ej no, teraz wszyscy będą mi mówić, że jadłam góry hamburgerów i czekolad 😁 ja serio nie szalałam z dietą, owszem raz na jakiś czas trafił się jakiś batonik, ale bez przesady 🤣 A tak nawiasem mówiąc - czy nie wydaje wam się, że w UK wszystko ma taki cukrowy posmak? W sensie - że właśnie, nie słodki, ale wręcz taki "chamski" smak cukru. Nie mogę jeść tutejszych czekolad z tego powodu, niesmaczne są.
Ja jem duzo kuchni japonskiej, chinskiej (ale wlasnej produkcji lub w mojej sprawdzonej restauracji) nie kupuje produktow typowo angielskich wiec trudno mi powiedziec.
ikarina, tak!!! Tez nie moge jesc angielskich czekolad, i wielszosci slodyczy z ta czekolada (np. Maltesers), bleeee. Ale Anglicy sa chyba bardzo znieczuleni na smak cukru przez to, zawsze mnie przerazalo ile lyzek cukru wala do herbaty/kawy 🤔 Co do angielskiego typowego zarcia, to ono jest z definicji bardzo tuczace. Pracowalam dlugo w typowym angielskim gastropubie (slawny chain swoja droga), i oni jedza bardzo, bardzo duze ilosci weglowodanow - ponadto strasznie duzo sera, przerazajace ilosci keczupu i majonezu, z mies najwiecej wolowiny (tlustej, bo kiepskiej jakosci), wieprzowiny. W kazdym jedzeniu juz przy gotowaniu wali sie strasznie duze ilosci soli, bo ich dania naturalnie smakuja jak tektura. Wszystko smazone na tluszczu. Warzyw bardzo malo, jesli juz to zielony groszek, marchewka, salata (koniecznie z mrozonek). Nie wspomne juz o ich paskudnym chlebie tostowym...
Wiec jak sie je glownie takie typowe angielskie zarcie, to ja sie nie dziwie, ze sie tyje jak z powietrza.
Ja po tygodniu pracy. Niezły hardkor. Po trzech dniach uciekła pracownica, która była tu dwa lata. Bez słowa spakowała się i wyjechała porzucając tu nawet swojego konia! Szefowa wyjechała do Dubaju. Jestem więc tu sama pośród całego pierd..ika. Ale przynajmniej awansowałam na bossa, haha. Teraz ja tu sobie sterem 😉. Przychodzą dziewczyny do wywalania gnoju. Konie wyścigowe chodzą tylko na lonżę, jutro może wsiądę na niektóre. We wtorek ma przyjść jakiś jeździec. Generalnie potrzebna załoga! Niezły początek...
Jestem w Nutley. I czekam z utęsknieniem na dzień wolny. Ale szefostwo dwoi się i troi. Mam dostać więcej kasy i dni wolnych jak się wszystko unormuje. I codziennie mam kolację 😁. Dzisiaj mam iść do restauracji zjeść sobie co chcę- dla mnie-kuchennego lenia-mistrzostwo 😁
Becia23, o tak, angielska kuchnia, tjaaa... 🙄 Jak pierwszy raz widziałam "Full English Breakfast", to myślałam że zawału dostanę od samego patrzenia. Dla niewtajemniczonych - tost smażony w głębokim oleju, bądź zapiekany + smażony bekon + kaszanka + jajko sadzone + zapiekany pomidor + fasolka <ekhm ekhm ekhm> po bretońsku (kto jadł anglieską wersję fasolki, ten wie, o co kaman 😉 + kiełbaska + wielka pieczarka. A wszystko na talerzu wygląda mniej - więcej tak:
A najlepsze, angielska teściowa pojechała raz do Polski i się mnie pyta: "jak wy robicie to, że jesteście tacy chudzi". No. dziwne strasznie 😁 W ogóle mnie bawi, jak w reklamach z dumą mówią o "English Food", albo "English beef", jakie to wspaniałe i najlepsze na świecie. Matko. Wielkie mi halo. Nie ma się czym chwalić. Żarcie oparte na zapiekanym puree ze zmielonym mięsem z czymśtam (cottage pie, shepherd's pie, fish pie itp) I brak surówek i sałatek też mnie u nich wkurza. Jedzenie samej sałaty polanej worcester sauce może się w końcu znudzić 😉 A jak mężowi i jego kolegom zrobiłam mizerię do schabowego, to myślałam, że umrą ze spazmów, tak im smakowało. Cieszę się, że dużo tutaj kuchni zagranicznej. Przez pewien czas, tak jak slojma żyłam na kuchni azjatyckiej i być może dlatego w końcu się udało mi schudnąć. Tylko też mnie tutaj mały szczegół wkurza - wszędzie w sklepach i w restauracjach pełno kuchni hinduskiej, azjatyckiej, włoskiej, francuskiej, hiszpańskiej, meksykańskiej, niemieckiej, greckiej... a jak ktoś wrzuci coś polskiego, to od razu wielkie halo. Restauracje z polskim żarciem są szybko zamykane z braku klientów (nie wiem, jak w Londku, w mojej "dziurze" polskie restauracje nie żyły długo). No i parę razy mi Anglicy powiedzieli prosto w twarz, że "wy to jecie tą karmę dla psów" (chodziło im o bigos) 👿
