Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

pati mądrze powiedziane ostatnie zdanie. Niestety często ludzie wiążą się nie z daną osobą, tylko ze swoim wyobrażeniem o niej. A potem jest płacz i cierpienie, bo ta osoba nie chce być taka, jak sobie wymyśliliśmy..


Jeszcze pozwolę sobie powrócić do tematu zdrad/rozwodów/rozpadu związków. Było powiedziane, że zdrada może być zupełnym poświęceniem się relacji z tą "trzecią osobą". Było powiedziane, że czasem chodzi tylko o seks. A czy to działa w drugą stronę? Bez seksu? Same emocje?
smarcik masz na myśli tzw. zdradę emocjonalną?
Tak, myślę, że tak i że to wcale nie boli mniej niż zdrada fizyczna.
Mam na myśli taką sytuację, kiedy odkrywam, że z kimś innym rozmawia mi się lepiej niż z moim mężem/żoną, chcę spędzać czas z tą osobą itp, niekoniecznie od razu wskakiwać jej do łóżka. To jest przyjaźń czy taka właśnie "zdrada emocjonalna"?  👀 (Oczywiście pytanie czysto hipotetyczne, daleko mi do męża/żony itp  😉 ).

Zdrada emocjonalna zawsze kojarzyła mi się ze zdradą nie opierającą się wyłącznie na seksie. Takie hmm.. zauroczenie?
smarcik, a jak ta osoba jest kobieta? to zdradzasz swojego faceta z przyjaciolka? 😉
No właśnie o to mi chodzi  :kwiatek: Bo często padało już w tym wątku, że dla wielu kobiet jest absolutnie nie do pomyślenia, żeby ich facet wychodził z koleżankami, przyjaźnił się z innymi kobietami itp. Dla mnie akurat to jest zupełnie normalne i nie mam nic przeciwko. Jeżeli jednak ktoś ma, to co wtedy? Fakt posiadania przyjaciela/przyjaciółki płci przeciwnej to jest zdrada emocjonalna?
Przyjaciela/przyjaciółki nie jest. Wydaje mi się, że chodzi o pewien stopień ważności tych osób, taką jakby... hierarchię? Partner/partnerka powinien być jednak emocjonalnie bliższą osobą niż przyjaciel/przyjaciółka.
Nie miałabym problemu z tym, że mój facet umówi się na kawę z przyjaciółką.
Ale gdyby się okazało, że umówił się na tą kawę po to, by jej powiedzieć, że właśnie wywalili go z pracy, i ona dowiaduje się o tym przede mną, to - już bym się czuła mocno niefajnie.
O tego rodzaju sytuacje mi chodzi.
Murat-Gazon a gdyby ta przyjaciółka była mega atrakcyjna?
A jeśli umówi się po to, żeby porozmawiać, że coś się psuje w małżeństwie? Albo po prostu ma dość tego, że w domu partner/partnerka i tak nie powie nic nowego, nie pocieszy, nie porozmawia? (co pewnie jest w jakiś tam sposób normalne w wieloletnich związkach, gdzie nie zawsze jest już tak bajkowo jak na początku).


Często mam wrażenie, że moje poglądy i system wartości są z kosmosu, dlatego tak pytam, żeby zrozumieć inne punkty widzenia (innymi słowy - bliskie mi osoby, np mój brat, pytają mnie czasem o radę w sprawie jakiegoś ważnego problemu. Tylko że ja w danej sytuacji nie widzę żadnego problemu poza tym, który sama sobie ta osoba wymyśliła).
pati12318 jest coś takiego jak zaufanie  🙂 Jeśli mój facet wybrał mnie, a nie tę mega atrakcyjną przyjaciółkę, to oznacza, że chce być ze mną, a nie z nią.

