a jakoś ani Monty ani Pat Pepperoni w tym udziału żadnego nie miel 🤔 ...śmiem twierdzić, że właśnie dlatego udaje mi się jeździć konno, że żaden naturals mi nie wmówił, że bez znajomości tych dwóch panów, to zwyczajnie niemożliwe 😁
Przekręcając nazwisko po raz kolejny dajesz dowód swojej wysokiej kultury osobistej, Wojciechu jakiś tam.
A ja śmiem twierdzić, że są ludzie, którym udaje sie jeździć, bo nikt im nie wmówił, że bez robienia tego, co głosi Wojciech jakiś tam aka wrotki, jest to zwyczajnie niemożliwe.
bo nie ma czegoś takiego jak Polski Związek Koniarski?
Skoro istnienie czegoś determinuje Polski Związek taki czy inny, z radością stwierdzam, że wrotki nie istnieje, bo nie istnieje Polski Związek Wrotkoidów. Chociaż przyznam, że to odkrycie zabierze mi trochę radości życia. Bo myślałam, że mam ogromnego farta nie mając codziennych rzeczywistych kontaktów z wrotkiem (np. wizja pracy z wrotkiem to jak najwiekszy koszmar senny), a tu kicha - wrotka nie ma, więc ja nie mam farta.
odwal sie trusia i zacznij pisać na temat...bo zaczynam wnosić że masz wrotkoobsesję, a ja i tak jestem już zajęty i bardzo przy tym szczęśliwy. zacznij wiec dyskutować zamiast ciągle zaczepnie podlewać moje nogawki. proszę o desygnat słowa "koniarstwo", wg mojej najlepszej wiedzy, za tym słowem nie kryje się żadne znaczenie...to pustosłowie, stad moja wątpliwość, czy nie chodziło o "kolarstwo" i Polski Związek Kolarski. ps. sadzę , ze zupełnie nie umiesz jeździć, skoro nie dbasz o równowagę, sprawność i komunikację, bo właśnie o tym piszę, a ty podobno nie stosujesz tego co przeze mnie napisane. 🤔wirek:
Na przyszłość poproś swojego prawnego opiekuna,żeby razem z tobą przeczytał wypowiedź, do której swoim wpisem później się odnosisz...unikniesz krępujacego ujawnienia.
Nie boję się krępującego ujawnienia. A mój prawny opiekun poszedł spać. Może wobec tego poświęcisz jeszcze chwilkę swego jakże cennego czasu i wyjaśnisz mi związek pomiędzy "wypowiedzią, do której swoim wpisem później się odnoszę" a stwierdzeniem "a ty podobno nie stosujesz tego co przeze mnie napisane."
Nie boję się krępującego ujawnienia. A mój prawny opiekun poszedł spać. to go szybko obudź i przypomnij o swoich lekarstwach 😁 ...przecież mnie nie ma, nie możesz ze mną rozmawiać 😎
Jaki jesteś przewidywalny! Wiedziałam, że na konkretne pytanie odpowiedzi nie będzie. Obrzucanie błotem i plucie wyczerpuje twoje zdolności komunikacyjne.
Abstrahując od wesołej dyskusji trusii wrotka, IMO istnieje coś takiego jak "koniarstwo" - oczywiście nie jako dyscyplina sportowa, ale jako po prostu zajmowanie się z koniem z ziemi, czyli właśnie rzeczy typu: naturals, clicker training, końskie agility (tak, tak - istnieje!) lub po prostu spacerki z koniem w ręku oraz zwyczajna praca i wychowywanie konia z ziemi itp. I chociaż NIE jest to jeździectwem, to według mnie jak najbardziej ma rację bytu, a nawet jest potrzebne do nawiązanie więzi z koniem i ustalenia hierarchii.
I jeszcze taka mała dygresja: dobry klasyk też pracuje z koniem z ziemi, nie trzeba być naturalsem, żeby wychować sobie konia. Ja dostałam swojego konia zupełnie surowego i płochliwego - spędziłam bardzo dużo czasu ucząc go takich prozaicznych czynności jak: podnoszenie nóg, chodzenie na uwiązie, reagowanie na sygnały głosowe itd. I oduczyłam go płoszenia się stosując bardzo podobne zasady co w "friendly game" Parelliego, chociaż wtedy nie wiedziałam, kto to Parelli 😀 Mam wrażenie, że wielu klasyków interesuje sama jazda konna, mają niewielką wiedzę o psychologii konia, olewają podstawową pracę z ziemi - a potem, zazwyczaj po jakimś wypadku z "agresywnym i nieszanującym człowieka" koniem, uciekają się do naturalu jako ostatniej deski ratunku.