Mogę się jeszcze z wami podzielić lekką frustracją? Dostałam maila od kuzynki z prośbą o pracę w UK. Zwykle nikomu nic nie załatwiam, bo raz, że mam dość maili typu "załatw mi pracę, tylko ja nic nie umiem i trzeba znać angielski?", dwa, ze nie chcę poręczyć głową, za kogoś, kto mi narobi siary, będzie kiepskim pracownikiem. Ale tym razem pomyślałam, że zrobię wyjątek, bo kuzynka ciężko pracuje i miała bardzo kiepski start w życiu. Tak więc napisałam jej, że porozglądam się i popytam, uprzedzając ją, że będzie bardzo ciężko z jej umiejętnościami i angielskim. Dzień później, dosłownie 12 godzin od naszej rozmowy dostaję drugiego maila "i co? znalazłaś mi już tą pracę?" No kurrrrr... tak, poszłam do sklepu z pracami i oni mi od razu dali dziesięć, żeby sobie panienka wybrała 👿 Już nigdy nawet się nie zgodzę na szukanie pracy dla kogoś. Wrrrr
Wojenka, ale jazda 🤔 Ale powiem, ci że w ogóle mnie to nie dziwi 😁 Żyjąc w UK przygotuj się do życia w stylu Mody na Sukces, to dopiero początek sesese 😀iabeł:
Ikarina gdzieTy mieszkasz, że takie rzeczy się dzieją ? 😀
U nas w Tesco jest spory dział polskich rzeczy, polskich sklepów też dużo a o restauracjach nie wspomnę. Co do sałatek to fakt. Jak nie nawalą olejów to zrobią tak, że same warzywa tylko pokrojone. Do tego stoi 10tys różnych sosów i oczywiście których najwięcej ? Spice! Tutaj angielskie żarcie strasznie niezdrowe.Za to zdrowe jest tanie i można dużo rzeczy zrobić za psie pieniądze tylko szkoda, że daty ważności są na maks 3 dni....
Ikarina- wiesz z tymi pl restauracjami ja zbytnio sie nie orientuje bo nigdy polskiej kuchni nie lubilam poza niektórym rzeczami. Jednak tak mi sie wydaje co moze byc przyczyna ze nie ma ich duzo. Jedzenie jest dosc drogie w porownaniu do tradycyjnych fish and chips czy nawet chinczyka czy araba. Do tego duzo czasu oczekiwania I dosc specyficzne jedzenie w smaku. W sklepach nie brakuje polskich produktowproduktow nawet w malych lokalnych mozna kupic dosc duzo. Nie wspomnę o piwie które inne narodowosci lubia. Ja jem bardzo zdrowo I gotuje w domu. Produkty kupuje w lokalnych sklepikach czasem w asda wieksze zakupy. Jem duzo roznych kaszy I warzyw. A co do angielskiego jadla to fakt siadania lub brunch to faktycznie takie zestawy. Do tego czesto jedza cos jak kasza manna ale mega slodkie. Typowy Sunday roast kawal miecha warzywa I opiekane ziemniaki. Podczas rozmowy z starszym panen dowiedzialam sie ze I tak Anglicy otowrzyli sie na kuchnie. Jeszcze 15-20 lat temu nie bylo tylu restauracji ludzie jedli w domach a pierwsze byly fish and chips. Zreszta duzo Anglikow to tradycjonalisci piatek to fish and chips a niedziela Sunday roast chocby nie wiem co. Duzo z nich nie chce probowac nowych smakow.
flosia, no pisałam - w dziurze zabitej dechami 😉 U nas też jest wielki dział tesco z polskimi rzeczami oraz polskie sklepy, dobrze im się wiedzie, mają dużą, głównie polską klientelę. Jednak dwie polskie restauracje nie wytrzymały nacisku, zostały zamknięte. Nasze Tyskie jest popularne wśród biednych robotników i żulików - bo tanie 😁 Moi znajomi za to lubią nasze smakowe wódki. I z tymi sosami się zgodzę, ile razy ja się ścięłam z mężem, bo pół godziny się modliłam nad pieczenią i sosem, żeby to ładnie smakowało, współgrało, a ten palant mi wyskakiwał z keczupem. I nie rozumiał, czemu ja nie jestem zadowolona.
