzyczasie niańczą dziecko. Owszem, jednej udało się wytresować męża tak, że robi w domu wszystko, co ona każe - ale i tak musi kazać, bo sam z siebie się nie domyśli i jest 100% pewności, że jeżeli ona np. wyjdzie z dzieckiem i zostawi jakieś rzeczy do zrobienia, ale o tym nie powie, to on nie zrobi, bo nie zauważy.

Moim zdaniem problemem jest to, że na pewnym etapie związku każda (chyba nadal każda?) kobieta instynktownie odczuwa potrzebę pokazania mężczyźnie, jaką będzie dobrą panią domu, żoną i matką... Zaczyna zatem gotować trzydaniowe obiadki, sprzątać mieszkanie na błysk, wycierać każdy najmniejszy znak kurzu na meblach itp. - i w dobrej wierze ustawia się właśnie na pozycji służącej. Natomiast rzeczywiście, działanie jest skuteczne, bo nie znam faceta, który nie chciałby mieć służącej 😉 Znam takich, co się pogodzili z tym, że jej mieć nie będą, ale ANI JEDNEGO, który w skrytości ducha nie marzy o tym, żeby żona wokół niego skakała, a on nie robił nic.
Nie rozumiem tego boju o sprawiedliwosc za wszelka cene. Zycie nie jest fair i nie traktuje wszystkich po rowno, w zwiazku tez bedzie zawsze tak, ze ktos robi wiecej, inny mniej, czy cos innego. Ja nie wojuje o sprawiedliwosc, sa rzeczy, ktore naturalnie ogarniam ja, sa rzeczy, ktore ogarnia moj facet. Np. ja nie znosze robienia zakupow- nie pamietam kiedy ostatnio bylam w sklepie po wieksze zakupy, serio nie wiem 😲 Do odkurzacza tez sie juz nie dotykam, kociej kuwety nie ogarnialam wieki, kwiaty tez sie magicznie podlewaja same, moj laptop przestal miec naturalna warstwe ochronna na monitorze w postaci kurzu. Sa rzeczy w domu, ktore jakos tak same z siebie wychodza, ze robi je moj facet, czesc rzeczy ogarnia moj syn, czesc ja. Czy jest po rowno? Nie jest na pewno. Czy bylo tak od zawsze? Nie, nie bylo.

Pewne sprawy trzeba zwyczajnie zaakceptowac, w tym fakt, ze nigdy nie bedzie tak, ze kazde w domu bedzie robic tyle samo.
Dodofon, prawda co piszesz. Szczęśliwie znam przypadek, gdy żona przez dzień zajmuje się dziećmi, a mąż pracuje. Jak mąż wraca, to musi chwilę odpocząć, ale potem albo pranie powiesi, posprząta, z dziećmi się pobawi... generalnie bierze czynny udział w domowych obowiązkach.

Zen dokładnie. Nie da się po równo. Tak jak wg mnie niemożliwe jest całkowite równouprawnienie, bo jesteśmy różni fizycznie.
zen, ale chyba tu nie chodzi o tyle samo, ale o to, żeby ustalić taki podział, żeby każdy był zadowolony. A w wielu rodzinach zadowolony jest tylko facet, bo nie robi nic albo robi prawie nic. Powiedzmy sobie szczerze, jeśli do obowiązków faceta należy wyrzucanie śmieci i raz w tygodniu pojechanie po zakupy, to moim zdaniem on nie robi nic - w porównaniu do gigantycznej ilości rzeczy, jakie robi kobieta. A takich par jest bardzo dużo.
No chyba że komuś to pasuje.
Ja osobiście mogłabym zaakceptować cały dom na mojej głowie chyba tylko pod warunkiem, że nie muszę pracować, a facet zarabia kokosy i spełnia wszystkie moje zachcianki w zamian za to, że ja się zajmuję domem  😉
Pauli dzięki 🙂 Ja na szczęście większego problemu z tym nie mam, wiem na czym stoję. Ale biedny jest ten mój narzeczony. Raz na rok przyjeżdża do domu i jest zarzucany takimi oskarżeniami  😁

Zgadzam się również z tym co mówisz o przyzwoleniu kobiet na takie traktowanie. Ale wypracowanie odpowiedniego kompromisu wymaga wcześniejszych mediacji. W momencie gdzie to już się stało - będzie ciężej. I tak jak mówi zen - to nie o równość chodzi ale o fakt zaakceptowania jakiś warunków na jakie możemy się zgodzić.

