ganasz, ale zastosowała psychoterapie, bo on lękliwy był na wszystko. Na Sylwestra do końca zycia brał hydroxizinę, a odszedł na lewokomorową niewydolność serca, która dość często pojawia się u takich własnie jak on "zjadaczy stresu". Nie zgodzę się, że pies przy koniu to elementarz. Psy są bardzo skomplikowanymi zwierzętami (podobnie jak konie), tylko nam łatwiej je poznac, bo są drapieznikami i padlinożercami, a takim bliżej do wszystkożerców (człowiek) niż roślinożercom. Ludzie wierzący slepo w behawioryzm nie biora pod uwagi cech indywidualnych u kazdego osobnika. To, że udało sie wyprowadzić jednego psa bez prochów, nie znaczy, że wyprowadzisz dwudziestego. Takim był mój pies. Bał się i szlus. Też był ze schroniska. Nie wiem, może ktos mu walnał petardą pod łapy i tak mu zostało? Wiem, że był to problem nie do wyprowadzenia. Inne lęki tak - huki nie. sama miałam do czynienia w swoim domu z trzema dominantami - trzy psy o charakterze dominującym, a każdy inny. i trzeba było bardzo subtelnie podchodzic do każdego z nich. tak jak wspomniałam, sa problemy "wychowawcze" nie zawsze do skorygowania, biorące się z rzeczy zbyt głębokich, zbyt trudnych a często zbyt somatycznych by wyjść na samym behawioryźmie. czasem trzeba sie pogodzić z tym, że zwierzak jest taki jaki jest i zastosować inne metody (sedalin np. lub hydroxizinę 😉).Problem polega na tym, że trzeba być NAPRAWDĘ doświadczonym psim psychologiem, by o tym wiedzieć. Tak jak lekarz wie, kiedy pacjent nadaje sie na zajecia w grupie a kiedy na oddział zamknięty 😉. przepraszam za ponowny OT. 😡 Kończę 🚫
Omnia, ja bym powiedziała, że masz wspaniałe relacje z koniem i że koń jest dobrze wyszkolony. A co za różnica, w jaki sposób został wyszkolony? I tu zgodzę się z EląPe (świat się wali, nigdby bym nie sądziła, że do tego dojdzie) – ciekawe, jak p. Marek ma zamiar weryfikować, jak konie były szkolone? Bo jeśli na wiarę, to po kiego grzyba taki warunek w ogóle stawiać?
Tak przy okazji – wchodzenie do przyczepy nie świadczy o takim czy innym szkoleniu. Moja klacz, zabrana z pastwisk w wieku 3,5 roku po prostu do przyczepy weszła i pojechaliśmy. Od tej pory wciąż po prostu wchodzi. Mój walach z kolei wymagał wielu przygotowań, żeby zechciał wejść. I nadal nie robi tego płynnie, z marszu, jak klacz. Ale z reguły zajmuje już to nie więcej niż 5 minut, chociaż zdarzają się sytuacje podbramkowe - np. nasze „przedostatnie” ładowanie zajęło aż pół godziny. Kwestia charakteru – ona jest odważna, on bardzo bojaźliwy.
Nawiązując do naszej „utarczki” 😉 na temat uciekania, żarcia, kupkania i seksu 😉 – czyli co konie w naturze robią, co jest wykorzystywane w metodach naturalnych. Konie się komunikują między sobą i bawią się ze sobą. To właśnie metody naturalne starają się wykorzystać.
Julie, mam wrażenie, że się rozmijamy. Co masz na myśli mówiąc, że Twoje konie „Nie znają oswajania w taki sposób jak nakazuje PNH”. Czyli w jaki sposób?
Strzyga, a cóż złego w bieganiu z plandeką czy wkładaniu siatki na łeb, że tak ironicznie się o tym wypowiadasz ? Ja swoim koniom wkładam na łby siatki przeciwowadowe. I musiałam strachliwca najpierw z siatką oswoić, bo by nie dał sobie jej włożyć.
Ale mi nie chodziło o przykład i przedmioty, z którymi konie są oswajane (są różne sytuacje, różne okoliczności, różne potrzeby i różne konie i to one dyktują, z czym konia należy oswoić), tylko o metodę oswajania. Ponieważ PNH uczy oswajać metodą przybliżania i oddalania, a Julie się od niej odżegnuje, więc zapytałam. Zapytałam, bo ja znam jeszcze tylko metodę „zanurzania”. Chętnie poznam inne metody.