slojma, zapomniałam o Sunday roast 😀 Chociaż - chyba najzdrowsza "potrawa", jaką mają (o ile walnięcie kawałka mięsa z ziemniakami, brokułami, marchewką, yorkshire puddingiem i polanie tego sosem z torebki można nazwać potrawą 😉
ikarina, generalnie zgadzam się z Tobą w kwestii przepysznej angielskiej kuchni. Chociaż nie wydaje mi się, żeby i polska miała czym do siebie przekonać obcokrajowców. Dla niewtajemniczonych bigos może nie być apetyczny 😉 Ale, podoba mi się u Anglików to obnoszenie się dumą ze swoimi "100% British" produktami. Produkcja krajowa dobrze wpływa na gospodarkę, a i na poczucie tożsamości, czy i nawet wyższości narodowej, jakiś tam wpływ ma. Lubię wiedzieć, skąd pochodzi jedzenie, które kupuję. I bardzo mnie denerwuje, że na angielskich opakowaniach nie ma takiej informacji. Jest tylko nota o importerze, a nazwy fabryki produkującej już nie umieszczają. Nie podoba mi się to, bardzo.
cervus, o! Też bym chciała, aby w Polsce było takie nastawienie do swojskich produktów - niby są akcje, że dobre, bo polskie, ale za mało tego wszystkiego. Nasza kuchnia odpowiednio podane też może być fajna i na topie. Oprócz wspomnianej mizerii ostatnim hitem wśród moich znajomych jest placek po węgiersku 😉 Zasmażane pierogi też się pojawiają u nas na talerzu. Ach! I wędliny! Takich, jak nasze, to oni nigdzie nie mają. I rozumiem tą niechęć do naszego bigosu, ale na miłość boską, żeby od razu wyśmiewać się, że jemy karmę dla psów? Żenada :/ Z angielskiego żarcia za to lubię sery - muszę przyznać, że niezłe są, bardziej intensywne i bardziej aromatyczne, niż nasze.
Ale nasza Polska kuchnia tez do najzdrowszych nie nalezy 😉 tluste sosy, kopy ziemniakow, smietany, pierogi, nawet zupy mamy tluste 😁 Jednak w porownaniu z Anglia jestesmy daaaaleko w tyle...
Osobiscie lubie klasyczne fish and chips, a za bekon dalabym sie pokroic 😍 Inna sprawa, ze mieszkam z siostra, ktora tez robi wiekszosc zakupow w polskim sklepie. Dla mnie to kosmiczna strata pieniedzy- ceny potrafia byc dwa razy drozsze od angielskich zamiennikow. Jedyne, co bym kupowala w polskim sklepie to zdecydowanie smietana(gdybym jej w ogole uzywala 🤣 ), bo angielska mi w ogole nie smakuje. Ale wszelkie warzywa, miesa, slodycze, makarony czy kasze mozna spokojnie za mniejsze pieniadze kupic w normalnych, angielskich sklepach.
Oglądałam parę programów brytyjskich typu Supersize vs Superskinny czy Secret Eaters i to co tam jedzą to jakaś masakra 😲 Z resztą to widać też po statystykach, że źle jedzą, są dosyć wysoko w rankingu "najgrubszych krajów świata" 😁
A co do czekolady to moja ulubiona jest właśnie z Angli - Galaxy 💘 U nas chyba pod nazwą Dove, ale są tylko batoniki, a całych czekolad nie ma.