Abstrahując od wesołej dyskusji trusii wrotka, IMO istnieje coś takiego jak "koniarstwo" - oczywiście nie jako dyscyplina sportowa, ale jako po prostu zajmowanie się z koniem z ziemi, czyli właśnie rzeczy typu: naturals, clicker training, końskie agility (tak, tak - istnieje!) lub po prostu spacerki z koniem w ręku oraz zwyczajna praca i wychowywanie konia z ziemi itp. I chociaż NIE jest to jeździectwem, to według mnie jak najbardziej ma rację bytu, a nawet jest potrzebne do nawiązanie więzi z koniem i ustalenia hierarchii. abstrahując już od obsesji trusi na moim punkcie, muszę protestować przeciwko stosowaniu słowa "koniarstwo". w językach Innuitów nie ma słowa "śnieg"...nie ma, bo w polarnym świecie to słowo przez swoją powszechność zupełnie nic nie znaczy. są słowa nazywające poszczególne rodzaje opadów i pokrywy śnieżnej, ale nie ma ogólnego pojęcia "snieg". wydaje mi sie, ze podobnie jest z polskim "koniarstwem", jest jeździectwo, powożenie, hodowla, chów, ale nie ma ogólnego pojęcia "że się chodzi koło konia" i właśnie brak tego pojęcia, jest wg mnie najlepszym dowodem, że "chodzenie koło konia" jest dla naszej kultury naturalną oczywistością i nie musimy tego importować od dzikusów zza Atlantyku, co się dopiero 20 lat temu zorientowali, że nie wszystko trzeba batem z koniem załatwiać i teraz z entuzjastycznym konwertyckim "eureka" po swiecie latają i kitują ze Amerykę (nomen nomen) odkryli, a kretyni co najpierw Barbie i Kena bardzo mieć chcieli, teraz kapelusz na głowę, a karotstika do reki biorą ps. podobnie nie ma pojęcia w polszczyźnie "czegoś do pisania" , jest długopis, ołówek pióro, kredka... ale "pisadła" nie ma.
Tak cichutko tylko chciałam w temacie pozornego paradoksu; że natural to droga na skróty a wydłużona. To proste: na skróty - do samozadowolenia, wydłużona - do wymiernego lub choćby wyraźnie zauważalnego rezultatu działań.
To ciekawe, jak wrotek sobie poradził bez pepperoniego a ma "normalnie" niepłoszącego się, posłusznego konia to nie jest naturalsem, ale jeśli trusia sobie radzi bez wrotka, to na pewno nie jeździ w równowadze etc 🤣 Ja też mam obsesję? Utnę od razu: nie jesteś w moim typie, wroteczku, nie przepadam za pierwotniakami :kwiatek:
A ja myślę, że jest takie "koniarstwo" . Ludzie , którzy kupili konia z porywu serca czy przypadkiem. Funkcjonują oderwani od dużych ośrodków, od możliwości kształcenia się drogą klasyczną. Lubią swoje zwierzaki ale się ich boją . Szukają rozwiązań na własną miarę . I tę lukę nauki , nazwijmy je, naturalne - wypełniły. Pomysł okazał się fantastyczny, jeśli idzie o interesy autorów. Widać jest wielu chętnych/ zdesperowanych ,żeby za to płacić . A samo "naturalsowanie po domowemu" powoduje, że spędzają z koniem więcej czasu . I koń się oswaja z nimi a oni z koniem . Lęki troszkę topnieją. Koniowi krzywda się wielka nie dzieje. Polata w kółko , pomlaska, uchem ruszy - i już dostaje nagrody. A inaczej już byłby kabanosem. Bo do tego się takie domowe próby często sprowadzają. No, tak jest - nie można chyba temu zaprzeczyć ?
Tania Lubią swoje zwierzaki ale się ich boją . Szukają rozwiązań na własną miarę .
albo: lubią zwierzaki, sie ich NIE boją, rozwiązań co prawda nie szukają ale skoro kupili konia do rekreacji a jakieś bezsensowane skakanie tego samego obrzydło zawsze można poszukać czegoś nowego co daje wiele korzyści 🙂
Powstało jakieś takie założenie, że naturalsi się z definicji boją swoich koni, a klasycy to nigdy. Założenie jest błędne. Sam fakt, że ktoś sadza pupę na grzbiecie nie determinuje strachu/bohaterstwa/odwagi lub jej braku. Można się bać i siedzieć, można się nie bać i nie siedzieć (nawet jeśli zakładamy, że naturalsi nie jeżdżą, choć to też błędne założenie).
Może to nie strach przed koniem jest motywacją? Ale poza tym coś w tym jest co piszesz, Tania. Tylko motywację dopracuj - bo ja się swoich koni z całą pewnością nie boję, no, najwyżej się boję, że im zrobię krzywdę :P a to chyba nie to samo.
