Forum towarzyskie »

Emigracja - czyli re-voltowicze i voltopiry rozsiani po świecie.

jkobus, jak ja co zazdroszczę... Ameryka Południowa, zaraz po Nowej Zelandii zawsze była moim niedoścignionym marzeniem, szczególnie Andy. Może podzielisz się znajomymi 😁
A jak by wygląda tam sprawa wiz i pozwolenia na stały pobyt? Dużo musiałbyś się nachodzic?
Znajomy jest prawnikiem i to raczej nie wygląda najgorzej.

Tak naprawdę jechałbym jak stoję gdyby nie fakt, że nie bardzo wierzę w możliwość znalezienia nabywcy na Boską Wolę - a bez tego nie mam co myśleć o przeprowadzce. Na razie więc: nie ma czego zazdrościć.

A znajomy chętnie by całą kolonię zorganizował. Do wyboru są działki po 500 albo po 1000 ha - w strefie półpustynnej. Jeszcze nie wiem dokładnie - gdzie.

To oczywiście wcale nie jest takie różowe jak możma by sądzić. Powstaje dość fundamentalne pytanie: co tam można zarobkowego robić? 500 czy nawet 1000 ha pustyni to jest nic. Jak się uda do wody dokopać to moje konie może bym na tym wyżywił, ale wątpię, by starczyło trawy na coś więcej. Zawsze to jednak lepiej brzmi: klepać biedę w Argentynie - a klepać biedę pod Warszawą. Prawda..?
Ta moja koleżanka poza tym, że pracuje w firmie turystycznej, z tego co pamiętam pracuje też z końmi chilijczyków - pokazuje jak je układać szybko, ale bez brutalności (choć generalnie ona uważa, że konie tam są lepiej traktowane niż przez nas w Europie).
Mówi, że życie tam jest zupełnie inne niz w Europie, prostsze, spokojniejsze - ale rzeczywiście ciężko zarobić dobre pieniądze, ona też troche klepie biedę. Dlatego cały rok siedzi u siebie, ale latem wyjeżdza do Europy do pracy (teraz wyjątkowo jedzie do Argentyny, ale widocznie dostała jakąś dobrą ofertę). Nie wiem z kim zostawia zwierzęta, zdaje się, że ze swoiim facetem.
Wiem, że czasem jeździ na rajdy, nieraz takie 8-10 dniowe, wszystko zabierają na grzbiety koni, jeżdżą po mało przyjaznym, skalistym terenie i jakoś te konie dają rade, nie wracają ponoć jako szkielety. Ma głównie udomowione crillo, ale nie tylko, z tego co mówiła np ma konie szlachetne które sie nie sprawdziły w sporcie i można je kupić za grosze.

Z tego co mówiła mieszkając w Ameryce Płd trzeba umieć sobie radzić samemu z różnymi rzeczami - nie wezwiesz tam kogos do naprawy zepsutego sprzętu w domu, nie znajdziesz też kowala czy rymarza 😉

PS nie wiem jak Argentyna, ale Chile wg niej jest stosunkowo bezpiecznym krajem. Do tego Chilijczycy szanują kobiety, więc nie było jej tak trudno samej zaczynać. Generalnie zawsze mówiła, że ludzie tam są bardzo przyjaźni i towarzyscy, jak trzeba to pomogą sąsiadom (choć sąsiad może oznaczać osobę mieszkającą 5 km dalej 😉 ).
Jadąc tam trzeba sobie uzmysłowić np to, że po domu mogą chodzić jadowite pająki czy inne robactwo. Jak ktoś jest wrażliwy to może mu nie być na początku łatwo 😉
Zawsze to jednak lepiej brzmi: klepać biedę w Argentynie - a klepać biedę pod Warszawą. Prawda..?

