Forum konie »

naturalna pielęgnacja kopyt

na blogu Wiwiany [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg359050.html #msg359050]str 37[/url] . dyskusje o wplywie zywienia na kopyta [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg353729.html #msg353729]str 34[/url] (i kolejne posty) . roznice miedzy szkolami [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg150295.html #msg150295]Ramey a Swedish[/url] [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg323135.html #msg323135]SANHCP a AANHCP[/url] [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg359050.html #msg359050]Strasser-Ramey[/url] . buty, a la buty [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg239377.html #msg239377]z detki[/url] . sprzet (tarniki, noze, inne) [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg203207.html #msg203207]str 10[/url] [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg231175.html #msg231175]hoof jack[/url] (tj. podporka) [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg231263.html #msg231263]pomysly na podporke[/url] [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg231402.html #msg231402]ostrzenie nozy[/url] (+ kilka kolejnych postow) [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg233787.html #msg233787]tarnik noz[/url] [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg369314.html #msg369314]str 46[/url] i [url= http://voltopiry.pl/forum/index.php/topic,1384.msg369377.html #msg369377]str 46[/url] _________________________________________________________________ . artykuly j. polski [url=[[a]]http://hipologia.pl/news/show/id/461\" target=\"_blank\" rel=\"ugc\">Poszukiwanie prawdy na temat syndromu trzeszczkowego Koniec z chorobą linii białej Zrozumieć podeszwę j. angielski Articles by Pete Ramey Forward Foot Syndrome (FFS) by Walt Friedrick [url= http://www.voltahorse.pl/forum/viewtopic.php?f=1&t=12911&st=0&sk=t&sd=a #p910686]bose konie w sporcie[/url] _________________________________________________________________ . przydatne strony j. polski [url=[[a]]http://o-kopytach-naturalnie.blog.onet.pl/\" target=\"_blank\" rel=\"ugc\">blog Wiwiany Naturalne kopyto czyli rzecz o bieganiu boso j. angielski Swedish Hoof School Lars Pala Marjorie ANHC all-natural-horse-care The Naked Hoof Iron Free Hoof Case Studies Oskar’s hooves HealthyHoof _________________________________________________________________ [url= http://re-volta.pl/forum/index.php/topic,1384.msg824845.html #msg824845]Instrukcja wykonania \"noża do czyszczenia rowków przystrzałkowych\"[/url] _________________________________________________________________ kto się wybiera na kurs naturalnej pielęgnacji kopyt do Poznania?  planowany jest 18-19 kwietnia. ja jadę na pewno. jeśli ktoś z Wawy, okolic też się wybiera można by pomyśleć o jakimś wspólnym transporcie. BTW - wysłałam mojej wet artykuł, który wkleiła dea w wątku o dr Straser - o nowym podejściu do prowadzenia kopyt u trzeszczkowców (niskie piętki, bose kopyta itp). odpisała mi, że artykuł jest interesujący, a koncepcja Ramseya ma swoją logikę i że warto spróbować, bo sama jest ciekawa rezultatów. fajnie, że jest otwarta. będziemy probować 😉 ">
branka, to może po prostu od tych zmian. Przystosowanie flory jelitowej do innych proporcji składników pokarmowych może się tak objawić (jedne bakterie się namnażają, inne zdychają - trochę toksyn z tego jest). Jeśli nie idą od góry kolejne, to bym sprawę olała 😉 żeby wszystkie konie miały tak "problemowe" kopyta jak Branka 😉

Swoją drogą - wiecie skąd się bierze akurat ten kształt (wystający pierścień)? Czytałam o tym całą historię, jak chcecie to mogę wygrzebać (jak rośnie ściana), ale skracając, i mam nadzieję, niczego nie przeinaczając, chodzi o to, że jeśli kopyto jest "podtrute", to siada krążenie w listewkach - ustaje na moment (albo zwalnia) produkcja rogu wewnętrznej części ściany (tzw. bezbarwnego) - ten róg jest produkowany non stop przez listewki właśnie, na całej ich powierzchni. Ściana zewnętrzna (róg "barwny"😉 idzie od koronki i ona nie obrywa od tego przyhamowania krążenia (koronka jest cały czas ukrwiona), rośnie nadal i się przez to robi taka "fałdka". Potem produkcja rogu bezbarwnego odzyskuje dawne tempo i pierścień schodzi w dół. Jeśli stres dla listewek się nie powtórzy, to zrasta gładko.
Fajne, co? 🙂
O, a ja chce całą historię pierścionków!