🙂 trusia 🙂, wiem, że chodzi o komunikację 🙂. dla mnie problem z niektórymi "naturalsami" (podkreslam, ż niektórymi ) polega na tym, że wydaje im się, że : po pierwsze "klasyk" nie umie rozmawiać z koniem 😲, po drugie: że klasyka nie wykorzystuje naturalnych zachowań konia, po trzecie: że koń prowadzony w "naturalnej" szkole robi to, co robiłby w naturze 🙂 (he, na tym oparł sie nasz spór 😉), a nie, że robi to co chce czlowiek i tak, i tak, tylko ma to przekazywane wedle zasad komunikacji końsko-końskiej bardziej niż klasycznie końsko-ludzkiej 🙂. Spór (co zapewne było już poruszane) powinien może raczej oscylowac wokół tego czy ktos traktuje zwierzę jak istotę czująca i myśląca czy jak automat, który ma robić to i to i koniec, a nie czy używa takiego bata, jeździ na sznurku, pehlamie, robi wolty, jeździ crossy czy bawi się w 7 gier. tak jak "klasyk" może szkolić konia obserwując go i zachęcając do pracy zgodnie z zasadami współpracy 😉, tak "naturals" może twardo pchać się w jakąś stronę mimo, że kon wyraźnie mówi mu "nie", bo i takich miałam nieszczęście widzieć... strzyga, hehe... dobre... może więc przekwalifikować "klasyczną szkołę jazdy" na "normalną szkołę jazdy" 🙂. a swoja drogą to może jeszcze jeden, uświadomiony mi problem z naturalem: po co stwarzać problem tam gdzie go nie ma? Koń który ufa człowiekowi wlezie na plandekę nawet jak ją zobaczy pierwszy raz (co najwyżej wywali oczy), z mojej klaczy mogłam strzelać z łuku, choć obie byłysmy w tym "pierwiosnki". Całym przygotowaniem jej do owego zadania było przytroczenie sajdaka do siodła i przegonienie kilku kółek na lonzy. Klacz uznała, że tak ma być i juz. A muszę podkreślić, że temperamencik to laska ma i oczy wybałusza na wiele rzeczy. pracować za trzeba czy tak, czy tak ze zwierzem, który ma problem... ale to chyba naturalne 🙂
a swoja drogą to może jeszcze jeden, uświadomiony mi problem z naturalem: po co stwarzać problem tam gdzie go nie ma? Koń który ufa człowiekowi wlezie na plandekę nawet jak ją zobaczy pierwszy raz (co najwyżej wywali oczy), z mojej klaczy mogłam strzelać z łuku, choć obie byłysmy w tym "pierwiosnki". Całym przygotowaniem jej do owego zadania było przytroczenie sajdaka do siodła i przegonienie kilku kółek na lonzy. Klacz uznała, że tak ma być i juz. A muszę podkreślić, że temperamencik to laska ma i oczy wybałusza na wiele rzeczy. pracować za trzeba czy tak, czy tak ze zwierzem, który ma problem... ale to chyba naturalne 🙂
Niekoniecznie jest to stwarzanie problemu, gdzie go nie ma. Naturalnie 😀 masz rację mówiąc, że jest to kwestia zaufania. Ale zaufanie nie zawsze przychodzi od razu. Najczęściej trzeba zdobywać je stopniowo. Takim stopniowym zdobywaniem zaufania może być np. wprowadzanie konia na plandekę, żeby potem wszedł do kałuży. Oczywiście zależy to od charakteru konia oraz człowieka. Jeden koń pewnie zaufa z mety każdemu człowiekowi, inny żadnemu, a jeszcze inny jakiemuś konkretnemu.
Spór (co zapewne było już poruszane) powinien może raczej oscylowac wokół tego czy ktos traktuje zwierzę jak istotę czująca i myśląca czy jak automat, który ma robić to i to i koniec, a nie czy używa takiego bata, jeździ na sznurku, pehlamie, robi wolty, jeździ crossy czy bawi się w 7 gier. tak jak "klasyk" może szkolić konia obserwując go i zachęcając do pracy zgodnie z zasadami współpracy 😉, tak "naturals" może twardo pchać się w jakąś stronę mimo, że kon wyraźnie mówi mu "nie", bo i takich miałam nieszczęście widzieć...
O to to!
To ciekawe, że parę <wazelina>inteligetnych</wazelina> osób dochodzi do tego wniosku co kilka stron, a potem przychodzi ktoś nowy i napusza się jak cietrzew w czasie godów: "naturalne to jest dla konia rżnąć kupy na pastwisku!"
wprowadzanie konia na plandekę, żeby potem wszedł do kałuży.
a co ma piernik do wiatraka.
plandeka to plandeka a kałuża to kałuża.
Zresztą jest wiele odmian plandek i kałuż, i są różne miejsca w których występuja te kałuże (nie plandeki) jak również są kałuże i tam gdzie ich wcześniej nie było.
Reasumując i upraszczając: nic nie da "przyzwyczajenie" do plandeki w nadziej że to ułatwi przyzwyczajenie do czego innego (kałuży). Nic nie da przyzwyczajenie do różnych rzeczy w jednym miejscu. Bo jak one się w innym pojawią to moga być równie straszne.
Ułatwi natomiast częste wyjeżdżanie w różne miesca z różnymi "strachami" choć nigdy nie jest tak że coś czego się już niby koń nie boi ale wystąpi tam gdzie tego nie było to tego się nie będzie bał.
Ułatwi też (wg mnie to 90% sukcesu) nie banie się własnego konia - co jak okazuje się nie jest wcale taką oczywistością bo wielu ludzi boi się własnego konia i jego potencjalnych raptownych ruchów i reakcji - i do upadłego trenuje konia z ziemi "odczulając" go.
A kolejną oczywistością jest to, że na raptowne ruchy i reakcje trzeba siedzieć dobrze w siodle - umieć jeździć - a nie sztywnym ze strachu jechać i wywoływać te strachy końskie. I na co nic a nic ziemne przyzwyczajanie do strachów się nie zda.
I żadne opukiwanie workami foliowycmi czy plandekami na placu treningowym tego nie nauczy/oduczy ani konia nie wyszkoli. Ani też nie nauczy jeźdźca siedzenia w siodle pomimo różnych raptownych uskoków konia czy coś.
