Ok.
Fotorelacja z dziś. Było ślicznie, w nocy spadł świeży śnieg, pokrył wszystko świeżym puchem. Mroźno ale pięknie.
Żałuję, że nie mam lustrzanki. 🙁

Jechałam na koniu koleżanki również przyzwyczajonym do puszczania luzem. Nawet bardziej niż mój. Kumpela chodzi z nim na jagody i poziomki do lasu.

Nie są płochliwe, nie są dzikie, są posłuszne. Kiedy się je puści to nie lecą galopem przed siebie, żeby tylko uciec w cholerę, ale nadal współpracują z człowiekiem. Oczywiście do pewnym granic. 😉

W zasadzie to mogłyby się terenować same. 😉

A to już foto specjalnie dla Was. Żeby je zrobić musiałam zleźć z konia i wleźć w zaspy po kolana. Śnieg miałam w butach.

I ostatnie

Terenos udany. Konie ruszone. Nie wiem jak nauczyć mojego galopować na loży. 🤔 Koń na którym siedzę leci powolnym galopem a ten fragles z tyłu wyciąga kłusa. Jak przyspieszam, licząc że wejdzie w galop, to on nadal kłusuje co wyciąga mnie z siodła. I linę daję mu długą i podszarpuję, i wołam "galop' i nic. Nie mam pomysłu. Jedyne co go zmusi, to kiedy lecimy galopem w drodze powrotnej na takiej prostej do stajni, ale tu akurat wolałabym by nie galopowały, bo jeszcze się zaczną ścigać. Chyba zostaje mi stępo-kłus. 😤