Co do tych zmian zywienia - jeśli to one sa odpowiedzialne za pierścionki to będe uważac jeszcze bardziej na zmiany paszy... i niech mi ktoś powie, że folbluty nie są wrażliwe na wszystko  🤣 Fakt, są silne, wytrzymałe, mogą świetnie wyglądac na samej trawie albo sianie  itp - ale z drugiej strony trzeba na nie dmuchać i chuchać - ta rasa jest jakas sprzeczna 😎
Zabawna historia z tymi pierścieniami będącymi sladami zmiany diety 😀

Jak pisałam o tym kilka miesięcy temu w wątku "ochwat" , to zgodnie uznano to za bzdurę.
A teraz to  odkrycie- wyważamy otwarte drzwi? 🤣
Po prostu Ty już, guli, wiesz wszystko, my się dopiero uczymy, miej cierpliwość dla maluczkich  :kwiatek: może to od Ciebie ten artykuł o tym jak rośnie ściana? Bo sobie źródła nie mogę przypomnieć... :/ myślę, myślę...
Ja o pierścieniach co nieco wiem, ale dlatego chcę więcej, by pogłębic wiedzę🙂

A swoją drogą kupiłam dzis 2 noże jak pisałam i jeden musiał mi wypaść z torby, bo go nie ma 🙁 A kosztował cztery dychy 🙁
mam pytanko czy powinnam martwić się tym że na podeszwie przy ścianach przedkątnych gdzie robię łuczki pojawiają się wałki dość twarde i nie widać aby chciały się łuszczyć czy to znaczy że robię może za mocne te łuczki i kopyta szukają podparcia w tym miejscu?

Dziewczyny możecie mi odpowiedzieć pliss 🙇
Gdybyś pokazała zdjęcie, to można by powiedzieć coś więcej. W ogólności - tak, to może być odpowiedź na zbytnie odciążenie ściany. Tarnikujesz do poziomu podeszwy czy bardziej?
mam pytanie: jak zinterpretowac fakt, ze podeszwa nic sie nie wykrusza ❓ od trzech miesiecy, czyli od momentu gdy przestala byc bardzo intensywnie wyrzynana nozem.
czasem cos-niecos przy grocie strzalki. ale w zasadzie nic.

Zima się rzadko podeszwa wykrusza, natomiast na wiosnę będzie sporo do wsykrobania, zobaczysz😉
dempsey, całkiem możliwe, że odreagowuje "stres" po wycinaniu i odrasta w nadmiarze, na wszelki wypadek.
Po prostu Ty już, guli, wiesz wszystko, my się dopiero uczymy, miej cierpliwość dla maluczkich   ...


To wiedza dostępna każdemu zootechnikowi ( i nie tylko) - przekazywana  od bardzo wielu lat.
Zabawne, a jednocześnie przygnębiające, że staje się dla wielu wiarygodna, dopiero gdy zostaje ogłoszona przez Wielkich zza wielkiej wody. :/
Trusia podłączam się pod pytanie skąd masz loop knife. Mi się taki marzy od dawna! Wypatrzyłam na razie w ihaha, ale hamuje mnie cena. Koniecznie daj znać jak wypróbujesz!
Swoją drogą ciekawe z tą wieczystą gwarancją - czy w Polsce też obowiązuje? (W sensie czy trzeba by w razie czego wysłać do sklepu skąd się ma, czy na własną rękę odsyłać gdzieś za granicę do producenta. To pewnie by się w ihaha trzeba popytać.)

Ja się chyba na tarnik Mercury zdecyduje.
guli - nie wiem których zootechników :/ na pewno nie Polskich
Polskich, ale pewnie takich ,  którzy chcą czegoś nauczyć się.
Tak samo jak posiadacze koni, którzy interesują się końmi w wielu aspektach.
To można wyczytać w literaturze, można samemu poobserwować- jak się chce oczywiście.
Albo można uznać za jedynie słuszne źródło wiedzy- forum amerykańskie.
Wybór jak zwykle, zależy od człowieka.
Dziewczyny, no proszę,  nie zaczynajcie od nowa. Koń to koń, tu czy w Ameryce, wygląda podobnie, podobnie funkcjonuje jego organizm, … kopyta.  Jeśli ktoś ma możliwość  podyskutować  z użytkownikami koni na innych kontynentach to źle? Z drugiej strony, tak sobie myślę… czy to całe „naturalne podejście”, to nie odkrywanie czegoś co było oczywiste jakiś czas temu, a potem zapomniane, zastąpione nowym, bo ludzie lubią postęp, … konie może niekoniecznie. Tak pomyślałam teraz o tym, bo jakiś czas temu przeglądałam  jakiś podręcznik dla rolników, wydany z pół wieku temu, albo i więcej, a tam sporo miejsca poświęcono opiece nad koniem, również jego  kopytom.
I zdziwiły byście się, jak zalecenia co do rozczyszczania , pielęgnacji kopyt , żywienia i ogólnie utrzymania, są zgodne zasadami , o których piszecie tutaj cały czas, powołując się na autorytety zagranicznych  „naturalnych werkowaczy”. 
Ale przecież nie każdy, ma możliwość  pogrzebania w takich antykach, a nowych polskich pozycji wydawniczych jak na lekarstwo, to czemu nie poczytać sobie w obcym języku?
Czy w tym wątku nie można po prostu podyskutować o naszych kopytowych problemach, bez wszczynania kłótni i wytykania czyja racja większa,  zwłaszcza że wszystkim zależy na tym samym.
Bardzo wszystkich pozdrawiam  :kwiatek:
Znalazłam!

