[quote author=szepcik link=topic=11424.msg1297882#msg1297882 date=1328871222] A czy któraś mama prowadzi własną działalność i do tego zajmuje się domem i dzieckiem?
Ale w sensie bez niani? Bo jeżeli tak to jest a wykonalne. Albo własna działalność będzie zaniedbana, albo dziecko będzie siedziało ciągle przed telewizorem. [/quote]
O dokładnie. Ja założyłam działalność jak już dziecko było na świecie. /owszem planowałam to jużdużo wcześniej, więc to nie był taki tylko pomysł, co tu zrobić, żeby i pracowac i sie dzieckiem zajmować. Ale z perspektywy roku widze, że jest dokładnie jak pisze Demon. Firma jest generalnie zaniedbana, bo dziecko coś ciągle chce, a jeszcze konie przy domu, to też trzeba nakarmić, wypuścić, zagonić, itp. A jeszcze ciągle coś ktos chce zeby mu zrobić już od ręki, przy okazji pytając kiedy ja już tę firmę zamykac będę (mam super motywacyjny system w domu 😀)
Czyli wychodzi na to, że albo dziecko albo własne życie...jak chcesz dziecka to wyłączasz się z życia minimum do czasu wysłania do przedszkola. To raczej nie przemawia za posiadaniem dziecka niestety.
jest nawet takie powiedzenie: Mieć ciastko i zjeść ciastko 😉 Każdy by tak chciał.
Ja po urodzeniu pierwszego dziecka poszłam na wychowawczy i dorabiałam zleceniami. Urodziłam drugie i sytuacja się nie zmieniła. Obecnie są nieco odchowane i oboje w przedszkolu, więc zlecenia mają zamienić się w formę własnej działalności (co wiąże się dla mnie z odcięciem siebie samej od pępowiny która nazywa się Zus z wychowawczego). Konie były obecne w tym wszystkim zawsze mniej czy więcej - ale ogromnym kosztem i z wyrzutami sumienia. Od pół roku koni nie ma w moim grafiku i jest mi 100x łatwiej.
Czyli wychodzi na to, że albo dziecko albo własne życie...jak chcesz dziecka to wyłączasz się z życia minimum do czasu wysłania do przedszkola.
No właśnie pisały dziewczyny,że można to jednak zorganizować. No chyba że masz wyjątkowo wredną rodzinę, ale to raczej będziesz wiedziała przed urodzeniem dziecka. Ja powiedzmy mam taka sobie na pewno za często bym nie jeździła licząc na jej pomoc, ale mam nianie i jeżdżę ile chcę w godzinach swojej pracy. Mogę sobie na to pozwolić bo mam własną firmę. Oczywiście,że mój wyjazd do stajni to równo 2 h i ani minuty dłużej, żadnych plot bo spiesze się do pracy już z wywieszonym ozorem. Ale warto dla tej jednej cudownej godziny na Demonie Czasami sa takie dni, że mam taki nawał pracy, że nie ma mowy o koniu. No cóż zdarza się.
niektórzy i mają ciastko i jedzą. Ale to trzeba miec dobrze zarabiającego męża, wtedy do popołudnia czas wolny i hulaj dusza. Tylko nie każdy udźwignie psychicznie taki układ... ja bym nie mogła byc tak na czyimś utrzymaniu, chyba bym zwariowała.
niektórzy i mają ciastko i jedzą. Ale to trzeba miec dobrze zarabiającego męża, wtedy do popołudnia czas wolny i hulaj dusza. Tylko nie każdy udźwignie psychicznie taki układ... ja bym nie mogła byc tak na czyimś utrzymaniu, chyba bym zwariowała.
no jedne pewnie tak, a drugie same coś robią - to Ci nie przyszło do głowy?
przyszło, co kto lubi. Jak pisałam - widuję takie rozwiązania i zazdroszczę. Niech mi ktoś powie gdzie normalny człowiek ma wcisnąc opiekę nad dzieckiem, skoro wraca o 16-17 styrany z pracy, bez obiadu? jeżdżenie raz w tygodniu to jest sranie w banie a nie jeżdżenie. Więc albo koń albo normalny tryb życia.
Ja jestem normalnym człowiekiem z dwójką dzieci i nie utrzymuje mnie mąż. Jeżdżę więcej niż jeden raz w tygodniu. Mam i konia i normalny tryb życia. Faktem jest, że nie chodzę po koleżankach, imprezach, itd, ale to mój wybór, a nie przymus.
