Co nadal nie zmienia faktu, że nie jest to oficjalne stanowisko Steva. Poza tym żaden to szczególny przypadek, podobnie jak niektóre rady instruktorów klasycznych, których miałem okazję słuchać a powtarzać nie będę, bo o takich różnych "kwiatkach" można przeczytać gdzie indziej, a nie jest to tematem tego wątku.
I kazdy ma troche racji... Z SNH, ktorego nie znam, a czego dowiedzaialam sie od Krzysia chocby, ze sa 3 strefy... strefa, gdzie kon sie czuje bezpiecznie, strefa zagrozenia i strefa smierci, gdzie kon nie patrzy tylko ucieka... to prawda. Oczywiscie mozna to zaobserwowac w codziennym zyciu stajni... na treningach itp.. ale to okreslenie tych stref trafiło do mnie. Dobre nazewnictwo. Trafiajace w samo sedno.
To sztuka, umiec wybrac to w metodach szkolenia koni, co nam pasuje, kiedy kon nie chce bo nie, a kiedy naprawde jest przerazony zaistniala sytuacja. Ile koni obrywa za to ze sie czegos boi... popatrzmy na siebie... Dobry trener rozpozna... a kiepski wpierd... koniowi za .. no własnie za... własne błedy. Bo jest zbyt zadufany, zeby popatrzec na konia z innej perspektywy niz to ze kon MUSI...czesto za wszelka cene. Bo sport rowna sie kasa. Najczesciej. A przy kasie nie ma CZASU.
To oczywiscie moje zdanie, nie chce traktowac wszystkich tak samo, wiem ze w kazdej stajni sa ludzie i taborety. Dlatego cenie ludzi, ktorzy widza problem... gorzej jest gdy nie widza zadnego. I wszelkiej winy upatruja w koniu. Nie w sobie.
Tak stwierdzam po wielokrotnym obejrzeniu L1 i L2 PNH Home Study. Zwłaszcza na tych wykładach teoretycznych jest co chwilę powtarzane, że od dziś już nic nie musisz, żadnego stresu, żadnej przemocy, już nigdy nie będziesz w sytuacji zagrożenia i będzie już tylko cisza spokój i sielanka. "No "fake it" zone" i te sprawy... Koń jest "prawopółkulowy" - zsiadasz i nie jedziesz dalej.
Oglądałaś tyle razy, ale widocznie za mało, bo nie zrozumiałaś. PNH nie mówi, żeby zsiadać z konia, gdy koń jest prawopółkulowy. PNH doradza, żeby zsiąść z konia, gdy człowiek się boi czy uważa, że siedząc na koniu z jakąś sytuacją sobie nie poradzi. PNH mówi: zsiądź, zanim nie będzie za późno; zsiądź, zanim coś złego się nie stanie.
Natomiast bojącego się konia nie należy przepychać na siłę przez progi wyznaczone przez jego psychikę i postrzeganie czegoś jako niebezpieczeństwo, tylko stopniowo to „niebezpieczeństwo” oswajać. W tym celu wcale nie trzeba zsiadać, można to robić z ziemi, z siodła czy z lotu ptaka. I tu dochodzę do drugiej części Twojej wypowiedzi.
Gdybym miała tak postępować, to nigdy w życiu nie wyjechałabym w teren, bo niektóre moje konie trochę się niepokoją w momencie przejeżdżania wzdłuż hali i przez bramę. A w lesie już jest spokój. W to się można bawić jak się ma jednego konika, inne źródło dochodu i dużo czasu (już mniejsza z tym po co).
Jedna osoba w takiej sytuacji poświęciła by trochę czasu, żeby konia oswoić z tym miejscem, ktoś inny wybiera codzienne przepychanie konia przez miejsce, którego koń się boi (czy „trochę sie niepokoi”). Wybór jest pomiędzy zrobieniem czegoś dla konia a potraktowaniem konia przedmiotowo, bo czeka Zenek i Krysia, którzy płacą.