Ja miałam maminsynka, który w życiu się nie skalał pracą domową. Sprawa jasno wyjaśniona - albo ty będziesz pomagał, albo zarobisz na tyle, żeby ta pomoc była z zewnątrz. W końcu jemu też zależy żeby żona była wypoczęta, zdrowa spełniona i piękna  😁 Wyklarowało mu się to jasno po 3 miesięcznym dzieleniu mieszkania z moim tatą. Zobaczył, że człowiek, który pracuje po nocach i jest dla niego autorytetem we wszystkich aspektach życia - robi pranie, zmywa naczynia, przygotowuje śniadanie dla wszystkich. Skarb nie tata  😍
To też się wynosi z domu. U mnie niemożliwa byłaby sytuacja, że mężczyzna siedzi w fotelu kiedy kobieta pracuje. Albo ma być na odwrót - albo po równo. I to tłukłam mojemu narzeczonemu od początku związku. Chyba się udało, ale pewnie życie jak zwykle zweryfikuje.

Averis rozumiem Twoją koleżankę. Ale takie zasady należy ustalać znacznie wcześniej, tak jak Pauli mówi, po paru latach może być już za późno.

A tak z innej beczki - kiedy takie rozmowy u was miały miejsce dziewczyny? Po zamieszkaniu, po paru latach, po miesiącu?

Problemem jest chyba to, że w związkach za mało rozmawiamy.
Ja jak mówię mężowi, żeby coś zrobił w domu to mówi, że np.: "napaliłem w piecu, możemy się zamienić, idź do kotłowni i sama napal"  😁
To już wolę odkurzyć i pranie rozwiesić 😉
udorka, ale jeśli tobie to pasuje, to w czym problem? 😉
Hmmm no to ja miałam tak, że mój były mąż domem się zajmował, a jakże. I pranie zrobił, i posprzątał, i podłogę umył, i odkurzył, i ugotował, i na zakupy poszedł. Wszystko robił bez mówienia o tym, mało tego, mnie przypominał, że powinnam to czy tamto zrobić - bo ja mam stosunek do obowiązków domowych trochę na zasadzie "co masz zrobić dziś, zrób jutro, będziesz mieć dzień wolnego" (oczywiście bez przesady, tylko do poziomu umiarkowanego bałaganu 😉 ).
Wydawałoby się - ideał. Tylko że wszystko, co robił, wykonywał z miną obrażonego księcia i na każdym kroku dawał mi do zrozumienia, że on  to robi dlatego, że ja to robię ŹLE. I że to kobieta powinna takie rzeczy robić, a nie mężczyzna, bo co to za kobieta, co nie umie porządnie sprzątnąć i mężczyzna musi.
Także dziewczyny, uważajcie na pedantów  😁
Zycie nie jest fair i nie traktuje wszystkich po rowno, w zwiazku tez bedzie zawsze tak, ze ktos robi wiecej, inny mniej, czy cos innego. Ja nie wojuje o sprawiedliwosc, sa rzeczy, ktore naturalnie ogarniam ja, sa rzeczy, ktore ogarnia moj facet. 

Dokładnie to miałam na myśli 😉
Nie chodzi mi o to, żeby każdy robił po równo, tylko żeby nie było tak, że jedna osoba ma na głowie wszystko i zero czasu dla siebie, a ta druga nawet się nie zainteresuje, czy może nie jest coś do zrobienia, żeby odciążyć partnera.

Sama robię w domu sporo i robię to z przyjemnością, dbam o swojego mężczyznę, ale kiedy stwierdzam, że ja już się narobiłam i teraz jego kolej przyczynić się do ładu w domu, grzecznie się wycofuję i pozwalam mu działać.
W sumie mam to szczęście, że o niewielu rzeczach muszę wspominać, on dokładnie wie co jest do zrobienia w domu i kiedy, taki skarb mi się trafił 😍


A tak z innej beczki - kiedy takie rozmowy u was miały miejsce dziewczyny? Po zamieszkaniu, po paru latach, po miesiącu?

U nas nie było ani jednej rozmowy na temat podziału obowiązków, wszystko odbyło się samoistnie i naturalnie.
W równym stopniu czujemy odpowiedzialność za sprawy domowe i jedno drugiemu palcem nie pokazuje co jest do zrobienia, ani że gdzieś jest bałagan.

