Forum towarzyskie »

Sprawy sercowe...

[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2227763#msg2227763 date=1416563405]
ekwan tylko widzisz, prawem nie zmienisz ludzkich genów, predyspozycji, psychiki. I tyczy się to nie tylko relacji damsko-męskich, ale i każdej dziedziny ludzkiego życia. Zresztą popatrz na to od drugiej strony - tyle się mówi o równouprawnieniu, równości, braku różnic itp., a zapytaj dziesięć losowych kobiet o ich wzorzec mężczyzny i otrzymasz zestaw typowo męskich cech, które siedzą nam w psychice niezależnie od wszelkiego prawa i cywilizacji.
[/quote]

murat-gazon dla mnie meski jest zarost, a kobiecy biust. co to ma do rzeczy z pieniedzmy, edukacja? dlaczego ten co urodzil sie z broda ma zarabiac lepiej bo ma brode a jak sie urodzisz z cyckami to wiadomo ze mniej masz zarabiac?

wzorce byly wtlaczane w glowy od tysiecy lat, dwa tysiace lat cywilizacji patriarchatu, i nie dziwne ze sa takie wzorce a nie inne. no wlasnie, tyle sie mowi o rownouprawnieniu, rownosci, ale w praktyce, w zyciu par czesto praktyka odstaje co dowodzi twoj przyklad tez. dlatego powinno sie o tym dalej dyskutowac.

150 lat temu, kobiety nie mialy dostepu do edukacji, uniwersytetow - teraz to sie wydaje jak z kosmosu, ale wtedy podobne argumenty byly uzywane: po co? przeciez nigdy nie chodzily? nie nadaja sie bo sa kobietam, bo maja cycki..

udowodnione ze predyspozycje intelektualne sa rowne obu plci, wiec dlaczego faceci maja byc predystynowani do lepiej platnych zawodow? albo inaczej dlaczego zawody wykonywane glownie przez mezczyzn sa lepiej platne? dlaczego praca w domu jest nie jest oplacana i postrzegana jako "siedzenie w domu"?

podsumowujac, smuci mnie i denerwuje ze dalej pokutuje przeswiadczenie ze kobiety powinny zarabiac mniej niz faceci, tylko dlatego ze sa kobietami. jest to dla mnie nieuczciwe, niezrozumiale.
ekwan,
wynika to z tego, że kiedyś większość pracy była pracą fizyczną. A mimo równouprawnienia - kobiety są jednak słabsze fizycznie.
W obecnych czasach więcej jest pracy "intelektualnej" albo lekko-fizycznej bo po prostu wiele wykonują maszyny.
A przez setki lat byli to mężczyźni - dlatego tak ciężko zmienić myślenie zakorzenione od setek lat.
Na dodatek znam naprawdę wiele kobiet, które z ochotą byłyby w domu (z wyboru) - rodziły dzieci, zajmowały się rodziną = ale warunki finansowe na to nie pozwalają.

Na dodatek znam naprawdę wiele kobiet, które z ochotą byłyby w domu (z wyboru) - rodziły dzieci, zajmowały się rodziną = ale warunki finansowe na to nie pozwalają.


i uwazasz ze tak powinno byc ze za ta prace w domu nie dostaja wynagrodzenia i dlatego musza isc do pracy poza domem? ze to jest uczciwe ze praca wykonywana w domu nie jest w zaden sposob wynagradzana i do tego jeszcze deprecjonowana? przeciez niani placisz za opieke, kucharce za gotowanie, sprzataczce za sprzatanie. moze jakby zawod "tzw kury domowej" mial wartosc i byl postrzegany na rowni z praca poza domem, wiecej facetow - kogutow nie mialoby nic przeciwko temu zeby zajac sie domem i dac partnerce mozliwosc wykazania sie poza domem bez dawania odczuc jak to oni czuja sie gorsi?
Ekwan ale jak Ty sobie to wyobrażasz, że kto powinien takim kobietom płacić? I ile Twoim zdaniem?
ekwan nie chodzi mi o to, że kobiety mają zarabiać mniej - wręcz przeciwnie, jeśli wykonywany zawód jest taki sam, wysokość wynagrodzenia powinna zależeć wyłącznie od kwalifikacji i niczego więcej. I mężczyznom też nie chodzi o to, by kobieta zarabiała mało. Chodzi im wyłącznie o to, by zarabiała mniej od nich, nieważne, na jakim pułapie finansowym są oboje. Kobieta może sobie zarabiać gigantyczne pieniądze, byleby jej partner zarabiał te same gigantyczne pieniądze + 50 zł (niekiedy dosłownie!). Wtedy w oczach faceta wszystko gra.
Zaś zawody wykonywane głównie przez mężczyzn często są lepiej płatne nie dlatego, że wykonują je mężczyźni, ale dlatego, że są to zawody niebezpieczne lub bardzo odpowiedzialne, i to jest gratyfikowane finansowo, a nie bycie mężczyzną.

