Forum konie »

Czemu "naturalsi" wzbudzają tyle kontrowersji?

Czytam. Rozmyślam. Tu jest blisko 8 tys dyskutantów. Może ktoś inny się odezwie?
Czy Cejloniara ma tylko abonament na rozmowę?
Chciałam zilustrować jak opisy naturalnej jazdy mogą być odczytane.
"Dać wybór", "spytać o zdanie".
Dla panikującego jeźdzca na panikującym koniu wybór jest taki:
- ćwiczyć na podwórku bez końca albo jeździć kołami.
Tak można to zrozumieć.
Czyli droga do zwyczajnej jazdy może się wydłużyć.
Moja kobyła jest już wręcz mułowato spokojna, a jednak w terenie trzeba się liczyć ze wszystkim.
Widać, droga naturalna jest dla mnie niedostępna. Brak mi wiary.
Koń mnie nie lubi. No i nie umiem czytać ze zrozumieniem. Klops.
Ja nie powiedziałam, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, nie przekręcaj moich słów. Napisałam, że nie chcesz zrozumieć. Chęć zrozumienia zależy od tego, kto jest autorem wypowiedzi.  Wytłumacz mi: jeśli nie mam racji, skąd tamto pytanie?  Przecież post Franki jest prosty jak budowa cepa. 
Może inni nie lubią się powtarzać, a ja uwielbiam? Ale już nie będę, obiecuję, albo wrzuć mi ignora i będzie spokój.

Zilustrój jeszcze Taniu proszę jak opisy klasyczne mogą być zrozumiane przez laika, np. wejść na rękę, podstawić zad, unieść przód (może o świecę chodzi?), jechać od tyłu do przodu, zamknąć w pomocach, działać krzyżem (wiemy przecież, że o mięśnie brzucha tu bardziej chodzi). Sporo o nieporozumieniach wnikających z tych haseł w książkach się piszę. Wiele określeń jest umownych i trzeba je definiować, tłumaczyć kursantom, co dokładnie oznaczają. W wielu różnych dyscyplinach, nie tylko w jeździectwie, które ma pewne tradycje w nazewnictwie.

Dla panikującego jeźdźca panikujący koń nie jest najlepszym rozwiązaniem i wszyscy dobrze o tym wiemu.

Chciałam jeszcze dodać, że przecież konie wkkw na krosie mają przed sobą niebagatelne zadania i naprawdę jeźdźcy muszą wykazać się odpowiednim podejściem do nich, do pracy z nimi, bo nie wierzę, by koń wkkw mógł pokonać kros bez głebokiego zaufania i polegania na trafności decyzji podejmowanych przez jeźdźca. Nie wierzę, by można to było osiągnąć siłą a nawet samą tylko karnością. Zaufanie musi być i Ci dobrzy jeźdźcy wkkw bardzo dobrze wiedzą, jak je zdobywać. Jestem o tym bardzo głęboko przekonana.
Ja nie powiedziałam, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, nie przekręcaj moich słów. Napisałam, że nie chcesz zrozumieć. Chęć zrozumienia zależy od tego, kto jest autorem wypowiedzi.  Wytłumacz mi: jeśli nie mam racji, skąd tamto pytanie?  Przecież post Franki jest prosty jak budowa cepa. 


A ja nie napisałam, że nie masz racji.
I chętnie czytam co piszesz. A Frankę to już bardzo bardzo zachęcam do rozmów.
Ja tylko celowo trywializuję bo chcę pokazać jak można odwrotnie zrozumieć.
W weekend z braku książki czytałam M.R i tak mi przyszły do głowy głupie, jak widać pomysły.