WHAT MAKES THE HOOF WALL GROW?

I was asked that innocent-looking, almost innocuous little question by a
friend, who sincerely wanted to know. What I responded follows – let’s not
let it go to waste in cyberspace – just to provide some explanation for that
interesting question.

Many "experts" including David Hood (DVM, a chief researcher at Texas
A&M), Robert Bowker, Pete Ramey, among numerous others have written
about hoof-growth theories for years. Their explanations are all pretty close,
and they all pretty much agree with each another. (Maybe they're just reading
each others' publications?) Personally, I like KC LaPierre's explanation. What
follows is based upon his work -- but remember, this is just my "take" on the
matter, not necessarily gospel. I don't do research.

As you know, in the hoof we have inner wall, outer wall and coronary band.
We can see that the visible part of the wall (outer wall, that is) grows down
from the coronary -- just observe the downward "movement" of the scar left
from a popped abscess at the coronary band. But we also know there is a very
tight attachment between the coffin bone and the laminar layer. The sticky
part is understanding how the outer wall can move downward while the inner
wall stays immovable because of its laminar connection to the coffin bone.
Good question. The consensus explanation seems to be that the inner wall,
firmly attached to the laminar layer, while made of tubules, also grows a
thick, dense "glue" KC refers to as intertubular horn -- a dense, immensely
strong substance that fills the inner wall, completely encapsulating the inner
wall tubules.

So we have tubule construction of outer wall, growing groundward, which
happens to be held together with its own intertubular horn, but the tubules
are very densely packed with relatively little (but enough) of that "glue", while
the inner wall is also constructed of tubules, but very many fewer than the
outer wall, and not at all densely packed -- but they're held together by a
great deal of their own intertubular horn.

Now a couple concepts that are important to overall understanding. First,
that intertubular horn, while very dense and tight, is actually a fluid (more on
this later). You could consider the inner wall as being composed of
intertubular horn with the tubules themselves there in order to keep that
horn in place. That construction makes the inner wall extremely strong and
shock-resistant -- which seems to be a primary "duty" of the inner wall –
provide strength for weight support as well as shock absorption for
protection of everything inside and above the hoof itself. Second, the outer
wall, composed mostly of tubules with no more "glue" (intertubular horn)
than necessary to hold it together, presents an almost impenetrable shield
against external damage. The ancient Greeks couldn't have asked for a more
efficient shield material, even though they did pretty well with what they had.
Next, back to the intertubular horn being a fluid. Enter a physics concept
called "fluid dynamics"; that says that any fluid in motion is essentially
MOTIONLESS at its base, and the farther away from the base you go, the
faster it moves. It's the way rivers work -- the water's movement is greatest at
the surface, diminishes as you go deeper. In the hoof, that property of the
intertubular horn means that while its base remains almost motionless,
attached to the coffin bone by the laminae, its outer surface (abutting the
outer wall which is moving) is also moving right along with the outer wall, at
exactly the same velocity. Essentially, intertubular horn cells start out
growing outward, perpendicular to the wall surface, but they "turn" toward
the ground as they grow out, until they reach the junction between inner and
outer walls, where they are now moving groundward in parallel with the
outer wall's cells, thus keeping everything locked together.

Wow! Think of it: outer wall is build like a broom -- stiff and strong, mostly
tubules, constantly growing longer, forming an almost impenetrable shield –
while inner wall performs the task of keeping everything locked to the coffin
bone yet allowing the outer wall's movement along its own outer surface at
the same time.

So how does it grow -- you know, the original question? The outer wall
corium, located in the coronary band, has just one job, constantly generating
new cells. The inner wall actually has two cell "sources" -- those developing at
the coronary that generate the tubules, and those developing at the laminar
surface, generating the intertubular horn. Thus, both inner and outer walls'
growth is guaranteed, and their functions of support and protection can exist
because of the fluid characteristics of the intertubular horn.

Incidentally, I'll add an interesting side note: As long as everything is flowing
(literally) smoothly and normally, the hoof would have a perfectly smooth,
even outer wall -- no ridges or striations. But any disturbance in the evenness
of growth between the two layers will mean a "glitch" at the outside surface –
trauma to the inner layer, like with a laminitic attack for example, will change
its rate of contribution of intertubular horn to the outer wall as it grows
downward, resulting in a fold in the outer surface, hence those rings we
sometimes see running across the toe of the hoof, and it explains why they
can and do grow out. In addition, the inner wall, thanks to heavy keratinizing
of the intertubular horn makes the inner wall quite waterproof. But when the
inner wall "thins out" due to some trauma, it loses a certain amount of its
tightness against leakage, allowing some blood to find its way out, showing
up eventually at the bottom of the hoof at trim time as those disheartening
red areas we sometimes see. They indicate a trauma in the past, but do not
necessarily indicate that the trauma is past. In addition, it's just my personal
opinion, but I believe that toe-first landings that send shock waves through
the bony column are also responsible for damage to the inner wall's
intertubular horn that allows some adjacent blood vessels to rupture, the
results being the blood spots we see weeks later at ground level during a trim.