Ja również znam wiele kobiet, które z wielką chęcią zrezygnowałyby z pracy zawodowej i zajmowały się domem i dziećmi.
Znam też takie, które muszą pracować, bo ich mężów nie stać na utrzymanie samodzielnie rodziny, ale dużo większą satysfakcję daje im zadowolenie męża ze smacznego obiadu albo dziecka ze spaceru z mamą po parku, niż pochwała szefa.
wiecej facetow - kogutow nie mialoby nic przeciwko temu zeby zajac sie domem i dac partnerce mozliwosc wykazania sie poza domem bez dawania odczuc jak to oni czuja sie gorsi?

Chyba nie zrozumiałaś - te kobiety NIE CHCĄ "wykazywać się poza domem". One wykazują się w domu.
Czy uważasz, że kobieta, która lubi gotować, sprzątać, prasować i piec ciasteczka, jest gorsza od tej, która chce być kierownikiem firmy?
[quote author=Dodofon link=topic=148.msg2227780#msg2227780 date=1416565202]
Na dodatek znam naprawdę wiele kobiet, które z ochotą byłyby w domu (z wyboru) - rodziły dzieci, zajmowały się rodziną = ale warunki finansowe na to nie pozwalają.


i uwazasz ze tak powinno byc? ze to jest uczciwe ze praca wykonywana w domu nie jest w zaden sposob wynagradzana i do tego jeszcze deprecjonowana? przeciez niani placisz za opieke, kucharce za gotowanie, sprzataczce za sprzatanie. moze jakby zawod "tzw kury domowej" mial wartosc i byl postrzegany na rowni z praca poza domem, wiecej facetow - kogutow nie mialoby nic przeciwko temu zeby zajac sie domem i dac partnerce mozliwosc wykazania sie poza domem bez dawania odczuc jak to oni czuja sie gorsi?
[/quote]

uważam, że powinno być jak ktoś chce - jeśli kobieta chce siedzieć w domu bo ma do tego misję - powinna mieć taką możliwość, podobnie jak facet - jeśli ma misję siedzenia z dziećmi w domu to powinien móc sie spełniać w ten sposób,  ale jeśli warunki finansowe na to nie pozwalają to niestety - pozostaje proza życia
ekwan, bardzo mi się podoba twoje bojowe nastawienie, aż się uśmiechnęłam do monitora  🙂 Uważam tak jak ty - jeśli faceta coś kłuje w środku, bo jego kobieta zarabia więcej, to znaczy że coś jest niehalo w tym związku. Nie mówię o desire dokładnie, bo mało napisała, ale to dość częste zjawisko. Mnie ani nie bolało jak mój W zarabiał dużo więcej ode mnie, ani teraz mnie nie boli, jak rzucił pracę i przez rok albo więcej nie zarobi ani grosza. Jest szczęśliwy, rozwija się, a mi kibicuje w moich zawodowych krokach i raczej się cieszy, jak jest lepiej finansowo.
Dokładnie Dodofon. Zarabiam dużo więcej niż mój mąż, ale też spędzam w pracy o wiele więcej czasu. Siłą rzeczy sporo obowiązków domowych spada na niego i on się w tym świetnie odnajduje. O wiele lepiej radzi sobie z domem niż ja i ja to bardzo doceniam. Dlaczego miałoby to być powodem jakichkolwiek nieporozumień?  Bo zwykle jest odwrotnie?
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2227788#msg2227788 date=1416566217]
ekwan nie chodzi mi o to, że kobiety mają zarabiać mniej - wręcz przeciwnie, jeśli wykonywany zawód jest taki sam, wysokość wynagrodzenia powinna zależeć wyłącznie od kwalifikacji i niczego więcej. I mężczyznom też nie chodzi o to, by kobieta zarabiała mało. Chodzi im wyłącznie o to, by zarabiała mniej od nich, nieważne, na jakim pułapie finansowym są oboje. Kobieta może sobie zarabiać gigantyczne pieniądze, byleby jej partner zarabiał te same gigantyczne pieniądze + 50 zł (niekiedy dosłownie!). Wtedy w oczach faceta wszystko gra.