Taniu

Łącze się z Tobą w 'bólu", ponieważ już przez ponad 10 lat jeżdżę na klaczy "elektrycznej", która w terenie z natury jest niepewna i nieprzewidywalna.
Cóż ... taka jest.
Taki ma charakter. Zaakceptowałam to.
Na wszystko nowe w terenie (albo stare, ale po innym kątem ustawione, przesunięte, oświetlone itp) reaguje tak samo, czyli się usztywnia, furczy, staje na wyprostowanych nogach itp. To już wielokrotnie przerabialiśmy. Przyzwyczaiłam się do tego.
Moja "energia" w siodle nie wzrasta. Nie zmieniam pozycji, nie ściągam wodzy, nie przepycham konia na siłę. Pozwalam jej się zatrzymać, jak tylko czuję, że koń zaczyna pode mną tężeć. Stoi wtedy czujna, z uszami na wprost, wpatrzona w stracha. Trwa to pół minuty do kilku minut. Sama klacz jakby przechodziła proces przemyślenia. Tak to wygląda. W pewnym momencie czuję, że stojąc - odpuszcza, rozluźnia się. Wtedy wiem, że sama przejdzie obok tego strasznego przedmiotu. Bez konieczności przybliżania-oddalania, przepychania itp.
W naszym przypadku metoda na "przybliżanie-oddalanie", jak również "przepychanie" konia mocnymi pomocami w stronę stracha zupełnie nie zdała egzaminu. Powodowała tylko "wybuchy" paniki i zwroty o 180 st. oraz gwałtowną ucieczkę od stracha. Przy stosowaniu metody "przybliżania-oddalania" koń się dodatkowo nakręcał i traciłam z nią kontakt z siodła.

Taką mamy receptę.
Z kilkuletniego doświadczenia samotnych terenów z ta klaczą wiem, że ogromną różnicę na plus spowodowała z czasem nabyta umiejętność opanowania w siodle, zachowania wewnętrznej energii na tym samym poziomie. To było rozwiązanie. Oraz zaakceptowanie, że klacz musi mieć dany czas, aby "przemyśleć" stracha stojąc na czterech nogach wpatrzona w niego.

Zapewniam cię, że nie kręcimy się wokół stajni. Jeździmy na kilkugodzinne tereny z dużą ilością przypadkowych "strachów" po drodze. Dajemy radę.


Damarina, ale przecież postępując tak jak opisalaś właśnie stosujesz oddalanie-przybliżanie 🙂 Nie trzeba cofać jeśli wystarczy się zatrzymac i poczekać. Ja robię dokąłdnie tak samo, cofam w naprawde ekstremalnych sytuacjach 🙂
Ja mam Tresera z dwukółką i jego koniem.
Zawsze się mogę schować. A jak obie klacze spanikują to trudno-uskoczymy i jedziemy dalej.
Jedziemy. Nie stajemy i nie deliberujemy.
Ja deliberowałam w sobotę i efekty opisałam.
😡
Teraz napiszę opinię Tresera. On mówi: koń ma się bać nie posłuchać Ciebie bardziej niż czegokolwiek innego.
Ty rządzisz. On słucha. Inaczej po co komu koń?
I ja, jak i w terenie też się za tą opinią schowam jak za dwukółką.

