Ja bardzo rzadko kupuję coś w sklepach, zazwyczaj czekam na końcówki wyprzedaży - ostatnio kupiłam trzy pary spodni po 25-30zł za parę i w sumie to jedyny zakup w tym roku.
Właśnie ja staram się nie ulegać presji wyprzedaży. Nie kupuję zazwyczaj na wyprzedażach, bo nieraz już miałam tak, że kupiłam i później nie nosiłam, bo tak naprawdę podobała mi się cena, a rzecz już średnio. Jedynie jak zakładam, że wchodzę kupić np. 2 T-Shirty i akurat są na wyprzedaży, to wtedy kupię je z wyprzedaży. Nauczyłam się nie korzystać z kart lojalnościowych, bo one tylko zwiększają chęć zakupów, co też jest na plus. 🙂
Madmaddie, Ciekawa pozycja. Poszukam czy gdzieś da się zdobyć idą tropem - wypożycz, zamień się, kup używaną 😉
smartini, wiem, ten plastik też mnie mierzi, raczej odnosiłam się do tego, że jak zaczynałam weganizować, to w sklepach było drogie i ohydne alpro i jakieś równie ohydne wege parówki za niebotyczne pieniądze 😉 Tempo jest za wolne, fakt. Otwiera się nowa kopalnia w okolicach Jastrzębia - fakt. Parę innych stara się o koncesję - fakt. I pewnie ją dostanie i tak dalej, i tak dalej. Ale podejrzewam, że Lidl nie chwali się, że plastik zredukował o 20%, bo tak bardzo się o środowisko troszczy 😉
marszylka w Warszawie jest grupa na FB "zamienię na jedzenie". infantil poleciła, i teraz ciągle coś tam wymieniam i oddaję, choć z dnia na dzień niestety pojawia się coraz więcej madek i starych bab z bólem tyłków o wszystko, i zaczął dominować handel naklejkami z biedronki 😲 ale są też oczywiście fajne osoby, wymieniające normalne towary za inne, więc generalnie polecam 😀 oddaję tam na przykład kosmetyki, które mi nie przypasowały, a nie chcę żeby leżały i się kurzyły a potem przeterminowały 😉 ale też np ciuchy, buty itp.
W sumie mogłybyśmy mieć tutaj na r-v taką wymienną grupę 😜
marszylka absolutnie nie ulegam wyprzedażom 🙂 po prostu czekam z zakupem do momentu wyprzedaży, bo mogę coś dostać za grosze. Nie mam ochoty wydawać 100zł za szmatke pt. spodnie,a niestety większość ubrań w sieciówkach tak wygląda.
smarcik na krakowskiej grupie też wymieniam wszystko 😀 ciuchy, rośliny, gadżety domowe - zazwyczaj na herbatę 😁
Dzięki wszystkim za sugestie. Popatrzę, posprawdzam. Nie mam na razie żadnego doświadczenia w temacie, a właśnie nie chodzi mi o wspieranie jakichś tam udawanych działań pod publiczkę typu bershka i ich bluzy z ekobawełny.
smartini, ostatnio youtuberka Weronika Truszczyńska też o tym mówiła że w USA jest takie parcie na wygodę i konsumpcjonizm, że przy nich Polska jest już teraz ultra eko 🤣
busch, byłam niedawno tydzień w Chicago i zaprawdę, ilość plastiku i opakowań mnie przygniotła. Tylko w pracy mieliśmy eko talerzyki i sztućce do ceteringu ale obstawiam, że to po prostu był bardzo dobry catering a takie drewniane talerzyki to modne więc takie mają :P A najlepsze są cukierki. Wielka paka cukierkow ala frutella, w niej po dwa cukierki w kolejnej folii a każdy cukierek dodatkowo w woskowanym papierku... xD
Pracowałam kilka lat w polskim oddziale amerykańskiej firmy. Mieliśmy kubki ceramiczne, swoje. Czasem ktoś zapomniał, kubek zostawał w kuchni i stawał się "społeczny". Nazbierało się tego sporo przez lata. W pewnym momencie zrobili akcję: zabieraj swoje kubki, albo pojadą na wysypisko. Wystawili tę porzuconą ceramikę w kartonach. Przygarnęłam kilka 😉 ale było ich serio, jak kundli w schronisku. Dla pełnego obrazu: tak było w starych budynkach. Zbudowali i oddali do użytku właśnie nowy. Kuchnie tam były puste. Argument oficjalny przeciw kubkom był taki, że się szafki urwą (?!?). Pytanie, dlaczego nie przenieśli ich do nowego budynku (tak, zadałam je). Pytałam też w czym będą pili goście, albo my, kiedy mamy np. całodzienne szkolenie w innym budynku. Często przyjeżdżał ktoś z zagranicy, delegacje. Co usłyszałam? Ano, że goście uważają te ceramiczne kubki za NIEHIGIENICZNE i w związku z tym pojawiły się "eko", "papierowe" jednorazówki. Zapytałam co zrobili temu papierowi, że go można wrzątkiem zalać? Dostałam kartę produktu. Ogólnie, nasączane jakimś tworzywem. Trucizna, śmieć, po zalaniu czystym wrzątkiem normalnie śmierdzi, ale przecież jest na kawę - z kawą nie poczujesz. Opadły mi ręce. Oczywiście nic nie wskórałam, powalczyłam z wiatrakami, koledzy trochę współczuli, trochę się podśmiewali.