Reasumując: nic nie zastąpi właściwego wyszkolenia jeźdźca i konia.
trusia, bo nie wiem, ja jest nieobeznana z tym wszystkim, ale chyba nie da się odczulić konia na totalnie wszystko. Co, kiedy nie da się wcześniej odczulić? Bo ja jestem czysty klasyk, koni się nigdy nie odczulało, a zazwyczaj jeździłam na koniach pobudliwych. Nie wyobrażam sobie na widok np. przejeżdżającej bryczki zsiadać z konia, i spędzać 15 minut na przyzwyczajanie go do widoku. Jak koń zobaczył bryczkę i było to dla niego wielkie halo, to człowiek zajmował go czymś innym. Jak zaczęłam lepiej jeździć, to straszaki nie robiły problemu, bo koń był skupiony na mnie i na robocie. Czasem ja się czegoś przestraszyłam, a zwierzaki nie zauważały, bo ich procesy myślowe były skierowane na przejściach/voltach/chodach bocznych/czymkolwiek innym. Z ziemi? Z mojej praktyki i obserwacji wynika, że jeżeli człowiek jest stanowczy, koń wierzy mu, że jest ok. A nawet jak się spłoszy delikatnie, to się go ściąga na ziemię. Dobrze wychowany koń nie ma problemów panicznego strachu na nowe rzeczy, bo ma szacunek do człowieka, a to oznacza, że człowiek wie lepiej, znaczy nie ma się czego bać, ewentualnie w krytycznych sytuacjach, można się za niego schować, co wiele koni praktykuje. Tak dla przykładu, będąc w Zagórowie, szłam z Złotym Poni na myjkę i trafiliśmy tak, że tuż przed naszym nosem, przyjechał dźwig i rozkładał boksy przenośne. Cała scena była dla mnie dość przerażająca, a na Złotym nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stał grzecznie i czekał, aż będziemy mogli przejść. Bo to jest koń, który jest dobrze wychowany i ma wpojony szacunek do człowieka. Nie wiem, dla mnie to jest normalne, ale może powszechnie tak nie jest. A może popełniam jakiś kosmiczny błąd.
Wyobrazamy siebie jako biernych obserwatorow. Jestesmy na stepe wsrod stada dzkikich konii. Patrzymy i co widzimy:
carrotsticki, halterki, plandeki, parasolki, pilki, hula hopy, yoyo game, jeze, stringi, woreczki, itd. - ta wizualizacje nazywamy metody naturalne - nie widzicie tego? (pewnie slaba, nienaturalna wyobraznia)
A tak naprawde, kto byl takim imbecylem aby te metody nazwac naturalne? Naturalna to jet konska kupka.
Takie metody co najwyzej mozna nazwac "behawioralne" - niech moze wypowie sie jakis psycholog (chyba Psycholozka zabierala juz glos w tym watku).
Z moich wlasnych obserwacji "naturalsow" widze, ze te osoby nie moga/nie chca przyjac do wiadomosci, ze aby kon i jezdziec osiagneli pewien poziom rozwoju, to bez kilkuset wyklepanych "dupo-godzin" sie nie obejdzie.
Strzyga, oczywiście że się nie da odczulić na wszystko. Ale odczulanie jest nie tylko odczulaniem na konkretną rzecz, ale równiez zdobywaniem i budowaniem zaufania konia – o, przy tej osobie w takeij a takie sytaucji nic mi się nie stało, więc teraz też zaufam. Naturalnie 😀 (co za wstrętne słowo) nigdy nie ma i nie będzie 100% pewności, ale jeśli chcemy sprawić, żeby jazda konna była bepieczniejsza – dlaczego tego nie zrobić? Naturalnie 😀 zakładając, że naszym celem nie jest jazda konna jako źródło adrenaliny wywołanej nagłymi końskimi zrywami. I nie wiem skąd pomysł, że żeby oswajać, trzeba konieczne zsiąść z konia. Ja się z takimi wskazówkami nie spotkałam, więc na to nie odpowiem. Jak ktoś woli z siodła, robi to z siodła, jak ktoś woli zsiąść, niech zsiada. A czepialstwo EliPe, że ludzie odczulają na coś z ziemi jest śmieszne. Na niektóre rzeczy odczula się z ziemi, na niektóre z siodła. Jedno drugiemu nie przeczy. Jak się spodziewam, ElaPe w swoim calkowitym rozluźnieniu będzie z siodla odczulać konia np. na spryskiwanie, bo z ziemi to obciach i tchórzostwo.
EluPe, bardzo dużo ma piernik do wiatraka. Po prostu niektóre pierniki mieszczą sie w tej samej „kategorii strachowej” co wiatraki. Koń widzi leżącą na ziemi folię tak jak kałużę – coś pod folią może być, kałuża może być wielką jamą bez dna, wpadnę i nie wyjdę (uprzedzam twój komentarz – nie wiem, skąd wiadomo, że tak widzi, ale niektóre rzeczy przyjmuje na wiarę, tak samo jak istnienie Antarktydy, chociaż nigdy tam nie byłam). Takim samym piernikiem i wiatrakiem będzie przechodzenie przez ciasne przejścia/po czymś/pod czymś jako przygotowanie do wejścia do przyczepy. Ja swego strachliwca przekonałam do wchodzenia do jeziora najpierw z ziemi, potem z siodła. I nie widzę żadnego powodu do wstydu, że robiłam to najpierw z ziemi (ha, ha, tak naprawdę najpierw z ziemi, potem z wody). Ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby kogoś krytykować za to, że zrobi to od razu z siodła, tak ja ty naskakujesz na każdego, kto robi inaczej niż ty.