Thus, the simplest, undetailed answer to the question may be that cells in the
coronary continually feed the outer wall to replace those that wear away at
ground level through friction, while new cells also continuously feed the
inner wall to replace its worn-away tubules as well as the intertubular horn
cells that join the outer wall's cells on their journey to the outside world at
ground level.


I moje tłumaczenie, niedopracowane, wersja beta 😉 nie mam czasu na nic więcej - ale chyba zrozumiałe 🙂 Niby to wszystko oczywiste, ale fajnie wyjaśnione. Miłej lektury 🙂

Jak to się dzieje, że ściana kopyta rośnie?
Zadał mi to wyglądające niewinnie, nieszkodliwe pytanko przyjaciel, którego naprawdę to interesowało. Poniżej to, co odpowiedziałem - niech nie zaginie w cyberprzestrzeni - drobne wyjaśnienie tego ciekawego zagadnienia.

Liczni "eksperci", tacy jak David Hood (lek. wet, badacz na Texas A&M), Robert Bowker, Pete Ramey oraz wielu innych pisali przez lata różne na temat wzrostu kopyta. Ich wyjaśnienia są zbliżone i w dużym stopniu zgadzają sie ze sobą (może po prostu czytali wzajemnie swoje publikacje?) Osobiście najbrdziej do mnie trafia wyjaśnienie KC LaPierre'a. Ciąg dalszy oparty jest na jego pracy - ale pamiętajcie, że to tylko moje spojrzenie na tę sprawę, niekoniecznie prawda objawiona. Osobiście nie prowadzę badań.

Jak wiecie, mamy w kopycie ścianę wewnętrzną, ścianę zewnętrzną i koronkę. Widzimy, że widoczna część ściany (to znaczy ściana zewnętrzna) zrasta w dół od koronki -- wystarczy poobserwować schodzące w dół poprzeczne pęknięcia pozostałe po ropniu, który wydostał się koronką. Jednak wiemy też, ze pomiędzy kością kopytową i warstwą listewkową jest bardzo ścisłe połączenie. Haczyk polega na zrozumieniu jak to możłiwe, że zewnętrzna część ściany porusza sie w dół, podczas gdy wewnętrzna pozostaje nieruchoma, ze względu na listewkowe połączenie z kością kopytową. Dobre pytanie. Odpowiedź, co do której wszyscy sie zgadzają, jest taka, że wewnętrzna ściana, solidnie zespolona z listewkami, oprócz rureczek, z których jest zbudowana, ma również grubą warstwę gęstego "kleju", KC nazywa go rogiem międzyrureczkowym -- gęsta, bardzo wytrzymała substancja wypełniająca ścianę wewnętrzną, całkowicie otaczająca rureczki wewnętrznej ściany.

Podobnie jest w zewnętrznej ścianie - konstrukcja z rureczek, rosnąca w dół, zespolona jest własnym rogiem międzyrureczkowym, ale rureczki są gęsto upakowane i względnie niewiele (ale wystarczająco dużo) jest między nimi "kleju". Wewnętrzna ściana również zbudowana jest z rureczek, ale jest ich o wiele mniej niż w ścianie zewnętrznej i nie są upakowane tak ściśle - jednak zespala je duża ilość ich własnego rogu międzyrureczkowego.

Teraz kilka pojęć ważnych do ogólnego zrozumienia. Po pierwsze, róg międzyrureczkowy, choć bardzo gęsty i zwarty, ma strukturę płynu (będzie o tym więcej później). Możecie traktować ścianę wewnętrzną jako złożoną z rogu międzyrureczkowego, z taką ilością rureczek, zeby tylko zachować strukturę. Taka budowa sprawia, ze wewnętrzna ściana jest niezwykle mocna i odporna na wstrząsy - wygląda na to, ze to łówny "obowiązek" wewnętrznej sciany - zapewnić podparcie dla ciężaru oraz amortyzacja wstrząsów, chronienie przed nimi wewnętrznych struktur kopyta i wszystkiego co ponad kopytem. Po drugie, zewnętrzna ściana składa się głównie z rureczek, "kleju" (rogu miedzyrureczkowego) jest nie więcej niż absolutnie konieczne, aby utrzymać je razem. Tworzy tym samym niepokonaną tarczę chroniącą przed uszkodzeniami z zewnątrz. Starożytni Grecy nie marzyliby o lepszym materiale na tarcze, chociaż radzili sobie wcale nieźle z tym co mieli.
Wróćmy do rogu międzyrureczkowego traktowanego jako płyn. Spójrzmy na termin fizyczny "dynamika płynów". Mówi on, że każdy płyn w ruchu jest w gruncie rzeczy NIERUCHOMY u podstawy, im dalej od podstawy odejdziesz, tym szybciej się porusza. W taki sposób działają rzeki - ruch wody jest największy na powierzchni, zanika z głębokością. W kopycie ta właściwość rogu miedzyrureczkowego oznacza, że podczas gdy jego podstawa pozostaje nieruchoma, przymocowana do kości kopytowej listewkami, jego zewnętrzna powierzchnia (granicząca z poruszającą się zewnętrzną ścianą) również się porusza, wzdłuż zewnętrznej ściany, z dokładnie tą samą prędkością. Zasadniczo róg międzyrureczkowy wyrasta najpierw na zewnątrz, prostopadle do powierzchni ściany, ale póżniej rosnąc "zakręca" w stronę ziemi, do momentu spotkania wewnętrznej ściany z zewnętrzną i od tego momentu wędrują już razem w kierunku ziemi, równolegle z komórkami zewnętrznej ściany, utrzymując wszystko razem.