Niehigieniczna - ceramika umyta w zmywarce. Amerykanie są inni, to fakt. I mają głębiej niż inni w rzyci świat, to też fakt...
dea, e, no to nie, tak zle u nas nie jest. My też polski oddział amerykańskiej firmy, mamy kubki i naczynia ogólnodostępne, większość ma swoje prywatne (ja mam kubek, szklanke, butelke na wode i miseczke na musli na śniadanie, co poradze ze lubie swoje i ladne 😁 ). W Chicago w hq mieli stojaczki zachęcające, by ludzie korzystali z ceramicznych no ale jak mają papierowe to im wygodniej w papierowy a potem do kosza, nawet do kuchni nie trzeba odnosić. Jak przylatują do nas to korzystają z ceramicznych, uważają to za 'fajne i ciekawe' ale chyba raczej traktują jako kulturową ciekawostkę niż coś, co faktycznie można przenieść na własne podwórko. Mam wrażenie (ale mówię, to tylko wrażenie) że tam te eko kubki starbaksa czy słomki z bambusa to modny gadżet a nie sposób na zredukowanie przynajmniej własnego śladu węglowego.
Kubki możemy trzymać u siebie (boże, oszalałym jakby mi ktoś mówił co mogę trzymać w swojej szafce a czego nie o.O) albo w kuchni, szafki mają podzielone półki na prywatne i 'publiczne' 😉
A w ogóle to znalazłam na aliexpress czadowe zestawy sztućców. Pokrowiec a w nim łyżka, nóż, widelec, zestaw pałeczek i dwie różne słomki + szczoteczka do nich. Dość często jadamy na mieście i takie zestawy (mamy podstawowy z Tigera) świetnie nam się sprawdzają, polecam 😀
Dziewczyny, Szwecja, kraj super eko, warzywa na kilogramy pakowane w folię...serio, pietruszka jest foliowana. Jeden korzeń pietruszki. NA WAGĘ. Widział ktoś z was pojedynczą, małą pietruszkę w folii? 😵
Spoko, do Polski to idzie. Ostatnio w naszym małym, osiedlowym warzywniaku pytałam czy jest tylko kukurydza zawinięta w stretch. Tak, bo kiedy kupią taką gołą, zawiniętą w liście, to muszą obierać z liści i zawijać w stretch z "okienkiem"... Serio? 😵
Co do tych kubków, to nie wiem kto to powiedział dokładnie - ludzie którzy do naszego zespołu przed kubkową rewolucją przyjeżdżali, pili wcześniej w różnych ceramicznych i nie przecierali ich uprzednio alkoholem 🤣 ale taką dostałam oficjalna odpowiedź od organizatorów akcji, kiedy zaczęłam kwestionować niską wytrzymałość szafek kuchennych 😉 Fakt, że ktoś tak mógł powiedzieć. Firma jest duża, wtedy ten oddział miał ok. 2000 ludzi. Wystarczy, że jakaś jedna szycha była niezadowolona i poszło.
emptyline, ja :p i marchewki, pojedyncze ogorki, papryki, baklazany...
Odnosnie kubkow - u nas wlasnie goscie z zewnatrz firmy maja ceramike, bo wstyd na private banking papier czy plastik rzucic. To tylko stali pracownicy maja jednorazowki 🤔wirek:
Co do slomek, to dla mnie jest jakies nieporozumienie. Naprawde nie mozna napic sie ze szklanki, tylko koniecznie przez slomke? 😁 Az wkleje mema.
