Freddie-byłam w takim szoku, że nawet nie zauważyłam kiedy pękł ( był wcześniej leczony kanałowo, więc ząb nie bolał, dziąsło potem bolało)
Ale co miałam zrobić? Wyobraź to sobie. Sama w lesie. Podnosisz kopyto a tam wbity gruby na palec kawał drewna. Wiesz już ( po studiowaniu wątków kopytowych), że kopyto to coś więcej niż końcówka nogi, którą zajmuje się kowal.
Krew cieknie na śnieg. Wystaje tylko mała końcówka drewna. Łapiesz za nią, ciągniesz, ciągniesz z caluśkich sił i NIC. Ani drgnie. Nie ma jak za nią dobrze złapać, wyślizguje się z rąk.
Nie ma jak wezwać pomocy, bo niby masz komórkę, ale wiesz, że są takie zaspy po drodze, że samochód nie przejedzie.
Konia nigdzie nie doprowadzisz, bo za każdym krokiem masz wrażenie, że drewno będzie się wbijało.
MUSISZ je wyjąć tu i teraz.
Rękoma nie da rady, bo się wyślizguje i w ogóle nie idzie.
Nie masz nic by zrobić dźwignię ( nawet patyka, bo wszystko zasypane śniegiem, zresztą musiałby być z kamienia chyba, żeby nie pękł)
Masz tylko zęby. No to łapiesz zębami i ciągniesz ile sił.
Przynajmniej wtedy się ta końcówka nie WYŚLIZGUJE. Badyl zaczyna drgać. To ciągniesz mocniej. Kto by tu myślał o zębach gdy krew kapie widzisz że koń cierpi i wiesz, że MUSISZ.
Ja dopiero jak go wyjęłam to poczułam, że nie mam zęba.
Zaczynasz prowadzić konia- idzie- nie kuleje, to zapierdzielasz z nim jak najszybciej do stajni zostawiwszy gdzieś w lesie ulubiony palcat i nowe nauszniki. Dobrze, że komórki nie zostawiłam.
A to sprawca. Kreską zaznaczyłam ile było wbite.
Żeby nie było strasznego of topa to napiszę-
UWAŻAJCIE W TERENACH !! Pod śniegiem czyhają takie chamy.