Pytanie: cele przez zasadami czy zasady przed celami? Twoim priorytetem jest zarabianie pieniędzy, więc potrzeby konia są temu podporządkowane - cel przed zasadą. Nie krytykuję tego, zresztą nie jesteś w tym odosobniona, tylko stwierdzam fakt. :kwiatek:
Żeby nie było, że bez powodu czepiłam się historii Julie. Programy naturalne opierają się na takim postępowaniu z koniem, gdzie na początku drogi do jakiegokolwiek celu jest dobro konia (nie na wożeniu się na oklep na kantarku sznurkowym, jak to niektórzy pojmują). Dobro konia pojmowane jako uzależnianie działania od jego potrzeb. Nie rezygnacja z jakiegoś działania, tylko zaplanowanie tego działania pod kątem potrzeb konia. W sytuacji opisanej przez Julie: Julie nie jest zaskakiwana płoszeniem się konia w nieznanym miejscu. Konie płoszą się w regularnie w tym samym miejscu. Julie wie, że tam się czegoś boją, a jednak nie widzi powodu, żeby poświęcić trochę czasu i oswoić je z tym miejscem.
UWAGA: zanim zostanę zakrzyczana, że robię podział na dobrych i złych, zwracam uwagę, że: - nie mówię, że jest to zasada wyłącznie programów naturalnych; - nie mówię, że naturalsi są dobrzy, bo nie biją, a nie-naturalsi są źli, bo biją; - nie mówię, że każdy, kto przyozdobił konia kantarkiem sznurkowym automatycznie dostosowuje swoje działania do potrzeb konia; - mówię, co jest istotą programów naturalnych. Ale to samo robią inni, którzy przyklejają sobie inne etykietki i niekoniecznie wnikają w taką czy inną terminologię czy jakieś tam określanie postępowania. Pozwolę sobie podsumować wzniośle cytując wielkiego dramatopisarza: czy róża pachniałaby inaczej gdyby nie nazywała się różą? 🙂
Uff, ale się rozpisałam! Ale dzięki temu nie sprowokuję kolejnego potoku jadu EliPe, bo tego nie przeczyta! 😅
Wiesz Julio to jest właśnie tak, jak się patrzy na przygotowanie konia bez perspektywy. Tu nie chodzi o cudowne rozwiązanie "na teraz", na to jedno przejście stracha. Tu chodzi o coś więcej. Ja akurat dzięki takiemu postępowaniu (nie przepychanie konia przez strach - pisałam o tym milion razy na r-v i jakoś nikt tego nie krytykował, wręcz przeciwnie) zaczęłam móc wyjeżdżać w teren. A dziś opanowanie ewentualnego stracha zajmuje kilkanaście sekund bez walki - czy to nie jest własnie docelowa oszczędność czasu? Priorytetem jest ufający jeźdźcowi koń, potrafiący panować nad swoimi emocjami. Przypominam, że ujeżdżenie konia obejmuje tak samo przygotowanie psychiczne, jak i fizyczne. Ładnie to kilku fajnych klasyków z tego forum podkreśla. Jak to osiągniesz to Twoja sprawa 🙂 Ale ręcze, że ktokolwiek to będzie i jakakolwiek to będzie "metoda" to w swoim sednie będzie się opierać zawsze na tym samym. W końcu sama to zauważysz 🙂
Nie wykluczam, że masz rację, tylko czy mogę prosić o jakiś konkret?
przecież konkretnie ci Julia napisała
że jak ma coś byc zrobione o konkretnej godzinie - trening, przejazd, klient no cokolwiek, to naprawdę nie ma czasu na zabawy w jeża kreta, pląsy ziemne czy też
zaplanowanie tego działania pod kątem potrzeb konia.
Nikt nie mówi, że trzeba się z koniem kręcić pryz wyjściu z hali, kiedy Krysia i Zenek czekają. Można zaobserwować problem i po jeździe klientów (nastęnego dnia rano, w wolny dzień... ... ...) na spokojnie wrócić w to miejsce i przepracować. Najczęściej nie trzeba dużo czasu gratis poświęcić (dwie, trzy krótkie sesje na większość problemów?..). To tak jakby ktoś powiedział, że wsadza się klienta na surowego konia, bo klienci czekają (to też widziałam - hucuły w Bieszczadach). Przecież z koniem trzeba określone rzeczy przepracowac, zanim Zenek wsiądzie. Takie "lęki" to jedna z tych rzeczy. Jak się wie co robić, to wcale nie "traci" się dużo czasu - a klientom (i koniowi) oszczędza się nerwów z przepychaniem futrzaka.
że jak ma coś byc zrobione o konkretnej godzinie - trening, przejazd, klient no cokolwiek, to naprawdę nie ma czasu na zabawy w jeża kreta, pląsy ziemne czy też
zaplanowanie tego działania pod kątem potrzeb konia.
No właśnie o tym mówię – o stawianiu na pierwszym miejscu klienta, treningu, przejazdu czy konia. O ustawianiu sobie priorytetów. Nie oceniam, które priorytety są lepsze a które gorsze, ale jest to kwestia wyboru. Wyboru danej osoby. Trening sam w sobie nie ustawia się na czele czyjekolwiek listy.