Ułatwi natomiast częste wyjeżdżanie w różne miesca z różnymi "strachami" choć nigdy nie jest tak że coś czego się już niby koń nie boi ale wystąpi tam gdzie tego nie było to tego się nie będzie bał.
Ułatwi też (wg mnie to 90% sukcesu) nie banie się własnego konia - co jak okazuje się nie jest wcale taką oczywistością bo wielu ludzi boi się własnego konia i jego potencjalnych raptownych ruchów i reakcji - i do upadłego trenuje konia z ziemi "odczulając" go.
A kolejną oczywistością jest to, że na raptowne ruchy i reakcje trzeba siedzieć dobrze w siodle - umieć jeździć - a nie sztywnym ze strachu jechać i wywoływać te strachy końskie. I na co nic a nic ziemne przyzwyczajanie do strachów się nie zda.
I żadne opukiwanie workami foliowycmi czy plandekami na placu treningowym tego nie nauczy/oduczy ani konia nie wyszkoli. Ani też nie nauczy jeźdźca siedzenia w siodle pomimo różnych raptownych uskoków konia czy coś.
Reasumując: nic nie zastąpi właściwego wyszkolenia jeźdźca i konia.
Sugeruję, żebyś trochę myślała nad tym, co piszesz. Czy naprawdę uważasz, że jedno wyklucza drugie? Czy przywyczajanie konia do czegoś na placu treningowym czy w jakimś innym miejscu przeczy uczeniu się siedzenia w siodle czy właściwego szkolenia? Dlaczego oceniasz to w kategorii "albo - albo" a nie "i - i".
Dodane:
Quupa: Gówniane królewny, czas udać się do swego królestwa, czyli wychodka i tam siedzieć. No to sik ...
trusia, ok, to jak masz coś nowego, powiedzmy, przytoczoną wcześniej bryczkę ( bo konie, koła, dzwoneczki, itp), podjeżdżasz do bryczki i spędzasz 15 czy 20 minut na odczulenie konia? I tak z każdym nowym strachem? Ja rozumiem i pokazuję zwierzakowi straszną rzecz, bo ma prawo bać się nowości, ale jak zobaczy i obwącha, to jest powrót do roboty. I jak się boczy, zamykam mocniej na pomocach, jadę do przodu i nie ma przeproś. Koń jest w stanie wymyślić sobie tysiące strachów, gdyby na każdym się skupiać i każdy odczulać... może dlatego naturalsi tak słabo jeżdżą, zamiast popracować, muszą w tym czasie odczulić konia na liście, trawę, patyczki, kupy, stojaki, płachty, siatki, plandeki, parasolem piłki, baty, kijki, wstążki, taśmy? Bez złośliwości całkiem, próbuje to zrozumieć.
[quote author=omnia link=topic=11961.msg695531#msg695531 date=1283434307] Spór (co zapewne było już poruszane) powinien może raczej oscylowac wokół tego czy ktos traktuje zwierzę jak istotę czująca i myśląca czy jak automat, który ma robić to i to i koniec, a nie czy używa takiego bata, jeździ na sznurku, pehlamie, robi wolty, jeździ crossy czy bawi się w 7 gier. tak jak "klasyk" może szkolić konia obserwując go i zachęcając do pracy zgodnie z zasadami współpracy 😉, tak "naturals" może twardo pchać się w jakąś stronę mimo, że kon wyraźnie mówi mu "nie", bo i takich miałam nieszczęście widzieć...
O to to!
To ciekawe, że parę <wazelina>inteligetnych</wazelina> osób dochodzi do tego wniosku co kilka stron, a potem przychodzi ktoś nowy i napusza się jak cietrzew w czasie godów: "naturalne to jest dla konia rżnąć kupy na pastwisku!" [/quote]
Dea trafiłaś!
Dzien dobry,
jeszcze nie usuneli mi konta, wiec pozwole sobie napisac, zrodla:
Wyobrazamy siebie jako biernych obserwatorow. Jestesmy na stepe wsrod stada dzkikich konii. Patrzymy i co widzimy:
carrotsticki, halterki, plandeki, parasolki, pilki, hula hopy, yoyo game, jeze, stringi, woreczki, itd. - ta wizualizacje nazywamy metody naturalne - nie widzicie tego? (pewnie slaba, nienaturalna wyobraznia)
A tak naprawde, kto byl takim imbecylem aby te metody nazwac naturalne? Naturalna to jet konska kupka.
Takie metody co najwyzej mozna nazwac "behawioralne" - niech moze wypowie sie jakis psycholog (chyba Psycholozka zabierala juz glos w tym watku).
Z moich wlasnych obserwacji "naturalsow" widze, ze te osoby nie moga/nie chca przyjac do wiadomosci, ze aby kon i jezdziec osiagneli pewien poziom rozwoju, to bez kilkuset wyklepanych "dupo-godzin" sie nie obejdzie.
Julia ty cos bajerujesz z tymi końmi raz ten sznurek zamiast wodzy...ale bez zastrzyku.
No... ma się ten bajer 😉 Wiesz, bo tak naprawdę ja je biję za halą jak nikt nie patrzy, a potem chodzą jak w zegarku na cordeo i bez! 😉 Tylko tego jednego nie umiem oduczyć stania spokojnie przy zastrzyku. Kopię go i leję, a ten nie chce stać, durne zwierzę... 😵
Julie - "bez żadnych specjalnych zabaw, po prostu powoli i spokojnie"? Może o to chodzi w zabawach? Jak jest problem, to trzeba go przepracować - powoli i spokojnie. Może potrzeba 7 zabaw, a może wystarczy pierwsza w przypadku Twojego konia. Może jej używasz nazywając inaczej, i osiągniesz cel, a może można byłoby zrobić coś lepiej i osiągnąć cel szybciej. Tylko tyle.