i dlaczego tak ma byc? dlaczego uwazasz ze to jest w porzadku? dlaczego zwiazku z tym za mam cycki mam sie czuc winna ze zarabiam wiecej od faceta? wlasnie tego nie moge pojac!

Zaś zawody wykonywane głównie przez mężczyzn często są lepiej płatne nie dlatego, że wykonują je mężczyźni, ale dlatego, że są to zawody niebezpieczne lub bardzo odpowiedzialne, i to jest gratyfikowane finansowo, a nie bycie mężczyzną.

statystki mowia ze srednio w Europie za TA SAMA prace na tym samym stanowisku kobiety dostaja srednio 16% mniej wynagrodzenia niz mezczyzni. wiadomo sa zawody niebezpieczne czy wymagajace duzej sily fizycznej, ale ta nierowosc w wynagradzaniu utrzymuje sie w zawodach gdzie liczy sie intelekt a nie sila fizyczna.

Ja również znam wiele kobiet, które z wielką chęcią zrezygnowałyby z pracy zawodowej i zajmowały się domem i dziećmi.
Znam też takie, które muszą pracować, bo ich mężów nie stać na utrzymanie samodzielnie rodziny, ale dużo większą satysfakcję daje im zadowolenie męża ze smacznego obiadu albo dziecka ze spaceru z mamą po parku, niż pochwała szefa.
wiecej facetow - kogutow nie mialoby nic przeciwko temu zeby zajac sie domem i dac partnerce mozliwosc wykazania sie poza domem bez dawania odczuc jak to oni czuja sie gorsi?



Chyba nie zrozumiałaś - te kobiety NIE CHCĄ "wykazywać się poza domem". One wykazują się w domu.
Czy uważasz, że kobieta, która lubi gotować, sprzątać, prasować i piec ciasteczka, jest gorsza od tej, która chce być kierownikiem firmy?
[/quote]

Alez ja nie mowie ze musza isc do pracy. Ja mowie o tym ze obecnie spoleczenstwo postrzega typowo kobiece zawody, w tym zawod przyslowiowej kury domowej, jako gorsze, mniej wartosciowe i dlatego sie im mniej placi lub w ogole nie placi (kura domowa). Chodzi o mi to ze jesli kobieta decyduje sie zostac w domu i wychowywac dzieci co jest wg mnie bardzo duzym wkladem w spoleczenstwo ta praca, ten wklad powinien byc doceniany i miec wartosc. Obecnie tak nie jest, nawet kobiety uwazaja ze facetowi nie wypada byc kura domowa bo przeciez bedzie wtedy postrezgany jako malowartosciowy partner.

wyroznilam moj tekst na tlusto bo kiepsko mi idzie cytowanie, a chcialam sie odniesc do poszczegolnych argumentow.



Nie uważam, że mój partner jest małowartościowy, bo to on raczej niż ja zajmu się domem, wręcz przeciwnie, bardzo to doceniam. Nie przywołujmy stereotypów
jeśli faceta coś kłuje w środku, bo jego kobieta zarabia więcej, to znaczy że coś jest niehalo w tym związku

A ja się nie zgodzę  😉
Jeśli faceta coś kłuje i w efekcie odczuwa przyrost ambicji i bierze się za siebie, żeby pokazać, że on też potrafi - to bardzo dobrze! I to jest typowo męska reakcja, którą niestety coraz mniej facetów może się poszczycić.
Coś jest niehalo jedynie wtedy, gdy efektem kłucia jest wyżywanie się na partnerce, ale to niehalo jest z samym facetem.