Że PNH zaleca utopijne w wielu sytuacjach niemożliwe do zastosowania, a wg. mnie całkowicie błędne sposoby "rozwiązywania" problemów gdyż ta sama recepta jest oferowana na wszystko - patrz powyższą receptę na "lęki" podaną przez Dea.
A przecież każdy kto jeździ wie że "lęki" czy lęki konia mają naprawdę bardzo różne przyczyny - i w większości wypadków są to wyimaginowanie lęki które mijają jak za dotknęciem różdżki gdy na koniu siedzi dobry jeździec. Ale przecież jak ktoś w ogóle nie jeździ to jak ma o tym wiedzieć.
Lepiej oświecić innych gotową wirtualną receptą przeczytaną gdzieś.
ElaPe - nie boję się jeździć. Na nieswoich czasem jeżdżę (jak mam czas), rozliczenie bezgotówkowe za struganie hehehe 🙂 a własne - no tak, mam lęki, że coś spieprzę przy samodzielnym zajeżdżaniu (nie, nie oddam "profeszjonaliście" do szybkiej roboty, za wiele razy to widziałam - wolę żółwim tempem doprowadzić do trzech chodów w wieku lat dziesięciu), więc się BARDZO niespieszę, poza tym różne rzeczy działy się z ich zdrowiem. Nigdzie mi się z nimi nie spieszy, mają żyć długo i zdrowo. Jesli się boję, to na pewno nie tego, że koń mnie skrzywdzi 😉 I fakt, w tym mi PNH pomogło, bo jak mniej rozumiałam końskie zachowania, to się bałam, że koń mnie skrzywdzi - i z ziemi i na górze. Człowiek się boi tego, czego nie rozumie.
Udawanie lęków - dlatego nie prosimy Krysi o przepychanie konia przez drzwi hali, tylko wsiadamy swoim nielękliwym, świadomym konia dupskiem i sprawdzamy jak przy tym wspaniałym, odważnym i stabilnym tyłku zachowa się koń. Jesli będzie dobrze, to znaczy, że to Krysia wymaga pracy. Jeśli trzeba będzie konia przekonać - dwa razy po piętnaście minut i problem nie wraca. dodatkowo mamy mniejszą szansę na to, że nauczana przez nas Krysia wyrobi/utrwali sobie lęk przed drzwiami hali 😉
Dobrze przygotowany koń nadaje się do pracy "na godzinę" - moje bydlę dawało radę w dowolnym momencie "pracować" wożąc dzieciaki przez teren i wiedziałam, że nie będzie bała się sztachety albo wyskakującej kury. Nigdy nie musiałam ćwiczyć jeża, kreta, przyjaźni i miłości pod czujnym wzrokiem odziecionych znajomych 🙂
Najczęściej nie trzeba dużo czasu gratis poświęcić (dwie, trzy krótkie sesje na większość problemów?..).
nie ma recepty na sztwynośc i leki jeźźca który swoją sztywnością i lękim wywołują lęki konia
więc te "sesje" - mniemma że chodzi o jakieś zabawy z ziemii - to jakaś gotowa recepta - która akurat tu do niczego nie pasuje i w niczym nie pomoże - bez względu na ilość "sesji"
No nie powiedziałabym, że w PNH jest takie same postępowanie, co do każdego rodzaju konia. O to własnie chodzi, by nauczyć się czytać konie, czy boją się naprawdę, czy nabierają testując nasze przywództwo i zastosować odpowiednią strategię w odpowiednim momencie.
edit: przeczytałam ostatnią wypowiedź Eli ... oh straszne... zdecydowana większość początkujących, np. dzieci, jeździ na wystraszonych i przelęknionych zestresowaniem swoich pasażerów koniach! Nic, trzeba się urodzić z gotowymi umiejętnościami na odpowiednim poziomie i dopiero się uczyć 🙂 już widzę te rozszalałe w podskokach i panice, z błyskającymi białkami, kucyki na lonżach 😀
z tym że PNH i te "recepty" wiecznie wyszukują w koniu jakichś niedociągnięć.