Dzięki.
W takim razie inaczej (źle) rozumiałam zasady metody "przybliżania-oddalania".
Robiłam z klaczą kółka przybliżając sie stopniowo do stracha. Nic nie mogłam tym sposobem osiągnąć - bo koń cały czas sztywny "uciekał" na kółku od stracha. Nawet gdy wielokrotnie powtarzaliśmy kółko w tym samym miejscu. Z upływem czasu jej panika wzrastała.
Damarina, dla mnie najwązniejsze w zasadzie przyb-odd. jest widzenie granicy, tej magicznej linii, za którą dla konia jest strasznie. Jeśli umiesz zatrzymać się przed nią i dać koniowi czas na oswojenie sytuacji i decyzję konia "no dobra, idę, chcę przejść" to według moich doświadczeń jest idealnie. Ja kółek nigdy nie robiłam i nie robię. Jeśli mam się wycofać to do tyłu no kilka kroków na bezpieczną odległość, czyli jakby poza granicę.
Z Cejlonem wtedy wychodzi tak, że najczęściej on chce bardziej przejść niż ja. Fajnie to raz zamanifestował na mostku nad śluzą na kanale między jeziorami. Chwilę postaliśmy a potem jak już czułam, że jest gotowy to go objęłam łydeczkami, przytuliłam, jak mawia Pani Maria I., no pomogłam mu podjąć decyzję, a on ruszył na ten mostek jak na wroga, zadeptał go, przebył i zdobył bardzo zadowolony z siebie i wszystko na rzuconych wodzach. Po tej kacji, chyba dwa lata temu to bylo, strasznie dużo strachów w lesie zniknęło nagle i już nie pamiętam kiedy musiałam się zatrzymywać. Jest tak teraz jak pisze Tania, koń ma iśc i idzie, reakcji strachowych wielkich brak. Najzabawniejsze w tym wszystkich jest to, że ja się tej metody od klasyka nauczyłam a natural pomógł mi chyba jeszcze lepiej ją zrozumieć i przenieść na inne sytuacje. Mój pierwszy instruktor z orlosiowej szkoły nigdy nie pozwalał mi zmuszać konia do podejścia lub przejścia obok czegoś czego się boi. Własnie uczył mnie zatrzymywać się i czekać.

Teraz napiszę opinię Tresera. On mówi: koń ma się bać nie posłuchać Ciebie bardziej niż czegokolwiek innego.
Ty rządzisz. On słucha. Inaczej po co komu koń?
I ja, jak i w terenie też się za tą opinią schowam jak za dwukółką.


Też z tą opinią się spotkałam.
Przyznam: facetom jest łatwiej. Mają więcej "pary" w rękach i nogach, aby koń bał się ich nie posłuchać.
Ja taka silna fizycznie nie jestem.
Przy "przepychaniu" klaczy na siłę - klacz zupełnie stawała się "głucha" na moje polecenia, nie widziała mnie z siodła. Mogłam tam robić co tylko chciałam. Pchać, kopać, walić palcatem po zadzie. Zero reakcji. Klacz sztywna jak kołek, wybuch paniki. Ucieczka. Beczka dynamitu.
Pewnie facet na moim miejscu zdołałby wymusić siłą przejście obok stracha. Ja nie dałam rady.
Musiałam w końcu znaleźć sposób, aby "przechodzić" strachy.


Teraz napiszę opinię Tresera. On mówi: koń ma się bać nie posłuchać Ciebie bardziej niż czegokolwiek innego.
Ty rządzisz. On słucha. Inaczej po co komu koń?



generalnie coś w tym jest, tylko słowo 'bać się' jest IMHO zupełnie nie na miejscu..choć wielu jeźdźców tak właśnie jeździ... Jak coś się dzieje  to 'łyda, łyda, bat' i do przodu... Ja tak nie chcę, nie umiem, nie mam w tym przyjemności...

Ale gdyby to było powiedziane tak: masz zasłużyć na taki szacunek konia, że nie pomyśli, że możesz mu źle radzić i posłucha, i podąży za Twoimi pomocami - to bym się zgodziła i to jest własnie 'natural'  😀

IMHO oczywiście...
Tania , a po co celowo trywializować ?? Przecież gdyby każdy rozmówca w ten sposób postępował to rozmowa doszłaby do granic absurdu , albo i jeszcze dalej . No i kabaret byłby niezły ....    Ale i tak jest nieżle .... tyle postów dzięki jednemu workowi i to jeszcze przy rowie , no no  😁 A tak na marginesie , napisałaś, że klasycznie normalnie byś przejechała ... no ale chciałaś coś tam sprawdzić i przedobrzyłaś .Mi by w życiu do głowy nie przyszło robić na koniu co innego niż to co wiem , że działa (w tego typu sytuacjach). Szukam innych rozwiązań w sytuacjach , w których znane mi metody zawodzą .  A opinia Tresera z jednej strony logiczna ale z drugiej strony ktoś mógłby ją zrozumieć jako przyzwolenie brutalność czy wręcz sadyzm ... tak  więc różne zasłyszane tezy wymagają głębszej analizy i zdrowego rozsądku
...   A opinia Tresera z jednej strony logiczna ale z drugiej strony ktoś mógłby ją zrozumieć jako przyzwolenie brutalność czy wręcz sadyzm ... tak  więc różne zasłyszane tezy wymagają głębszej analizy i zdrowego rozsądku