[quote author=szepcik link=topic=11424.msg1297882#msg1297882 date=1328871222] A czy któraś mama prowadzi własną działalność i do tego zajmuje się domem i dzieckiem?
Ale w sensie bez niani? Bo jeżeli tak to jest a wykonalne. Albo własna działalność będzie zaniedbana, albo dziecko będzie siedziało ciągle przed telewizorem. [/quote] o właśnie, święta prawda. Dlatego dobra niania, lub dziadkowie lub ktoś inny kto pomoże zająć się dzieckiem, bo inaczej się nie da, można być super zajebistą matką, ale na dłuższą metę się nie pociągnie wszystkiego perfect.
demon, jak? kiedy? jakim cudem? skoro masz jedno popołudnie, to znaczy że zanidbasz dziecko po to, żeby pojechac do konia. Tak czy nie? nie chcę Cię teraz obrazic czy cos, po prostu staram się to pojąc. Bo dla mnie taka sytuacja bylaby jednoznaczna z zaniedbaniem mojego dziecka. Nie inaczej.
Jak pisałam powyżej jeżdżę w godzinach swojej pracy bo mam własna firmę i mam taką możliwość. Wydaje mi się , że nawet jak pracuję się w korporacji to przecież się zarabia i można jeździć rano przed pracą jak dziecko śpi ( niania przychodzi 2 h wcześniej)np 3x w tygodniu + 1x w weekend.
Gillian, naprawde da sie wszystko pogodzic. Mam swoja dzialalnosc, mam syna, mam konia, ba, nawet kilka dni jestem w korporacji. Wszystko sie da pogodzic. Trzeba byc niesamowicie zorganizowanym i mega pacowitym.
Wszystko zależy od tego jaką ma się pracę, ile godzin dziennie się pracuje. - masz pracę zmianową? SUPER- znajdziesz czas na konia, podczas gdzie dziecko jest w przedszkolu, czy pod opieką koleżanki, niani ( b masz akurat z grafiku na noc, czy na popołudnie) - masz pracę od 8😲0-16😲0 ? Wracasz po robocie do domu, odbierasz dziecko od niani, przedszkola, babci. I musisz je znów komuś podrzucić, jeśli chcesz pojechać do stajni na te 2 godziny. Więc obiad dla męża masz przygotowany już poprzedniego dnia. Dziecko zostawiasz z mężem, babcią, koleżanką, nianią i jedziesz do stajni. Musisz mieć albo rozumiejącego męża, czy babcię, albo kasę na nianię. Wracasz o 18😲0-19😲0 ( bo to wszystko dzieje się zwykle z poślizgiem, doliczam czas na dojazd) i zajmujesz się dzieckiem godzinę czy 2, zanim nie zaśnie. I to JEST kosztem dziecka, bo nie zajmujesz się nim od 16😲0, po pracy, tylko godzinkę przed snem.
I jeśli jeden dzień w tygodniu tak ci ludzie pomogą a w sobotę i niedzielę również jakoś sobie człowiek to zorganizuje, to jest się w stajni 3 razy w tygodniu. Więc jakoś już jeździ. Niestety, moim zdaniem, jeśli dziecko jest małe, jeśli mamy uczciwą pracę w godzinach zwykle pracujących, to bez wsparcia rodziny, bez kasy jest ciężko. Dodatkowo dobrze, jeśli koń stoi 5 minut samochodem od domu. Dobrze, jeśli mamys tajnię z halą i można na konia wsiadać kiedy chcemy, a nie kiedy pogoda pozwoli.
...co wy ciągle z tym zaniedbywaniem dziecka? 🤔 🙄 dziecko nie robi się samo,dziecko ma też ojca.najczęściej ma też dziadków. poza tym,im starsze dziecko,tym mniej potrzebuje mieć matkę 24h na dobę przy sobie.... dla higieny psychicznej matki,matka MUSI,a przynajmniej powinna poprzebywać sama ze sobą - i to nie w pracy,a w czasie wolnym. czy siedząc w domu też w 100% poświęca się czas dziecku? 😲 nie robi się prania,nie gotuje się,nie sprząta się? przecież to też jest zaniedbywanie czasu,który można by poświęcić dziecku,tak? a kąpiel w wannie?przecież w tym czasie też mogłybyście pobyć z dzieckiem,prawda?