Zdarzyło się raz, że Piotrek coś mi wypomniał (chodziło chyba o niesprzątniętą po gotowaniu kuchenkę), że brudno, że on tak nie zostawia (gotuje od wielkiego dzwonu). Fakt, powinnam była po sobie posprzątać, ale jak się robi tysiąc innych rzeczy w trakcie, może wypaść z głowy, powiedziałam więc, ze skoro zajmuje to jakieś 5-10 minut, to równie dobrze on może to zrobić, jeśli już zauważył bałagan.


udorka
No właśnie, "zrobię sama, bo po co mam dyskutować i tracić czas".
Ty pokazujesz, że ustąpisz, on się nie poczuwa i tym sposobem pozwalasz na to, by traktował Cię jak pomoc domową, a nie jak partnerkę (nie znam waszej relacji, ale z Twoich postów właśnie taki obraz się wyłania).
No, chyba że faktycznie tak jest dla Ciebie ok 😉
Averis, Pauli - w tym problem, że zazwyczaj mi pasuje, ale jak mam gorszy dzień chciałabym pomocy a jej nie dostaję.
Albo pasuje mi sprzątanie, ale to, że dziecko mi się pląta pod nogami już nie.
No nic, mój mąż już i tak nie do wychowania tylko odstrzelenia  😂

edit: piszę chaotycznie ale dlatego, że z pracy ( eh to uzależnienie od volty  😀iabeł: )
To racja, dużo razy ustępuję ale po prostu dlatego, że nie chce mi się kłócić, nie mam sił. Może do tego doprowadziłam w ten sposób, może trzeba być twardszym, tylko, że nie wychwyciłam granicy kiedy coś zaczęło być nie tak.
Po ślubie, 10 lat temu to on wręcz sam w soboty brał ścierę i ścierał kurze, a teraz mówi, że w domu burdel a jego siostra ma przyjść  😵, a jak mówię: "sam to zrób" to zawsze jakiś głupi tekst i wychodzi.
Nie jest u mnie tak, że wszystko na błysk więc nie mogę nazwać się służącą, daleko mi do perfekcyjnej pani domu, on wynosi śmieci z wszystkich 5 miejsc ( eh ta segregacja 😉) czasem rozwiesi pranie, kosi trawę, myje auto, bywa że i odkurzy i umyje podłogę jak jest w domu, ale denerwuje mnie to, że czasem jak on nie ma obowiązków a ja mam akurat wszystko na głowie to on nie ruszy d*** by mi pomóc albo sam nie zauważy, że trzeba coś podnieść z ziemi, zmyć - trzeba pokazywać palcem.

Dodofon, dlaczego nie ma wyjścia?


Averis - bo np. serce matki nie pozwoli zostawić wrzeszczącego i zasranego niemowlaka i pójść na imprezę… a "serce" ojca pozwoli zostawić ową żonę z tym bobasem i pójść z kolegami na piwo

BTW - poza tym twierdze, ze bardzo często kobiety są same sobie winne, nie mają prawka (nie mogą sie przemieszczać), rezygnują z pracy, z pasji, hobby, na rzecz zainteresowań męża
jakoś nie widziałam by babka zaciągnęła męża na kurs haftowania, a często na wyścigi aut kobiety jeżdżą (pomimo że wcześniej jakos sie tym nie interesowały)
salto, u nas jakos tak naturalnie rozmowa wyszla, bo ja sprzatam dosc czesto 😉

Za to moja kolezanka rok temu wyszla za maz za buca do kwadratu, facet jest chamem i prostakiem, ale duzo zarabia 🙄 Bardzo duzo. Traktuje moja kolezanke jak kretynke. Jej to widac pasuje, bo kazdy mowil, zeby sie zastanowila sto razy zanim za niego wyjdzie za maz, bo on od poczatku nie kryl sie ze swoimi emocjami.

No i tak jakis miesiac temu zaprosili nas na obiad, bo tenze pan i wladca gotowal. Moja kolezanka rzula gume i chciala sprobowac sos, wiec gume odlozyla na drewnianej desce i o niej zapomniala. Jej facet wyciagnal mieso z piekarnika, polozyl naczynie gorace na tejze desce, oczywiscie guma jak to guma, przykleila sie i rozciagnela jak probowal ja zdjac, wiec wsciekly rzucil naczyniem i ryknal 'a co ja sie kurw* bede szarpac, ty i tak tu bedziesz sprzatac!'. Ja jestem pewna, ze to kwestia czasu jak zacznie ja okladac i smarowac jej twarza o podloge, ale co mi do tego. Swoje powiedzialam, jej i jemu, on mi bezczelnie powiedzial 'wiesz, z toba sie nie zenilem, jej widac pasuje jaki jestem'. I co zrobisz? Uszczesliwisz na sile? Jej pasuje, ze ma 3 razy w roku wakacje i nie musi pracowac.
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2280217#msg2280217 date=1422614097]
(..)
Moim zdaniem problemem jest to, że na pewnym etapie związku każda (chyba nadal każda?) kobieta instynktownie odczuwa potrzebę pokazania mężczyźnie, jaką będzie dobrą panią domu, żoną i matką... Zaczyna zatem gotować trzydaniowe obiadki, sprzątać mieszkanie na błysk, wycierać każdy najmniejszy znak kurzu na meblach itp. - i w dobrej wierze ustawia się właśnie na pozycji służącej. (..)
[/quote]