Łał! ( 😉 ) Tylko pomyślcie: ściana zewnętrzna zbudowana jest jak szczotka - sztywna i mocna, w większości rureczki, wciąż się wydłużające, tworzące niepokonaną barierę - podczas gdy wewnętrzna ściana wypełnia zadanie mocowania wszystkiego do kości kopytowej, jednocześnie umożliwiając zewnętrznej ścianie ruch wzdłuż własnej zewnętrznej powierzchni.

Więc jak rośnie - wiecie, pierwotne pytanie? Warstwa twórcza zewnętrznej ściany, znajdująca się w koronce, ma tylko jedno zadanie: bez przerwy generować nowe komórki. Wewnętrzna ściana ma tak naprawdę dwa źródła komórek - na koronce, tworzące rureczki, oraz na powierzchni listewek - tworzące róg międzyrureczkowy. W ten sposób zapewniony jest wzrost zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej ściany i mogą one spełniać swoje funkcje w zakresie ochrony i podparcia dzięki temu, że róg międzyrureczkowy ma właściwości płynu.

Przy okazji dodam ciekawą notkę: tak długo jak wszystko idzie (dosłownie płynie) gładko i normalnie, kopyto będzie miało idealnie gładką, równą powierzchnię zewnętrzną - bez fałdek i prążków. Ale jakiekolwiek zakłócenie w równomierności wzrostu pomiędzy tymi dwiema warstwami będzie skutkowało "usterką" na powierzchni zewnętrznej - uraz warstwy wewnętrznej, taki jak na przykład stan ochwatowy, zmieni ilość produkowanego przez nią rogu międzyrureczkowego dostarczanego zewnętrznej ścianie podczas jej wzrostu w dół, w efekcie powstaje fałdka na powierzchni zewnętrznej. Stąd pierścienie, które czasem mozemy zaobserwować wędrujące przez kopyto, wyjaśnia to też dlaczego one mogą zrosnąć - i zrastają. Dodatkowo, wewnętrzna ściana jest wysoce skeratynizowana, co czyni ją dość wodoszczelną. Jednak kiedy wewnętrzna ściana staje się cieńsza z powodu jakiegoś urazu, traci pewną część swojej odporności na przeciekanie, pozwala to części krwi wydostać się na zewnątrz i ukazać ostatecznie na spodzie kopyta w czasie werkowania jako te zniechęcające zaczerwienienia, które czasem widzimy. Wskazują one na uraz w przeszłości, nie mówią jednak, że uraz ten należy do przeszłości. Dodatkowo, to już tylko moje zdanie, wierzę, ze lądowanie z palca posyłające w górę kolumny kości wibracje także odpowiada ze uszkodzenia rogu miedzyrureczkowego wewnętrznej ściany, przez co mogą pękać okoliczne naczynka krwionośne, w wyniku czego kilka tygodni później podczas werkowania widzimy na poziomie ziemi krwiste plamki w rogu.

Tak oto najprostsza, pozbawiona szczegółów odpowiedź na to pytanie może być taka: komórki w koronce nieustannie produkują ścianę zewnętrzną, by zastąpić te, które wycierają się na poziomie ziemi, równocześnie nowe komórki zasilają ścianę wewnętrzną zastępując wytarte rureczki oraz róg międzyrureczkowy i dołączają do rureczek ściany zewnętrznej w ich wędrówce do świata zewnętrznego przy powierzchni.


