Od jakiegoś tygodnia zauważyłam znaczącą zmianę w zapachu moczu mojego kota. Częstotliwość sprzątania w kuwecie się nie zmieniła, a już na drugi dzień po sprzątaniu czuć gryzącą woń amoniaku. Kuweta jest kryta, z filtrem węglowym, żwirek celulozowy. Nic się nie zmieniło od przeszło roku... Kot mimo to zachowywał się normalnie, aż do dzisiaj - zaczął się chować po kątach.
Jakie badania powinnam wykonać? Co to może być? I jak pilnie powinnam jechać do lecznicy...
Jeśli to kocur to bardzo pilnie, złapać mocz i do badania jeśli nie można pobrać za pomocą USG więc jechać z niewysikanym kotem do przychodni. Krew morfologia plus biochemia również.
Ok, dzięki. Przyjechałam właśnie sprawdzić, jak się czuje, zachowuje się normalnie, je i pije. Tylko ten zapach mnie niepokoi. BTW je od lat to samo. Dzięki za pomoc :kwiatek:
Z czym można podać tabletki na odrobaczenie żeby koty nie marudziły? Moje podwórkowce mają tasiemca, dostałam tabletki, które powinnam podawać przez 4 dni ale żaden nie chce tknąć. Próbowałam z pasztetem, mięsem mielonym i nic a wybredne nie są, zwykłe odrobaczenie jadły bez problemu.
Jak na przymus to tylko z aplikatorem, możesz tez rozkruszyć w maśle i ubrudzić kota 😉
Nie zawsze to działa. Mój najpierw otrząsa z obrzydzeniem łapę a nastepnie dokladnie wyciera o drapak/dywan/łóżko... Akurat mam kota, któremu muszę pastę na kłaki podawać przymusowo do paszczy. I trzymać aż przełknie, bo cwaniakuje i udaje a potem wypluwa... 🙄
Nie sądziłam, że będzie problem z tymi tabletkami, muszą być wyjątkowo niesmaczne bo zawsze odrobaczałam bez problemu. Jutro będę dalej próbować. Swojemu domowemu to strzykawką wciskam do paszczy to może i tamtymi się uda.
Moje dzikuny odrobaczałam tabletką zmieszaną z pastą słodową (saszetka miamore czy jakoś tak się to nazywało). 2-3 dni wcześniej dostawały samą pastę "na smaka" więc przy odrobaczaniu każdy dobrowolnie wylizywał swoją porcję - były nawet próby podżerania z cudzej strzykawki. Miksy podaję strzykawkami po końskich pastach odrobaczających - szerokie wyjście, dobra pojemność (ogranicznik na tłoczku), wygodne podawanie (przy paście słodowej kocie ozory same się do środka cisną i nie ma bata, żeby choć kropelka się zmarnowała)
No dobra... Zrozumieć własnego kota to sztuka, ale zrozumieć czyjegoś... 😉 Właśnie opiekuję się kociambrą sąsiadki. Koteczka 3-letnia, od kociaka wychowywana z ludźmi. Drobna szylkretka. Niesamowicie dziwna z zachowaniu. Tu się ociera, przymila, mruczy jak mały motorek, a w sekundę syczy, atakuje (tak na poważnie), warczy. Sama podchodzi i zanim dojdzie już się awanturuje. Taka schizofrenia "chciałabym, a boję się". Muszę spytać czy przypadkiem ktoś jej kiedyś nie nadepnął solidnie, bo mam wrażenie, że reaguje głównie na ruch nogami.
Ascaia szylkretka i wszystko jasne. Serio, mam wrażenie, że to osobny stan umysłu jest - poznałam kilkanaście (jedną nawet mam) wychowywane w bardzo różnych warunkach - wszystkie mają mniej lub bardziej nierówno pod sufitem, włącznie z zachowaniem o jakim wspomniałaś.
Ja też do niedawna miałam szylkretkę, była z nami ponad 14 lat, od kociaka. I to był niesamowicie miły, zrównoważony kot. Pewna siebie ale nie zaczepna, znająca swoją wartość. Takie 100% kota w kocie... Za to szwagierka miała kota (czarny dymny) dokładnie z takimi zachowaniami. Jak uwielbiam koty tak za tamtym nie przepadałam. Myślę, że dużo zależy od tego na ile się zwierzakowi pozwoli. Kot, nie kot, jakoś trzeba ustalić zasady współżycia a nie pozwolić się sterroryzować.
Nasza szylkretka robi to samo. Przychodzi się otrzeć o nogi po czym warczy i gryzie, totalnie bez powodu. Raz można ją pogłaskać, raz nie. Nigdy nie wiadomo.
Fokusowa, nie. Miałam na myśli to, że nie ze schroniska, nie z niewiadomym pochodzeniem i przeszłością. Jeśli dobrze zrozumiałam to wzięta od kogoś z rodziny. Aż dopytam jak wrócą. Dzisiaj mnie jednak "dopadła" raz (i to przez spodnie udało się jej zostawić ślad pazurów). Ona ma jednak coś do nóg, do stóp. No jak nic była udeptana. Ale te zmiany nastroju następują w mgnieniu oka. Mruczy, warczy, ociera się, przypada ze złożonymi uszami, znowu mruczy, znowu się ociera, kładzie się na stopach z brzuchem do góry i przysypia, odskakuje z sykiem. 😉 Chyba będę się nią zajmować jeszcze kilka dni w te wakacje. Ciekawe czy uda mi się ją zrozumieć.