odbieram dziecko o 15.30 z przedszkola,po 16 jesteśmy w domu,obiad,zabawa...ok.18.30-19 wychodzę do stajni,dziecko zostaje z ojcem - który też chyba ma prawo pobyć sam z dzieckiem i się z nim pobawić i pozajmować?wracam ok.21,wspólna kąpiel,czytanie bajki i śpimy.wychodzę tak 2 razy w roboczym tygodniu, w piątki moi rodzice odbierają Marysię z przedszkola i odbieramy ją od dziadków po niedzielnym wspólnym obiedzie (to nie jest każdy weekend w miesiącu,ale 2-3 są) - to jest wersja zimowa,kiedy nie mam sumienia targać dziecka ze sobą do stajni,mimo,że pewnie świetnie by się tam bawiła....
od wiosny do późnej jesieni,jeżdżę do stajni szybciej - Marysia najczęściej ze mną,zawsze ma tam co robić,już jako roczniak miała dużo do zabawy i to ona nie chciała wracać do domu 😉 co do zawodów - najczęściej zostaje u moich rodziców,ale ona uwielbia tam być... jeżeli mam suport na zawodach,jedzie z nami.jeżeli jest atrakcyjnie lokalizacyjne,zabieram "dziadków" na weekend - często wtedy,kiedy zawody są nad morzem - ja startuję,a oni spędzają z Marysią czas na plaży... czasami przychodzą oglądać konkursy,ale moja mama za bardzo się denerwuje 😂
prawdziwa kobieta nie potrzebuje pracy,prawdziwa kobieta potrzebuje pieniędzy 😎 gdyby wrotki przynosił mi do domu 10 tysięcy,zamiast połowy z tego,to chętnie zrezygnowałabym z pracy zawodowej i wiodłabym żywot kury domowej.
wychodzę właśnie pojeździć,olaboga nawet nie na swoim koniu - spędziliśmy dziś intensywny dzień razem - teraz Mania jest tak pochłonięta zabawą z tatą,że chyba nawet nie zauważy,że mnie nie ma....
kolejny wniosek,poza kwestią finansową - mieć dziecko trzeba mieć z odpowiednim partnerem. partnerem w każdym tego słowa znaczeniu 😉 mam wrażenie,że zima i temperatury za oknem tak źle was nastrajają...
Mówi się też własna działalność. Ale co to znaczy własna działalność? Jeden siedzi plackiem w domu na tyłku przed laptopem i "ma działalność", no fajnie, ale może sobie zorganizować czas, no i się fizycznie nie zmęczy. A drugi - tu oczywiście mówię o sobie, ale na pewno są ludzie o podobnym "profilu" - czasem ileś godzin w pracy jestem non stop na nogach, poza tym są nagłe wypadki - rano, wieczorem (zazwyczaj 10 minut po powrocie do domu), albo w nocy. Nie zaplanujesz! A czasem to padasz na ryj tak, że nawet nie myślisz o jedzeniu, a co dopiero o koniu. Więc mierzenie wszystkich swoją miarką, że mam swoją działaność, to sobie mogę... No ja też sobie mogę, tylko pacjentów będę miała coraz mniej...
Jadę jutro do jednej stajni z halą zobaczyć co i jak.
[quote author=Ktoś link=topic=11424.msg1299217#msg1299217 date=1328979819] dziecko ma też ojca.najczęściej ma też dziadków.
kolejny wniosek,poza kwestią finansową - mieć dziecko trzeba mieć z odpowiednim partnerem. partnerem w każdym tego słowa znaczeniu 😉 [/quote]
I to są te kluczowe elementy. Albo masz a) partnera porządnego, albo dziadków pomocnych czy koleżanki Albo masz b) kasę na nianię I wtedy masz czas na stajnię. Albo powyższe NIE są spełnione, a ty dodatkowo pracujesz i niestety nie masz czasu na konia.
Ja mam układ zarąbisty, ale nie znaczy to, że każdy taki ma. Wiem, że są dziewczyny, które chcąc jechać do stajni nie mają wsparcia w rodzinie. I jest problem. Gdyby nie dziecko, to by się wyrwały i pojechały. A że dziecko jest, to się już nie wyrwą ( bo nikt nie pomoże w tym czasie)
pokemon jak sie siedzi plackiem przed komputerem i fizycznie sie nie zmęczysz to uwierz mi, ale kasy z tego nie będzie . Myślenie też jest męczące 😉 A z perspektywy osoby, która raz siedzi przy komputerze, a raz jest w terenie, a raz na spotkaniu z klientem ( w trakcie rozmów popijając kawkę) to ostatnie absurdalnie męczy najbardziej.