AMEN! Murat-Gazon, świetnie ujęte w słowa, sama przechodzę przez ten etap, szczególnie, że siedzę w domu a to chłop zarabia na życie. i z jednej strony - nie mamy dzieci, więc jeżeli on po całym dniu w pracy wraca, to właściwie dlaczego nie ma czekać na niego ten ciepły obiad? według mnie to normalne i sprawiedliwe. obowiązki są po mojej stronie, sprzątanie, pranie, gotowanie, ale jak P. widzi, że o - pranie jest do zrobienia, to idzie wstawić. kolację zrobi, posprząta. ostatnio skręciłam nogę, nie poszedł do pracy, bo nie chciał mnie zostawić samej z psem (mieszkamy na 3 piętrze), nie byłam obłożnie chora, powoli się przemieszczałam po mieszkaniu, ale to skoczył do sklepu po świeże pieczywo, zrobił śniadanie, poodkurzał, mimo, że odkurzałam dzień wcześniej. chyba trafiła mi się normalnie czuła, troskliwa i opiekuńcza kobieta z penisem (nie, żebym miała obiekcje do męskości mojego partnera!) 😁
i jeszcze a'propo stereotypów: moja mama sprzątała, gotowała, prała, wypasała nas, szyła + pracowała, ojciec nie robił żadnych prac domowych (czasami odkurzył) ba nawet technicznych nie lubił robić typu napraw półkę = ale fakt, że ciężko pracował

Mojej mamie to odpowiadało, bo ona lubiła być "kokoszką", gotować i dbać o dom.

ale ja jakoś nie wyniosłam z domu takiego modelu - ze kobieta pracuje+ wszystko inne, a facet pracuje + nic



Dodofon ja miałam tak samo - mama miała na głowie dom, ojciec pracował. Jej to odpowiada.
Ja wyniosłam przekonanie, że chcę mieć dokładnie odwrotnie - nie będę kurą domową zasuwającą od rana do nocy jak moja mama.

(to, że potem trafiłam na faceta, który właśnie kurę domową ze mnie chciał zrobić, to już inny temat)
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2280265#msg2280265 date=1422616841]
Dodofon ja miałam tak samo - mama miała na głowie dom, ojciec pracował. Jej to odpowiada.
Ja wyniosłam przekonanie, że chcę mieć dokładnie odwrotnie - nie będę kurą domową zasuwającą od rana do nocy jak moja mama.

(to, że potem trafiłam na faceta, który właśnie kurę domową ze mnie chciał zrobić, to już inny temat)
[/quote]

ale moja mama dom + PRACA (ona pracowała cały czas)

ja znam kobiety "kokoszki" spełniające się w tym, mające fajne związki, gdzie panowie pomimo, ze kobieta siedzi w domu z dziećmi - również pomagają a nie są "Panami do kasy i wymagań"
ale zawsze obserwując dzisiejszy świat, uważam, ze to bardzo ryzykowne być kobietą w dzisiejszych czasach i NIE pracować...
Moja mama pracowała zawodowo, zanim poznała ojca, potem jeszcze kilka lat po moim urodzeniu. Potem zrezygnowała z pracy na etacie i zajęła się domem, obecnie dorywczo pracuje razem z ojcem (specyfika zawodu - mają ściśle powiązane zawody i stanowią uzupełniający się duet, swoją drogą zawsze podziwiałam ich totalnie zgodną współpracę na gruncie zawodowym). Natomiast nawet jeśli pracują, to jak wracają i oboje (!) padają z nóg, to i tak absolutnie wszystko, co jest do zrobienia w domu, robi ona. On nawet nie odniesie po sobie filiżanki do zlewu, nie mówiąc już o jej umyciu.  🤔
Mojej mamie to pasuje, ale dla mnie zawsze było w tym coś upokarzającego. Dlatego zawsze mówiłam sobie, że ja nigdy nie pozwolę się zepchnąć do takiej roli.
Co do ryzyka związanego z niepracowaniem - zgadzam się. Choćby ze względu na to, że jeżeli coś nie wyjdzie i okaże się, od faceta trzeba wiać, bo to jakiś psychopata czy inny dziwok, to bez samodzielności finansowej - lipa.

