A ja najbardziej lubię tereny z moją córką-studentką. Wtedy mamy czas dla siebie i dla naszych koni. W sobotę rano było przepięknie, lasy jak malowane, słoneczne. Całą drogę gadałyśmy, córka o życiu akademickim, a ja o tym, co działo się w domu. Klaczki słuchały nas i parskały zadowolone. Gdy jeżdżę sama, muszę bardziej czuwać nad zachowaniem konia. Młodsza klacz czasami niepokoi się, gdy jest daleko od stajni i nie widzi matki. Obecnie pracujemy nad tym. Za każdym razem na samotnej przejażdżce pokonujemy większa trasę i odwiedzamy nowe miejsca. "Przesuwamy granicę" naszego zaufania. tunrida koń ma doskonałą pamięć i orientację, lepszą niż człowiek, chociaż nie czyta znaków i map, nawet w dopiero co poznanym terenie potrafi odnaleźć drogę do domu. Podziwiam waszą więź, widać, że twój koń ci bardzo ufa. Marzę o takiej relacji z Azją. Na zdjęciu moja córka próbuje nas dogonić. Jakość kiepska, bo z telefonu, ale coś widać.
A propo więzi pojawiającej się podczas długich samotnych wypraw i zaufania, które się buduje. Wstawiałam już kiedyś te fotki, ale wstawię jeszcze raz. Koń, którego kupowałam nie chodził w takie tereny. Chodził w tereny leśne, w zastępie. To właśnie stopniowe, systematyczne, powolne, coraz dłuższe nasze samotne wyprawy zaprocentowały tym, że takie fotki mam na pamiątkę.
A naprawdę nie jestem żadnym cudotwórcą. Ani nie mam wybitnych zdolności pracy z końmi. 😁 To tylko czas, czas i jeszcze raz czas.
tunrida- no właśnie im dalej z koniem jesteś tym koń jest spokojniejszy, czyż to nie dziwne 🙂 Ja wczoraj byłam w terenie co prawda nie sama ale bardzo daleko od domu, koń nie znał drogi, nie znał miejsc, nowe zapachy, inne otoczenie a szła jakby była tam nie raz. Galop spokojny wyluzowany, nie ciągnęła do domu, w lesie puszczone luźno wodze i koń bezproblemowy. A najlepszy był test powrotu do domu trzy ścieżki i co koń wiedział gdzie iść, wybrał tą najmniejszą wiodącą wprost do domu.
Ja myślę Slojma, że to działa tak, że jeśli jesteś dla konia "przewodnikiem" i ma do ciebie zaufanie, po tych wszystkich wspólnych wyprawach, to kiedy jesteśmy daleko od domu, koń po prostu zdaje się całkowicie na ciebie. Nie myśli sam, nie kombinuje, tylko się poddaje i ufa. dlatego jest spokojny i podatny. Wiadomo, że kiedy zobaczy Strasznego Stracha, to się będzie bał. Ale jest duża odczuwalna różnica w prowadzeniu konia blisko stajni, a w jeździe bardzo daleko.
Mogę będąc daleko, zsiąść z konia, iść w krzaki się odlać i wiem , że koń będzie stał i patrzył i czekał na mnie, bo jestem w tej chwili jego "stadem". Wszystko jest obce, dalekie, nieznane, a ja jestem czymś znanym, bezpiecznym, czymś, czego się trzeba/warto trzymać blisko.
ranczolodzierz ale Wam zazdroszczę, ze tak sobie z córką podróżujecie 🙂 Ja ostatnio wsadziłam na naszą kobyłkę swojego 7-latka, ale na oklep. Na początku trochę się bał i go gniotło w pupę 😁, ale bardzo mu się spodobało tak "na goło" 😀. masz priv
tunrida kiedyś oglądałam te fotki, wtedy wywarły na mnie duże wrażenie, dziś nie było inaczej, są niesamowite, obecnie nie wyobrażam sobie takiej konnej wyprawy do miasta, zbyt stresujące 😲zarówno dla mnie, jak i dla koni. Ale rok temu byłam na starym rynku w Poznaniu, akurat trafiłam na pokaz jazdy ułanów na wielkopolakach, ach to był widok 🙂 konie były takie zrównoważone i spokojne w samym środku miasta, w takim tłoku, gdzie tyle strachów i niespodzianek...
