To może ja też się powinnam cieszyć? Że skoro on olał, to ja mam wolną rękę? 😎 Chociaż jeden kumpel, który wie, stwierdził, że chętnie się będzie z byłym na piwo spotykał, udawał głupka i czekał, aż tamten się w końcu przyzna 😉
Czasem przyjaciele widzą też, że ktoś konkretnie zawinił i sami wolą zerwać kontakt z jedną stron, jeśli całe towarzystwo było "wspólne". Cieszę się, że nigdy nie byłam w takiej sytuacji postawiona, ale znam takie przypadki wykluczenia.
Pauli, żonatych i "żonatych" unikałam, ale panów z "już-nie-dziewczyną" czy "już-nie-narzeczoną" też przerabiałam... Jako ciekawostkę dodam, że jedna z tych "już-nie-dziewczyn" była nią jeszcze przez ponad rok, a "już-nie-narzeczona" obecnie jest żoną i matką 😎
szepcik, w przypadku, o którym pisałam, znajomi poszli za "zawinioną stroną", bo o "przewinieniu" nie wiedzieli i do dziś chyba nie wiedzą... Dlatego masz rację, powinnaś się cieszyć, że ex się odciął i ma gdzieś, co kto pomyśli. Przedstawisz sprawę najbliższym i zamkniesz ten rozdział 😉
Ja ostatnio rozmawiałam z koleżanką o jednym jej romansie, gdzie facet jej tłumaczył, że nie może z nią być, bo choć sam już nie wie, czy jeszcze jest ze swoją byłą, to wciąż coś do niej czuje. Komentarz do tego: skoro nie wie, czy z nią jeszcze jest... to znaczy, że jest i dobrze o tym wie 😁
Jak dla mnie - jak facet się dziwnie wypowiada o byłej, niezależnie od tego czy to była czy "była"... to źle o nim świadczy. Koniec i kropka. Są faceci, którzy potrafią powiedzieć: było, skończyło się, rozstaliśmy się, ona jest teraz szczęśliwa/nie wiem co u niej. A nie tak jak mój eks: ta była psychiczna, a tamta wcześniejsza jeszcze bardziej. A po fakcie się okazuje, że tamtą uderzył, a tamta wcześniejsza była na równi psychiczna z nim 😉
mundialowa Cóż, dla mnie również żonaty facet nie istnieje, ale ta sytuacja była inna, z resztą długo by opowiadać, powiem tylko, że jeśli od początku wiedziałabym jak sprawa wygląda, z pewnością oszczędziłabym sobie sporo rozczarowań i zmarnowanego czasu.
Swoją drogą, kreatywność niektórych oszustów związkowych jest wprost niesamowita... :/
Dlatego Ci żonaci, którzy z góry mówią jak jest i jaki mogą zaproponować układ.. to przynajmniej szczęście w nieszczęściu 😉
Pauli no niestety, ale co zrobisz? Możesz tylko być szczera sama ze sobą i wiedzieć, że ty taka nigdy nie byłaś i nie będziesz, więc zasługujesz na swoje szczęście.
Moja znajoma miała kiedyś krótką przygodę z żonatym facetem, pogoniła go natychmiast, jak się przyznał. Według jej relacji trochę był zdziwiony faktem, że dla niej istnienie żony stanowi jakikolwiek problem. Jeszcze dobre dwa lata potem regularnie dostawała telefony i maile, czy nie spotkałaby się z nim wieczorkiem na kawę, bo on akurat ma wolny wieczór... 🤔
Nie wymyślaj nawet takich bzdur. Swoją szkołę już odebrałaś, prawda? Wiesz już, co to znaczy być oszukaną, upokorzoną, olewaną i okłamywaną przez faceta. Przy tym wszystkim Ty zawsze zachowałaś honor i wystrzegałaś się robienia takich rzeczy. To teraz przyszedł czas na Twoje szczęście. I to, przez co przeszłaś zanim to szczęście znalazłaś upewnia Cię w tym, że warto być dobrym człowiekiem. Wiec... tylko tego się trzymaj 🙂 skąd w ogóle takie myśli?
Dziękuję Ci za te słowa :kwiatek: No tak, po tyłku już dostałam solidnie. Nie to, że mam takie myśli, ale w życiu różnie bywa, a pewna jest tylko śmierć i podatki 😉
Żeby nie było, ufam mojemu Piotrkowi bezgranicznie i nie spodziewam się żadnej krzywdy z jego strony 😉
Każdy po tyłku kiedyś dostał albo dostanie. Ty, ja też dostałam i to nie raz. Twój narzeczony pewnie też już kiedyś dostał 😉 To też chyba jest taki życiowy pewnik... 😉
Dlatego taka jestem spokojna i wiem, że mój był też kiedyś oberwie tak, że nie będzie potrafił wstać 😉 Kto wie kim tak naprawdę jest jego narzeczona. A może to dziewczyna, która myśli, że boga za nogi złapała, bo nie widziała jeszcze jego wybuchu gniewu?