ekwan a czy wobec tego uważasz, że jeśli w związku kobieta pracuje, a facet siedzi w domu i wychowuje dzieci, to powinien mieć za to płacone?  😎
Nie chodzi o to, że masz się czuć winna, że zarabiasz lepiej. To w ogóle nie jest kwestia, którą powinna zajmować się kobieta. Kiedyś rozmawiałam o tym z moim ojcem, starszym już panem o bardzo konserwatywnych poglądach na relacje damsko-męskie, i on powiedział coś, co mi bardzo zapadło w pamięć. "Normalny mężczyzna nie interesuje się tym, jak dużo zarabia jego partnerka, ale tym, by zarabiać zawsze więcej niż ona." I ja się z nim całkowicie zgadzam.
Problem pojawił się nie dlatego, że kobiety zarabiają więcej niż mężczyźni, ale dlatego, że mężczyźni zachowują się jak d*** wołowe, a nie jak mężczyźni, i zamiast potraktować to jak motywator do udowodnienia swojej kobiecie, że oni też mogą, to zaczynają się na niej wyżywać, żeby zamaskować swoją życiową nieudolność.
Poczucie winy w kobietach wywołuje nie fakt zarabiania więcej, ale sposób, w jaki nieudolni mężczyźni manipulują nimi psychicznie, by miały wrażenie, że powodem "nieszczęścia" faceta są one, a nie ich nieumiejętność wzięcia się za siebie.
No nie wiem, jakoś mnie taka rywalizacja w związku nie kręci. Rozumiem, że można się wzajemnie motywować, ale tutaj mówimy o nieprzyjemnym uczuciu przy okazji informacji, że partnerowi w czymś lepiej się wiedzie niż nam.
Mój chłop chciałby, żebym ja zarabiała więcej. Ba, on chciałby, żebym to ja pracowała a on siedział z dzieckiem w domu 😀
Tylko ja niegodziwa się na to nie zgadzam. No bo niestety- jak ciężko bym nie pracowała to i tak on jako kowal-spawacz zawsze zarobi więcej niż ja 😉
izydorex, ty tak nie uwazasz, ja tez nie, ale wiele kobiet i mezczyzn tak. co widac w tej dyskusji.

ja chyba urodzilam sie z alergia na niesprawiedliwosc. jak bylam mala, denerwowalo mnie, ze ja - poniewaz jestem dziewczynka - mam sprzatac w kuchni, a przeciez moj brat ma rowniez dwie rece i nogi, ale ma siusiaka, wiec zona za niego bedzie robic, od malego sie wbija do glow takie myslenie. efekt jest taki ze obok kariery zawodowej w domu dalej wiekszosc obowiazkow domowych spada na kobiety.

ja sama dalej czuje sie ofiara tego myslenia: facet - to musi byc prestizowy zawod, kobieta - wiadomo. sytuacja z wczoraj: organizowalam spotkanie, wchodzi mloda dziewczyna i starszy mezczyzna z siwa broda. ktos obok mowi: o nawet posel przyszedl na spotkanie (w obcym jezyku to slowo nie rozroznia miedzy kobieta a mezczyzna) i ja automatycznie bylam przekonana, ze tym poslem byl facet: bo facet, bo ma brode, bo jest starszy. a bylo inaczej. dlaczego tak pomyslalam? mechanizm wyjasniony w poprzednich postach.

murat-gazon za ta sama prace, ta sama placa.

nie wiem dlaczego tak wszystkich dziwi ze "kura domowa" to tez zawod , ktory jakos powien byc oplacany/wynagradzany. namiastka tego jest wspolnota malzenska, zeby zabezpieczyc ta kure domowa jakos. tyle ze w praktyce, po latach zwiazku, nastepuje rozwod i z reguly facet na tym mniej cierpi bo ma kariere a wiec zrodlo utrzymania, a kobieta zostaje z niczym, z psia emerytura na starosc, o ile malzonek oplacal za nia skladki.

ja chyba urodzilam sie z alergia na niesprawiedliwosc. jak bylam mala, denerwowalo mnie, ze ja - poniewaz jestem dziewczynka - mam sprzatac w kuchni, a przeciez moj brat ma rowniez dwie rece i nogi, ale ma siusiaka, wiec zona za niego bedzie robic, od malego sie wbija do glow takie myslenie. efekt jest taki ze obok kariery zawodowej w domu dalej wiekszosc obowiazkow domowych spada na kobiety.