smarcik przyjaciele są między innymi od tego, żeby mieć się do kogo zwrócić o radę, jak się psuje w małżeństwie albo jak małżonek/małżonka wcale nie chcą być oparciem w trudnych sprawach - to jasne. Chodziło mi o sytuację, kiedy w domu jest osoba, która chce wesprzeć, pocieszyć, doradzić, ale i tak przyjaciel czy przyjaciółka są ważniejsi, bo to już o nich się myśli, a nie o żonie/mężu. To już raczej jest coś więcej niż przyjaźń, nawet jeśli nieuświadomione.
Natomiast gdybym ja była przyjaciółką faceta, który przychodzi do mnie ze swoimi kłopotami, bo żonę to nie obchodzi - to jako przyjaciółka zapytałabym go, po co właściwie jest w tym małżeństwie  😁
Murat-Gazon taaa.

Nie no jasne, że jest zaufanie. Niemniej jednak, jeśli facet ma przyjaciółkę z którą uwielbia spędzać czas, ma w niej oparcie, może się poradzić, dobrze się z nią bawi, a do tego laska jest atrakcyjna...
No robi się niebezpiecznie.
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2279588#msg2279588 date=1422534302]
Natomiast gdybym ja była przyjaciółką faceta, który przychodzi do mnie ze swoimi kłopotami, bo żonę to nie obchodzi - to jako przyjaciółka zapytałabym go, po co właściwie jest w tym małżeństwie  😁
[/quote]

Przecież to nie musi oznaczać, że się nienawidzą, że nie mogą ze sobą żyć itp. Może to oznaczać, że np żona jest zajęta małymi dziećmi (dziewczyny pisały o tym kilka stron wcześniej) i nie ma siły na zajmowanie się kolejnymi problemami (nie wiem, nie mam dzieci, ale wydaje mi się, że ona też ma prawo mieć dość). Mogą być inne wspólne zobowiązania, dzieci, wspólnie kupiony dom. Wydaje mi się, że jednak ludzie żyjący w poprawnych stosunkach (czyli bez patologii, ciągłych kłótni, nałogów) kiedy nie ma już tej "wielkiej miłości" i tak rzadko decydują się na odejście i życie samemu jeśli nie mają ku temu wyraźnego powodu (czyli innej osoby u jednej ze stron).
Nie no jasne, że jest zaufanie. Niemniej jednak, jeśli facet ma przyjaciółkę z którą uwielbia spędzać czas, ma w niej oparcie, może się poradzić, dobrze się z nią bawi, a do tego laska jest atrakcyjna...
No robi się niebezpiecznie.

Myślę, że wiele by zależało od tego, jak zachowywałby się wobec mnie i jakie byłyby nasze relacje.
Zasadniczo uważam, że nie każda przyjaciółka jest od razu niebezpieczna.
Zwłaszcza jeśli to przyjaciółka, z którą się znają jeszcze zanim poznał mnie.
Nie twierdzę, że w ogóle nie byłabym zazdrosna  😉 ale moim zdaniem jak facetowi zależy na tym, żeby przekonać swoją kobietę, że to z nią chce być, to znajdzie na to sposoby.
Taaaak, wiem, jestem idealistką.  😁
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2279608#msg2279608 date=1422535335]
Zasadniczo uważam, że nie każda przyjaciółka jest od razu niebezpieczna.
Zwłaszcza jeśli to przyjaciółka, z którą się znają jeszcze zanim poznał mnie.
Nie twierdzę, że w ogóle nie byłabym zazdrosna  😉 ale moim zdaniem jak facetowi zależy na tym, żeby przekonać swoją kobietę, że to z nią chce być, to znajdzie na to sposoby.
Taaaak, wiem, jestem idealistką.  😁
[/quote]

