A Parker dziś uratował dziadka !Serio.
Pojechałam nim w teren i w drodze powrotnej, już blisko stajni, zaczął fukać i parskać patrząc w krzaki. Jak zerknęłam co on tam zobaczył, to okazało się, że za krzakami wpół leży oparty o drzewo jakiś dziadek. Wszedł do lasu z takim chodzikiem na 4 kółkach, za który się trzyma i pcha, w pół się przewrócił oparty o drzewo z wygiętymi nogami i nie mógł złapać pionu.
I zamiast krzyczeć, to istniał se tam cicho w krzakach.
Powiedziałam dziadkowi, że nie mogę teraz zsiąść, bo ten koń mi ucieknie, ale za chwilkę do niego przyjdę i mu pomogę. Twierdził, że "nie trzeba, on sobie odpocznie i poradzi sobie". Jaasne 🤔wirek:
Odprowadziłam konia i dobrze że przyszłam po dziadka, bo jak już przyszłam to dziadek leżał. Głową w dół, nogami na górce, lekko zaklinowany między drzewami. Podniosłam go, a strasznie był sztywny w stawach, wyprowadziłam z lasu na prostą drogę i dziadek poszedł sobie. Nie chciał karetki, nie chciał , żeby go powieść samochodem, twierdził, że "na prostej to on sobie dojdzie i że pierwszy raz próbował tym chodzikiem iść do lasu".
Tak, że gdyby nie Parker to dziadek by tam leżał i leżał. Bo nie sądzę by wstał sam.
A to fotki z dziś.