Dokładnie tak. Tak samo jak "daj wybór" wcześniejsze.
Co takiego w poście Franki jest "naturalne" oprócz "zabawy w przeciskanie"?
Co "naturalnego" jest w objęciu konia łydkami (Cejloniara)?
Te rozmowy zupełnie nie mają sensu. Wykorzystywać wszystko, czego dopracowała się klasyka i twierdzić, że jest się lepszym bo "coś" się do tego dodaje (?). Nie miałam takiego zdania, ale teraz (po dialogach tutaj) to mam silne wrażenie, że "natural" potężnie ogłupia, nawet inteligentne osoby.
Cejloniara, twoje posty to mnie zwyczajnie rozbawiły: "jak to? dałaś się zaskoczyć przez konia?" etc.
Jeszcze mam silne wrażenie, że "naturalsi" zwyczajnie nie szanują (!) koni. Nie czują respektu. Koń to muł, którego da się łatwo zmanipulować  🤔wirek:, którego byle kto zmanipuluje. Mam zupełnie inne wrażenia z relacji z końmi. Te relacje są bardzo złożone, bardzo indywidualne, kiepsko wpisujące się w schematy. Łatwiej opisać relację "ludź - ludź" i łatwiej nią sterować. Koń jest partnerem - ze wszystkim, co z tego wynika: jest czas harmonii i czas walki, jest wsparcie w najtrudniejszych momentach i bywa "dawanie ciała", bywa silna niechęć - i wybaczenie. I niespodzianki. Dla mnie to jest naturalne.
A Tresera popieram: skoro jestem drapieżnikiem  🍴 (wszystkożercą, gwoli ścisłości) i uwaga (!) siedzę roślinożercy na grzbiecie (!) - to co innego mogłoby być dla niego bardziej frapujące i zagrażające? ja naprawdę stanowię największe zagrożenie dla konia - bo mogę podjąć decyzję, że go "zjem". Jako "drapieżnik" - mam pełne prawo, prawda?
A propos - wiedzieliście, że konie są w stanie jadać mięso?
O jedzeniu mięsa ja wiem! Taka książka się teraz ukazała o tym.
O koniu, ludożercy.
I z tym drapieżnikiem to podobnie rozumiem.
Dzięki, Halo, bo ja się bałam o tym napisać.
Jak z ziemi używamy wzroku, postawy "drapieżnik"
to czemu na siodle zmieniamy się w "plecak"?
Koń  wolałaby zaufać i przejść obok stracha wiedząc, że skoro  mówimy że jest ok. i nic go nie zje, to przechodzi. Ma zaufanie i ono ew. rośnie a nie maleje. Rosnie też pewność siebie zwierzęcia.
Jeśli boi się nas bardziej niż stracha to  mamy totalną porażkę. Kon nam nie ufa tylko się nas boi. Boi sie również stracha, obok ktorego kazaliśmy mu przejechać ( bo przepychamy go przez "próg"😉. I przepchanie go tamtędy spowoduje,że nastepnym razem bedzie tam świrował tak samo albo jeszcze gorzej.
Koń  wolałabym zaufać i przejść obok stracha wiedząc, że skoro  mówimy że jest ok. i nic go nie zje, to przechodzi. Ma zaufanie i ono ew. rośnie a nie maleje. Rosnie też pewność siebie zwierzęcia.
(...)