No oczywiście, że rozchodzi się o nazwy 🙂 Tylko po prostu nie rozumiem po co nazywać NAJNORMALNIEJSZE w świecie uspokajanie i oswajanie konia "naturalem" i "zabawą w zaprzyjaźnianie".
Napisz do MG na pewno rozwieje twoje wąpliwości.
No niestety... 🙄
Na mojego maila o treści którą przypomnę:
"Szanowny Panie Marku, Umieszczone przez Pana ogłoszenie na forum re-volta.pl wzbudziło duże zainteresowanie. "Pokaż co potrfi twój koń przygotowany metodami naturalnymi Jedynym warunkiem startu w konkursie jest przygotowanie konia metodami naturalnymi. Prezentować można wszystkie konie na dowolnym poziomie przygotowania, dowolną szkołą i na "dowolny temat". Co dokładnie oznacza termin "metody naturalne"? I w takim razie jakie "metody nienaturalne" nie są dozwolone? Przypuśćmy, że przyjadę z koniem i zaprezentuję na nim jazdę na cordeo. Na jakiej podstawie sędziowie stwierdzą, w jaki sposób koń był do tego przygotowany? Z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam,"
Pan Marek odpisał:
"Witam! Odpowiem na to drugie pytanie Łąncuchy od rowera , widły , grabie ,elektrody i inne wynalazki , które czasami jak słyszę co stosowano to wcześniej bym o tym nie pomyślał , po których koń nie jest ufny człowiekowi , a to już nie trudno zauważyć. Pozdrawiam Marek Godzina"
Julie, mam wrażenie, że się rozmijamy. Co masz na myśli mówiąc, że Twoje konie „Nie znają oswajania w taki sposób jak nakazuje PNH”. Czyli w jaki sposób?
Mam na myśli prawie dokładnie to samo co napisała Strzyga. Normalny koń niczego się nie boi histerycznie na tyle, żeby trzeba było z niego zsiadać i robić oddalanie i przybliżanie. Np. pojawia się stos drewna przy drodze. Konie robią wielkie oczy, chrumkają, próbują przejść jak najdalej od drewna. Więc głaszczemy, uspakajamy głosem, podjeżdżamy blisko, żeby popatrzyły, powąchały, głaszczemy i jedziemy dalej. Zawsze proszę ludzi, żeby mówili do koni, gdy te się czegoś boją "Nie bój się! Ja ciebie obronię, nie dam ci zrobić krzywdy, jedziemy" 😉
Odnoszę wrażenie, że szkoła pnh jest szkołą 20 letnich 7 gier i szkołą latania po foliach i kałużach.No i jeszcze jazda na kantarku jako szczyt jeździectwa. Nikt nie może zrozumieć, że naturalna ma być forma komunikacji bo jest po konsku dla konia znana. Klasycy krytykują ale nie wiedzą co.Naturszczyki jak sie naczytały to latają w kółko z folią i wiedzą, że na kantarku jeździ się na kontakcie ...prawda Sznurko linko? Bo tak w ameryce powiedziały. I tu spróbuję wyrazić opinię o uwadze sznurki o 9 stopniowym cofaniu na kontakcie. Fajnie w pnh pomyślane i te 9 to zwykłe cztery fazy podzielone na etapy szkoleniowe... i kuń cofa ale nam w nadwiślańskim kraju na gówno potrzebne bo końcowy efekt to cofanie w sposób kowbojski.I sądzę, że pokazuje kowbojom jak nauczyć coby nie łamać szczęki i nie dziurawić ostrogami. Podobnie jest z tym odstawianiem i przystawianiem łydkolinek bo zmierzają do pomocy westowych.Nadwiślańczyk powinien myśleć i brać ze szkoły co potrzebne do normalnej jazdy i tu najbliżej do ujeżdzenia bo pomoce i komunikacja bardzo podobne.Fundamentalizm zamiast mózgu jest po obu stronach.Naturszczyk lata z linką 15 lat zamiast jeździć a klasyk przywali koniowi za dokładne wykonanie polecenia.A szkolenie jest proste i szybkie i dla naturszczyka potrzebny dobry dosiad a dla klasyka znajomość mowy ciała bo w wiekszości nic nie kumają i robią wszystko odwrotnie. Myślenie nie boli i sznurce radzę nie jeździć na kontakcie kantarkowym a klasykom radzę nauczyć się końskiej komunikacji bo ułatwia jazdę i czyni ja bezpiecznniejszą.I nie zwracaj mi Sznurka wiecej uwag tego typu bo Cię ochrzanię podobnie jak rada dotyczy wrotkorolkiego.
"Szanowny Panie Marku, [...] w takim razie jakie "metody nienaturalne" nie są dozwolone? "
Pan Marek odpisał:
"Witam! [...]Łąncuchy od rowera , widły , grabie ,elektrody i inne wynalazki , które czasami jak słyszę co stosowano to wcześniej bym o tym nie pomyślał , po których koń nie jest ufny człowiekowi , a to już nie trudno zauważyć. [...]
Z czym tu się nie zgadzasz? Pytałaś co jest nienaturalne. Nie ma odpowiedzi, że wędzidło albo bat koloru innego niż pomarańczowy. Jeśli używasz łańucha od rowera albo innych wymienionych "pomocy" to raczej jest to "nienaturalne" i faktycznie łatwo po koniu poznać. Wygląda na to, że klasyka wg tej definicji używa naturalnych pomocy. Co więc jest nie tak z tą odpowiedzią?