EDIT: serdecznie zapraszam do dzielenia się podobnymi kwiatkami z polskiego środowiska. Bo jak wszyscy wiemy, Bowker, Pollit i inny tacy, podobnie pewnie jak Pat Parelli, tylko znaleźli zakurzone staropolskie manuskrypty - tam już jest wszystko o mechanice i budowie kopyta, poprawnym leczeniu ochwatu i trzeszczkozy. Podzielcie się nimi, jako ja się tymi hamerykańskimi dzielę.  :kwiatek: Naprawdę chętnie poczytam. Drodzy patryjoci - do dzieła! 🙂 🙂 🙂

Musana - nie powołuję się na niczyj autorytet, po prostu cytuję wiedzę, która jest dla mnie dostępna. A że bardziej jest dostępna sensowna wiedza zza oceanu, niż z naszej pięknej krainy - co ja na to poradzę? To co widziałam z polskiego "gruntu" w temacie kopyt, to informacje o tym jak wielkim wrogiem konia jest ścięgno zginacza głębokiego (miażdży trzeszczkę i powoduje rotację kości przy ochwacie). Naprawdę takie są dostępne oficjalne materiały weterynaryjne. Jeśli masz coś innego, PROSZĘ, APELUJĘ, podziel się, BARDZO chętnie przeczytam i pewnie nie tylko ja.

Moja motywacja: Nie jest nią udowadanianie racji 😉 Tak sobie myślę, że ludzie bywający tutaj kopytami się interesują i chcą się takich ciekawostek dowiadywać, ale ze względów czasowych, językowych albo braku odpowiedniego poziomu schizy 😉 nie siedzą na barefoothorsecare. To dla nich tu piszę i tłumaczę - wybieram "rodzynki" z tego wielkiego kotła. A na liście są nie tylko Amerykanie - są ludzie z Europy, Hiszpania, Czechy, Niemcy. Jest ich mniej, ale też i ruch bosokopytny w Europie młodszy, więc czego się spodziewać? Ci którzy są, jakoś funkcjonują z sukcesem w oparciu o rady pokrewnych dusz zza wody (ja również - patrz ARMEX na przykład, Pete's Goo - to hamerykańskie wymysły). Czemu się zamykać w polskim zaścianku, zamiast uczyć się na doświadczeniu innych, którzy mają dalszą drogę za sobą? Kto w Polsce ma wieloletnie doświadczenie w werkowaniu bosokopytnym? I nie mówię o klasycznym "pasture trim": urżnięciu czegośtam, byle wygladało z grubsza jak kopyto, tylko o konstrukcji czasem przez lata kopyta tak zbliżonego do ideału (pod względem wygody poruszania się, nie kształtu!!! to tylko do pewnego stopnia się wiąże) jak się da u danego konia - szczerze, ilu ich jest? I to takich, którzy wiedzą się darmowo chcą dzielić? A tam tych ludzi jest wielu. Słuchania ich się nie wstydzę. Tym bardziej, że pokazują mi mimowolnie, co do czego wszyscy sie zgadzają, a co jest dyskusyjne (więc zamknięcie się w jakiejś opinii może być ze szkodą dla konia!). Tyle z "filozośki" - wg mnie jest w tym zakresie podobnie ważna jak praktyka - bo na tę praktykę i dobrostan konia istotnie wpływa.
Te dyskusje są dla mnie analogiczne do takiej "kto pierwszy i lepiej wynalazł łuk" choć archeolodzy potwierdzają, że łuk wynaleziono niezależnie na przynajmniej 3 kontynentach i w podobnym czasie. Gdybym chciała zbudować najlepszy łuk na świecie, zainteresowałabym się każdym z tych trzech modeli by wybrać jak najlepsze rozwiązania 🙂 trudno nie dostrzec, jak wiele się zmieniło w erze globalizacji i przenikania się kultur. Co jednak nie znaczy, że podstawowych procesów społecznych i historycznych nie należy brać pod uwagę oceniając cokolwiek. Od miesiąca szukam, z jakich wypowiedzi "naturalnych" trenerów wzięło się przekonanie, że uważają się za odkrywców czegokolwiek. Za propagatorów tak, ale odkrywców? I wiecie co? Nie mogę znaleźć. Ewentualnie tylko M.R. mi podchodzi ze swoim językiem equs.
Tak pomyślałam teraz o tym, bo jakiś czas temu przeglądałam  jakiś podręcznik dla rolników, wydany z pół wieku temu, albo i więcej, a tam sporo miejsca poświęcono opiece nad koniem, również jego  kopytom.


Możesz podać tytuł? Skoro mogę mieć dostęp do takich książek, to skorzystam.
Aquarius - jak dorwiesz i znajdziesz coś ciekawego to się podzielisz?..  👀
dea, z Tobą zawsze 🙂.

Przeczytałam tłumaczenie, autor miło to opisuje, kto to taki?
Dea, źle mnie zrozumiałaś, bo piszę w pracy, na szybko i może chaotycznie. Mnie nie przeszkadza na kogo kto się powołuje, a twoje posty są dla mnie zawsze bardzo wartościowe ( i dziękuję za tłumaczenie artykułu zamieszczone powyżej) :kwiatek:
A ten wątek to chyba jedyny, który czytam od deski do deski i trochę mi przykro jak zaczynacie niepotrzebne przepychanki.
Jak by nie było, Guli też ma swój wkład w rozwój tego tematu i gdyby jej posty, były nieco mniej zaczepne .... na ale może to tylko taki styl pisania.