Obserwuję to u teściowej, która swojemu 16-letniemu(!!!) synowi dalej robi kanapki i posiłki na każde żądanie, bo "jak ona nie zrobi to on NA PEWNO nic nie zje" 😵
Cała rodzina mojego chłopa jest wychowana tak jak opisuje ekwan - porażka. Panowie jedzą, wrzucają talerze do zlewu i nara. W kuchni pobojowisko i potem dziwne fochy, że niesprzątnięte. Na szczęście mojego wytresowała była żona i w miarę po sobie ogarnia. Ale tatuś i brat - o litości.
Dzionka ale przecież mężczyzna to taka istota napędzana do działania przez rywalizację z innymi  😉 Raczej się tego wyłączyć nie da.
Facet potrzebuje imponować swojej kobiecie i być przez nią podziwiany, a pole zawodowe wydaje mi się w dzisiejszych czasach bardzo naturalnym miejscem do owego imponowania. Zaś najprostszy sposób to właśnie zawsze zarabiać więcej i być w karierze zawodowej krok do przodu.

ekwan, ale nie, nie, nikt nie mówi, że sprawiedliwe jest to, że Ty masz sprzątać, a Twój brat nie. Sprawiedliwe byłoby, gdyby on sprzątał, jeśli lubi, a Ty naprawiała samochód, jeśli lubisz. A niesprawiedliwe jest to, że nikt nie zapytał ani Ciebie, ani jego, czy macie ochotę sprzątać. To jest nie fair wobec Was obojga tak samo.
Równouprawnienie jest w porządku, jeśli polega na tym, żeby każdy zajmował się tym, co lubi, niezależnie od tego, do jakiej płci jest przypisane, ale nie jest w porządku, jeśli zakłada, że ktoś na pewno czegoś nie lubi, bo to stereotypowe. Nie jest w porządku zakładanie, że mężczyzna nie lubi gotować i wyszywać, nie jest w porządku zakładanie, że kobieta lubi - ale wiele osób zapomina, że nie jest też w porządku zakładanie, że kobieta na pewno nie lubi, bo przecież już tego robić nie musi, mogłaby się zająć konstrukcją rakiet kosmicznych, a nie upokarzającym gotowaniem.

CzarownicaSa a moja mama robiła kanapki i podstawiała je pod nos mnie, jak miałam 16 lat... Ja nawet nie umiałam ziemniaków ugotować, dopóki się po studiach nie wyprowadziłam z domu 🤣

Gillian a mój były mąż umiał w domu zrobić wszystko, prał, gotował, sprzątał, kran naprawił, i komputer, i samochód, i półkę przybił, no wszystko ogarniał, bo tak go mama wychowała. Niestety to nie świadczy o przydatności faceta do związków.  🙄

Nie świadczy, ale wiesz jak posiadanie takiej kaleki z siusiakiem wkurza? 🙂
Eee tam nie przesadzajcie. Faceci też mają głowy na karku. Mój też był maminsynkiem a jakoś nie mam z tym żadnego problemu. Trzeba też czegoś wymagać od mężczyzn a nie tylko się podkładać i biadolić na stereotypy i wzorce.

Mi się wydaję, że dużo też zależy od tego co jest priorytetem w danym związku. W naszych obydwóch rodzinach zawsze pieniądze były na drugim miejscu - ot tylko środek do przetrwania i w sutych latach rozrywek. Kasy nie ma co stawiać wyżej, zawsze może się skończyć  😉

W życiu nie chciałabym tyle pracować co mój M. Znacznie bardziej podoba mi się schemat żony, która zajmuje się domem/dziećmi/końmi/swoim zawodem, pasją ale w ramach przyjemności a nie harówki. Oczywiście dopóki szare życie nie zmusza do przedsięwzięcia ciężkich kroków. Widzę, że ten schemat sprawdził się u moich rodziców a moja mama czuła się jak księżna pani, bo taką atencją otaczał ją tata wychwalając pod niebiosa jej dary i talenty do domowych obowiązków  😁
To w ogóle nie jest kwestia, którą powinna zajmować się kobieta. Kiedyś rozmawiałam o tym z moim ojcem, starszym już panem o bardzo konserwatywnych poglądach na relacje damsko-męskie, i on powiedział coś, co mi bardzo zapadło w pamięć. "Normalny mężczyzna nie interesuje się tym, jak dużo zarabia jego partnerka, ale tym, by zarabiać zawsze więcej niż ona." I ja się z nim całkowicie zgadzam.[/quote]