OK. Jak ma nam ufać to dlaczego na ziemi przekonujemy go, że jesteśmy drapieżnikiem?
I z tym drapieżnikiem to podobnie rozumiem.


to wyobraź sobie, że idziesz z grzechotnikiem na plecach przez ciemny las nocą (albo z włochatym pająkiem za koszulą koło cmentarza nocą - co tam sobie chcesz a czego bardzo byś się bała). Gdy coś szeleści i Ty zaczynasz się bać, to grzechotnik zaczyna 'grzevchotać' i boisz się go jeszcze bardziej...   😀iabeł:

Fajna wycieczka, prawda ?

A teraz wyobraź sobie, że przez ten sam ciemny las idziesz ze swoim dużym, odważnym psem. Trzyma się koło Ciebie i wiesz, że jakby co...to nie ma problemu.

Duży pies też móglby Cię skrzywdzić - ale czy wrażenie  jest zupełnie inne...
Ale z ziemi grzechotnik/pająk są miłe i ok?
A+A : a psem jest koń czy my?
Rosnie też pewność siebie zwierzęcia.

tak, jesli kon jest "pewny siebie" jest zdecydowanie mniej plochy. ale pewnosc siebie to cecha koni o dominujacych charakterach. wraz ze wzrostem "pewnosci siebie" wrasta tez potrzeba dominacji a co za tym idzie chec np podejmowania pewnych decyzji. wlasnie takich jak np "ooooo, kochana, tam w krzakach szelesci. z cala pewnoscia ma noz i przetnie nam tetnice szyjna. NIE IDZIEMY TAM. jestem pewny siebie i wiem lepiej". i wtedy wracamy do cwiczen dominacyjnych z ziemi, aby te pewnosc siebie konowi spowrotem zabrac...
Co takiego w poście Franki jest "naturalne" oprócz "zabawy w przeciskanie"?
Co "naturalnego" jest w objęciu konia łydkami (Cejloniara)?


Nic. O ile uznamy, że "natural" to zbiór doświadczeń różnych kultur spisanych w formie poradnika dla tych, którzy nie mieli szczęścia trafic na świetnego trenera, który im to wszystko wyłożył.  Albo trafili na konia na którego wszystkie wcześniej znane pomysły nie działaly i który przy próbie przepchniecia go koło stracha na siłę,  wyfruwał w kosmos stanowiąc zagrożenie dla jeźdźca.

"Natural" stara się zmniejszyć zagrożenie dla jeźdźca. Jeśli o tym się pamięta, to każda strategia" która działa, jest dozwolona.  I jedyne czego nie uczy, to "przepychania" konia na siłę. Każde inne rozwiązanie będzie uznawane za jak najbardziej pożądane i "naturalne".

Pamiętajcie, że "natural" zaleca formułę: Love, Language i Leadership w równych dozach. Czasami trzeba wykazać się przywództwem zwiększając lekko nacisk i mówiąc koniowi: słuchaj mnie, ja Ci przeprowadzę (w domyśle - zaufaj mi). Ale jeśli ten nacisk przejdzie w lanie batem i będzie niosło przekaz: słuchaj mnie, bo jeśli nie posłuchasz, to wpier... (w domyśle - masz się mnie bać bardziej niż stracha), to już takie podejście do zbioru "naturalnych" strategii nie wejdzie.
Ale z ziemi grzechotnik/pająk są miłe i ok?
Himenez: a psem jest koń czy my?


jeśli mnie pytasz to my jesteśmy psem  🥂

Ja swoim koniom mówię (w takiej sytuacji) - jestem z Toba i będę Cię trzymać za kopytko - DASZ RADĘ !
Przepraszam, poprawię. Oczywiście pytałam Ciebie.
Franka:Pamiętajcie, że "natural" zaleca formułę: Love, Language i Leadership w równych dozach. Czasami trzeba wykazać się przywództwem zwiększając lekko nacisk i mówiąc koniowi: słuchaj mnie, ja Ci przeprowadzę (w domyśle - zaufaj mi).
Tak rozumiem.
Jednak uprę się, że takie podejście wymaga doświadczonego i mądrego człowieka.
Bo rozłożenie równo akcentów to trudna rzecz. Ja już widzę, że love mam za dużo.
Treser (pewnie ma czkawkę i zachodzi w głowę od czego) tak postępuje nawet o tym nie wiedząc.