Normalny koń niczego się nie boi histerycznie na tyle, żeby trzeba było z niego zsiadać i robić oddalanie i przybliżanie. Np. pojawia się stos drewna przy drodze. Konie robią wielkie oczy, chrumkają, próbują przejść jak najdalej od drewna. Więc głaszczemy, uspakajamy głosem, podjeżdżamy blisko, żeby popatrzyły, powąchały, głaszczemy i jedziemy dalej. Zawsze proszę ludzi, żeby mówili do koni, gdy te się czegoś boją "Nie bój się! Ja ciebie obronię, nie dam ci zrobić krzywdy, jedziemy" 😉
No i ekstra, według PNH to też możesz robić. I nawet powinnaś, jeżeli koń wykazuje lekki niepokój, a nie paniczny strach, który zaraz zakończy się natychmiastowym odwrotem do stajni. Dokładnie tak - upewniasz i robisz swoje - "nie strój głupa, działamy!". Nawet jedna z częściej spotykanych strategii w przypadku utraty pewności siebie, to zajęcie konia zadaniem (obojętne, czy to będzie wymaganie postawienia nogi na pieńku z ziemi, czy chodów bocznych z siodła - najważniejsze jest, żeby było to zadanie dla konia wykonalne, nietrywialne i żeby człowiek wyraźnie wiedział czego chce i umiał to przekazać) - lekko zaniepokojony koń lepiej się przy tym uspokoi i skupi, niż przy próbach mechanicznego "wykonania przyjaźni". Często to wystarcza - im bardziej koń z człowiekiem zżyty, tym częściej. Jeśli ktoś wpadnie w pułapkę chodzenia w te i z powrotem, to hmmm... donikąd nie dojdzie, bo z czasem koń zacznie to wykorzystywać i mówić "uooo jeju bojam się". Nie można się też za bardzo pieścić z końskimi emocjami. Jak zawsze i wszędzie, musi być równowaga i wyczucie, a to trzeba mieć jako talent... albo wypracować.
Naturszczyki jak sie naczytały to latają w kółko z folią i wiedzą, że na kantarku jeździ się na kontakcie ...prawda Sznurko linko? Bo tak w ameryce powiedziały. I tu spróbuję wyrazić opinię o uwadze sznurki o 9 stopniowym cofaniu na kontakcie. Myślenie nie boli i sznurce radzę nie jeździć na kontakcie kantarkowym a klasykom radzę nauczyć się końskiej komunikacji bo ułatwia jazdę i czyni ja bezpiecznniejszą.I nie zwracaj mi Sznurka wiecej uwag tego typu bo Cię ochrzanię podobnie jak rada dotyczy wrotkorolkiego.
Ed bzdury gadasz ale twój cyrk twoje małpy widać dawno nie byłeś na żadnym kursie i nie oglądałeś materialów szkoleniowych
Znaczy co by pomogło na jego histeryczny lęk przed weterynarzem i zastrzykiem? 7 zabaw? 😂 Ma 9 lat, od roku jest u mnie. A na żyle w którą się robi zastrzyk ma zrosty wskazujące na niegdysiejsze, wielokrotne źle zrobione kłucie.
Nie sądzę, żeby pomogło w tej sytuacji 7 gier 🙂
Trochę zażartowałam sobie 😉
Nie idę tym programem, ale jestem przekonana, że nie załatwia on mocnych urazów. Mam podobnego konia z urazem do ludzi , który to uraz powodował panikę na widok zbliżającego się weterynarza. I udawanie robienia zastrzyków nic tu nie pomoże. Mogę go pacać po całym ciele strzykawką , zapałką, a on nie reaguje - ale jak tylko zobaczył weterynarza, to już spinał się cały i wet nie był w stanie popsikać mu klaty- a ja wzięłam areozol i spokojnie to zrobiłam. W tamtej pory zmienił się ogromnie- więc właściwie to nie wiem , czy teraz też byłby taki problem z zastrzykiem. Nie choruje, wet od 4 lat nie pojawia się u niego.
Zresztą zastrzyki to raczej oddzielny problem- ja też panicznie boję się ich , a przecież od czasu do czasu muszę się temu poddać.
Nie wierzę też w odczulanie zastępcze- czyli chodzenie po niebieskiej folii ma zastąpić wchodzenie do wody. Kuc mój chodzi po wszystkim - i po schodach też 😉 Ale do wody dobrowolnie nie wejdzie - kałuże omija , albo przeskoczy. Ma bardzo silny instynkt samozachowawczy , więc nie widząc dna - nie wejdzie. Przecież nie jest idiotą ,- doskonale odróżnia folię od wody . 😀 Wczoraj , z okazji zalanej łąki , próbowałam go słownie przekonać , że można bezpiecznie chodzić po takim podłożu. Niestety- nie uwierzył 😉 Ostrożnie wsadzał kopyto do wody, oczywiście zapadało mu się, bo miękka skoszona trawa , albo glina pod spodem. Niepewne podłoże , więc kręcił się, kręcił, ale nie poszedł dalej- a mnie nie chciało się sięgać po mocniejszy argument, czyli iść po kantar.
Dopisuję, bo nie zakończyłam myśli.