Eee, w przeciwienstwie do klepania biedy pod Wawa, pustynia w Argentynie brzmi jak opcja bez wyjscia jak sie cos zawali- w razie czego ladujesz w czarnej dupie... O ile Ci sasiedzi wczesniej koni na steki nie przerobia  😉

Btw, JKobus, podziwiam ze dalej chce Ci sie wyjezdzac za granice, mnie kiedys bardzo galo do wyjazdu najlepiej na stale, zobaczylam swoje i mi przeszlo, wiec myslalam ze to z wiekiem uleczalne 😉 A Ty z calym gospodarstwem sie wybierasz 🙂 Fajnie
jkobus właśnie pisze, że nie bałdzo się wybiera 😉
Widzę, że wizja życia w świecie gaucho jest bardzo kusząca. Jednak, jeżeli o kraju, do którego mamy zamiar się wybrac nie wiemy nic, nie mamy sposobu na zapewnienie stałego zarobku i mamy poświęcic wszystko, by tam się dostac,  to jest to raczej niebezpieczne. Kiedy mieszka się w Boskiej Woli, jeżeli nie daj Boże coś się stanie, zawsze jest ktoś do pomocy - przyjaciele, rodzina, Re - Volta... w Argentynie  jkobus miałby tylko tego swojego przyjaciela, a wątpię, żeby ten w wielu sytuacjach sam wiedział, jak mu pomóc 🙁
Jakies 7 czy 8 lat temu mialam bardzo kuszaca propozycje pracy w Nowej Zelandii - swietne warunki i wogole. Ale jak pomyslalam ze to drugi koniec swiata i w razie czego do Polski bardzo daleko i bilety makabrycznie drogie - dalam sobie spokoj. Podobnie z Irlandia, mialam propozycje z jednej z czolowych stajni wyscigowych - ale wybralam UK.
W zeszlym roku mialam 2 pogrzeby w najblizszej rodzinie, wiosna i jesienia, i z Nowej Zelandii na pewno bym sie nie wybrala x2. No i od wrzesnia moja corka idzie do szkoly z internatem w Warszawie bo poziom nauki w UK jest taki ze rece opadaja.
No i od wrzesnia moja corka idzie do szkoly z internatem w Warszawie bo poziom nauki w UK jest taki ze rece opadaja.


Nooooo masakra z poziomem angielskiej edukacji 👿 9 - letnia chrześnica uczyła się na lekcji matematyki... odmierzania długości ołówka centymetrem!!! I była w "średnio zaawansowanej grupie"! To co robią ci mniej zaawansowani? Szlaczki? A może zabawa w "if you happy and you know it" Zeszytów mała chyba sztuk 3 i widziałam w nich głównie rysunki, bardzo, BARDZO mało jakichkolwiek notatek. Tam przez pół lekcji zamiast uczyc się, bawią się jakimiś naklejkami 🙁
A później wysłuchuję takich kwiatków od dorosłych ludzi, że Polska ma granicę z Islandią. 🤔
A znajomy chętnie by całą kolonię zorganizował. Do wyboru są działki po 500 albo po 1000 ha - w strefie półpustynnej. Jeszcze nie wiem dokładnie - gdzie.

znaczy się on szuka naiwniaków co odkupia od niego te działki - jednym slowem jakis ma w tym interes finansowy


To oczywiście wcale nie jest takie różowe jak możma by sądzić. Powstaje dość fundamentalne pytanie: co tam można zarobkowego robić? 500 czy nawet 1000 ha pustyni to jest nic. Jak się uda do wody dokopać to moje konie może bym na tym wyżywił, ale wątpię, by starczyło trawy na coś więcej. Zawsze to jednak lepiej brzmi: klepać biedę w Argentynie - a klepać biedę pod Warszawą. Prawda..?

różowe to wżadnym wypadku mi sie nie wydaje. Nawet jak te 1000 ha byloby nie pustynia ale zielonymi pampasami.
Nie znacie ani języka ani nie macie żadnych przydatnych tam kwalifikacji, umiejętności czy czegokolwiek.
Owszem może to i brzmi idealistycznie i poetycko - ale zderzenie z rzeczywistością byłoby nie tyle bolesne co wręcz katastrofalne.
A później wysłuchuję takich kwiatków od dorosłych ludzi, że Polska ma granicę z Islandią. 🤔


Moja mloda ma 12 lat i zero pojecia chocby na temat II Wojny Swiatowej oprocz tego co wie ode mnie! Ze szkoly wyniosla tylko tyle ze kobiety nie braly udzialu w wojnie bo im zabroniono!!  👿  Ta, a moja Prababcia, Babcia i jej siostra to co niby w Powstaniu Warszawskim robily?!