Przy okazji tez natknelam sie dzisiaj na ciekawy post na fb. Zacytuje:
Sylwia Laabeda 10 października o 15:33 Jestem zła. W trosce o środowisko kupiliśmy wcale nienajtańszą pralkosuszarkę Boscha. Jest, a w zasadzie była, enorgooszczędna, wodooszczędna. Zakładałam, że będzie nam dobrze służyć przez długie lata. Minęło 6 lat. Wysiadł elektrozamek. Wymiana ponad 200 zł. Miesiąc później szlag trafił pompę. Zapłaciliśmy jakieś 500 zł. Minęło kilka miesięcy - coś zaśmierdziało, pralka zapomniała odwirować i przestał działać programator. Oczywiście drzwiczki pancerne, człowiek sam nie może tego otworzyć bez pomocy serwisu. Pan serwisant właśnie wyszedł. Naprawa będzie kosztowała 1900 zł. Tym razem padł mały elektroniczny sterownik zatopiony w plastiku, do którego nie ma zamienników, bo producent tak go stworzył, żeby nikt tego nie podrobił. ŻEBY NAPRAWA BYŁA NIEOPŁACALNA. Ponieważ to jego trzecia wizyta, dostaliśmy przynajmniej rabat na ekspertyzę... Przy okazji zajrzałam do środka. Bęben jak nowy. Podobnie jak reszta pralki. Tylko jeden mały element uszkodzony.
Efekt jest taki, że muszę wyrzucić całą piękną pralkę, dlatego, że nie opłaca się wymienić jednego małego elementu, który kosztuje tyle co dobrej klasy telefon komórkowy. A w produkcji zapewne jakieś 5 zł.
Jeśli jeszcze ktoś będzie próbował wywołać we mnie poczucie winy, że nie dbam o środowisko biorąc w sklepie torebkę foliową, to mu chyba napluję na buty. To jest przerzucanie odpowiedzialności na nas, na konsumentów. To ja mam przereorganizować swoje życie, podlewać ogródek deszczówką z beczki, nosić torby ekologiczne, kupować bio-sro marchewki, jajka od szczęśliwych kur, nie jeść mięsa, kosmetyki tylko z domowej manufaktury, 10 koszy na śmieci pod zlewem... A producenci agd robią wszystko, żebym musiała co kilka lat wymieniać w domu cały sprzęt. I co się z tym sprzętem teraz stanie? Gdzie trafi? Poza tym jednym spalonym gównem (a głowę dam, że ktoś ostro nad tym myślał jak to zrobić, żeby się po 6 latach spaliło) moja pralka jest w idealnym stanie.
Serce mnie boli na takie marnotrawstwo surowców, pieniędzy, energii. Ktoś musi wyprodukować nową pralkę emitując masę śmieci, zanieczyszczeń, dwutlenku węgla, a potem sprzęt z niewielką usterką zezłomować. Ale to JA jestem winna plastikowym patyczkom do uszu w oceanie i bocianom budującym gniazda z torebek foliowych.
Czuję się teraz jak kompletna frajerka.
Nie kupuję dzieciom jednorazowych plastikowych zabawek. Żadnego brokatu (mikroplastik), plastikowych naklejek, jajek Kindera, pierdół z Mc Donalda, modeliny, czy innych bzdetów, które po 5 minutach trafiają do śmieci, gdzie będą zalegać kolejnych 500 lat. Nie jemy śmieciowego żarcia. Segreguję śmieci. Noszę materiałowe torebki na zakupy. Mam nawet wózek na kołach na większe zakupy, żeby nie jeździć samochodem. Nie mamy drugiego samochodu, bo uważam, że jest zdrowiej dla mnie i dla środowiska żadnym poszła codziennie na stację 1,5 km, albo pojechała na rowerze /rolkach lub hulajnodze. Od 5 lat zmuszam do tego moje dzieci. W każdą pogodę, cały rok maszerują od pociągu do domu piechotą. W imię troski o środowisko i ich zdrowie.
A wielki biznes ma to w dupie. I jestem jeszcze zmuszona kupić nową pralkę.
Udostępniajcie to proszę. Może trafi to do kogoś, kto się puknie w czoło i coś z tym zrobi.
A to nie jest tak, że Szwecja spala 99% swoich śmieci, zmieniając je na energię? (żeby nie było, pakowanie osobno marchewek jest idiotyczne, tylko pytam)
ashtray, Czasem się bez słomki nie da, na przykład w kinie :P Generalnie, jak ktoś lubi pić przez słomkę to w zasadzie czemu nie?