Całe to odczulanie na wiele bodźców ma oczywiście sens, bo koń staje się coraz pewniejszy , mniej bojaźliwy. Ja właściwie postępuję podobnie, wystawiając je na coraz trudniejsze sytuacje , tylko nie używam do tego żadnego sformalizowanego programu, czy narzędzi typu kantar sznurkowy , czy bat odpowiedni. 🙂
ciekawe trusia jak odczulisz na nagle wyskakujące spod nóg konia przepiórki?
jak odczulisz na fale morskie a jak na jezioro?
Jak odczulisz na latającego obok konia na wybiegu?
A jak odczulisz na tysiące innych rzeczy?
Odczulanie to jedna wielka totalna ściema dla bojących się własnych koni. I te bojaźliwe osóbki myslą że lekarstwem na ICH lęk jest radosne zaklinanie konia z ziemi zwane "odczulaniem".
Ja po prostu robie to co mam robić, nie boje się konia on czuje że się nie boję i jestem stanowcza i że musi przemóc swoje lęki.
Jak pracuję na ujeżdżalni a wokół np. konie latają na pastwisku jak wściekłe, albo lecą do stajni bo czas wpuszczania, albo ze stajni bo wypuszczone, to mój kon też by se chciał pobiegać.
I co jak niby go miałabym na to odczulić? Ja po prostu nie BOJĘ SIĘ tego i nie robię z tego wielkiego halo robię co robiłam, skupiam siebe i konia na pracy. I tyle . A może aż tyle.
Na spryskiwanie "odczulam" ....sprywskiwaniem. Po prostu. Robię zastrzyk odczulając robieniem zaszczyku.
Po prostu bez większego halo i jakichś wstepnych zabiegów normalnie przystepuję do rzeczy. Koń odbiera to jako cos normalnego i że tak ma byc i już. A nie że robię wstepnie jakis cyrk odczulania.
"Witam! Odpowiem na to drugie pytanie Łąncuchy od rowera , widły , grabie ,elektrody i inne wynalazki , które czasami jak słyszę co stosowano to wcześniej bym o tym nie pomyślał , po których koń nie jest ufny człowiekowi , a to już nie trudno zauważyć. Pozdrawiam Marek Godzina"
aha rozumiem Będa robione testy przy pomocy wymienionych sprzętów. Jak koń się będzie ich bał znaczy wyszkolono go "nie-naturalnie"
Tak nawiasem mówiąc skąd ten człek się urwał i z jakiej bajki to ja nie wiem.
Julie, Strzyga – jeśli gdzieś napisałam coś, co sugeruje, że odczulam na wszystko, na co koń spojrzy krzywo, to po prostu źle się wyraziłam. Przecież to byłby kompletny absurd i nawet do głowy mi nie przyszło, że tak można zinterpretować odczulanie (pomijając już fakt, że jak wokól jest 100 drzew i 200 krzaków i wszystkie takie same, trudno się zorientować, na który konkretnie koń ze strachem łypie). Nie odczulam na każdy krzak czy drzewo, które jest koniożerne. W takiej sytuacji albo po prostu ominę tę grozę, albo zrobimy kilka kroków do tyłu i ominę albo jeśli okoliczności na to pozwolą podczas omijania dam mu jakieś zadanie, żeby zaanagażował swój umysł w to, co robi, zamiast na strachu się koncentrować – np. ominę chodem bocznym. Natomiast jeśli np. za rogiem, który często mijam, by stała koniożerna wyrzucona pralka, to bym najpierw konia na nią odczuliła, chociaż prawdopodobieństwo, że w lesie bedziemy natykać się na inne pralki jest niewielkie. Tak jak bym konia odczuliła na golarkę, zanim bym zaczęła go golić czy odkurzacz, gdybym chciała go czyścić odkurzaczem.
Julie, ale nadal nie wiem, co miałaś na myśli pisząc, że Twoje „Nie znają oswajania w taki sposób jak nakazuje PNH.” Napisałaś, co robisz ze swoimi końmi, ale jaki to wywołujący Twój sprzeciw sposób oswajania nakazuje PNH?
Guli, oczywiście, że koń odróżnia folię od wody. Czy ktoś twierdzi,że nie? Ale skąd wie, co jest pod folią? Tak jak nie wie, jak głęboka jest kałuża. Rozumiem, że kuc jest genialny,wie wszystko i widzi nawet to, co jest dla innych koni niewidoczne – pewnie oczyma duszy jego. Niestety, nie wszystkie konie są tak przenikliwe i genialne.
Dodane:
EluPe, czy ty w ogóle czytasz, co inni piszą? Przecież napisałam, że na wszystko się odczulić nie da. A jeśli mówisz, że odczulanie to ściema, to albo bardzo ci zazdroszczę – bo nie masz do czynienia z koniem, ktory tego potrzebuje, albo bardzo współczuję koniom, które mają z tobą do czynienia. Wyobraź sobie, że ja też na spryskiwanie odczulam spryskiwaniem. Co za niesamowity zbieg okoliczności!
Wracając do "konkursu zaklinaczy" : czy to nie będzie tak że oceniani będą zawodnicy ze stopniami instruktorskimi np. PNH, SNH, XNH /bo takowych ponoć starano się zaprosić /.... a oceniający sędziowie w większości takich kwalifikacji mieć nie będą ? Czu wiadomo kto poza RM / chlubny wyjątek? / będzie w jury? Może być ciekawie 🤣 🤣 🤣 Lekcja byznesa będzie z całą pewnością 😉 Widoki koników - w gratisie 🤣
Trusia: masz rację, nie czytam - wodolejskie epistoły skanuje pobieznie nie wczytując się.
albo bardzo współczuję koniom, które mają z tobą do czynienia.
a ja z kolei serdecznie współczuję wszystki koniom w łapach tych wszystkich naturalnych odczulaczy co to se ubzdurali pod wpływem tych pseudonauk PNH że z konia się da robota zrobić zaprogramowanego na totalne nie banie się i snucie się w żółwim tempie.