Dea: Nie to samo. Może za bardzo generalizuję. Przyznaję. Moje uwagi dotyczyły zjawiska "koniarstwa" . Nie oceniałam osób zaglębionych w PNH. ( w tym poście, wcześniej w dyskusji oceniałam ) A strach? Pisaliśmy o tym wiele. Może warto wrócić do tej rozmowy?
abstrahując już od obsesji trusi na moim punkcie, muszę protestować przeciwko stosowaniu słowa "koniarstwo".
....... a kretyni co najpierw Barbie i Kena bardzo mieć chcieli, teraz kapelusz na głowę, a karotstika do reki biorą
Nie wrotki, to nie obsesja, to uczulenie na chamstwo. Wiem, że masz fanklub, którego członkom jest ono obojętne i pewnie trudno ci zrozumieć, że przyzwolenie na sposób, w jaki odnosisz do ludzi mających inne zdanie nie jest powszechne.
Kretyni to nie ci, którzy carrot sticka do ręki biorą. Kretyni to ci, którzy uważają, że wszystko wiedzą najlepiej – dopowiedz sobie, dlaczego.
A skoro już udzieliłeś mi takiej dobrej rady na temat prawnego opiekuna (nie wątpię, że z dobrego serca płynącej i nie podszytej żadną złośliwością) pozwolę sobie zrewanżować się. Zwróć się do jakiegoś psychiatry, żeby ci uświadomił, jakie kompleksy i frustracje leżą u podstaw twego chamstwa. Zobaczysz, jaki świat zrobi się ciekawy jak wyjrzysz poza czubek własnego nosa, własnych priorytetów i fantazji.
Nasunął mi się taki wniosek, że natural jest dla cykorów 😉 Wszystko robi się bez planu i bez trenera, więc samemu się na bierząco decyduje co dziś robimy. Może wsiadamy, ale może nie bo może koń ma coś nie tak z jakąś półkulą akurat dziś... Nie ma że trener dziś zaplanował jakieś ćwiczenia i skończysz jak je wykonasz dobrze. Ja jestem takim pół cykorem. Bo jeżdżę klasycznie, ale nigdy nie chciałam i nie będę chciała startować w żadnych zawodach. Lubię się wozić po lesie i po łące, ale z klasą 😉
Nasunął mi się taki wniosek, że natural jest dla cykorów 😉 Wszystko robi się bez planu i bez trenera, więc samemu się na bierząco decyduje co dziś robimy. Może wsiadamy, ale może nie bo może koń ma coś nie tak z jakąś półkulą akurat dziś... Nie ma że trener dziś zaplanował jakieś ćwiczenia i skończysz jak je wykonasz dobrze. Ja jestem takim pół cykorem. Bo jeżdżę klasycznie, ale nigdy nie chciałam i nie będę chciała startować w żadnych zawodach. Lubię się wozić po lesie i po łące, ale z klasą 😉 Załóż stowarzyszenie - i mnie zapisz, proszę. 😅
Nasunął mi się taki wniosek, że natural jest dla cykorów 😉 😉
ale to już dawno zostało ustalone.
Pańcia się boja więc pańcia sobie usprawiedliwienie sama pisze że ona nic nie musi w tym też i jej koniś. PNH stanowi wspaniałe alibi w pisaniu sobie usprawiedliwień.
Więc będzie naziemnie tańcować sobie i w przyjaźnie się np. bawić bo na ziemi to ona w zasadzie bezpieczna jezd. O ile jej pięknie położona na ziemi linka nie owinie się kiedyś wokół nóżki pańci a koniś nie pobiegnie z nią w siną dal uwieszona na tej lince. Chyba żekoń zniesmaczony i sfrustrowany tańcami wreście się wku.. i ją potraktuje odpowiednio kopytkiem.
Np tu - chciałoby się żeby ten biedny otumaniony koń tej idiotce normalnie po końskiemu odpowiedział na tą idiotyczną do kwadratu "zabawę w przyjaźń"
O Matko! Ela! Skąd Ty takie filmiki wykopujesz? Toż to czysta pornografia! Widzisz gdzie koniec liny ta panna trzyma?? Ćwiczenia mięśni Kegla przy okazji "okołokoństwa" !!
Ale serio- czemu ma służyć takie ćwiczenie? Poza Keglem i rodzajem gimnastyki ramion?
Jak rozumiem to jest jakieś odczulanie. Ale czy to aby nie ślepa uliczka? Bo jak odczulimy na coś takiego /swoją drogą kto tak śmiga obok konia batem na codzień?/ - to potem czym i jak się konia dyscyplinuje? Jeżem?