Linkowałam ten wpis trochę wyżej 😀
A sorry, nie widzialam Twojego wpisu. Hm, kino. Papierowy kubek, plastikowa zatyczka (jak to sie nazywa?) i przyniesiona z domu metalowa slomka= czyste sumienie 😀 No spoko, kazdy robi co moze. Ja nosze w torebce swoja wode czy tam inne napoje i wnosze do kina albo po prostu nie kupuje picia i jedzenia w kinie. Przez 2 godziny nie umre z pragnienia i glodu. Dla mnie to jest troche bezmyslne nakrecanie kolejnych koncernow pod chwytliwa przykrywka eko, produkujacych rzeczy, ktore tak naprawde sa bezuzyteczne i niepotrzebne.
ashtray, ja te kiedyś tak myślałam ale natknęłam się na filmik, który mi uzmysłowił że np. dla ludzi niepełnosprawnych słomki mogą być naprawdę ważne, a te wielorazowe nie stanowić dobrej alternatywy. Bardzo polecam te filmiki:
Wszystko moim zdaniem sprowadza się do tego, że dla każdego z nas coś innego jest za dużym poświęceniem. Chyba większość z nas się zgodzi, że nie mamy prawa na przykład powiedzieć kobiecie w ciąży, że powinna ją usunąć, bo nowe dzieci to ogromne obciążenie dla środowiska. Jest to przykład ekstremalny ale pokazuje, że nikt z nas nie jest idealny, a każdy z nas ma pewne granice dbania o środowisko kosztem własnego dobrobytu. Może dla Ciebie słomka to kompletnie zbędne akcesorium (i dobrze - możesz zrezygnować z niego i dołożyć swoją cegiełkę do rozwiązywania problemu), ale pewnie jest coś innego, czego nie zamierzasz sobie odpuścić dla środowiska - może lubisz podróżować samolotem bo zwiedzasz świat, a może lubisz tak bardzo borówki do swojej owsianki, że będziesz kupować je nawet w plastikowym opakowaniu.
Tak jak zacytowałaś niżej - nasze indywidualne zachowania mają ograniczoną moc, znacznie większą miałaby np. legislatura, w wyniku której każda korporacja byłaby odpowiedzialna za śmieci, które produkuje - czy to w procesie produkcyjnym, czy też w wyniku planowanego lub naturalnego końca życia produktu. Od razu by się pojawiało znacznie więcej sensownych eko rozwiązań 🤣
busch ależ jasne, ze tak i zupełnie sie z Toba zgadzam i nawet nie zamierzam dyskutować. Sama nie jestem święta i uważam, ze w obecnych czasach zycie zero waste jest po prostu niemozliwe. Totalnie rozumiem osoby niepełnosprawne czy dzieci, ktore musza słomek używać. Wyciągnęłam te słomki, ponieważ hype na nie powoduje ze opadają mi wszystkie kończyny i cycki. Teraz każda blogerka zamawia metalowe słomki z aliexpress szczycąc sie jaka to jest eko. Jest to dla mnie o tyle zabawne, ze widze przez pryzmat tych cholernych słomek podwójne standardy. Słomka w kinie jest taka sama fanaberia jak 15 szmaciany t-shirt z h&m czy Bershki. Rownież przykład, ze w kinie bez słomki sie nie da mnie troche osłabił. No da sie. Mysle, ze jesli jest sie dorosła, pełnosprawna osoba da sie.
ashtray, ale wiesz, że nie chodziło mi o to, że nie da się w ogóle pójść do kina bez użycia słomki? I że to był tylko luźny przykład kiedy taka wielorazowa może się przydać? Bo jak kupisz colę w tym nieszczęsnym kubku to bankowo się oblejesz, musisz wziąć słomkę. Ok, mogę też kupić w sklepie ale to znowu plastikowa butelka albo puszka - przeszla rozlewnie (w kinie to chociaz rozcienczona z duzych porcji koncentratu), pakowanie, owijanie palety folią, transport. Czyli w zasadzie nie mogę kupić coli, soku też nie bardzo, chyba ,ze to jakis fancy ekologiczny w szkle. Ale jego produkcja tez kosztowala wode, co2 w transporcie. Czyli zostaje woda z filtra. Ale same filtry są plastikowe... W ten sposób można dojść do paranoi. Ja nie zamierzam się samobiczowac i odmawiac sobie wszystkiego dla idei. Uwazam, ze i tak nie jestem najgorsza jezeli chodzi o smiecenie i konsumpcjonizm więc jeśli ra na ruski rok sobie kupię tą nieszczęsną cole w kubeczku do popcornu to spokojnie mogę mieć wielorazową słomkę.