Czytam i czytam i się udzielę w dyskusji:🙂 Zanim pojawiła się Zosia był koń, roczniak. Z dzieckiem w brzuchu asystowałam przy kastrowaniu, przewoziłam konia do stajni w Krakowie, w ostatnich tygodniach ciąży lonżowałam młodziaka, tylko juz ciężko było z kopytami 😀. PO urodzeniu sie Zochy, w stajni bywaliśmy w każdy weekend w ramach spacerów, kon byl nie zajeżdżony, ale daliśmy rade, z pomocą uczynnych osób go zajeździć i zacząć z nim prace. Mam fajną prace, gdzie nie muszę byc super punktualna, mogę wyjść wcześniej jak trzeba, nikt sie nie czepia ze dziecko chore. No i mam moją mamę, ktora zawsze pomoże. Zosia ma teraz prawie 5 lat, a ja jakos nie odczulam ze dziecko mnie odrywa od konia, moze dlatego ze od początku miałam kogoś do współdzierżawy, wiec miałam spokojną głowę ze kon ma dobrą opiekę. Stajnie gdzie trzymam konia i gdzie trzymałam były super, przyjeżdżałam z Zosią z asystą lub bez. Stajnia gdzie teraz stoję jest 10 min od domu, jak bylo ciepło, to po przedszkolu jechałyśmy od razu do stajni gdzie jadlysmy obiad, pobrykałymy. Stajnia jest na tyle bezpieczna ze Zośka moze sobie sama pobrykać przez godzinę jak jezdze, jest tez p. Małgosia która prowadzi naszą stajenna kawiarnie, i z wielką chęcią rysuje z zosią, wiec mam spokojną glowę. Teraz w zimie do stajni jeszcze 3 razy w tyg wieczorami, Zosia zostaje albo z tatą, albo zaworze do rodziców. Ale obie nie mozemy sie doczekac wiosny, bo ona naprawde lubi siedziec w stajni pol dnia, babrac sie w blocie, lub robic zamki z piasku na ujezdzalni 🙂 Choć przyznam ze nie siedze na plotach w stajni, robie swoje i wracam do domu, bo mam troche wyrzuty, wiem ze niesłuszne, ze nie spędzam tyle czasu z dzieckiem ile powinnam, ale jak wracam ze stajni to jest mi tak dobrze, wszystkie smutki uciekają i mam naladowane baterie na następne 2 dni 🙂 Więc da się!!! Wystarczy dobry plan, trochę życzliwości bliskich i naprawe da sie 🙂 aaaa. no i jeszcze jedno... jak sie pojawiła zośka to sie pojawił od razu plan dla konia, że ma być koniem fajnym i miłym, który nauczy Zoche jazdy i zrobi z niej koniare 🙂 i chyba sie udaje 😉
Ktoś, od samego początku tej dyskusji napawasz mnie nadzieją, że można to wszystko pogodzić i nie trzeba rezygnować z niczego 🙂
Pewnie, że się da! Mnie też wydawało się, że jak urodzę to nigdy już nie pojade do stajni, a jeżdze dalej tak jak jeździłam (oczywiście z pomocą męża jako opieki w domu lub w stajni), ale wszystko się da... Ja jeździłam już tydzień po porodzie normalnie, ale nie miałam cesarki oczywiście no i nie byłam szyta
Ktoś i tu sie zgodzę 😉 Jednak zależy jaki jest tatuś dziecka, niestety znam takich co maja gdzieś dziecko/ dzieci, wolą zwiać niż zająć się na te dwie godziny dzieckiem 😵 Ja miałam i mam dobrze bo mąż zawsze mi mówił...idź odstresuj się, wsiądź na Karą czy ją tylko poczyść....i wierzcie lub nie, ale nawet sprzątanie w boksach, czy samo czyszczenie koni pomaga żeby troszkę odpocząć.