A potem rosna takie chwasty debilowate co w wieku lat 17 stoja pod jobcenterem zeby sie podpisac co 2 tygodnie.
A., a co twoja córa na ten wyjazd? dobrze mówi po polsku?
z ciekawości pytam ;]
Mowi normalnie  😀  Czyta troche z trudnoscia ale chce wyjechac bo ma dosyc popierniczonej szkoly angielskiej. W kazdym razie nie powinno byc problemu z zajeciami wyrownawczymi bo to prywatne gimnazjum katolickie.
Napiszcie coś jeszcze o szkołach w UK, lub w innych krajach. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda bardziej szczegółowo.
szczegolowo to nauka jest na niskim poziomie. jak poszlam na uniwersytet to chemie i biologie na 1 roku mialam na poziomie 1 klasy LO (w dawnym systemie). w szkolach prywatnych ucza lepiej oczywiscie  😤
Napiszcie coś jeszcze o szkołach w UK, lub w innych krajach. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda bardziej szczegółowo.

Mojej znajomej brat poszedł na Oxford i po roku wrócił. Strasznie się nudził i stwierdził, że bezsensu jest za takie coś płacić.
Teraz studiuje w Pałacu Kultury i Nauki i jest o wiele bardziej zadowolony  😉
Ja właśnie dostałam pytania na egzamin kwalifikacyjny do collage'u. Z matmy miałam wzór na obiętośc prostopadłościanu, a z Anglika był tekst i pytania dotyczące tego tekstu (np. kot Toma był: a) biały b)czarny c) rudy)
Normalnie poziom gimnazjum

Ale muszę powiedziec, że za to na specjalizacjach poziom jest wysoki (bardzo dużo zależy od prestiżu uczelni)
ja sie wlasnie przerzucilam z Equine Science na Horseracing Industry. przynajmniej nie bede musiala zaliczac kursow dla trenerow (3 moduly po 750 kazdy = inne dodatkowe wydatki) i bede miala degree - za jednym zamachem robie 2 rzeczy na ktorych mi zalezy. na ES mielismy biomeasurement, diabli wiedza na co potrzebny, a teraz mam 2 czy 3 moduly biznesowe ktore bardzo sie przydadza.
Napiszcie coś jeszcze o szkołach w UK, lub w innych krajach. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda bardziej szczegółowo.


Ja robiłam w UK magisterkę. I można chyba powiedzieć, że ze studiów każdy może wyciągnąć tyle, ile chce. Nie jest raczej problemem zaliczenie wszystkiego (o ile pisze się wszystkie prace na czas i chodzi na zajęcia), ale już żeby dostać jakąś w miarę dobrą ocenę trzeba się zdrowo napracować i wysiedzieć odpowiednią ilość godzin w bibliotece.
Mnie bardzo się studia podobały. Miałam o wiele większą swobodę w wyborze tego, co mnie interesuje i co chcę zgłębić. I podejście wykładowców do studentów - genialne. Naprawdę, aż chce się człowiek uczyć.

Ale dla każdego to pewnie sprawa indywidualna. Co kto lubi.


Ja robiłam w UK magisterkę.

Ale dla każdego to pewnie sprawa indywidualna. Co kto lubi.


Jakbys robila na moim uniwerku to zalamka gotowa  😁 Poniewczasie okazalo sie ze to drugi najgorszy w calym zjednoczonym krolestwie  😁 a niby w Cambridge.
Jest tu ktos z okolic oslo\drammen\buskerud w norwegi ? :kwiatek:
Oprócz mnie to chyba nikt 🙂
[quote author=ami_071 link=topic=1321.msg887123#msg887123 date=1297012703]
Oprócz mnie to chyba nikt 🙂
[/quote]
ok  😉 a tak dokladnie to mieszkasz w dramen ? 🙂
Już nie w styczniu przeprowadziłam się do Baerum
[quote author=ami_071 link=topic=1321.msg887168#msg887168 date=1297014329]
Już nie w styczniu przeprowadziłam się do Baerum
[/quote]
ok a ja w hønefoss mieszkam narazie ale przeprowadzamy sie do klekken niedlugo  🙂
a czy są jakieś stajnie zagraniczne, które przyjmują pracowników bez języka ang/niem?  👀 (tak z ciekawości pytam)
a czy są jakieś stajnie zagraniczne, które przyjmują pracowników bez języka ang/niem?  👀 (tak z ciekawości pytam)

w norwegi znam duzo stajni ktore moga ciebie przyjac ale w tedy musiala bys albo znac norweski\angielski 😉
new.day ależ oczywiście!
Hiszpanów interesuje, w głównej mierze, znajomość hiszpańskiego, Portugalczyków - portugalskiego, Włochów - włoskiego, Francuzów - francuskiego. Nie musisz też znać niemieckiego ażeby pracować w Czechach chociażby 😉
dziękuję za odpowiedzi  😎


😁
[quote author=trupka link=topic=1321.msg884074#msg884074 date=1296835005]
Napiszcie coś jeszcze o szkołach w UK, lub w innych krajach. Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda bardziej szczegółowo.