A w większości przypadków odpowiedzią jest człowiek - jego błędne postępowanie czy złej jakości jazda czy lęki czy sztywność są przyczyną jakichś niepożądanych zachowań u konia.
wlasnie... okresla sie konia jako lewo, prawo polkulowego, intro ekstra itp...
czy okresla sie rowniez czlowieka, ktory z takim koniem pracuje?Czy nie jest istotne JAKI jest czlowiek/ odwazny czy lekliwy, spokojny czy z adhd , cierpliwy czy naduzywajacy sily../ , tylko plan, ze z takim koniem robimy to a z innym jest inny.
że jak ma coś byc zrobione o konkretnej godzinie - trening, przejazd, klient no cokolwiek, to naprawdę nie ma czasu na zabawy w jeża kreta, pląsy ziemne czy też
tak, wtedy to już zupełnie nie ma na to czasu. To trzeba zrobić dużo wcześniej 😀
Mi na ten przykład PNH uświadomiło, że często szkoda mi było czasu na zrobienie czegoś od początku do końca dobrze i z tego właśnie powodu za każdym razem, gdy musiałam to zrobić zajmowało mi to dużo więcej czasu niż gdybym 'oswoiła' zadanie... I, że jeśli nie zmieniasz postępowania, to nie oczekuj zmiany efektów...
Sytuacja opisana przed Julie jest właśnie o tym: konie się zawsze 'troszkę niepokoją' i tak będzie do końca świata, bo nikt nie chce poświęcić czasu (lub nie umie tego zrobić) aby to miejsce przestało je trochę niepokoić.
Ta sytuacja (trochę się niepokoją) jest z gatunku 'lajtowych' - niektórym na ten przykład szkoda czasu na nauczenie konia stania przy wsiadaniu i dlatego zawsze go do tej 'operacji' wiążą 😵
Własnie nie 🙂 PNH uczy, że koń jest ok a to my się musimy uczyc, rozwijać, rozumieć, być silniejszym psychicznie 🙂 "Z koniem baw się a nad sobą pracuj" 🙂 Pat bardzo obrazowo wyjasnia, jak lęk człowieka udziela się koniowi (hisotryjka o spacerze ojca z dzieckiem przez cmentarz). Ale uczy też jak sobie z nim poradzic, jak nabrać pewności siebie. Ja wiem, że to banalne, że to śmieszne jak ktoś potrzebuje się tego uczyć. No niestety kiedyś nie było książek, jak wychowywać dzieci a teraz już są. Kiedyś do koni się albo miało rękę albo się nie miało. Nikt o tym w książkach nie rozprawiał. Teraz się okazuje, że tej ręki troszkę można się nauczyć. Może to śmieszyć ale moim zdaniem dla koni to jest lepsze, bo zajmuje się nimi bardzo wiele osób, które często same z siebie w życiu by się nie zorientowały, że robią coś nie tak, że konia coś może boleć.. chętnie na nich polujecie na fotoblogach itd. uświadamiacie itd. I to dobrze... Zawsze miałam się (pewnie zarozumiale) za osobę wrażliwą i empatyczną. Bardzo kochającą konie. A mimo to wielu rzeczy sama z siebie nie potrafiłm pojąć, dostrzec i zauważyć. Warto czasem spojrzeć bardzo krytycznie na siebie, wtedy łatwiej o zrozumienie dla innych.
Sytuacja opisana przed Julie jest właśnie o tym: konie się zawsze 'troszkę niepokoją' i tak będzie do końca świata, bo nikt nie chce poświęcić czasu (lub nie umie tego zrobić) aby to miejsce przestało je trochę niepokoić.
Ta sytuacja (trochę się niepokoją) jest z gatunku 'lajtowych' - niektórym na ten przykład szkoda czasu na nauczenie konia stania przy wsiadaniu i dlatego zawsze go do tej 'operacji' wiążą
nio i zawsze się będa niepokić jak wsiądzie jakiś ktoś kto niepokój w nich wywoła
i nie pomoże i 1000 "sesji" jeżowych czy kretowych
"Z koniem baw się a nad sobą pracuj"
PNH to praca nad sobą
księga złotych mysli Pata jest zaiste przebogata.
Teraz się okazuje, że tej ręki troszkę można się nauczyć.
... i stosować gotowe regułki Pata wykute na pamięć bez względu na wszystko..Jaaasneee
guzik mnie obchodzi czy mi przydzielasz ignora A+A czy też nie
Złota, nie chodziło mi o opieranie się tylko na książkach, czy płytach. Nie czytałaś moich wczęsniejszych wypowiedzi, to pewnie nie zwróciłaś uwagi. Ale może to być dla niektórych pomocne, zwłaszcza jak dobrzy koniarze są oddaleni. Przecież fora internetowe spełniają bardzo podobną rolę. Nie zasypują ich ludzie pytaniami, jak sobie radzić z tym lub tamtym? A jak nie wierzysz w samodzielne z książek lub płyt przełamanie leku, to zapraszam do siebie.