Pauli, coś tam wspominałam, ale jakoś dziś mnie naszło na większe uzewnętrznienie 😁 Jak się spojrzy wstecz, to bardziej docenia się teraźniejszość. A jak ta teraźniejszość jest co chwilę wystawiana na próby, to docenia się jeszcze mocniej.
Martolina, zdradzisz już o co poszło? Jeszcze nie dawno wstawiałaś foty ze ślubu chyba, a tu już po.
Ja tak się zastanowiłam, że w sumie są dni kiedy mam ochotę wysłać w kosmos, zabić itp. Ale tak poza tym, to sobie jakoś nie wyobrażam życia oddzielnie 😉
Bera mam identycznie 😀 Czasem nachodzi ochota, żeby zwyczajnie spakować mu walizy i wywalić za drzwi... ale przychodzą też dni kiedy napatrzeć się na niego nie mogę 😉 I nie umiem wyobrazić, jak miałoby moje życie bez niego wyglądać.
Ale dramaty, Dziewczęta! A myślałam, że to tylko ja mam taką historię, że książkę można by pisać... Podczytuję pobieżnie, powiem Wam, że baby to jednak silne bestie! 😀
Bera mam identycznie 😀 Czasem nachodzi ochota, żeby zwyczajnie spakować mu walizy i wywalić za drzwi... ale przychodzą też dni kiedy napatrzeć się na niego nie mogę 😉 I nie umiem wyobrazić, jak miałoby moje życie bez niego wyglądać.
Zajebiście cieszę się, że mogę liczyć na mojego faceta, kiedy proszę go o pomoc 😵 🤔 Od wczoraj trochę przegina i dobrze się składa, że dzisiaj po zajęciach jadę odwiedzić rodziców, bo nie mam ochoty się do niego odzywać.
Ale dramaty, Dziewczęta! A myślałam, że to tylko ja mam taką historię, że książkę można by pisać... Podczytuję pobieżnie, powiem Wam, że baby to jednak silne bestie! 😀
[quote author=CzarownicaSa link=topic=148.msg2230876#msg2230876 date=1416941072] Bera mam identycznie 😀 Czasem nachodzi ochota, żeby zwyczajnie spakować mu walizy i wywalić za drzwi... ale przychodzą też dni kiedy napatrzeć się na niego nie mogę 😉 I nie umiem wyobrazić, jak miałoby moje życie bez niego wyglądać.
o to to... kwintesencja związku chyba 😀 [/quote]
dla jednej osoby kwintesencja związku, bo wiesz, że w życiu nigdy nie jest idealnie i nigdy nie ma motylków w brzuchu non stop. dla mojego byłego to była oznaka złego związku. to wszystko zależy od tego, czy jesteś dojrzała psychicznie i czy zdajesz sobie sprawę, że na drodze zwanej związek czyha wiele pułapek...
Hmmm a to nie zależy trochę od charakteru danej osoby i jej sposobu reagowania na różne sytuacje życiowe? Ja np. dopóki byłam pewna, że chcę być z moim eks, to nigdy nie miałam ochoty wystawić go za drzwi - owszem, kłóciliśmy się, nieraz bardzo ostro, bywały ciche dni i nieprzyjemne momenty, ale ani przez jedną chwilę nie przyszło mi do głowy, że wolałabym, aby go w moim życiu nie było. Jak zaczęło przychodzić - to już była równia pochyła do rozwodu.
Ja miałam takie myśli, ale po zastanowieniu się i uspokojeniu emocji zawsze był wniosek jeden: że nie chciałabym żyć bez niego. I że jeśli mielibyśmy się kiedyś rozstać, to najpierw trzeba zrobić wszystko, żeby powalczyć o związek, a jak się nie uda, to razem podjąć tą decyzję. Ale jak widać, życie pisze inne scenariusze, ja chciałam być fair, a on był ze mną żeby nie być samotnym i odszedł jak znalazł miłość swojego życia 😉
Ja również ani razu nie miałam ochoty spakować mojego i wyrzucić za drzwi (byłoby ciężko, zważywszy że jest właścicielem mieszkania 😁 ), ani sama te drzwi za sobą zatrzasnąć. W sumie to my się nawet nie potrafimy porządnie pokłócić, zazwyczaj jest to krótka wymiana zdań podniesionym głosem, a chwilę później gruchamy jak dwa gołąbki, cichych dni do tej pory nie doświadczyliśmy. Nie uważam, żeby z naszym związkiem było coś nie tak, wręcz przeciwnie 😉 Być może taki stan rzeczy wynika z faktu, że mamy stosunkowo niedługi staż (w lutym stukną nam 2 lata), no i póki co w naszej codzienności brakuje napięć związanych z pojawieniem się dziecka (sądzę, że to bardzo "przemeblowuje" związek), ale mam nadzieję, że stan spokoju i harmonii utrzyma się jak najdłużej, nawet po ewentualnym powiększeniu się rodziny 😉