..i wtedy wracamy do cwiczen dominacyjnych z ziemi, aby te pewnosc siebie konowi spowrotem zabrac...


Katja: ćwiczenia dominacyjne nie zabierają koniowi pewnosci siebie, tylko z założenia mają mu ją zwiększyć!!!

Poprzez ćwiczenia dominacyjne uczysz konia, że jesteś jego przywódcą i może Ci zaufać nawet kiedy straci oparcie w postaci reszty stada (osobnika dominującego w stadzie). Jeśli koń w to uwierzy, to będzie najpewniejszym koniem na świecie.  Bo w stadzie dominujący osobnik to nie tylko taki, który najmocniej kopie lub gryzie, tylko taki, który pierwszy zauważy niebezpieczeństwo i wie, jak poprowadzić resztę stada, by było najbezpieczniejsze.

Jeżeli czujesz się na siłach, żeby przepracować problem z siodła i potrafisz przekonać konia, że jesteś godny zaufania, to nie musisz schodzić na ziemię i bawić się w gry dominacyjne. Decyzja należy do Ciebie.
Himenez, ważną rzecz napisałaś (z taka uwagą, że strach nie musi być czymś negatywnym, wręcz przeciwnie - może mobilizować i pobudzać uwagę; dlaczego uważacie strach za ZUO?).
Wkleję, co napisałam jakiś czas temu, ale kontekst wtedy uciekł...
Po namyśle: zarówno "dobro konia" jak i "zmuszanie" skłonna jestem interpretować w ujęciu progresywnym/rezultatowym. Jeśli dobrostan konia (fizyczny, psychiczny) jest "na plusie", jeśli koń coraz chętniej/mniej niechętnie wykonuje zadania - to ok. Owszem, zdarzy się pewnie też regres (kontuzja, pomyłka w szkoleniu), wtedy i "klasyczne" zasady i zdrowy rozsądek mówią "zawracamy", zaczynamy od A (czy tam B). Trzeba patrzeć co się dzieje, czy koń nie marnieje, nie "dziczeje", nie traci ufności, nie wykonuje zdań coraz gorzej. Nie dziwię się "klasykom", którzy, widząc niepokojące objawy uciekli się do zasad 'zapożyczonych' z naturalu - widocznie nie było "dostawy" wystarczających zasad rodem z "klasyki". Dziwię się tym "naturalsom", którzy stopniowo czynią z konia... żałosny obrazek.
No tak - nie można porównywać "dobrego klasyka" z "kiepskim naturalsem", podobne powinno się porównywać z podobnym. Nie mam pojęcia, czy bardziej podoba mi się żałosny klasyk czy żałosny naturals. Nie podoba mi się ani jedno ani drugie. Gorzej - w drugą stronę. Bo ideałów nie ma. Są tylko teoretycznie. Jako bardziej zorientowana w klasyce mam "zestaw" jeźdźców, trenerów bliskich ideału. Nie znam takiego "zestawu" "naturalu" - wiodące postaci nie wywołują dobrego wrażenia. Powstaje problem; co z czym porównywać. 
Jeszcze taka uwaga, że rozwój nie może trwać bez końca 🙁 w końcu wszystko zmierza do piachu - ale to tak na marginesie, i trzeba się cieszyć tym co "w trakcie" bo niespecjalnie mamy inne wyjście.
O psie pisała A+A....ale odpowiem: pisząc o  dużym odwaznym psie miala na myśli czlowieka , nie konia 😉
Piszemy chybq wszystkie na raz 🙂..widzę ,ze Ania już sama sprostowała.
halo:

Doskonałe podsumowanie! Podpisuję się pod tym postem obiema rękami.  👍
Tania, dlaczego piszesz, że z ziemi mam przekonac konia,ze jestem drapieznikiem? Nic takiego  mojemu koniowi w pracy z nim nie przekazuję bo nie muszę. On wie, że jestem drapieznikiem bo pachnę jak lew. Jem mieso...a nawet gdybym nie jadała to i tak pachniałabym koniowi jak lew. Przekonuję go raczej, że jestem "dużym, dobrym psem", który jak napisała wyżej Ani Asumptowa, w razie "W" potrzyma go za kopytko i razem damy radę 😉.
Mam dominujacego konia, więc malo sie stracha. Musze mu raczej pokazać ,ze w każdej sytuacji jestem dobrym szefem i zawsze mam pomysł na jazdę na ujeżdżalni czy teren. Żeby  mój dominator nie wymyslał swoich wersji 😎

badz uprzejma uzywac nickow dyskutantow. po pierwsze tak mowi netykieta, a dyskutanci moga sobie nie zyczyc zwracania sie do nich po imieniu, nawet jesli to imie znasz, a po dugie inni dyskutanci tych imion moga nie znac i nie wiedza do kogo sie zwracasz/o kim piszesz.
Katja: ćwiczenia dominacyjne nie zabierają koniowi pewnosci siebie, tylko z założenia mają mu ją zwiększyć!!!
nie mam pewnosci, czy to, ze kon oddaje mi potylice, zwieksza jego pewnosc siebie. raczej twierdze, ze wlasnie mu ja nieco zabiera. nie rozumiem w jaki sposob podporzadkowanie mi mialoby zwiekszac jego pewnosci siebie.

Poprzez ćwiczenia dominacyjne uczysz konia, że jesteś jego przywódcą i może Ci zaufać nawet kiedy straci oparcie w postaci reszty stada (osobnika dominującego w stadzie). Jeśli koń w to uwierzy, to będzie najpewniejszym koniem na świecie.  Bo w stadzie dominujący osobnik to nie tylko taki, który najmocniej kopie lub gryzie, tylko taki, który pierwszy zauważy niebezpieczeństwo i wie, jak poprowadzić resztę stada, by było najbezpieczniejsze.
no wlasnie. i problem w tym, ze to moj kon, jest tym, ktory prowadzi stado.
Jeżeli czujesz się na siłach, żeby przepracować problem z siodła i potrafisz przekonać konia, że jesteś godny zaufania, to nie musisz schodzić na ziemię i bawić się w gry dominacyjne. Decyzja należy do Ciebie.

ja juz nauczylam sie herszta na tyle, zeby wiedziec kiedy robic z siodla, a kiedy z ziemi. ale poniewaz jest to kon "spokojnie dominujacy" (i pod tym wyrazeniem rozumiem to, ze nie jest agresywny, ale jest bardzo silnym dominantem) i niesamowicie pewny siebie, to zdarzaja sie momenty bardzo trudne. co wcale nie oznacza, ze ten kon mi nie ufa, czy ze mna nie wspopracuje.
Tania, dlaczego piszesz, że z ziemi mam przekonac konia,ze jestem drapieznikiem?

Bo tak wyczytałam w M.R.
Patrzymy prosto w oczy stoimy prostopadle etc.
Ale już z postu Franki zrozumiałam.
Czyli ma się bać/obawiać/ respektować/ szanować/ufać/zdawać się na nas nas a nie worek.
A swoją drogą, nieszczęsny worek wywołał fajną dyskusję.
Jeszcze nikt od rana nikomu nie naubliżał.
No, ja się tylko dowiedziałam,że nie umiem czytać ze zrozumieniem, konia narażam i on mnie za to nie lubi.
Ale wybaczam i się nie obrażam.
Aby odpisać w tym wątku, Zaloguj się