ikarina, Kiedyś oglądałam wywiad z Bosacką, która jest ambasadorową i siedzi obecnie z mężem w Kanadzie. Miała przygotować kolację dyplomatyczną dla ichnich dyplomatów. No i rozkmina jak tu polską kuchnię podać by była atrakcyjna dla zagranicznych. Bo ktoś tam stwierdził, że kuchnia polska to faux pass. Szaleństwo! 😁
No ale koniec końców polską kuchnię podała w postaci np bigosu w cieście jako tartę. Fajne rozwiązanie i nie aż tak dziwne dla obcokrajowców. Bigos w tarcie jest chyba dla nich bardziej przyswajalny 😁
Notarialna, to dla mnie wstyd i hańba, żeby osoba, która uważa, że tak ważny element naszej kultury, jak kuchnia była faux pas, była ambasadorem. Moim zdaniem w ogóle nie powinna dzierżyć tej funkcji, jeżeli wstydzi się naszych potraw, które są przepyszne. To nasz bigos jest be, ale za to obcokrajowcy wtranżalają koreańskie kimchi, które przecież nieco przypomna nasz bigos w smaku i też jest robione z kapusty. Wszędzie na świecie zjada się żaby, ślimaki, sfermentowane małże, krowie móżdżki, płody, kawę z wydalonych przez drób ziaren i jest ok, ale już nasze swojskie jadło już nie jest ok? Masakra po prostu, wkurza mnie to wierutnie, że nasi rodacy wstydzą sie tam, gdzie nie ma czego. A później dziwota, że za granicą patrzą na nas z góry, że to, co nasze to "wiocha".
CzarownicaSa, nie mówiłam, że nasze żarełko jest zdrowsze, jednak my mamy zdrowsze nawyki (chociaż widzę, że to się zmienia na gorsze). Uwierz mi, mieszkam z Anglikiem, jadłam z całą jego rodziną nie raz, wcześniej mieszkałam z innymi Anglikami pod jednym dachem i tez widziałam, co i jak jedzą i nigdy nie mogłam wyjść z podziwu, jak można tak sobie niszczyć dietę 😉
ikarina, To nie ona uważała, że nasza kuchnia to faux pass. Tylko ktoś jej powiedział z jej towarzystwa. 😉 A ona chce promowac polską kuchnię za granicą.
To gdybym ja była tą ambasadorką, to bym nawaliła na chama cały stół polskich przysmaków. Niech się wypchają. No i tego właśnie nie lubię - to co polskie jest beznadziejne, nudne, wieje wiochą - dlaczego, na litość boską, tak jest? No, dlaczego?
A tak w ogóle jeszcze się wam nie "pochwaliłam", że razem z mężem braliśmy udział w pubowej burdzie... bo jeden koleś wyzwał mnie od polskiej dz*****ki, no i mąż nie wytrzymał i mu przyfasolił. A potem parę kolesi się dołączyło i się zrobiło gorąco. Miło mi, że mąż się o mnie tak troszczy, ale coraz bardziej boję się wychodzić z domu 🤔
ikarina, Na złość nie może robic ze względu na protokół dyplomatyczny. 😁 Niemniej zachowanie niektórych obcokrajowców względem polskich i innych mało popularnych kuchni jest dość nieprzyjemne. Na youtube są zresztą filmiki pokazujące reakcje amerykanów/ brytyjczyków/ azjatów/ etc na jedzenie z konkretnego państwa.
ikarina, nie ma absolutnie szansy, żebyście się gdzieś przeprowadzili? Bo zauważyłam, że no właśnie - im większe i multikulti miasto, tym obywatele spokojniejsi i normalniej się odnoszą do inności, a im mniejsze i hermetyczne - tym większy poj*b strzela Anglikom do głowy i zachowują się tak, że faktycznie aż strach wychodzić z domu. Zwłaszcza w takich małych miejscowościach gdzie wzdłuż i wszerz bieda i wiocha zabita dechami, gdzie nie mają nic ciekawego do roboty, nic się nie dzieje, sami się duszą z braku perspektyw na życie, całymi dniami tylko jakaś marna zapipówka i potem piwo za piwem w syfiastym "local" pubie - i wyładowują swoją frustrację na obcokrajowcach.
Notarialna, to dlaczego protokół dyplomatyczny nie dotyczył tej osoby, co tak pluła na nasze jedzenie? 😉
Becia23, ja mam dokładnie podobne spostrzeżenia. Poza tym - na wsi są farmerzy, a oni są bardzo specyficzni, bardzo czarne poczucie humoru, niewybredne żarty na temat kobiet, ten, kto spotkał angola-farmera, ten wie, co co chodzi 😉 Jednak dla nas to i tak bezpieczniejsza opcja, bo to jest małe miasteczko, każdy zna każdego, a mój mąż swój fejm już ma 😉 Nie da sobie w kaszę dmuchać, mało kto ma odwagę jego i mnie dotknąć, wszyscy wiedzą, że z nim nie wolno zadzierać 😉 A "polską Dz****" to już niepierwszy raz słyszałam, raz mąż też się wkurzył, złapał kolesia za spodnie i fruuu - przerzucił go przez płot 😁 Ale muszę przyznać, strasznie się wtedy przy tej bójce przestraszyłam, nie widziałam nigdy wcześniej tylu rosłych faceciorów walczących na tak małej powierzchni 🤔