Mnie bardzo się studia podobały.
Ale dla każdego to pewnie sprawa indywidualna. Co kto lubi.
[/quote]

Zalezy w jakim kierunku chcesz sie ksztalcic, jesli myslisz o izynierii to daj sobie spokoj i jedz do Niemiec, jak o czyms w stylu biologii to na pewno warto ale nie na medycyne, nawet z IB bardzo ciezko sie do UK dostac bo jest ograniczona pula miejsc dla studentow z UK, i studenci z Unii walcza z angielskimi o te miejsca, a wiadomo ze wola ksztalcic swoich lekarzy ktorzy tam w kraju zostana). Ogolnie studia sa bardziej wyspecjalizowane niz w Polsce, w 3 lata BSc robisz to, co w PL w czasie magisterki, a moze nawet wiecej, jesli chodzi o przedmioty kierunkowe, bo nie ma pierdol typu socjologia czy psychologia, czy logika. Ale po polskiej maturze moze sie okazac ze niektore rzeczy bedziesz musiala nadrabiac (np. matme), a z innych bedziesz do przodu (np. biologie), bo program na studiach leci szybko, a zakladaja ze umiesz to co po A-levels, u nas nie bylo na studiach matmy tylko statystyka i jak mi na chemii na pierwszym roku wyjechali z calkami to bylo co nadrabiac, a znajomi po A-levels mieli to w szkole.
Bardzo latwo zalatwic sobie praktyki, czy nawet przepracowac rok w przemysle, duzo latwiej niz zalapac sie na wymiane- te sa glownie dostepne dla studentow ktorzy od razu zadeklarowali ze chca spedzic rok za granica i robic studia w 4 lata. Ogolnie jesli chodzi o nauki scisle, to kasa na to jets duzo wieksza niz w Polsce (chociaz ma to sie szanse zmienic), srodowisko naukowe bardziej zorganizowane, i wieksze wsparcie dla badan, stad jesli masz jakies zdolnosci orienatcji w terenie i na studiach zdobedziesz jakies doswiadczenie, to latwo potem o prace w dobrej firmie, sporo ludzi od nas pracuje w firmach farmaceutycznych (mniej niz z poprzednich lat bo dalej sie regeneruja po kryzysie ale zawsze), troche ludzi jest w city, dorabiaja sie kasy i towarzysko sluch po nich zaginal, kilkoro z nas poszlo na studia doktoranckie. Ogolnie nie zaluje 3 lat studiow w Londynie, czy wyjdzie mi na zdrowie zostanie na 4 kolejne to sie zobaczy, bo Londyn na dluzsza mete meczy, fajnie sie tu mieszka jako student, ale jak trzeba co rano jechac do pracy w metrze w ktore nie wcisniesz szpilki to juz tak fajnie nie jest, plus koszty sa naprawde spore tutaj. Ale za to studenckie imprezy niezapomniane 🙂
No i od wrzesnia moja corka idzie do szkoly z internatem w Warszawie bo poziom nauki w UK jest taki ze rece opadaja.

A to Twoja decyzja, czy jej?- o ile można wiedzieć oczywiście
Dziewczyny, a tak z ciekawosci, to jakie jest podejscie profesorow do zagranicznych studentow tam u was w UK? Wiadomo, ze nawet z bardzo dobra znajomoscia angielskiego, to nie to samo, co nativ speaker. Zdarzalo sie wam tlumaczyc przed wykladowcami z glupich bledow itd?
Szczerze mowiac, to ja sie czuje troche pod presja tutaj w Germianii i okropnie sie stresuje piszac egzaminy, gdzie zdarza mi sie walnac glupie bledy jezykowe. Jestem odosobniona, czy wy tez tak macie?? 😎
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się