znajdzie znajdzie 😉

Bischa obserwuj jak rozwinie się sytuacja, lepiej za dużo na razie nie rozmyślać, nie snuć planów, żeby potem nie żałować 🙂
Averis seksuolog nie pomoze jesli problem lezy po prostu w fizycznym braku popedu. Wynikajacym z sytuacji, stresu czy zablokowania tak, ale nie na hormony.
To trzeba przeanalizować sytuację i zastanowić się co powoduje stres? Usunąć przyczyny.
Seksuolog z tego co wiem nie zajmuje się hormonami ale właśnie psychiką. Czy nie mam racji?
udorka jeśli sytuacja polega na tym, że dziecko jest np. wściekle absorbujące, non stop chore i wymagające opieki itp., a młoda mama co wieczór pada na pysk ze zmęczenia, to seksuolog też nie pomoże.
Ale ja pisze o sytuacji, kiedy tego stresu/czynnika psychicznego nie ma 😉 po prostu po urodzeniu dziecka poped znika. I mowa o dzieciach 4-6 letnich, nie mlodszych 😉
Murat-Gazon - wiem doskonale, mam 9 letnią córkę i 3-latka ze stwierdzoną nadpobudliwością ( oby dwa non stop chore ), pracę i studia podyplomowe - przede mną egzamin i siedzę po nocach. O moim mężu i jego stosunku do dzieci niedawno pisałam więc jestem z tym wszystkim sama ( przynajmniej nie mam czasu myśleć o braku seksu  😁 )
CzarownicaSa - pewnie o to chodzi, popęd zanika bo jest tyle absorbujących rzeczy, że nie masz czasu myśleć o seksie. Trzeba by wygospodarować chwile tylko dla siebie.
Ale czasem sama wola zajęcia się tematem może pomóc - zamiast "nie bo nie", "nie bo mi się nie chce". Na pewno nie zawsze to ma sens (matka niemowlęciu naprawdę ma inne priorytety), ale ogólnie warto wyjść naprzeciw drugiej stronie. Dać znać, że się widzi problem, może wczuć w sytuację drugiej strony, ma wolę zaradzenia - a przynajmniej poszukania sposobu, żeby coś z tematem robić wspólnie. Czy to będzie wizyta u seksuologa, psychoterapeuty, warsztaty tantry dla par, poszukanie podłoża zdrowotnego czy coś innego, to osobna sprawa.

Przy okazji - znacie "Inteligencję erotyczną" Perel? (Po angielsku tytuł brzmi sensowniej: "Mating in captivity"😉. O tym, jak nie zamordować seksu w małżeństwie, po dzieciach itd. Przeczytanie tejże pewnie też by się łapało jako wyjście naprzeciw tematowi (zamiast zamiatania pod dywan).
No tak, ale jak taka matka- polka przez 6 lat nie odczuwa popędu seksualnego i uprawia seks z mężem od święta, w pozycji horyzontalnej z miną "no kończ już stary, bo Zosia/Franka/Józek musi zrobić wyklejankę do przedszkola" to trudno się potem dziwić, że facet zdradza (poleciałam stereotypem, ale dużo w nim prawdy).
Sorry, ale zazwyczaj (nie mówię, że zawsze) facet ma dużo większe potrzeby seksualne niż kobieta i trudniej mu też poradzić sobie z długotrwałą frustracją seksualną.
Skoro więc kobieta świadomie wiąże się z FACETEM (normalnym zdrowym mężczyzną) to powinna mieć na uwadze jego naturę i to, że ona nie zmieni się w związku z pojawieniem się dziecka.
I nie mam tutaj na myśli zmuszania się do czegoś i seksu na siłę.
Ale dostrzeżenie problemu i próba znalezienia rozwiązania (może seksuolog, może dodanie trochę pikanterii do życia seksualnego czy poszukanie innych sposobów na obudzenie w sobie emocji).
Ascaia, co do twoich pytań dlaczego tyle rozstań, to chyba jest tak (nawet wynika z naszych rozważań):
a) powszechnie nie znamy siebie samych - nie lubimy(!) siebie dobrze znać, i "na tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono".
Opieramy się na tym co deklarujemy, co nam się wydaje.
"Prosty" przykład: religia. Ile osób zadeklaruje, że jest katolikiem? I jasne, ślub w kościele - zacności. Ile, zgodnie z wymogami religii, uważa, że godny seks to tylko z małżonkiem??? A ile jest święcie przekonana, że cudzołóstwo to grzech śmiertelny, zrywający najważniejszą więź w życiu - więź z Bogiem, a w razie śmierci bez rozgrzeszenia skazujący na WIECZNE potępienie???
W rezultacie łączą się z sobą wizerunki, a nie prawdziwi ludzie. Potem oba wizerunki zdziwione, że ich dusza czuje się samotna 🙁
b) żenująco mało wiemy o naturze związków, czy nawet szerzej: wszelkich relacji. Jakoś nie chce to być wiodącym przedmiotem w edukacji 😁 (a potem miliardy na szkolenia zawodowe co do relacji wszelkich, tak na marginesie).
pati12318 może facet i ma większy popęd, ale lecąc stereotypami, może tylko ma mniej na głowie? Przeciętnie kobieta ma zakupy, dziecko-karmienie, przewijanie, ubieranie, rozbieranie, mycie, zabawę, sprzątanie, pranie, prasowanie, składanie, wkładanie, wyciąganie, gotowanie, pracę na etacie....a przeciętny facet ma pracę na etacie i pilota od TV i dużo czasu, nawet jeśli w jazgocie i harmidrze domowym, na myślenie o seksie