Gillian zobaczymy jak bedziesz miala swoje dziecko, czy tak chetnie bedziesz z nim siedziec 24/dobe. To co piszesz jest absolutna bzdura i komplenym brakiem wspomnianej juz psychicznej higieny. Pierwszy raz musze przyklasnac Ktosinie za jej wredny ton 😀
Ktos ogromny szacun 😉 ja pracuje pelen etat, co prawda mam mame, ktora powiedzmy, ze pracuje w domu 😜 i zajmuje sie malym, wiec jest dobrze, ale nigdy bym nie pomyslala, ze zaniedbuje wlasne dziecko w ten sposob . Lubie byc wolnym ptakiem... Dobrze, ze mam mame , bo inaczej nie dalabym rady 😉 koni brak, ale planuje to zmienic, moze na lato 😉
Pierwszy raz musze przyklasnac Ktosinie za jej wredny ton 😀
oj tam,oj tam,po prostu jestem asertywna. dla mnie od początku nie było wyboru - dziecko czy koń...wybór był raczej babcia czy opiekunka? babcia wiedziała,że ja z koni nie zrezygnuje,a że moje dziecko jest generalnie pogodne i bezobsługowe,wybór był prosty 😉 zresztą,jak Mania zbyt długo nie bywa u dziadków,to i ona się dopomina i "dziadostwo" też dopytuje,kiedy na jakieś zawody jedziemy 😉
Gillian, zapytam inaczej... masz koleżanki/kuznki z dziećmi? takie niejeżdżące konno? nie chodzą do fitness klubów?na basen?na przysłowiowe plotki? nie spotykają się ze znajomymi? tylko przysłowiowe dzieci-kuchnia-Kościół? jeżeli tak,to serdecznie im współczuję... nie ma nic gorszego,niż sfrustrowana matka,siedząca w 4 ścianach,odzywająca się do dzieci,męża i ewentualnie do sprzedawcy w sklepie... przecież to właśnie nie jest normalne!
mam koleżankę,która nie do końca ma wsparcie w mężu - wymyśliła inaczej,dziewczynki (4 i 5 lat)chodzą w miarę wcześnie spać.umawia się na treingi o 20 czasem 20.30,kiedy mąż siedzi już w domu i nie musi sobie "zawracać" głowy dziećmi... dziewczynki chodzą też na jakieś popołudniowe zajęcia do Gminego Domu Kultury (my ostatni tydzień mieszkamy nadal na wsi 😉 ),w tym czasie ona ma czas,żeby przelożnować konia.... w niektóre weekendy dziewczynki jeżdżą do dziadków jednych czy drugich... ale chyba dzieci z domów,w których nie jest obecne jeździectwo też jeżdżą nocować do dziadków,jak rodzice idą do kina? jasne,że w każdym takim układzie,trzeba logistycznie być zorganizowanym,mieć konia "pod ręką" albo po drodze... no ale nikt nie powiedział,że jest sielsko-anielsko...
inny przykład,znam - co prawda ojca,który całe życie poświęcił rozkręcaniu interesu... wszelkie zyski w większości inwestował w kolejne inwestycje,które przynosiły jeszcze większe zyski... wpadł w spiralę,w której nie miał czasu konsumować tych zysków... teraz, w okolicy 50-tki doszedł do wniosku,że woli widzieć mniej pieniędzy na koncie,ale wreszcie mieć czas przejadać zarobione pieniążki - ma 5 koni,obie córki jeżdżą,on też.... jedyne,czego on żałuje,to to,że tak późno zaczął korzystać 😉
denerwuje mnie jęczenie,że się nie da,bo to,bo tamto...da się,tylko nie można mieć ciastka i go zjeść,jak ktoś tu słusznie wcześniej napisał 😉 rzadziej chodzę do kina,ale za to poskakałam sobie dzisiaj i góry mogę przenosić 😉 dziecko dostało kolację od ojca i właśnie robi mi wielki występ - śpiewa to,co ćwiczyła z tatą 🙂
[quote author=Ktoś link=topic=11424.msg1299568#msg1299568 date=1328994025] ... teraz, w okolicy 50-tki doszedł do wniosku,że woli widzieć mniej pieniędzy na koncie,ale wreszcie mieć czas przejadać zarobione pieniążki - ma 5 koni,obie córki jeżdżą,on też.... jedyne,czego on żałuje,to to,że tak późno zaczął korzystać 😉 [/quote]
czyli szansa jeszcze jest dla Bogdana 😉
ps. prosze o zmianę tytułu wątku na macierzyństwo/ojcostwo,a jeździectwo