palemka moja córka też tak zaczynała, ale ona była wręcz zwariowana na punkcie koni. Gdy miała 10 lat, bez mojej wiedzy, wskakiwała na Olkę i bez siodła na samym kantarze jeździła do lasu. Gdy miała 12 lat pojechała na niej na festyn do miasta. Trzymała się co prawda za bryczką, więc była jakby w stadzie, ale jednak, to była pierwsza taka wyprawa. O dziwo nigdy klacz nie wyrządziła jej żadnej krzywdy, nie raz była przerażona, ale posłuszna. Jedynie czego nie lubiła w terenie - to stawania w miejscu, żeby opanować stres - musiała cały czas przebierać nogami 🏇, byle przed siebie 🤣
Ja jak wrzuciłam swojego na grzbiet kobyły to stała, jakby pierwszy raz ktoś siedział na niej 🙂
No to niezła agentka z tej Twojej córki 😉 A taka kobyła to skarb 🙂 MNie też zawsze fascynują te konie na pokazach-rany, co za spokój 👍. Ale powiem Wam, że jeszcze na studiach mieliśmy w stajni dwa ogierki małopolskie-4 i 5 lat. I tego młodszego zabraliśmy kiedyś na targi weterynaryjne...do lokalu. Wszedł sobie po schodkach, prowadzony na ogłowiu. A w środku tłum ludzi, stoisk, orkiestra i tańczący zespół ludowy 💃. Pierwszy raz widziałam TAK spokojnego konia. Koleżanka szła za nim z reklamówką tylko-tak na wszelki wypadek 😉
No, to... byłam ponownie 🙂 Pojechałam, zobaczyłam i... wróciłam cała 😎 Powiem wam, że ci panowie z budowy są naprawdę MILI I UCZYNNI - wczoraj, jak przejeżdżałam koło nich, to wyłączyli wszystkie ustrojstwa warkoczące, a dziś pan wyłączył taką wielgachną koparkę i mój koń mógł ją sobie do woli obwąchiwać! 🙂 A jak wracałam, to akurat ładowali ziemię koparą na wielkie ciężarówki, ale jak mnie zobaczyli, to cały sprzęt off i poczekali fajnie, aż przejadę.
A w lesie dziś było bajkowo 😍
A tu robił zdjęcie spotkany pan grzybiarz 😉
Piesek, którego widać na zdjęciach, nie jest mój. Dołączył się, jak wyjeżdżałam ze stajni, a potem towarzyszył mi całą drogę i poszedł dopiero, jak już puściłam konia z powrotem na pastwisko - taki okoliczny wędrowniczek 🙂
No to super 😅 Poza tym przywracasz wiarę w ludzi 😉. Zdarzają się tacy, oj zdarzają-na nasze końskie szczęście 😀. Fajnie że pozwolili, żeby koń sobie to wszystko powąchał i obejrzał z z bliska.
Livia ale masz bajowy las. Pozazdrościłam Ci i na 100% wybiorę się w teren w sobotę. Niestety tylko na stępa, bo kary będzie po szczepieniu... Postaram się zabrać aparat ze sobą!
ash, dziękuję! Koniecznie weź aparat na swój spacer - ma być piękny weekend, więc trzeba korzystać 🙂
palemka, oj tak, bardzo pozytywnie się tymi panami zdziwiłam 🙂 Dotąd, jak jeździłyśmy z koleżankami w weekend, to ich raczej nie spotykałyśmy, a teraz okazało się, że z ich pomocą przebycie budowy nie jest takie straszne 🙂 I powiem też, że mój koń nie był jakoś specjalnie zestresowany na szczęście 😉
Livia- gratuluję odwagi by walczyć z własnymi strachami w głowie. Bo do tego TEŻ potrzebna jest odwaga. I jak widać ją masz. Teraz mam nadzieję, będzie już tylko lepiej. 😀
tunrida, bardzo dziękuję! :kwiatek: Najciężej jest pokonać strachy we własnej głowie, ale mimo wszystko trzeba próbować i nie dać się im podporządkować. Dziękuję Ci za pozytywnego kopa do przemyśleń 🙂
Cień na śniegu - już chyba za późno, zostałam wciągnięta 😁
hehe...i dlatego ją namawiałam. 😉 Bo kiedy jedno z dwojga ma stracha, to idzie to zwalczyć. Gorzej kiedy oboje mają stracha- wówczas ja osobiście bym nie namawiała takiej pary na samotne tereny.
palemka, ja się z tym nigdy nie kryłam, że jestem cykorem 🙂 Mój koń znosi o wiele więcej, niż ja 🙂
tunrida, jak koń spokojny to i jeździec się w końcu odpręży. Ale pamiętam próby moich pierwszych terenów, jak ja się bałam, a koń był też niepewny - że nam się nic nie stało, to było czyste szczęście...
slojma, bardzo dziękuję 🙂 Skoro przeżyłam wyjazdy w tygodniu, kiedy budowa idzie pełną parą, to już sporą przeszkodę mam pokonaną 🙂
Wystraszył się kiedyś plastikowej butelki i chłopak spadł ( a chłopak był na oklep i koleżanka podawała mu butelke z piciem) no i biedaczysko złamał rękę.Ale piękny to ten ogier był 💘 i zawsze taki nafuczony 🙂
A ja dorzucę takie jedno, skromne - wczorajszy powrót z campingu, z widokami na karpackie górki i pagórki. Spaliśmy w namiotach, było podobno -10 stopni, ale byliśmy dobrze wyposażeni i nie zmarźliśmy wcale. W dzień +16 🙂
+ Dwa zdjęcia z okolicznymi widokami gratis, które zrobił mój mężczyzna, niecałe 2 tyg temu.