Aquarius jak będę ją miała jeszcze w rękach to podam tytuł.
Gdybyś pokazała zdjęcie, to można by powiedzieć coś więcej. W ogólności - tak, to może być odpowiedź na zbytnie odciążenie ściany. Tarnikujesz do poziomu podeszwy czy bardziej?

Niestety nie mam aktualnych zdjęć, ściany tarnikuję do poziomu podeszwy, ale odkąd pojawiły się wałki to przy piłowaniu przelecę niechcący pilnikiem po tych wałkach - są na calym obwodzie. Niestety na ścianach przedkątnych gdzie robiłam łuczki zdarzyło mi się zejść poniżej poziomu podeszwy są tam dość spore flary. No i tam te wałki porosły dość pokaźne. Wczoraj skróciłam tylko kąty i przeleciałam pilnikiem po obwodzie żeby zobaczyć jak zachowuje się biała linia, wokół jest ładna czysta tylko te okropne flary nie znikają, ścieniłam lekko ścianę w tych miejscach i nie ruszałam nic więcej.
dea - dzięki za artykuł.

A ja dziś strugałam i powiem wam, że ostrugałam bardzo dużo - o ile mustang roll był ok, to podeszwy zaczęły być trochę bardziej miękkie(jest odwilż) i wyskrobałam mase martwej podeszwy - a jeszcze troche jej zostawiłam, ale już nie miałam siły! Przypatrzyłam się na spokojnie flarze - jest tylko w tyłach i tylko za najszerszym miejscem kopyta - wygląda to tak jakby było za dużo w okolicy ścian  przedkątnych i ścian wsporowych, a sama piętka była za nisko - w sensie ta końcówka kąta. Kurcze nie wiem jak to wyjaśnić - w każdym razie mam wrażenie, że zaniedbałam te tyły, bo ładne, bo szerokie i nigdy własciwie nie ma co w nich strugać... - i praktycznie ściana przedkątna i kąty wsporowe były na poziomie całej reszty - wiecie o co chodzi? Wybrałam tam co trzeba było, w sumie nie tak dużo, no ale ejdnak... i w jednym miejscu natrafiłam na czerwony ślad, widac było że ją tam uciskało. Kobyła po tym struganiu jak nowa! 🏇 Nogami tak machała jak Totlilas(nie no, az tak to nie, ale naprawde róznica była widoczna gołym okiem wyraźnie!). Nie wiem czemu wcześniej tego nie widziałam 😡 Z drugiej strony się cieszę trochę, bo wiecej tego błędu nie popełnię. W przodach było wszystko ok, poza tym że tez zebrałam sporo martwej podeszwy, boje się tylko o strzałki bo robi się rzeźnia na padoku(jest silne słońce i tak z plus 4 stopnie i już stoi woda w wielu miejscach). Pierścionków nowych nie ma, mam nadzieję, ze wszystko będzie ok.
Ale jeszcze co do tej wrazliwości na zmiany paszy - dzisiaj mi Branka lekko kolkowała, bo od wczoraj jest nowa słoma(no chyba, że to bóle związane z rują, które czasem ma, ale ona jest w rui któryś juz dzień, więc raczej to słoma) - i tak to z tym koniem jest, żaden inny koń na zmiany słomy nie reaguje...

PS Dzisiaj działałam nowym tarnikiem i przejechałam koniowi z lekka po koronce  przez przypadek i troszke krwi poleciało :/ Ale tylko troche na szczęście, bo minimalnie nim przetarłam - ale piernik ostry jest, jednak nowy tarnik a stary to taka różnica....
Ogólnie to pechowy dzień jakiś mam, i ta kolka i te kopyta...
Ooo, ciekawe, skąd masz loop knife? Sprowadziłaś?

Dea, Morwa

Tak, sprowadziłam, ale publicznie nie przyznam się skąd, żeby potem nie przeczytać, że kupując tam, gdzie kupiłam, uznaję ten kraj za jedyne słuszne źródło sprzętu,  mimo że w polskiej firmie też można to kupić.  😉

Wracając do noży. Wszystkie dwustronne, które widziałam, miały bardzo szerokie i dlugie ostrza, przez co trudne jest się nimi posługiwaći (nawet zawodowy kowal powiedział, że  takim nożem by nie potrafił pracować). Z drugiej strony wygodniej jest mieć w garści jeden, niż zmieniać na prawy-lewy. Stąd mój pomysł na loop knife. 
guli - akurat z tym się zgodzę, że jak ktoś się chce nauczyć to się nauczy, ale akurat zootechnika mu w tym nie pomorze, a wręcz może zaszkodzić.
Zawsze powtarzałam, że mi akurat studia w rozwoju nie przeszkadzały, ale znam takich co i owszem.
tylko te okropne flary nie znikają