[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2280281#msg2280281 date=1422617460]

Co do ryzyka związanego z niepracowaniem - zgadzam się. Choćby ze względu na to, że jeżeli coś nie wyjdzie i okaże się, od faceta trzeba wiać, bo to jakiś psychopata czy inny dziwok, to bez samodzielności finansowej - lipa.

[/quote]

akurat psychopatów jest dość mało - patrzę bardziej że związki się rozpadają po 40-stce i kobieta zostaje na lodzie, często dzieci są już w wieku nastolatków i chętnie zostaną przy kasiastym ojcu,
poza tym, zawsze noga może się podwinąć w pracy facetowi i prace straci… i długo nie będzie mógł znaleźć, albo będzie miał wypadek, który go z pracy zdyskwalifikuje, i jeszcze wiele innych powodów - o swojej samorealizacji nie wspomnę
Dodofon, ja też miałam tak w domu. Ale moja mama jest dla mnie wzorem, bo ogarnia wszystko. Włącznie z finansami na każdym poziomie, planowaniem dużych zakupów, remontów. I mama nie była kuchtą, a kobietą, która zdecydowała się zostać w domu, żeby go prowadzić. I chociaż ja siebie absolutnie nie widzę w jakiej roli (jak i moje siostry, obie robią duże kariery),to nie przeszkadza jej w byciu dla nas wzorem ogarnięcia i "dorosłości".

Teraz oboje są na emeryturze, więc podział znika :P
Miałam wczoraj jeszcze jedną książkę dopisać z tych okołozwiązkowych, ale byłam zbyt zmęczona. A teraz to nawet bardziej będzie pasowała do wątku...

Znacie "Najpierw wytresuj kurczaka" Karen Pryor? Bo jak nie, to koniecznie trzeba przeczytać. Choćby dlatego, że macie do czynienia z końmi, psami. Do listy można dopisać chłopaków i mężów (oraz koleżanki, matki, siostry, pana motorniczego itd.). Nie chodzi o to, żeby wytresować sobie mężczyznę, tylko żeby nie robić nieproduktywnych głupot i nie strzelać sobie w stopę. Nie zamienić się w Matkę Polkę Zrzędzącą. Nie karać za próby zrobienia czegoś. Takie tam podstawy. Czysta się fajnie. I chyba przy odrobinie pomyślunku łatwo to twórczo rozwijać. Choćby przez takie przykłady, jak można na różne sposoby rozwiązać dany konkretny i życiowy problem (od kota skaczącego na stół, przez szczekliwego psa, po męża rozrzucającego skarpetki - cytuję z pamięci).
Murat-Gazon, Ano taka różnica, że nie chciałabym aby wiara przekładana była ponad rodzinę i najbliższych znajomych (a z tego co widzę ma już takie ciągoty). Po prostu z tego powodu byłyby ciągle scysje, a żadna strona pewnie nie chciałaby odpuścić swoich racji.

CzarownicaSa, No właśnie. Byłoby bardzo ciężko mi to to ogarnąć. Nie mam nic przeciwko wierze jeśli to się nie przerzuca na codzienność i tak jak mówiłam wszystko co się wydarzy pomyślnie dla tej osoby nie jest sprowadzane do boskiej interwencji. Planów związkowych jako takich nie miałam, bo jest to świeża znajomość, dopiero coś tam zaczęło iść w stronę ewentualnego romansu. Ale podywagować sobie można.

zen, O dziwo nie. Powiedział, że bardzo mu się podoba moje racjonalne podejście i to, że sprawdzam (i czytam) zanim uwierzę. Dyskusja O DZIWO była racjonalna i kulturalna, każdy swoje zdanie wypowiedział i się skończyło. Chociaż mi zapaliła się czerwona lampka nad głową jak zaczął wysyłać mi różne dziwne linki (pod pretekstem: "o patrz, w Łodzi też jesteśmy) i po tej akcji zaczęłam się do niego odnosić chłodniej i trzymałam go na dystans.