Najczęściej nie trzeba dużo czasu gratis poświęcić (dwie, trzy krótkie sesje na większość problemów?..).
nie ma recepty na sztwynośc i leki jeźźca który swoją sztywnością i lękim wywołują lęki konia
więc te "sesje" - mniemma że chodzi o jakieś zabawy z ziemii - to jakaś gotowa recepta - która akurat tu do niczego nie pasuje i w niczym nie pomoże - bez względu na ilość "sesji"
"Sesja" to moze być zabawa z ziemi, a może być działanie z siodła. Może polegac na oswojeniu konia i jego strachu albo na pokazaniu mu, że nie opłaca się fochać, jeżeli to faktycznie nie jest strach tylko próby dominacji albo dziąłanie "obliczone na zysk" (bo np. kiedyś mu się udało po takim manewrze wrócić do stajni).
Jeżeli to lęk człowieka udziela się koniowi, to pozostaje zadać sobie pytanie - dlaczego człowiek się boi? I moze warto spędzić czas na tym, żeby człowiek się nie bał. Naprawdę tak szkoda 2x po 15 minut, żeby zdiagnozować i naprawić taki mały, upierdliwy problem raz na zawsze?
I czy na pewno koń nie ma jakiegoś schematu, jeśli i pod Krysią i pod Zenkiem akurat przy drzwiach hali się boczy? Jeśli się nie boczy pod instruktorem, to też może być ciekawe - dlaczego (może instruktor przepycha go przez niepewność)? W moim zawodzie stwierdzenie "u mnie działa" to sposób na zepchnięcie, pozbycie się problemu (które go nie rozwiązuje).
Nie jest to gotowe rozwiązanie "one size fits all", a tylko sugestia, zeby w ogóle się za rozwiązanie brać - czyli cokolwiek na siebie "włozyć". Jaki "size" czy rodzaj - to zależy od "size'u" i przyczyny problemu. Tłuczenie termometru nie zbije gorączki 🙂
Piszemy chyba o nie do końca takiej samej sytuacji i nie wcale takim samym fochu 🙂
Na Cejlonie (do czasu aż zaniemógł ostatnio) raz w tygodniu jeździła sobie taka przemiła gimnazjalistka. Uczy się dopiero, nie galopuje. W wielu sytuacjach strach ją zżera. Na szczęście koń jest odważniejszy i się całkiem ładnie nią opiekuje (a nie był taki zawsze, oj nie). Mamy na maneżu taki róg z krzaczorami, gdzie jest pies na łańcuchu (od sąsiada). Często gęsto już Cejlon nie zwraca na niego uwagi a czasem ma dni, że na początku jednak reaguje i denerwuje się w tym miejscu. Jeśli widzę, że poziom zdenerwowania jest do opanowania przez młodą amazonkę, to idę z nimi i po kolei tłumaczę, co ma robić itd. metodą przybliżania i oddalania. Po kilku minutach jest ok. A jak koń ma wyjątkowo jakiś nastrój (różnie to może być) wolę jej nie narażać i sama wsiadam i przeprowadzam konia i chwilkę kręcę się w tym miejscu. Potem wsiada znowu ona i dalej jest git nawet jak pies ujada i dzwoni tym swoim łańcuchem w krzakach. Czy to jest aż takie straszne wyjście z sytuacji? Każdy orze, jak może.
to jest w pewnym sensie uleganie fochom konia i nagradzanie i dalsze utrwalanie tego focha: mam focha "boję się" = nagroda w postaci zejścia z konia = to ja juz będę tam ponownie się bał = nagroda
ależ oczywiście każdy orze jak może - tylko trzeba czasami pomysleć i rozróżnić - czy koń ma focha i się "boi" - i jak w związku z tym postąpić: czy nie zwrócic uwagi jechać dalej, czy jakoś skarcić, czy tez może ulec fochowi konia i zleźć z niego - o co pewnie zresztą koniowi najbardziej się by rozchodziło. Czy też naprawdę go coś przestraszyło i wtedy uspokoić.
Naprawdę nie ma recepty jednej na focha i tak jak mówie - jak ktos nie potrafi mysleć i reagowac odpowiednio w danej chwili - to przykro mi ale żadana książka żadne materiały i żaden instruktor i żadna gotowa recepta tego człeka nie nauczy