Dla kazdego co innego jest fanaberią, ja czesto jem na miescie i mierzi mnie, jak dostaję plastiki do jedzenia. Mam jeść rękoma? Czy może w ogóle nie jeść na miejscie bo przeciez umiem sobie ugotowac i to nie najgorzej? No ja wolę jednak kupić sobie jeden mobilny zestaw sztuccow na kilka lat niz resygnowac z czegos, co sprawia mi w zyciu bardzo duzay przyjemność
Smartini, ale nie musisz sie tłumaczyć. Kazdy ma swoje wybory. Byc moze ja nie mysle logicznie, ale nie rozumiem czemu ubrania no weźmy tego Calvina Kleina budzą wstręt i odrazę, a chińskie metalowe słomki produkowane na potęgę nie? Moze sa roznice w procesie produkcji, zużycia wody, pracowników- nie wiem. Jednak tak po prawdzie i jedno i drugie to badziew. Tylko ten co ma w szafie 20 par majtek CK powinien sie wstydzić, a ten co ma słomkę z Ali moze sie chwalic, bo przecież ratuje planetę.
Zauważ, że ja nigdzie nie pisałam, że KC to wstręt i należy linczować kupujących 😉 generalnie mało rzeczy budzi we mnie wstręt, najbardziej to chyba zmuszanie ludzi do ograniczania samych siebie gdzie powinno się tak naprawdę ograniczać firmy, producentów, korporacje. Wywoływanie ogromnych wyrzutów sumienia (u nastolatków np coraz częściej diagnozuje się depresje z powodu zanieczyszczania środowiska... to straszne) w ludziach, którzy nie są głównym problemem. Nie tłumaczę się tylko pokazuję, że dla ciebie to może nie być żaden kompromis a dla innych odmówienie sobie czegoś, co bardzo lubią. Pewnie na odwrót Tobie byłoby ciężko zrezygnować z jakichś rzeczy, które mi są całkowicie niepotrzebne do życia. I też się nie chwalę - zwyczajnie się cieszę, że znalazłam coś, co mi się podoba (tak, lubię ładne rzeczy) i do tego rozwiąże pewien mój problem, bo jednak jak mogę jednym zakupem wyeliminować wieeeeele plastikowych sztućców no to mnie to zwyczajnie cieszy 😉 świata tym nie zbawię, żółwi nie uratuję, nie ugaszę Amazonii czy syberyjskich lasów. Ale też nie zrobię tego nie kupując sobie spodni na wyprzedaży, nie zrobię tego kupując mydło w kostce zamiast w plastikowej butelce czy karmiąc barfem ograniczając tym ślad węglowy żarcia mojego psa. Ba, powrót do stylu życia rodem z epoki kamienia łupanego przez garstkę ludzi, którzy się przejmują, też nic nie zmieni. I to jest smutne
madmaddie, tak, nawet chyba spala część z Norwegii czy Danii, ale nie wiem, czy to jest rzeczywiście 99%. I to jest akurat super. Jest tu też kultura segregacji, ale dalej nie aż taka, żeby pakować pietruszki w folię. 😁 Czekam aż ofoliują pojedyncze ziemniaki. 😁 kokosnuss, o nie, u was też? 😵
madmaddie, ja nie mam problemu, ze system emeryturkę padnie, bo pewnie emerytury nie dożyje. Mieszkania tez nie ma co kupować. Jak słyszę, ze znajomi kupują nad morzem mieszkanie za 800000 to mam mega bekę 😀
I działa! Na początku używałam tylko w domu, teraz normalnie na codzień i jest super 🙂 czysto, świeżo, nawet na trening daje radę. Niemniej nie wiem jak w przypadku osób, które mocno się pocą. Plus za MEGA wydajność tego dezodorantu, serio używam już chyba pół roku a może połowę zużyłam 😀 codziennie daję tak mniej więcej wielkość paznokcia na jedną pachę i wmasowuję.
Mam 4 szpaki,cytrusowo-ziołowy,też na poczatku miałam obawy ale nie widzę teraz różnicy,też ma sodę oczyszczona w składzie na pierwszym miejscu,glinke i olejki.jedyny dyskomfort to resztka pod paznokciem i pachy nie są tak szczelnie zaklejone jak przy zeyklym sztyfcie,takie miałam odczucie gdy stosowalam tradycyjny.Tutaj fajnie się zmywa wieczorem.Jedyna moja rozkmina to taka że byloby super uzupełniać pusty słoiczek w stacjonarnym.Może kiedyś. .