Murat-gazon ale dlaczego tak ma byc? dlaczego facet ma byc lekarzem a zona "tylko" pielegniarka aby przypadkiem nie zarabiala wiecej? dlaczego nie moze byc na odwrot?

co do tego co kto pownien/lubi robic, to sa te wzorce wbite w glowe, o ktorych pisalam wczesniej. czasami nawet nie mozesz sie przekonac czy chcialabys robic, bo nigdy tego nie sprobujesz w zwiazku z tym ze jeste kobieta albo nawet nie wpadniesz na pomysl ze moglabys sprobowac bo od zawsze to bylo "meskie zajecie". jesli bys sie zdecydowala na to, to czeka sie ostracyzm spoleczny, nietolerancja, wykluczenie. to samo co kiedys czekalo kobiety, ktore nosily spodnie 🙂 a dzis facetow, ktorzy chca byc np. przedszkolankami.
Gillian powiem Ci, że jeśli taki facet nieumiejący umyć talerza oprócz tego, że nie umie, zapewniałby mi wszystko, czego potrzebuję od mężczyzny, i czułabym się spełniona w tym związku - to podejrzewam, że myłabym te talerze bez większego problemu.
Ale rozumiem Cię, bo taką kaleką jest mój ojciec i czasem nie rozumiem, skąd moja mama bierze cierpliwość... No ale może to wynikać z faktu, że on ma wiele innych wad, których osobiście u swojego faceta bym nie zniosła.

ekwan bo w głowie przeciętnego mężczyzny nie mieści się, żeby on, będąc pielęgniarkiem (?), mógł zaimponować kobiecie-lekarzowi. A pisałam już wcześniej - mężczyzna ma w genach zapisaną potrzebę imponowania kobiecie. Zobacz, przecież nawet wielokrotnie facet poznając jakąś kobietę, która potencjalnie by go interesowała, rezygnuje już na starcie, gdy dowiaduje się, że ona jest właśnie np. lekarzem, a on jest dajmy na to spawaczem. Bo mu się podświadomie wydaje, że "za wysokie progi na jego nogi".
Murat-Gazon, umie umie ale nie chce, nie widzi potrzeby, bo po to jest w domu kobieta. Pan je, pani sprząta.
Gillian, a to nie, ścierką bym pogoniła.  😉
Jak dla mnie to może bez przeszkód funkcjonować w układzie "coś za coś", ale na pewno nie w myśl "baba do garów, bo to baba".
dlatego tym bardziej się cieszę, że z tej całej męskiej trójki mój jest najbardziej ucywilizowany 🙂
Mój ex miał bardzo duży problem z tym, że zarabiałam więcej niż on. Był problem jak chciałm sobie kupić konia, na którego nie było NAS stać.
Związek się skończył i wystarczyło na konia  😂

Dzięki  Bogu, że mój facet lubi porządek; jakby moje bałaganiarstwo miało pomocnika, to nikt by nie wszedł do domu...
Thymos ja miałam osobne konto i własne pieniądze, a i tak mój eks miał bardzo duży problem z tym, że ja chciałam kupić sobie konia, na którego byłoby MNIE stać.  🤣 Zasadniczo miał bardzo duży problem z tym, że ja mam własne pieniądze, a on nie może o nich decydować i zabronić mi wydać je na to, na co JA chcę.  🤔
[quote author=Murat-Gazon link=topic=148.msg2227925#msg2227925 date=1416575635]
Thymos ja miałam osobne konto i własne pieniądze, a i tak mój eks miał bardzo duży problem z tym, że ja chciałam kupić sobie konia, na którego byłoby MNIE stać.  🤣 Zasadniczo miał bardzo duży problem z tym, że ja mam własne pieniądze, a on nie może o nich decydować i zabronić mi wydać je na to, na co JA chcę.  🤔
[/quote]