b) żenująco mało wiemy o naturze związków, czy nawet szerzej: wszelkich relacji. Jakoś nie chce to być wiodącym przedmiotem w edukacji 😁 (a potem miliardy na szkolenia zawodowe co do relacji wszelkich, tak na marginesie).


Smutna prawda. Tylko skąd młody człowiek ma tę wiedzę czerpać? Mało kto w wieku 18-25 sięga po książki psychologiczne, albo ma świetne relacje z rodzicem, a jeszcze lepiej obydwojgiem, żeby mu tą wiedzę przekazali.
Wszyscy popełniamy błędy w relacjach wszelakich i często nie potrafimy się na nich nauczyć, bo nie mamy ich świadomości. Jak często powtarza się płaczącej przyjaciółce coś w stylu "odszedł, bo nie był Ciebie wart!". Może i tak, ale rzadko wina leży tylko po jednej stronie. Nie znając i nie rozumiejąc tego, jak bardzo się różnimy biologicznie i mentalnie/emocjonalnie, strzelamy sobie samobóje nieświadomie.
Tak sobie czasem myślę, że gdybym wiedziała 10 lat temu choć połowę tego, co wiem teraz, moje życie najprawdopodobniej potoczyłoby się zupełnie inaczej. Oczywiście, że wiedza "życiowa" przychodzi z czasem, ale to nie było niemożliwe pewnych rzeczy dowiedzieć się wcześniej. Tylko skąd? Inteligentna niby jestem, oczytana też, a tu guzik.
Skoro już jesteśmy przy literaturze to możecie polecić jakieś książki na temat psychologii związków czy po prostu relacji międzyludzkich?
Chętnie bym się dowiedziała więcej w tym temacie  :kwiatek:
Mało kto w wieku 18-25 sięga po książki psychologiczne, albo ma świetne relacje z rodzicem, a jeszcze lepiej obydwojgiem, żeby mu tą wiedzę przekazali.

Tak jest? Naprawdę? Pytam bez drwiny. U mnie i pierwszy, i drugi punkt spełniony. Plus wiedza biologiczna. Plus analityczna obserwacja świata dookoła mnie. Plus rozmowy z innymi ludźmi.
Wielu rzeczy nie wiem. Wielu nie doświadczyłam. Ale przynajmniej staram się ciągle rozwijać, chłonąć życie i to, co dookoła mnie. To... to jest chyba naturalne?
Nie jest? Czyli się jednak cofamy jako społeczeństwo? Cofamy się umysłowo i emocjonalnie?