Guli, oczywiście, że koń odróżnia folię od wody. Czy ktoś twierdzi,że nie? Ale skąd wie, co jest pod folią? Tak jak nie wie, jak głęboka jest kałuża. Rozumiem, że kuc jest genialny,wie wszystko i widzi nawet to, co jest dla innych koni niewidoczne – pewnie oczyma duszy jego. Niestety, nie wszystkie konie są tak przenikliwe i genialne.
Genialność ? 😲
Bardzo nisko cenisz konie , skoro uważasz, że koń nie potrafi ocenić na czym leży folia. Już nie wspominając o tym, że zawsze najpierw sprawdza kopytem , jak stabilne jest dno.
Chyba mało przypatrujesz się zachowaniom końskim. Ja widziałam z siodła 😉, jak koń mocno grzebie kopytem zanim wejdzie w pole po głębokiej orce, sprawdza w taki sam sposób głęboki śnieg , czy głębokość wody- zwłaszcza mętnej. To żadnej objaw genialności , tylko normalne , instynktowne zachowanie końskie.
Elu! O tych snujących się koniach piszesz jak sam Ferdinand Hempfling ! Dlatego była ciekawa czy ci się wywiad z nim podobał.
nie widzę związku. Hempfling mówił o koniach pogrążonych w depresji w wyniku treningu z uzyciem rollkuru w kontekście przywracania ich do zycia przez H. jazdą bez wodzy albo na wodzy rzuconej. Chyba że mówisz o czyms innnym.
"Witam! Odpowiem na to drugie pytanie Łąncuchy od rowera , widły , grabie ,elektrody i inne wynalazki , które czasami jak słyszę co stosowano to wcześniej bym o tym nie pomyślał , po których koń nie jest ufny człowiekowi , a to już nie trudno zauważyć. Pozdrawiam Marek Godzina"
aha rozumiem Będa robione testy przy pomocy wymienionych sprzętów. Jak koń się będzie ich bał znaczy wyszkolono go "nie-naturalnie"
A skąd to wywnioskowałaś? To jest tylko Twoja nadinterpretacja. Koń, na którym uzywano takich "sprzętów", boi się własnego cienia. Nie trzeba wypinać łańcucha z rowera, żeby to zauważyć.
Jak działa to odczulanie - ano tak, że są to doświadczenia, które wspólnie z koniem się przeżywa. W wyniku tego człowiek poznaje konia, koń poznaje człowieka. Jak się znają, to łatwiej o wzajemne zaufanie i zmniejsza się strach. Wtedy bez problemu można "po prostu robić" różne rzeczy, człowiek mający do konia zaufanie się go nie boi i łatwiej może go upewnić, że nic się nie stanie, wiec można "po prostu przejść" obok czegoś, ewentualnie robiąc przerwę na powąchanie. Tak, to prawda, 😂, natural pomaga ludziom niepewnym przy koniach przestać się bać. A koń, poznając człowieka w stresowych dla niego sytuacjach, nawet jesli są to sytuacje abstrakcyjne (nagle otwierający sie parasol) stopniowo uczy się kontroli swoich emocji w sytuacjach, kiedy czuje to samo (nagle wytalująca przepiórka). Przećwiczenie kałuży w jednym miejscu, drugim, trzecim, sprawi w końcu, że czwarte nie będzie problemem.
Wywiad z Hempflingiem zrozumiałam bardziej ogólnie a rollkur jako jeden z przykładów "odbierania duszy". Ale się nie upieram. Widzę pewne podobieństwo w waszym myśleniu.
Skoro jakąś wypowiedź (odpowiedż p. Marka) należy odpowiednio "interpretować" to znaczy że nie jest odpowiedzią.
Dla mnie ta odpowiedź jest karykaturalna wręcz - nie wiadomo czy sie z niej śmiac czy na powaznie brać.
Ale to w końcu sprawa organizatorów. Jaka organizacja - taka impreza.
koń, poznając człowieka w stresowych dla niego sytuacjach, nawet jesli są to sytuacje abstrakcyjne (nagle otwierający sie parasol) stopniowo uczy się kontroli swoich emocji w sytuacjach, kiedy czuje to samo (nagle wytalująca przepiórka
i po co rozpowszechniać totalne bzdury. Jaaasna, roztwarcie parasola "oswoi" konia z przepiórką - i ty naprawdę w to wierzysz??
NIE MA 100% lekarstwa ("odczulania"😉 na wszelkie potencjalne "straszne" rzeczy tak by kon jak robot obojętnie i bez reakcji je potraktował. Nie ma siły by odczulic plandeką czy parasolem by kon nie bał się czegoś nagle wyskakującego zza krzaków.
Lekarstwem jest natomiast umiejętność wysiedzenia w siodle ew. uskoków, pewność siebie, nie banie się konia i umiejętności jeździeckie.
Temu nalezy poświęcić czas a nie jakimś pseudoodczulaniom.
I to że jakis koń dostał widłami wcale a wcale nie oznacze że się już będzie do końca życia bał wszystkiego. Idiotyczne założenie nie mające opracia w rzeczywistości.