JARA, Oglądałam kiedyś dokument o chrześcijanach nowonarodzonych. To jest dopiero kosmos! 🤔wirek:

salto piccolo, Właśnie ta hierarchia mnie przeraża. Ja jestem typowym indywidualistą, który woli zrobić coś samodzielnie i samemu,a prosi o pomoc dopiero wtedy kiedy naprawdę wie, że nie da rady. 😉 Gdyby nie to wyznanie i mocne związanie z hierarchią jego kościoła to bym się nie wahała. A tak tylko mogę zacytować "No i wp*zdu wylądował. I cały misterny plan też w p***zdu" 😁
Pauli banały? a ja myślę, że życie....nie na wszystko mamy wpływ, czasem było super przed ślubem, po ślubie działało, aż tu nagle pojawia się dziecko i mąż zdziwiony, że o rany, nie jest tak jak było? To się wynosi z domu. Matka była służącą, to czemu jego żona ma nie być. Ludzie wierzą w sukces (że niemożliwe żeby był jak tatuś/mamusia) i to jest ich straszny błąd, póki synuś/córunia nie uzna, że niezbędna jest autokorekta nie ma szans na zbudowanie na wierze w sukces związku z osobą, która nie widzi problemu. Smutne, że często ma się tego pełną świadomość, ale początek związku wygląda super, wszyscy się starają, a później, jak jest zbyt późno( bo są zobowiązania różne) niestety d....pa. W sumie wchodząc w związek należałoby zacząć od kilku wizyt w domu rodzinnym, bo niestety mało kto odwala pracę u podstaw nad sobą, a bez tego drogi są dwie-kompletne zaprzeczenie wzoru, albo powielenie. Raczej rzadko są pułapki, że złapiemy się na to, że wygląda że model zaprzecza wzorcom z domu, a po fakcie okazuje się, że to ściema...bo np mamunia ogarniała dom synusiowi i dlatego tak ładnie i czysto i lodówka pełna 🙂

W sumie wchodząc w związek należałoby zacząć od kilku wizyt w domu rodzinnym, bo niestety mało kto odwala pracę u podstaw nad sobą, a bez tego drogi są dwie-kompletne zaprzeczenie wzoru, albo powielenie. Raczej rzadko są pułapki, że złapiemy się na to, że wygląda że model zaprzecza wzorcom z domu, a po fakcie okazuje się, że to ściema...bo np mamunia ogarniała dom synusiowi i dlatego tak ładnie i czysto i lodówka pełna 🙂


Oj tak, pod tym się podpisuję. Gdybym wcześniej poznała teściową i ogólnie rodzinę męża, nie mielibyśmy tylu problemów w związku jakie mieliśmy, bo ja bym po prostu w ten związek nie weszła. A tak strasznie dużo musieliśmy przepracować, nakłócić się, zmądrzeć itd, żeby było jak jest teraz.
Pauli naprawdę uważasz, że (zazwyczaj!) większy popęd seksualny u mężczyzn, wynikający z różnic indywidualnych pomiędzy kobietą a mężczyzną to stereotyp?
nika77
Ja mówię o kopiowaniu stereotypów, życiu według utartych schematów, skoro mama była kurą domową i wyręczała we wszystkim męża, to pewnie ja też tak muszę, żeby być dobrą żoną itd.

Nie dam sobie również wmówić, że dorosłej osobie decydującej się na ślub z człowiekiem, którego dobrze zna, po założeniu obrączki na palec, spadają z oczu klapki i nagle budzi się z pięknego snu. Nie wierzę, że można się tak mylić co do swojego wybranka, że dopiero po ślubie okazuje się, że jest nierobem i uważa, że kobieta w domu powinna mu służyć.
I NAGLE (?!) okazuje się, że życie to nie bajka? No proszę...

Wbrew temu, co zostało już napisane, wierzę że mamy wpływ na to, jak będzie wyglądał nasz związek i mamy prawo oczekiwać i wymagać od partnera, wypracować sobie system postępowania i zasady współżycia pod jednym dachem. Naturalnie, mam świadomość, że czas na intensywną pracę i zmiany jest na początku związku, po latach pozostaje czerpać z tego, co udało się zbudować i pilnować, by pewne standardy zostały zachowane.

pati12318
Tak właśnie uważam, bo nie bardzo rozumiem to "zazwyczaj", czy słusznie domyślam się, że odnosisz swoją wypowiedź tylko do grona osób, które znasz, obserwujesz, między którymi się obracasz?
Tak się składa, że znam wiele kobiet, których popęd seksualny (w każdym razie ten deklarowany 😉 ) w niczym nie ustępuje temu stereotypowemu - męskiemu.

Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się