Lentilky, mogę polecić dwa tytuły:

Bogdan Wojciszke - "Psychologia miłości" - to nie jest poradnik, tylko książka napisana przez profesora psychologii, o różnych procesach pojawiających się z związku na przestrzeni czasu, o mechanizmach które powodują, że nie zawsze czujemy motylki w brzuchu i to całkowicie normalne 😉. Generalnie książka może być źle odebrana pewnie przez wiele osób, bo pokazuje prawdy niespecjalnie popularne 😉

Aaron T. Beck - "Miłość nie wystarczy" - to biblia psychoterapeutów poznawczo-behawioralnych, ponieważ Beck jest jednym z twórców terapii poznawczej - której podejście niezwykle cenię. Różni się zasadniczo od takiego stereotypowego taplania się w dzieciństwie pacjenta 😉. Naprawdę niezwykle mądra książka, ponownie trochę pewnie niespecjalnie wygodna dla wielu. Generalnie wiele jest o tym zapętleniu pomiędzy prawdziwą osobą, z którą jesteśmy w związku, a wyobrażeniem tej osoby tworzonym w naszej głowie - poprzez projekcje naszego strachu, naszych marzeń, pragnień itd. Ta książka, w przeciwieństwie do tej pierwszej, jest też mocniej nastawiona na kogoś, kto już jest w związku i ma jakiś problem - operuje na konkretnych przykładach, zamiast na statystykach i wykresach, jak ta pierwsza 😉
No proszę, busch też z tych czytających, szukających wiedzy, wiadomości, itd. (nie wiem jak z rozmowami z rodzicami czy innymi osobami). To może jednak to nie jest aż taki zamierający styl życia?
busch, o ile się nie mylę, pierwszą czytałam w BUGu, gdzieś w przerwie pisania licencjatu 😀, ale dla mnie to raczej była z popularnonaukowych, pamiętam, że się przy niej nieźle uśmiałam (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Było w niej pokazanych parę fajnych mechanizmów dotyczących jak dla mnie ogółu relacji interpersonalnych. Np. tego dlaczego, jeśli chcemy kogoś do siebie przywiązać, zamiast wyświadczać mu przysługę, lepiej sprawić, by to on pomógł nam 😀
Ach, żeby tak każdego było stać na seksuologa... 🤣

Osobiście różne artykuły czy prace psychologiczne czytałam zawsze czysto hobbystycznie i z ciekawości, jeśli mnie akurat dany temat zainteresował. Ale nie pomogło mi to w żaden sposób zyskać kontaktu z mamą czy siostrą- wręcz przeciwnie 😎 Z mamą teraz jak jestem starsza jakoś ten kontakt buduję- choć nigdy nie nazwałabym jej przyjaciółką- ale im więcej czasu spędzam z siostrą... tym mniej mnie do niej ciągnie.

A tak w temacie związków to mam ochotę zastrzelić swojego chłopa 💃
Ale cierpliwie zaciskam zęby, próbuję rozmawiać i czekam, aż kryzys minie.
Strzyga, dlatego piszę, że to nie jest poradnik z serii "Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus" 😉. Ale ponieważ ja mam wielki łeb i ciągnę go wszędzie za sobą, to lubię takie bomby informacyjne 😉.

Ten drugi, "Miłość nie wystarczy" jest bardziej przystępny, właśnie przez te przykłady. I bardziej nastawiony na problemy w skali mikro, typu "ja bym chciała, żeby on sprzątał po sobie skarpetki, a on sobie to olewa!". Wojciszke to właśnie taka popularnonaukowa książka z wykresami, badaniami statystycznymi, dynamiką związków itd. 😉

Ascaia, wiesz, ja nie jestem normalna 😉. Jako nastolatka czytałam książki filozoficzne z własnej nieprzymuszonej woli, a teraz sobie dla odstresowania oglądam wykłady o genetyce, więc naprawdę mną bym się nie sugerowała 😀
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się