Mówisz o tym, że nie widać zmiany kąta od góry, czy że na dole nie znikają? To że nie znikają na dole, to raczej normalne 🙂 This is the other guy's foot 😉 Patrz na górną część ściany i obserwuj jak sunie ku dołowi, nowa, lepsza jakość. Na dole kopyta mamy mikrofon, głośnik jest u góry :P [z serii dziwaczne obrazowe porównania by dea 😉]

branka - skoro miałaś przedkątną dłuższą niż sam kąt  (🤬 - jedna z trzech złotych zasad bosego kopyta!), to ściana się raczej musiała naderwać 😉 Co do padoków... żeby to WODA stała, to nie byłoby tak najgorzej :>

trusia no właśnie, to cholerne długie ostrze jest bez sensu - nie wiem czemu to ma służyć, i tak używam zwykle tylko końcówki, za ostrze bliżej rączki po prostu trzymam = rękawiczki :/ albo nóż z krótkim ostrzem! Jak będzie dobry według Ciebie, to się, kurcze, zaopatrzę w imperialistyczny sprzęt, nie pomna na to, że na pewno nożem kuchennym polskiej produkcji da się zrobić to samo (i to od lat!)
No własnie dea wiem, że to zaniedbałam, ale to dziwne, bo dopiero co takiej sytuacji nie było. Zresztą flara się pojawiła też teraz. Musze częściej strugać w taką pogodę, bo u nas sie już wiosennie robi. No i bardziej sie przykładac do tyłów, bo ostatnio byłam zbyt zaaferowana przodami.
W każdym razie - na błędach się człowiek uczy - i tak dobrze że się w czas obudziłam, bo kiedys jak zaczynałam strugac to było w tej okolicy peknięcie od samej góry ściany do dołu, kowal sobie z tym nie radził. Teraz peknięcia nie ma, choć długo to trwało aż w końcu całkiem zeszło w dół - ale pewnie bym na tydzień - dwa zostawiła  teraz te kopyta i z powrotem by zaczęło pękać...

Co do noży - ja jak wspominałam kupiłam nóz lewostronny i  używa mi sie go dużo lepiej niż poprzedniego noża dwustronnego. Mam więc teraz dwa Frosty - jeden lewy drugi prawy, oba z cienkim ostrzem. Może jest trochę za długie, ale sprawnie się tym struga tak czy tak 🙂
Na dole nie znikają są ciągle takie same, od góry też nie widać poprawy, może jeszcze za wcześnie minęły dopiero 2 miesiące odkąd zaczęłam go strugać, przy okazji pojawiły się oznaki oderwania się sciany z przodu kopyta ( są jakby płaskie) w przodach w tyłach jakby mniej. Znowu w tylnym kopycie na ścianie przedkątnej ma wklęśniecie od samej koronki i na razie też nie widać aby schodziło w dół, szkoda że tak długo trzeba czekać na efekty tym bardziej jak do końca nie jest się pewnym czy wszystko się robi jak powinno. Jest co odrastać, u poprzedniego własciciela był robiony co 3 miechy i nie pracował ( nie mówiąc o tym jakie wciery musiał dostawać od kowala a teraz mój kręgosłup przez to cierpi, nie jest łatwo robić szarpiącego się konia ) jedyne co od razu mu się poprawiło to to że, się nie potyka i przody jakby mniej są francuzowate.
Tja... z moich najbardziej spektakularnych błędów - zbyt mocne spiłowanie kątów wsporowych w przodach Bryśki (jeden raz udało mi się doprowadzić ją do chodzenia z palca) i zbyt słabe spiłowanie kątów wsporowych w tyłach rudej (to jeszcze sprawdzam, ale z analizy zdjęć zauważyłam, że się sciany wsporowe trochę bardziej wygięły). Jak się ten problem uda rozwiązac, to może jakies fotostory sfabrykuję.

ansc - możesz wrzucić zdjęcia?
Ogólna zasada jest taka, że jesli od góry ściana nie rośnie lepsza, to nie masz na co czekać (po 2 m-cach powinno być widać) - zmieniasz, czekasz na widoczną zmianę u góry zwykle ok. miesiąca, wtedy już da się zobaczyć albo wyczuć palcem zmianę kąta narastania. Jesli jest, to robisz swoje i czekasz. Jeśli nie ma, kombinujesz dalej, co by tu "powiedzieć do mikrofonu"...
ansc - A masz jakieś zdjęcie tego wklęśnięcia o którym piszesz? Widziałam kiedyś konia z ostrym wklęśnieciem na przedkątnej i zdjęcie rtg pokazało, że kość kopytowa jest zdeformowana.

dea - ja prowadzę intensywną dokumentację, łącznie teraz  z tą flarą, pierścionkami itp, może to kiedyś przy okazji tu wrzuce dla potomnych - żeby nie zrobili tego samego błędu co ja 🙂 Przy okazji będzie widac jak niewiele trzeba ruchów nożem by zrobić kolosalną różnicę dla kopyta.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się