dziwne, co nie?
Aż mnei krew zalewa, jak pomyślę, jak długo przy nim byłam i czas marnowałam. Inaczej tego "związku" nie umiem opisać 🙁
Z obecnym o kasę nigdy się nie kłócimy, jakoś idzie.
Ja wychodzę z założenia, że każde doświadczenie, jakie nam się w życiu przydarza, jest do czegoś potrzebne, więc nawet jeżeli coś się wydaje "marnowaniem czasu", to nim nie jest. Czasem tylko musi minąć wiele czasu, zanim zrozumiemy, do czego było potrzebne.

... dziwne najbardziej było to, że już jak się poznaliśmy, to ja byłam totalnie zafiksowana na punkcie koni. Przyjął to, razem z moimi planami powrotu do jeździectwa i kupienia swojego konia kiedyś w przyszłości, gdy/jeśli będzie mnie na to stać, więc myślałam, że akceptuje fakt, że bez koni to ja żyć nie mogę. No ale schody zaczęły się, jak rzeczywiście okazało się, że mam pieniądze na to, żeby wrócić do jazdy, i że na kupienie i utrzymanie swojego konia też mnie stać. Wtedy zaczął bardzo aktywnie zwalczać obecność koni w moim życiu w jakikolwiek sposób. Nie wiem, myślał chyba, że to nigdy się nie stanie, i potraktował jak nieszkodliwe gadanie, a nie jak realne plany...
Skoro już jesteśmy przy temacie finansów.. Bardzo mnie boli obecna sytuacja, jestem na zwolnieniu lekarskim i dostaję niezbyt duże pieniądze (sporą część mojej wypłaty stanowiły nadgodziny), do tego rehabilitacja pochłania dość spore kwoty, jestem wyłączona w sumie ze wszystkiego.. Różnica zarobków jest kosmicznie drastyczna. Nie powinnam narzekać, bo mam najlepszego na świecie troskliwego niemęża, z tym że ja lubię być niezależna, lubię działać, a teraz czuję się po prostu bezużyteczna..  🤔

Ponarzekałam, idę dalej się frustrować  😵
Ja czasem trochę byłam zazdrosna, że P. miał kasę na wszystkie swoje kosztowne pasje. Ale mimo, iż zarabiał kilka stów więcej (czyli niewiele), to ta kasa dodatkowa spływała od jego rodziców... więc nie traktowałam go jako osoby, która jest bardziej bogata, bo nią nie był. Jego rodzice byly 😉

Breva no tak, masz rację. I dlatego trochę łinaczej jest człowiekowi pozbierać się po tym, że obydwie strony doszły do tego samego wniosku o związku. Ale obrączki... to nie musiałaś oddawać 😉 przecież każdy miał swoją 😉
Ja uważam, że nie mam czego wybaczać. Wyciągam wciąż wnioski, takie na poczet przyszłości. Ale uważam, że niezależnie od tego, co między nami było/czego nie było, uczuć i tak dalej, nic nie daje mu usprawiedliwienia na kłamstwa i zdradę. Jeśli nie potrafił mnie prawdziwie pokochać, to powinien był wczesniej się ze mną rozstać, a nie szukać dupy na boku. Fakt, że on chciał, żebyśmy nie byli swoimi wrogami i co jakiś czas widywali się na kawę, ale po tym, co wyszło ostatnio - niestety to jest awykonalne. Dlatego też zmazał dobre momenty w mojej pamięci i nie ma opcji, że ja sobie usiądę, powspominam i dojdę to tego, że było miło razem, ale nie miało to przyszłości. Bo to była tylko przykrywka.

Wcześniej w ogóle często wspominałam, myślałam o tych dobrych momentach i budowałam sobie pozytywne zdanie o nim. Teraz - aż się sama sobie dziwię, że nie ma takich wspomnień. Wszystko zabite i może dlatego sądzę, że chciałabym już na serio budować coś z kims innym 😉

Quendi popatrz na to inaczej: jak teraz nie przystopujesz i nie odpoczniesz, to możesz być dłużej bezużyteczna 😉
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się